A kiedy śnieg przestanie prószyć, to Monty na spacer ruszy.

Kwiecień • -5°C

Ufff, to chyba już koniec, co? Dzień staje się powoli coraz dłuższy (koniec arktycznych nocy, moi drodzy!), a słońce jakby częściej zagląda przez te brudne okna do sąsiadów i sprawdza czy rozpoczęli już wiosenne porządki. Ujemne temperatury co prawda nie ustępują, ale jest już cieplej o prawie dwadzieścia stopni! Jeszcze chwila i znowu będzie można porzucić kurtki na rzecz podkoszulków z krótkim rękawem. Ah, wy też czujecie powiew tego ciepła na skórze..? Tylko nie chowajcie jeszcze traperów do szaf, bo ten czterdziestocentymetrowy śnieg tak szybko się nie roztopi.

Kalendarz

16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap I - link
01/05/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap II - link
02/05/17 Nowy nagłówek
17/09/17 Wydarzenie: Spływ kajakowy - link
02/02/17 Nowy szablon
14/02/17 Wydarzenie: Poczta walentynkowa - link

Mogę tak być, na skraju spraw i w niedorzeczności bezpiecznie trwać

38 LAT — WŁAŚCICIEL SKLEPU OGÓLNEGO
Mówiono o nim jak o prostym człowieku, uśmiechającym się czasem bez powodu i serdecznym dla każdego, kto i jemu tą serdeczność okazał. Niewielu rozumiało jego poczucie humoru i nieposkromioną ochotę przebywania ciągle w czyimś towarzystwie. Lubił rozmawiać, uwielbiał słuchać, a jeszcze bardziej cenił sobie zaufanie, jakim obdarzano go każdego dnia przy porannych zakupach. Był trochę jak barman, dla niektórych spowiednik i rzadko opowiadał innym o swoim własnym życiu. Było dobre, wyglądało tak jak wyglądać powinno i nie było w nim miejsca na ekscesy zewnętrznego świata. Pokusy, którym ulegała jedynie jego wyobraźnia i pragnienia szczenięcego pierwiastka duszy, drzemiącego nadal w zakamarkach jego świadomości. Uciszały się w momencie, gdy zaczynał się wieczór spędzony przy dogasającym kominku, którego żar ogrzewał jego zmęczone ciało i sprawiał, że do pełni szczęścia brakowało mu jedynie dotyku ukochanej kobiety. Była przy nim, a on przy niej, zamknięty w wyobrażeniach o wspólnej przyszłości i dzikim przekonaniu, że nie bez powodu znalazł się w punkcie wyjścia właśnie wtedy, gdy wydarzyć się mogło absolutnie wszystko. Był dobitny w swoim konserwatyzmie i nieprzejednany w stosunku do zasad, jakie wpoiło mu dorastanie na końcu świata. Nie potrzebował niczego prócz pewności, że postępuje w zgodzie z własnym sumieniem i że jego wolność kończy się dokładnie w miejscu, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka.
Zastanawiano się czasami nad wyrośniętym młodzieńcem strzelającym z procy w pobliskie drzewa i kradnącym zapasy ze spiżarni miejscowych ogrodników, ale nikt prawdziwie za nim nie tęsknił. Nawet on sam. Wsłuchiwano się natomiast w przyjemnie niskie tony głosu dojrzałego mężczyzny, mającego do zaoferowania dobre rady i opowiastki wyniesione z dziesiątek tysięcy przeczytanych książek. Był jedną z nich — historią o przedziwnym początku i nie posiadającą swojego zakończenia. Przesiąkniętą zapachem malinowego ciasta i metalicznym posmakiem krwi ze skaleczonego papierem palca. Historią, w której każdy mógł umieścić cząstkę siebie.
WIĘCEJ
darkpurplemagic@gmail.com

30 komentarzy:

  1. [ Ja tu tylko szybko przywitam się, życzę dużo weny i mnóstwa świetnych wątków. A co do wątków, to jakby co- zapraszam do mnie. ;)]

    Laura

    OdpowiedzUsuń
  2. [Jak ja lubię, kiedy te historie są takie bezpretensjonalne, płynące i konkretne! <3 Bardzo przyjemnie się czytało, a Teddy wydaje się być takim totalnie przyjemnym człowiekiem. (I wiem, że to strasznie prymitywne z mojej strony, ale Lee <3) Gratuluję niezwykle uroczej kreacji i w razie chęci zapraszam do siebie :D]

    Robert Leblanc

    OdpowiedzUsuń
  3. [Nie wiem, czemu, ale mam dreszcze po przeczytaniu karty. Theorore wydaje się taką przyjemną, ciepłą postacią, a sama karta - bardzo ładnie napisana. I nie mogę nie pochwalić opisanej historii, ładnie i przejrzyście ^^
    Mount Cartier ma jakiś magnes, wszyscy tu w końcu wracają! Oby Theodore z żoną zostali tu jak najdłużej i by dobrze im się tu żyło! Weny, wątków, czasu!
    A jakby coś, nadmiar pomysłów albo chęć nawiązania jakiegoś powiązanka - zapraszam w moje skromne progi ^^]

    Samuel Dunsmoor

    OdpowiedzUsuń
  4. [I znowu będę miała przyjemność Cię trochę pomęczyć, Pączku ❤❤❤]

    OdpowiedzUsuń
  5. [karta napisana pięknie, tak trochę poetycko bym nawet powiedziała :)
    baw się dobrze, życzę dużo weny i oczywiście zapraszam do Solinki, jesli najdzie ochota :D ]

    OdpowiedzUsuń
  6. [myślę, że Soliśka nie będzie miała wyrzutów sumienia, jeśli przyczyni się swoimi wypiekami do pęknięcia guzików w ulubionej koszuli na jego brzuszku :P
    to doskonały pomysł! bo w chwili obecnej dziewczyna nie mieszka u siebie, jest to po prostu niemożliwe, bo i dach się zawalił, okiennice na poddaszu osuneły i jakies na pewno straszne szkody powstały o :D a złota rączka na pewno się przyda :D nie sądzę, by ruda miała śmiałość samej prosić o pomoc, ale... może przy następnej wizycie w cukierni, mężczyzna sam by zagaił o powód wiecznie pogaszonych świateł w jej domu? to taka mieścinka, gdzie każdy każdego zna, więc chyba by nie zakrawało to o perwersję podglądania xD ]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Lee Pace! Rany, jakie piękne ludzie wybierają tutaj wizerunki, naprawdę. <3
    Do tego nie mogę nie pochwalić kreacji Theodore'a, świetnie wpasowuje się w klimat bloga, budzi sympatię, niczym zwyczajny chłopak z sąsiedztwa, a jednak jest w nim coś intrygującego. Wspaniały!
    Witam gorąco, chociaż sama jestem tutaj nowa, i mam nadzieję, że się zadomowisz. <3]

    Genevieve Leblanc

    OdpowiedzUsuń
  8. Kilkukrotne szarpnięcie za klamkę drzwi wejściowych, upewniło młodą kobietę w przekonaniu, iż dziś nie spędzi nocy we własnym mieszkaniu, mimo to jeszcze przez długi czas pukała i szarpała klamkę w nadziei, iż Victor stanie w progu mieszkania i pozwoli jej wejść do środka. Niestety nic takiego się nie stało. Zmarznięta i zmęczona po całym dniu spędzonym za sklepową ladą, marzyła o gorącej kąpieli i kubku ulubionej herbaty. Zrezygnowała zeszła z werandy, nie wiedząc co ma tak naprawę zrobić. Niska temperatura dawała jej się we znaki, a jedyne rozwiązanie, jaki przyszło jej do głowy był powrót do sklepu, którego zaplecze może i nie zachęcało do pozostania w nim całą noc, jednak przynajmniej pozwoli jej się rozgrzać i wypić gorącą herbatę.
    Bez problemu zaraz po wejściu do sklepu odnalazła nadpaloną już kiedyś świeczkę, a z jednej z półek zdjęła paczkę maślanych ciastek, wrzucając wcześniej odpowiednią sumę pieniędzy. Skulona w niewygodnym, nieco zabrudzonym fotelu pod ulubionym płaszczem, wsłuchiwała się w panującą dookoła cisze, co co jakiś czas przerywało ciche chrupanie, czy dźwięk odkładanego kubka na niewielki stoliczek. Nic jej tutaj nie trzymało, a mimo to posiadając niezliczoną ilość możliwości na ucieczkę rezygnowała; powodem mógł być nie tylko strach przed samym Victorem, który wiele razy udowodnił, iż stać go na wiele, powód stanowił również fakt, iż tak naprawdę nie miała gdzie uciec. Nie znała innego życia poza miasteczkiem, nie miała wystarczających funduszy, aby sobie poradzić.
    Nie wiedziała dokładnie ile czasu minęło, odkąd zaległa na zapleczu przy elektrycznym piecyku, jednak w końcu zmorzył ją sen, który nie trwał długo. Niemal podskoczyła na fotelu w skutek donośnego głosu Theo. Nie spodziewała się go zobaczyć o tak późnej porze w sklepie.
    — Nie mam kluczy do mieszkania, nie wiem, gdzie jest Victor, więc automatycznie nie mam jak dostać się do domu — odparła cicho i naciągnęła na siebie materiał płaszcza. Nigdy nie lubiła przesadnie się tłumaczyć, zwłaszcza, że niewiele mogła powiedzieć, zważywszy na samego Victora, który często kontrolował każdy jej najmniejszy ruch, dlatego też gdyby się dowiedział, iż pod jego nieobecność spędziła noc w domu jakiegoś mężczyzny, nie ważne kim on był, nie skończyłoby się to dla niej dobrze.
    — To tylko ja i zwędziłam jedynie paczkę ciasteczek — zaśmiała się i wskazała skinieniem głowy na prawie pustą paczuszkę. — A ty? Czemu nie siedzisz w domu o tak późnej porze? — zapytała unosząc przy tym brew ku górze. — Nie możesz spać?


    Heaven <3

    OdpowiedzUsuń
  9. — Victorowi nie spodobałoby się, to że nocowałam u kogoś, zwłaszcza u mężczyzny — odparła i zacisnęła usta w wąski paseczek, by następnie wypuścić głośno powietrze przez nos. Nawet nie chciała myśleć o tym, co mogłoby ją spotkać zaraz po tym, gdy Victor z niewiadomych dla niej źródeł dowiedziałby się, iż dzisiejsza noc spędziła w mieszkaniu własnego szefa. Efekt ostatniej kłótni odczuwała do dziś w formie zrośniętego już żebra, jednak nadal dającego o sobie znać. — Nie jest tutaj tak źle jak może to rzeczywiście wyglądać. Zjadłam, napiłam się trochę herbaty i nie jest mi zimno. Piecyk całkiem świetnie daje sobie radę, co widać nawet po tobie — dodała i zadarła głowę ku górze z delikatnym uśmiechem. — Masz rumieńce na policzkach.
    Zsunęła z siebie delikatnie płaszcz, gdyż rzeczywiście zrobiło jej się odrobinę zbyt ciepło i wyciągnęła dłoń po ostatnie już ciasteczko.
    — Poradzę sobie, a jutro od razu akurat otworzę sklep — powiedziała między kęsami i strzepnęła z siebie nagromadzone na różowym sweterku okruszki. — Prawdę powiedziawszy nie nocuję tutaj po raz pierwszy. Victorowi zdarza się znikać co jakiś czas i za każdym razem okazuje się, że przesadził z ilością nalewki, co było powodem nocowania poza domem.
    Przymknęła powieki i wzięła głęboki wdech, czego od razu pożałowała. Skrzywiła się i nerwowo poruszyła na fotelu, by móc ponownie odnaleźć wygodną pozycję do siedzenia. Starała się rozmasować obolałe miejsce, co za pewne nie umknęło uwadze Theo.
    — Poślizgnęłam się na schodach, gdy wynosiłam dla dostawcy plastikowe skrzynki jakiś czas temu — skłamała bez mrugnięcia okiem. Za każdym razem przewinienia partnera tuszowała parszywym kłamstwem. Mydliła wszystkim wokół oczy, dając im obraz przykładnego związku, a w rzeczywistości za zamkniętymi drzwiami mieszkania ich związek był daleki od obrazu kochającej się rodziny. — Trochę się poobijałam, ale nie jest źle — wydukała i chwyciwszy kubek z zimną już herbatą, upiła parę łyków chcąc ukryć delikatne zdenerwowanie. Zawsze próbowała dobierać wersje wydarzeń, aby nikt nie dostrzegł w nich żadnych nieprawidłowości, delikatnej luki czy czegokolwiek innego, co mogłoby wzbudzić podejrzenie w autentyczność opowieści.


    Heaven <3

    OdpowiedzUsuń
  10. [Robert się zdecydowanie nie nadaje do negatywnych relacji, nie ma do tego nerwów, a jedyni ludzie, na których kiedykolwiek krzyczał, to partnerzy z wypraw, kiedy ci robili jakieś bardzo głupie rzeczy :D I bardzo podoba mi się ten pomysł! Nastolatki to nastolatki - kiedy ktoś jest młodszy o więcej niż kilka miesięcy, jest już dzieciakiem, więc wielkiej przyjaźni nie było w młodości, ale teraz nic nie stoi na przeszkodzie :D Możemy jeszcze dodać np. to, że tatuśkowie naszych panów są wielkimi ziomkami i Ojciec Frank bardzo namawiałby Seniora Addamsa do tego, żeby się już nie gniewał za synowskie wycieczki, bo to dobry chłopak i zew przygody go porwał, bo kto jak kto, ale ojciec Roberta musi to rozumieć :D]

    Robert Leblanc

    OdpowiedzUsuń
  11. Jej oddech stał się znacznie cięższy i nerwowy, gdy poczuła jego dłoń na obolałym miejscu. Przysunął się tak blisko, że nie miała nawet możliwości na odzyskanie swobody. Często zdarzały się sytuacje, w których świadomie lub może mniej świadomie, onieśmielał jej osobę, wzbudzał w niej zakłopotanie, sprawiał, iż jej serce biło mocniej. Tak było również i w tej chwili, jednak teraz poczuła się również zagrożona, a jej umysł od razu nakazał przybrać pozę obronną. Prawda nie mogła wyjść na jaw.
    Uśmiechnęła się delikatnie i ułożywszy dłoń na jego nadgarstku, delikatnie pogładziła go kciukiem.
    — Miałam dostać odszkodowanie za własne niezdarstwo? — zapytała spoglądając mu w oczy. —Victor jest nerwowy i zdarza nam się pokłócić, jednak zapewniam cię, że nigdy nie podniósł na mnie ręki — dodała zdecydowanie, nie odrywając nawet na moment oczu od jego spojrzenia. Można było rzec, iż wszystko, co stanowiło element jej codzienności stało się kłamstwem, sama jej osoba stała się definicją kłamstwa, które przestało przysparzać jej problemów, przestało wzbudzać w niej wyrzuty sumienia.
    — Gdy Victor znika, śpię tutaj bo to wygodne, a nie powiedziałam ci o tym bo dobrze wiedziałam, że będziesz chciał mi pomóc. Nic złego się nie dzieje, a ja nie mogę pozwolić na to, aby cudowna kobieta czekająca na ciebie w domu zobaczyła między nami coś nieodpowiedniego, Theo…
    Zacisnęła usta w wąski paseczek i cicho westchnęła. — Oboje wiemy, że coś między nami jest. Rozważałam zmianę miejsca pracy, tylko po to, aby nam tego wszystkiego oszczędzić. Zbudowałeś sobie grunt pod nogami, którego ja nie mogę zburzyć, mimo, iż chęć pocałunku jest czasem silniejsza niż zdrowy rozsądek, dlatego powinieneś teraz wrócić do domu, przytulić mocno swoją kobietę i cieszyć się z możliwości posiadania jej u swojego boku. Nic piękniejszego nie mogło cię spotkać. Ja jestem jedynie częścią twojego sklepu, na tym się skup i w ten sposób mnie traktuj.
    Tym razem uśmiechnęła się delikatnie i naciągnęła na swoje ramiona materiał płaszcza mając wrażenie, iż temperatura w pomieszczeniu znacznie spadła. Spuściła wzrok, by chwilę później zamknąć oczy. Pragnęła uciec od tego co działo się wokół niej przez cały czas, pragnęła odpocząć, jednak była zbyt słaba, by decydować o tym w jaki sposób chce żyć. Była pieprzonym tchórzem, mydlącym wszystkim w około oczy w perfidny i niezasługujący na zrozumienie sposób.


    Heaven <33

    OdpowiedzUsuń
  12. W momencie, gdy ponownie otoczyła ją głucha cisza, a wypalona świeczka zgasła, schowała wolną od makijażu twarzyczkę w materiale płaszcza cichutko płacząc. Miała dość tego co działo się od ponad dwóch lat. Okłamywała i oszukiwała tak wiele osób, iż przestała już nad tym panować. Co jeśli, gdy uda jej się uwolnić od Victora, nadal nieświadomie będzie to robić? Stała się jego marionetką, miał nad nią kompletną władzę, a ona zbyt mocno spętana przez strach, nie umiała pisnąć słówkiem o dziejącej się jej krzywdzie. Mężczyzna, którego prawdziwie kochała, odnalazł spokojne życie u boku innej kobiety, a Heaven wychodziła z założenia, iż będąc przepełnioną kłamstwem, nie była warta tego, aby Theo poznał prawdziwą siłę jej uczucia. Nie zdołała zmrużyć oka do rana, w efekcie czego godziny otwarcia sklepu powitała cholernie obolała i zmęczona, mimo to uśmiechała się pogodnie w stronę pierwszych klientów i uzupełniła brakujący towar. W momencie, gdy w sklepie pojawił się Victor, którego widok wyraźnie wskazywał na to, iż spędził wieczór w formie jakiej spodziewała się tego Heaven. Ponownie ją kontrolował. Zmuszona odpowiadać na pytania w sposób wyczerpujący, bez najmniejszego zawahania, nie mogła mieć pewności, że nawet wtedy jej nie uderzy. Ku jej szczęściu opuścił ostatecznie sklep mrucząc coś pod nosem, aby nie zawahała się spóźnić nawet sekundy, gdy tylko skończy swoją zmianę w sklepie. Brunetka często obrywała za to, iż zdarzało jej się pojawiać w domu później niż rzeczywiście to robiła. Victor denerwował się zarzucając jej zdradę, a jeśli nie był w stanie wymyślić niczego konkretnego, skupiał się na błahostkach.
    W małej przerwie na kawę, wyszła po świeże bułeczki do piekarni niedaleko, których ilości potrafiła pochłaniać w zatrważających ilościach. Po powrocie do sklepu nadal były ciepłe, a pusty żołądek młodej kobiety wyraźnie domagał się czegoś bardziej treściwego niż paczka suchych ciastek.
    Wychyliła się zza drzwi zaplecza, gdy usłyszała delikatny dzwoneczek, który trącony przez otwierające się drzwi zwiastował nadejście klienta.
    — Masz świetne wyczucie — stwierdziła na widok Theo i od razu podsunęła mu pod nos bułeczki z delikatnie roztopionym masłem. — Jeszcze ciepłe! Nie ma lepszych, ba nigdzie nie znajdziesz lepszych bułek — dodała z delikatnym uśmiechem, po czym chwyciła w dłoń kubek z gorącą kawą bez mleka.
    — Mogłabym zamknąć dziś sklep nieco wcześniej? Jutro otworzę go wcześniej. Wywieszę kartkę na drzwiach.


    Heaven <3

    OdpowiedzUsuń
  13. [ A ja chciałam tylko cichutko powiedzieć, że przeogromnie podoba mi się styl, w jakim napisano kartę *___*
    Życzę mnóstwa wątków i długiego pobytu w mroźnych granicach MC :)]

    Diana Lam

    OdpowiedzUsuń
  14. [Witam serdecznie na blogu; co prawda z lekkim poślizgiem, no ale...;)
    Bardzo ładna karta; czytelnik bardzo łatwo może sobie wyobrazić postać Theo; zarówno tego młodego, nieco chyba krnąbrnego chłopca; później szukającego swojego miejsca młodzieńca; jak i mężczyznę, którym się stał. Przyznam szczerze, że osobiście bardziej jednak spodobała mi się historia, choć karcie oczywiście niczego nie brakuje; pozostaje mi tylko Ci pogratulować i pozazdrościć stylu ^^
    Przy okazji Twojego wyboru wizerunku, z którym osobiście nigdy wcześniej się na grupowcach (chyba) nie spotkałam; dotarło do mnie, że Lee jest Amerykaninem... Nie wiedzieć czemu, do dziś żyłam w przekonaniu, że to Brytyjczyk xD
    Kończąc moje gadanie od rzeczy, raz jeszcze witam na blogu; życząc udanej zabawy i wątków oraz weny. Jeśli masz ochotę, zapraszam do siebie, a póki co, baw się dobrze! :)]

    Nicolas Everest | Jasper Lam

    OdpowiedzUsuń
  15. Choć noc nie należała do najłatwiejszych, nie czuła się najlepiej, a od najwcześniejszych godzin porannych była już na nogach stając za sklepową ladą jej humor o dziwo nadal utrzymywał się na dość dobrym poziomie. Przepyszne śniadanie pozwoliło jej nabrać nieco sił, a kawa odpędziła towarzyszącą jej senność. W momencie, gdy w sklepie pojawiła się partnerka Theo, Heaven nie pisnęła nawet jednym słówkiem, zaś pod wpływem spojrzenia kobiety, miała wrażenie, iż zaczyna się kurczyć, chciała się schować, zrobić cokolwiek, byleby uwolnić się spod ciężaru spojrzenia. Wręcz natychmiast przeszła w głąb sklepu, gdy tylko kobieta wyszła. Musiała się czymś zająć, by przestać o tym myśleć, zwłaszcza, iż w sklepie natężenie ruchu zaczęło się znacznie zwiększać, a Heaven musiała skoncentrować się w pełni na pracy. Nie unikała Theo, wręcz przeciwnie. Żarty, czy wesołe zaczepki nadal należały do jej nawyków, a raczej sztuczek maskujących prawdziwą codzienność młodej kobiety. W małej przerwie na obiad, zdecydowała iż uprzątnie jedną z półeczek, na której parę dni temu rozsypał się cukier. Chwyciła jeden ze stołeczków, zaś w prawej dłoni ściskała zwilżoną ściereczkę. Zmiotła pozostałości cukru, nucąc przy tym pod nosem fragment ulubionej piosenki, która akurat leciała w radio stojącym na parapecie okna. Nie śpieszyła się, gdyż wiedziała, że w razie czego, Theo z pewnością obsłuży za nią klienta. W pewnym momencie pisnęła krótko, gdy włochaty pająk postanowił urządzić sobie wędrówkę po jej przedramieniu. Zachwiała się niebezpiecznie na drewnianym stołeczku w efekcie czego chwilę później wylądowała na drewnianej podłodze. Stęknęła cicho i złapała się odruchowo za miejsce, które jeszcze jakiś czas temu uległo złamaniu, klnąc przy tym siarczyście. Oddychała ciężko, nie wiedząc jeszcze o tym, iż jej czoło było delikatnie rozcięte, przez co jej skroń przyozdobiło parę kropel krwi. Od zawsze cholernie bała się pająków i wcale się z tym nie kryła. Nie raz, nie dwa wręcz błagała Theo, by zabił znienawidzone stworzenie, nawet jeśli pająk spokojnie spoczywał w rogu pomieszczenia, nikomu nie zawadzając. Nieporadnie przeszła do pozycji siedzącej i jęknęła, gdy dotknęła swojej głowy, która bolała ją chyba najbardziej, nie licząc naruszonego żebra.
    - Czy w umowie o pracę było coś o dopuszczalnych pracownikach fajtłapach? – zapytała chcąc brzmieć zabawnie, choć tak naprawdę ani trochę nie było jej do śmiechu. Obraz przed oczami nieco jej się rozmazywał i poza przejściem do pozycji siedzącej, nie była nic w stanie więcej zrobić, bez dodatkowego nie robienia sobie krzywdy. Zdana na łaskę Theo, delikatnie się denerwowała. Victor w każdej chwili mógł wejść do sklepu i wystarczyło, że Theo znajduje się tak blisko niej, by po powrocie do domu stawić czoła niesamowitej awanturze. Zagryzła nieco zbyt mocno dolną wargę i gdy tylko spoczęła na fotelu, spojrzała w stronę własnego szefa. – To nic takiego. Wrócę do domu, a jutro znowu stanę za ladą i postaram się nie zrobić sobie krzywdy.

    Heaven <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Wiedziała, że nie wygra z Theo tym razem i żadne słowa nie przekonają mężczyzny, aby oszczędził brunetce wizyty u lekarza, zwłaszcza, że cały czas kręciło jej się w głowie i nawet mrużenie oczu nie pomagało jej w odzyskaniu normalnego pola widzenia, dlatego też grzecznie, bez żadnych oporów pozwoliła mu wpakować się do samochodu, a następnie pozostawić przed drzwiami lekarskiego gabinetu. Na szczęście lekarz nie wykrył niczego poważniejszego, poza zwichniętym nadgarstkiem i niegroźnym urazem głowy, a Heaven z dwutygodniowym zwolnieniem lekarskim, masą zakazów i nakazów, mogła wrócić do domu.
    - Dostałam naklejkę dzielnego pacjenta – zaśmiała się, zaraz po wyjściu z gabinetu i trzymając się ramienia Theo, skrzywiła się delikatnie dotykając ostrożnie fachowo założonego opatrunku. – Masz mnie z głowy na dwa tygodnie. Nie mogę się przemęczać i wszystko wróci do normy, nie martw się – dodała próbując się uśmiechnąć, jednak uśmiech z jej twarzy znikł szybko, gdy tylko zdała sobie sprawę, że jedyna jej ucieczka z domu, jaką było miejsce pracy, stało się niedostępne przez głupi wypadek. Poczuła jak jej serce zaczyna nienaturalnie przyśpieszać. Zagryzła dolną wargę, by ukryć narastający w niej niepokój. Tym razem nie pozwoliła wziąć się na ręce, jednak pozostała blisko bruneta, obejmując go w pasie, na wypadek niekontrolowanych zawrotów głowy i powolnym krokiem znalazła się ponownie we wnętrzu jego samochodu. Im byli bliżej jej mieszkania, tym bardziej zbierało ją na płacz. Naprawdę cudem trzymała to w sobie, a gdy na werandzie ujrzała Victora w towarzystwie jego najlepszego przyjaciela, gdy obaj palili papierosy, jej warga zadrżała.
    - Zadzwoń do mnie wieczorem, dobrze? – poprosiła i odwróciła głowę w stronę swojego szefa. Wzięła głęboki wdech, a następnie otworzyła drzwi od auta, ze świadomością, iż jutrzejszy dzień może dla niej nie nastąpić. Victor był równie świetnym aktorem, co sama Heaven, która w przeciwieństwie do niego na przestrzeni upływającego czasu, owe umiejętności traciła. Victor ujrzawszy opatrunek na czole Heaven, objął ją czule ramieniem, jednak ona poza spiętymi mięśniami nie czuła czułości będącej jedynie wymuszonym obrazem.
    - Przepraszam za kłopot, Theo i dziękuje za pomoc – rzuciła, jedynie, gdy Victor skinął delikatnie głową w stronę bruneta i zamknął drzwi samochodu. Młoda Price posłusznie ruszyła w stronę domu, by zniknąć ostatecznie z głośnym trzaskiem za drzwiami mieszkania, gdzie od razu powitana mocnym policzkiem, wysłuchała nowych gróźb i zakazów, spędziła czas do wieczora, zamknięta na górze w gościnnym pokoju.

    Panna Price <3

    OdpowiedzUsuń
  17. [Jeeej, jakie to miłe słowa były, dziękuję bardzo! Naprawdę się nie spodziewałam :) Dobrze wiedzieć, że chociaż komuś podoba się to, co piszemy, prawda? :D

    I tak swoją drogą... w sumie, nie musiałabym czekać na to, aż przyjdzie mi ani ochota, ani możliwość na wspólne "pomieszanie z poplątaniem", bo mam obie te rzeczy, więc jeśli naprawdę masz ochotę na stworzenie jakiegoś wątku, to ja jestem jak najbardziej chętna!]

    Diana Lam

    OdpowiedzUsuń
  18. Nim rzeczywiście zeszła na dół, tak jak nakazał jej Victor nie wiedząc kto o tej porze mógł zjawić się u nich jako gość, poza bandą obleśnych znajomych samego Victora, spojrzała z obrzydzeniem na swoje odbicie w lustrze. Lubiła swą naturalność, a w tym momencie oblepiający ją makijaż, kompletnie nie pasował do jej całokształtu. Po raz ostatni z wyraźnym grymasem, delikatnie poklepała miękkim puszkiem obolały policzek rozprowadzając puder, który pod grubą warstwą korektora oraz podkładu, skrywał głębokiego, przekrwionego siniaka. Hansen stał pod drzwiami, nie odstępując partnerki nawet na krok. Wręcz uginała się pod jego twardym spojrzeniem. Musiała ponownie wcielić się w rolę spowitą kłamstwem.
    Na widok Theo, uśmiechnęła się delikatnie i od razu cofnęła się w głąb pomieszczenia, aby ten nie sterczał dłużej na zimnie. Zaprowadziła go do kuchni, domyślając się, iż faktury, to jedynie wymówka, pozwalająca mu na dostanie się do mieszkania. Wyglądała tak cholernie nienaturalnie, wręcz jej wygląd wiał na kilometr kobiecym absurdem, że, jedynie człowiek o małym ilorazie inteligencji, nie zdołałby się domyśleć, iż coś tutaj nie pasowało. Zignorowała, jednak jego zdziwienie, wiedząc, że nie może nic powiedzieć. Victor nadal był w pobliżu, z pewnością przysłuchiwał się ich rozmowie.
    - Proszę – rzuciła serdecznie i podała brunetowi kubek z gorącym napojem i spojrzała na jego twarz. Musiała przyznać, że lubiła, gdy na jego policzkach pojawiały się delikatne rumieńce i za pewne gapiłaby się na niego w nieskończoność, gdyby nie Victor, który wszedł do kuchni pod pretekstem szklanki soku. Czuła na sobie jego morderczy krok, była świadoma tego, iż jeden fałszywy ruch z jej strony, a skończy nie tylko z jednym siniakiem, jaki dziś sprezentował jej Victor, a w najgorszym wypadku, po raz kolejny spędzi parę dni w niewielkim pomieszczeniu na górze, które służyło jako składzik na wszystko co rzadko używane w codziennym życiu. Zajęła miejsce obok Theo, przy niewielkiej wyspie kuchennej i chwyciła w dłoń ołówek. Musiała przynajmniej zachować pozory. Nie było możliwości, aby w fakturach zaistniał jakikolwiek błąd, jednak stanowiły one dla Heaven chwilową ucieczkę od nieogrzanego pomieszczenia z zakurzoną pościelą. Chcąc przedłużyć pobyt szefa w domu, niby niechcący trąciła dłonią szklankę ze swoim sokiem, który wylądował na jednej z kartek.
    - Wybacz, zaraz to przepiszę i poprawię błędy, które uczynił dostawca – mruknęła i zsunąwszy się z krzesła, przeszła na moment do salonu połączonego z kuchnią i z niewielkiego stoliczka, zgarnęła czarny długopis, gdy w mieszkaniu rozległo się ponowne pukanie do drzwi. Victor poszedł otworzyć, a widok bandy rechoczących mężczyzn, przyprawił Heaven o poważne zawroty głowy. Zacisnęła dłonie w drobne piąstki, aż skóra wyraźnie zbielała, zaś plastikowy długopis cicho chrupnął. Coś w niej pękło. Wiedziała, co ją czeka. Pamiętała dotyk każdego z nich, gdzieś w głębi słyszała ich obleśne teksty i zachęcającego ich Victora do zabawiania się jej kosztem. Szybko, jednak wzięła głęboki wdech i wróciła do kuchni na miejsce tuż obok Theo. Myślała tylko o tym, aby przeżyć. Nagła fala walki, przegnała strach. Chwyciła tym razem ołówek, zwieńczony na końcu różową gumeczką i pociągnęła mężczyznę delikatnie za koszulkę pod stołem, by powiódł wzrokiem za ruchem ołówka, a powstające powoli litery ułożyły się w prosty przekaz: Zabierz mnie stąd, błagam. Nie rób nic gwałtownie. Gdy upewniła się, że mężczyzna odczytał jej wiadomość, pośpiesznie starła małe, konspiracyjne ślady potwierdzające całą prawdę na temat codzienności panny Price.


    Kruszyna <3

    OdpowiedzUsuń
  19. Nim rzeczywiście zeszła na dół, tak jak nakazał jej Victor nie wiedząc kto o tej porze mógł zjawić się u nich jako gość, poza bandą obleśnych znajomych samego Victora, spojrzała z obrzydzeniem na swoje odbicie w lustrze. Lubiła swą naturalność, a w tym momencie oblepiający ją makijaż, kompletnie nie pasował do jej całokształtu. Po raz ostatni z wyraźnym grymasem, delikatnie poklepała miękkim puszkiem obolały policzek rozprowadzając puder, który pod grubą warstwą korektora oraz podkładu, skrywał głębokiego, przekrwionego siniaka. Hansen stał pod drzwiami, nie odstępując partnerki nawet na krok. Wręcz uginała się pod jego twardym spojrzeniem. Musiała ponownie wcielić się w rolę spowitą kłamstwem.
    Na widok Theo, uśmiechnęła się delikatnie i od razu cofnęła się w głąb pomieszczenia, aby ten nie sterczał dłużej na zimnie. Zaprowadziła go do kuchni, domyślając się, iż faktury, to jedynie wymówka, pozwalająca mu na dostanie się do mieszkania. Wyglądała tak cholernie nienaturalnie, wręcz jej wygląd wiał na kilometr kobiecym absurdem, że, jedynie człowiek o małym ilorazie inteligencji, nie zdołałby się domyśleć, iż coś tutaj nie pasowało. Zignorowała, jednak jego zdziwienie, wiedząc, że nie może nic powiedzieć. Victor nadal był w pobliżu, z pewnością przysłuchiwał się ich rozmowie.
    - Proszę – rzuciła serdecznie i podała brunetowi kubek z gorącym napojem i spojrzała na jego twarz. Musiała przyznać, że lubiła, gdy na jego policzkach pojawiały się delikatne rumieńce i za pewne gapiłaby się na niego w nieskończoność, gdyby nie Victor, który wszedł do kuchni pod pretekstem szklanki soku. Czuła na sobie jego morderczy krok, była świadoma tego, iż jeden fałszywy ruch z jej strony, a skończy nie tylko z jednym siniakiem, jaki dziś sprezentował jej Victor, a w najgorszym wypadku, po raz kolejny spędzi parę dni w niewielkim pomieszczeniu na górze, które służyło jako składzik na wszystko co rzadko używane w codziennym życiu. Zajęła miejsce obok Theo, przy niewielkiej wyspie kuchennej i chwyciła w dłoń ołówek. Musiała przynajmniej zachować pozory. Nie było możliwości, aby w fakturach zaistniał jakikolwiek błąd, jednak stanowiły one dla Heaven chwilową ucieczkę od nieogrzanego pomieszczenia z zakurzoną pościelą. Chcąc przedłużyć pobyt szefa w domu, niby niechcący trąciła dłonią szklankę ze swoim sokiem, który wylądował na jednej z kartek.
    - Wybacz, zaraz to przepiszę i poprawię błędy, które uczynił dostawca – mruknęła i zsunąwszy się z krzesła, przeszła na moment do salonu połączonego z kuchnią i z niewielkiego stoliczka, zgarnęła czarny długopis, gdy w mieszkaniu rozległo się ponowne pukanie do drzwi. Victor poszedł otworzyć, a widok bandy rechoczących mężczyzn, przyprawił Heaven o poważne zawroty głowy. Zacisnęła dłonie w drobne piąstki, aż skóra wyraźnie zbielała, zaś plastikowy długopis cicho chrupnął. Coś w niej pękło. Wiedziała, co ją czeka. Pamiętała dotyk każdego z nich, gdzieś w głębi słyszała ich obleśne teksty i zachęcającego ich Victora do zabawiania się jej kosztem. Szybko, jednak wzięła głęboki wdech i wróciła do kuchni na miejsce tuż obok Theo. Myślała tylko o tym, aby przeżyć. Nagła fala walki, przegnała strach. Chwyciła tym razem ołówek, zwieńczony na końcu różową gumeczką i pociągnęła mężczyznę delikatnie za koszulkę pod stołem, by powiódł wzrokiem za ruchem ołówka, a powstające powoli litery ułożyły się w prosty przekaz: Zabierz mnie stąd, błagam. Nie rób nic gwałtownie. Gdy upewniła się, że mężczyzna odczytał jej wiadomość, pośpiesznie starła małe, konspiracyjne ślady potwierdzające całą prawdę na temat codzienności panny Price.


    Kruszyna <3

    OdpowiedzUsuń
  20. Na miękkich nogach, trzymająca się kurczowo pasa Theo, pozwoliła mu działać. Tonąca w jego kurtce, miała ochotę zapaść się pod ziemię. Schowała twarz w materiale przesiąkniętym zapachem bruneta z trudem powstrzymując gwałtowny szloch, cała drżała, nie z zimna, a ze zdenerwowania i niesamowitego stresu. Jej kłamstwa już dawno straciły swą moc. Niczego już wstanie nie była ukryć, ani tym bardziej nie umiała się uspokoić, gdy nadal czuła na sobie obleśny dotyk tamtego zboczeńca. Nie próbowała walczyć z Theo, który od początku miał rację, od samego początku był najbliżej prawdy, którą ona za każdym razem odpychała kolejną falą podłych kłamstw.
    - Nie… - jęknęła, gdy wreszcie zatrzymali się pod jego mieszkaniem, a po jej policzkach popłynęły łzy, rozmazując warstwę makijażu. – Parę tygodni Vivien rozmawiała z Victorem… Nie poślizgnęłam się na schodach… Victor złamał mi żebro i porządnie poobijał, gdyż Vivien kazała mu mnie pilnować, sądząc, iż stanowię dla niej konkurencję, że próbuję cię podrywać… - jeszcze mocniej wbita w siedzenie, szlochała żałośnie i niekontrolowanie. – Victor wpadł w szał… Nie powinnam się pokazywać Vivien na oczy, nie powinnam wzbudzać w niej zazdrości.
    Mimo ogromnych oporów, zmieszanych ze strachem i emocjonalnym rozbiciem, po długiej batalii w samochodzie, chwyciła dłoń Theo zdając się tylko i wyłącznie na jego łaskę. Oddychała ciężko, a łzy nie przestawały płynąć po jej policzkach. Chciała zapaść się pod ziemię po przekroczeniu progu mieszkania, była bliska kolejnej ucieczki, jednak ciche trzaśnięcie drzwi upewniło ją w przekonaniu, że nie ma już odwrotu. Nawet nie chciała myśleć, co będzie w stanie zrobić Victor, gdy tylko dorwie ją Victor i ukaże za bycie wyjątkowo nieposłuszną. Miasteczko było małe, a miejsc, w których mogłaby się schronić niewiele. Cholernie blada, nie ruszyła się z miejsca, gdy jej zapłakanym oczom ukazała się wreszcie Vivien. Heaven uchyliła wargi, chcąc coś powiedzieć, cokolwiek, jednak kompletnie nie wiedziała co. Obolała, zmęczona i wyniszczona codziennym strachem, zapadła się w sobie, stając się zależną od woli drugiej osoby. Uniosła powoli wzrok ku górze, aby móc spojrzeć na Theo. – Musze… muszę to zmyć – wyszeptała, mając na myśli maskę powstałą na swojej twarzy. Nie mogła dłużej znieść tego uczucia, jednak ciepła woda z delikatną domieszką mydła ukazała najbrutalniejszą prawdę. Opuchnięta twarzyczka, przyozdobiona ciemnym śladem, zachodzącym również delikatnie na nos w niczym nie przypominała uśmiechniętej i radosnej Heaven. Wyszła powoli z łazienki i zamknąwszy za sobą drzwi, ponownie zwróciła na siebie uwagę obojga domowników.


    Heaven <3

    OdpowiedzUsuń
  21. [Ach, te nastolatki... :D
    Niemniej, Mazie różnie się zdarza z tym spaniem. Czasem i do trzynastej, a czasem pobudka o siódmej rano i ni w ząb nie zaśnie. Trochę ma to po mnie, ale ciii...
    Bardzo chętnie, ten pomysł mi się podoba! Zapraszam na maila, to zdradzę więcej na temat Mazie, o którym wolałabym nie rozpisywać się tutaj; a z pewnych względów, pomoc Theo byłaby bardzo wskazana!]

    MACKENZIE CANTU

    OdpowiedzUsuń
  22. Może i nie było to mądre posunięcie, ale Heaven ani przez chwilę nie myślała o jedzeniu. Bez słowa odkręciła się na pięcie i nie zaprzątając sobie głowy tym, aby zapukać do łazienkowych drzwi, wślizgnęła się do środka, gdzie nadal w zupełnym milczeniu, przytuliła do siebie Vivien. Przeczesywała spokojnie jej miękkie kosmyki włosów, chcąc dać kobiecie do zrozumienia, że nie żywi do niej najmniejszej urazy i choć nigdy nie pozwoliła na to, aby doszło do jakiegokolwiek zbliżenia między nią, a Theo, to gdzieś w głębi cichy głosik podpowiadał jej, iż siniak zdobiący jej policzek pojawił się na nim bardzo słusznie. Nie wiedziała ile tak naprawdę czasu spędziły w łazience, a panująca między nimi cisza była wygodna. Panna Price nie zdołała niczego zjeść, a jedyne o co poprosiła, to możliwość skorzystania z łazienki, po raz kolejny. Woda tylko po części zmyła nagromadzony w niej trud całego dnia, a miękka kanapa, w której ostatecznie się zapadła, przywiodła za sobą narastającą senność.
    — Może nie powinnam o to prosić, ale… — zawahała się na moment i odwróciła głowę w stronę Theo. — Victor nienawidzi mojego kota, Albus często siedzi u was na werandzie, czy na sklepowych schodkach, czyli tam, gdzie bywam i ja… Mógłbyś go zawołać? Z pewnością jej gdzieś w pobliżu.
    Brzmiała z pewnością dość dziecinnie, jednak miłość do małego futrzaka była unikatowa, niecodzienna. Niespełna roczny Kocurek, stanowił dla niej najpiękniejsze chwile w całym rozgrywającym się dramacie. Był niczym maleńki promyczek szczęścia, dlatego też nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu, gdy wreszcie było jej dane wtulić twarz w miękkie futerko swojego pupila, szepcząc przy tym pełne wdzięczności dziękuję w stronę Theo.
    — Zostanę tutaj — zastrzegła w pełni poważnie, mając na myśli całkiem wygodną kanapę, aby żadne z nich nie zaprzątało sobie głowy przygotowaniem dla Heaven miejsca do spania. Nie potrzebowała wiele. Najważniejsze było to, iż czuła się bezpiecznie. Delikatnie głaskała opuszkami palców maleńki łepek mruczącego futrzaka i samej ułożywszy się wreszcie na kanapie, przymknęła powieki wsłuchując się w strzelające iskierki w kominku.
    — Zostaniesz jutro w domu? Błagam zostańcie oboje… Victor z pewnością będzie mnie szukał. Bezpieczniej będzie dla naszej trójki, gdy nie będziemy pokazywać się w miasteczku. On posiada zdecydowanie zbyt wiele znajomości.

    Panna Price <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Heaven wymamrotała coś niewyraźnie pod nosem, gdy zawinięta po uszy kocem, nie miała najmniejszej ochoty wygrzebywać się spod przyjemnie, ciepłego materiału koca, jednak zwabiona zapachem kawy, uchyliła delikatnie powieki i skrzywiła się lekko zaatakowana nagłym bólem głowy.
    — Jest mi tu całkiem dobrze — przyznała, mając na myśli kanapę, która choć nie wyglądała zachęcająco, to dla młodej kobiety była wystarczająca. Przeszła powoli do pozycji siedzącej i chwyciwszy w dłoń kubek z kawą, upiła niewielki łyk, by następnie pozwolić mężczyźnie na to, aby posmarował maścią nieszczęsnego siniaka zdobiącego jej policzek. Wieść, iż Vivien musiała wyjechać, nieco rozluźniła pannę Price, która skrępowana obecnością parterki swojego szefa z pewnością nie mogłaby się odnaleźć w ich mieszkaniu, czując się stale przytłoczoną.
    — Trochę mi niedobrze, więc nie ma mowy o jakimkolwiek jedzeniu — zastrzegła i odłożywszy upity do połowy kubek z kawą, wróciła na niewielką poduszkę, zakrywając się kocem. Wzięła parę głębokich wdechów i opuszkami palców musnęła delikatnie opatrunek na swoim czole.
    — Chyba trzeba go zmienić — zauważyła słusznie.
    — Poza spędzeniem całego dnia na kanapie, nic innego nie przychodzi mi do głowy — odezwała się po raz kolejny, tym razem po dłuższej chwili i uśmiechnęła się, gdy Albus wrócił do niej na kanapę, układając się wygodnie na brzuchu swojej właścicielki.
    — Jesteś pewien, że nie będzie wam przeszkadzał? — zapytała Heaven, domyślając się w końcu, że nie każdy może lubić zwierząt, a zwłaszcza kotów, dlatego też mimo, iż zwierzak był dla niej cholernie ważny, to nie chciała dokładać im kolejnych, niepotrzebnych nerwów. Kątem oka spojrzała na wiszący na ścianie kalendarz i niemal w sekundzie skupiła na nim całą swoją uwagę, demonstrując przy tym ogromne niezadowolenie, w postaci jak na nią uroczego grymasu. Dotarło do niej jaki był dziś dzień. Dokładnie dziś kończyła dwadzieścia pięć lat, o czym nie miała zamiaru głośno rozmawiać, ani tym bardziej kogokolwiek w tym uświadamiać. Rok temu w urodziny Victor zamknął ją w łazience i wypuścił z niej dopiero po paru dniach, prezentując coraz to nowsze dawki traumatycznych wydarzeń. Nienawidziła mieć urodzin, dlatego tym bardziej miała ochotę przespać cały dzień, nie ruszając się nawet na moment z kanapy.


    Heaven <3

    OdpowiedzUsuń
  24. [Nie ma za co dziękować; zapewniam, że przyjemność po mojej stronie :D
    A, widzisz; wiedziałam, że zapomniałam o czymś wspomnieć, gdy Cię witałam, mimo że było to pierwsze, co sprawdziłam - Coma w podkładzie muzycznym ^^ Rzadko trafiam na nią w kartach postaci, mimo że w ostatnich latach stali się bardziej popularni xD Także, masz ode mnie na deser kolejny plus :)
    O jejku, ileż komplementów... Aż nie wiem za bardzo, jak się do nich odnieść, przyznam szczerze. Niezmiernie mnie cieszy, że Jasper przypadł Ci do gustu, podkład muzyczny również; i szczerze podziwiam, gdyż naprawdę jesteś jednym z nielicznych, znanych mi autorów, którzy rzeczywiście wszystkie linki i podstrony sprawdzają :D
    Jak pewnie zdążyłaś wyczytać, według rodzinnej przypowieści, przodek Jacka był zbuntowanym korsarzem, więc niemal jak pirat w oczach niektórych xD Skojarzeniem z nimi było jak najbardziej na miejscu ^^ Wspomniałaś, że przed propozycją wątku, wolałabyś się najpierw zapoznać z Nickiem, jednak już teraz wspomnę, że gdybyś chciała spróbować czegoś na linii Theo-Jasper; możemy zawsze wykorzystać sklep ogólny? Theodore wyjechał na pewien czas z Mount Cartier, Jas w młodości zresztą również; ale jest między nimi niewielka różnica wieku i raczej na pewno się znają, może nawet dobrze. Twojemu panu zapewne więc nie umknęłaby zmiana w zachowaniu Lama, czy fakt, że często zaopatruje się w procenty i mogłybyśmy to wykorzystać jako punkt zaczepienia do wątku...? Nie ma jednak pośpiechu ;)
    Z panią na głównej już się zapoznałam, lecz nie chciałabym na szybko komentować kp, odezwę się więc tam najpewniej wieczorem :P
    Miłego dnia! :)]

    Jack Lam

    OdpowiedzUsuń
  25. Heaven po całym dniu lenistwa na kanapie, nie licząc drobnych czynności w łazience czy w kuchni, zaspana do tego stopnia, że z początku kompletnie nie dotarło do niej, iż niestety nie udało jej się ukryć faktu o swoich urodzinach. Mimo to, uśmiechnęła się szeroko, a co najważniejsze prawdziwie, od długiego czasu na jej twarzy zagościł pełen wesołości uśmiech. Objęła drobnymi dłońmi doniczkę i uważnie przyjrzała się roślinie, która była przepiękna i zdecydowanie lepsza od bukietu kwiatów.
    — Dziękuję, naprawdę, ale wiesz, że nie musiałeś — rzuciła, by następnie odwrócić się lekko w jego stronę i cmoknąć go krótko w policzek, zachowując przy tym delikatną rezerwę. Odstawiwszy prezent na salonowy stoliczek, poklepała miejsce na kanapie, by mężczyzna zajął miejsce, zaś sama wygrzebała się spod porządnej warstwy koca i na moment zniknęła z kuchni, skąd wróciła z niebieską miską przykrytą białą ściereczką, która po odkryciu, ukazała oczom Theo średniej wielkości rogaliki z konfiturą według przepisu cudownej babci Price.
    — Póki co, tylko tak mogę się tobie odwdzięczyć — stwierdziła i podsunęła mu miskę pod sam nos, zachęcając do tego, aby się poczęstował, ostatecznie kładąc naczynie na jego kolanach. Wróciła raz jeszcze do kuchni, bez problemu odnajdując dwa kieliszki. Otworzenie butelki wina, również nie sprawiło jej najmniejszego problemu. Uśmiechnęła się mimowolnie, gdy delikatna goryczka zagościła w jej ustach. Dawno nie piła tak dobrego wina.
    — Victor się dziś nie pojawił. Byłam niemal pewna, że od najwcześniejszych godzin porannych będzie dobijał się do drzwi — rzuciła, marszcząc przy tym delikatnie czoło. Z jednej strony cholernie ją to cieszyło, jednak również mocno niepokoiło. Victor bywał nieobliczalny w swoich czynach i aż bała się pomyśleć, co w tym momencie planował. — Błagam cię, uważaj na siebie — dodała i spojrzała na jego twarz. Nie mogłaby znieść myśli, iż z jej winy w jakikolwiek sposób Theo czy sama Vivien, mogli ucierpieć. Zmarkotniała na moment, jednak szybko przywołała uśmiech, nie chcąc psuć wieczoru, nie chcąc po raz kolejny psuć sobie urodzin.


    Heaven <3

    OdpowiedzUsuń
  26. Heaven z początku popadła w totalna panikę, która uniemożliwiła jej na racjonalne myślenie, a przede wszystkim działanie. W końcu, gdy udało jej się zebrać w sobie i odnaleźć kryjówkę, zakrywała dłonią usta, starając się oddychać spokojnie przez nos. Wręcz drżała na całym ciele, mając świadomość, iż nie zdoła pozostać w ukryciu zbyt długo. Starała się nie szlochać, jednak również myśl o tym jak wielkie niebezpieczeństwo groziło samemu Theo, nie pozwalała jej zachować zimnej krwi. Słyszała ostrą wymianę zdań, krzyki i prawdopodobną szarpaninę. Siedząc w ciasnej, rozkładanej i zakurzonej kanapie, zakrywała co jakiś czas dłońmi twarz na zmianę z uszami. Gdy wreszcie drżące dłonie odchyliły delikatnie siedzisko, salon był pusty, a w mieszkaniu panowała cisza. Na miękkich nogach wydostała się z kryjówki.
    Jej uwagę od razu przykuły otwarte na oścież drzwi od mieszkania, które niemal natychmiast zamknęła na wszystkie możliwe zamki, zdając sobie sprawę, iż zagrożenie nadal nie minęło.
    — Theo? — rzuciła, jednak nie słysząc żadnej odpowiedzi, denerwowała się coraz bardziej. — Theo?! — uniosła delikatnie głos, by mieć pewność, że mężczyzna rzeczywiście ją słyszy. Wchodząc bardziej w głąb mieszkania, stłumiła krzyk, wręcz natychmiast zakrywając dłonią usta. Boleśnie opadła na kolana tuż obok Theo, który nie miał szans z bandą rozwścieczonych kryminalistów, czego nie zawahali się pokazać. Po policzkach Heaven spłynęły łzy. Widok poturbowanego bruneta, sprawiał, iż miała ochotę samej, zupełnie dobrowolnie oddać się w ręce Victora, aby ta sytuacja nigdy więcej się nie powtórzyła.
    — Nie wstawaj, błagam cię nie wstawaj — rzuciła w panice i czym prędzej zabrała się za szukanie apteczki. Gdy tylko czerwone pudełko wpadło w jej ręce, wróciła na miejsce obok mężczyzny. Ostrożnie ujęła jego twarz w swoje dłonie. — Przepraszam cię, tak cholernie cię przepraszam… Powinnam wezwać lekarza, musi ktoś cię zobaczyć. Co cię boli? Theo? Powiedz mi co się boli?
    Na dosłownie parę sekund przywarła swymi rozgrzanymi wargami do jego czoła, by móc wreszcie zabrać się za opatrywanie swojego szefa, cały czas przy tym płacząc i szeptają cichutkie przepraszam, gdy tylko wacik nasączony wodą utlenioną dokładał mu dyskomfortu. — To wszystko moja wina… Boże Theo, tak cholernie cię przepraszam…


    Zrozpaczona Heaven <3

    OdpowiedzUsuń
  27. Heaven z ciężko bijącym sercem stała w miejscu z dłonią wyciągniętą do przodu. Zastygając w totalnym bezruchu, starała się pojąć to co właśnie miało miejsce, jednak nie była w stanie. Jej myśli nadal bardziej skupiały się na stanie bruneta, niżeli na fakcie, iż ten ją pocałował. Zamknęła oczy i wzięła parę głębokich wdechów. — Theo — rzuciła cicho, po czym wreszcie podążyła za nim i ułożyła mu dłoń na ramieniu. — Nie przepraszaj. Sama wielokrotnie chciałam to zrobić…
    Nie mówiąc już nic więcej, złapała go delikatnie pod ramię i zaprowadziła do sypialni, gdzie planowała dalej się nim zająć. Wyszła na dosłownie parę minut, by wrócić z warzywną mrożonką owiniętą ręcznikiem, poleciła mu zdjąć koszulkę, nie mając odwagi mu w tym pomóc. Z nadal mocno bijącym sercem, usiadła obok niego wśród pościeli i ostrożnie przyłożyła chłodne zawiniątko w miejscu, w którym rano z pewnością zagości nieciekawy ślad. Cały czas w jej oczach widniały łzy, a głębsze oddechy hamowały wybuch płaczu, który co jakiś czas uparcie chciał zaatakować pannę Price.
    — Przynoszę jedynie za sobą same problemy — stwierdziła nagle i cicho zaszlochała. — W sklepie wychodzę na niezdarę, ściągam na ciebie gniew Victora, a podejrzenia Vivien są słuszne… Gdzie się nie pojawię, tam coś musi być nie tak. — dodała, próbując otrzeć zaczerwienione policzki z łez, których stale napływało coraz więcej.
    — Victor zaczął mój koszmar ponad dwa lata temu i tak powinno zostać… a mężczyzna, którego szczerze kocham, nigdy nie powinien mnie pocałować — spojrzała mu w oczy, wiedząc, iż mogło to być dla niego wielkim szokiem, ale taka była rzeczywistość. Heaven z dnia na dzień, upewniała się co do targającego nią uczucia. Kochała Theo, nie umiała się tego wyprzeć. Wyciągnęła dłoń po maść, którą delikatnie rozprowadziła po rozgrzanej skórze swojego szefa, a następnie powoli zeszła ze swojego miejsca. Poprawiła mu poduszkę oraz nakryła do kołdrą, dbając również o to, aby na szafce nocnej pojawiła się szklanka z wodą.
    — Powinieneś odpocząć, a ja wrócę na kanapę — zauważyła słusznie. Wzięła głęboki wdech, gdy wreszcie udało jej się zapanować nad emocjami. — Nie wstawaj. Gdybyś czegoś potrzebował, po prostu mnie zawołaj, dobrze?


    Heaven <3

    OdpowiedzUsuń
  28. — Mogłoby, oczywiście, że mogłoby to tak wyglądać, Theo i od zawsze uparcie tego chciałam, ale… prawda jest taka, że ty kochasz Vivien, nie ma w tej bajce miejsca dla mnie, a sama Viv nie zasłużyła na to, by cierpieć z powodu zdrady… — Heaven spuściła wzrok, nie mając tym razem odwagi spojrzeć brunetowi w oczy. Kciukiem zataczała jedynie delikatne kółeczka na wierzchu jego dłoni, co nieco ją uspokajało, pozwalało jej się rozluźnić. Czuła, że nie powinno jej tutaj być. Jej podświadomość wręcz wrzeszczała, aby natychmiast wstała i wróciła na kanapę, a najlepiej wróciła do Victora, znikając z życia Theo raz na zawsze, nawet jeśli miała zapłacić za to cholernie wysoką cenę w postaci śmierci, która groziła jej nieustannie, gdy tylko Victor był obok.
    — Nie chce stanowić dla kogoś jedynie jednorazowego epizodu, przelotnego romansu, który po jakimś czasie zostanie zapomniany, niepotrzebny… choć moje uczucia są w pełni prawdziwe, to oczekuję stabilizacji, związku, nie rozrywki, nie przygody, a wiem, że tego dostać nie mogę — wydukała i wsunęła się ostrożnie pod kołdrę. Westchnęła cicho i przymknąwszy powieki, wzięła parę głębokich wdechów, aby opanować rozszalały rytm serca. — Dlatego, gdy tylko sytuacja z Victorem stanie się bardziej klarowna i będę miała pewność, że już mnie nie dopadnie, zniknę z twojego życia, abyś mógł bez nowych przeszkód, pielęgnować związek z Vivien, zapominając o chwilowym pocałunku. Nie mam prawa niszczyć ci życia. Nie wiem, może wyjadę z miasteczka? Cokolwiek, bylebyś przestał o mnie myśleć… bo ja o Tobie nie potrafię przestać myśleć.
    Nadal nie uniosła wzroku ku górze, błądząc nim po jasnej pościeli, czasem zatrzymując się na dłużej na ich dłoniach, które splecione w mocnym uścisku, kształtem pasowały do siebie niemal idealnie. Zacisnęła usta w wąski paseczek i wypuściła ciężko powietrze przez nos. W jej głowie panował kompletny chaos. Dosłownie żadna z myśli nie mogła odnaleźć swojego miejsca.
    — Przepij się dobrze? Powinieneś odpocząć. Czeka cię jutro ciężki dzień, pewnie będziesz cholernie obolały.


    Hevi <3

    OdpowiedzUsuń
  29. Ostatnie tygodnie jej nie oszczędzały. Po tym, jak zawalił jej się dom - dosłownie, miała wrażenie, że zestarzała się od trosk dobre kilka lat. Gdy patrzyła w lustro, dostrzegala zmarszczki wokół oczu, przecinające czoło i miała wrażenie, że czesząc rude kosmyki, dostrzega siwe włosy... I miała nadzieję, że to tylko chwilowe omamy, skutki stresu i trosk, które nie pozwalają jej spać w nie swoim łóżku.
    Obecnie w cukierni spędzała całe dnie - od świtu po późny wieczór. Nie mieszkała w swoim domu, bo zapadnięty dach i inne rzeczy wymagające remontu uniemozliwiły jej nie tylko spokojny sen w ścianach, które stukały i wręcz wyły, ale i przebywanie w swoim miejscu. Mogła oczywiście zanocować u kogoś z przyjaciół, lub kuzynki, ale nie wiedziała, ile będzie trwał remont. Poza tym dodatkowy lokator mógłby w końcu zacząć przeszkadzać. Zbiegiem okoliczności znalazło się dla niej miejsce w chatce, jaką oddano do użytku przyjezdnemu lekarzowi, z kolei on sam stwierdził, że tyle przestrzeni dla jednej osoby to za dużo... więc jedno pomogło drugiemu, choć dług wdzięczności zdaniem Sol był wręcz ogromny. Nie chciała zatem za bardzo przeszkadzać i skupiała się na tym, by nie zrujnować rodzinnego biznesu, który spoczywał już tylko na jej barkach. Z domem zawiodła, zignorowała stan i wiek murów i skończyło się nieszczęściem, ale na podobny stan Krainy Czarów nie mogła narazić. Nic więc dziwnego, że od pewnego czasu półki za szklanymi gablotkami były wypełnione cudeńkami.
    - Cześć - uśmiechneła się szeroko na widok znajomej twarzy, która na dodatek nie jest skora do rozsiewania plotek, bo i tych właśnie się nieco obawiała. - Mam dla ciebie rogaliki francuskie z nadzieniem z białej czekoaldy i porzeczki - wskazała na drobne wypieki wyłożone jeden obok drugiego na sporej blasze. - Albo... idealne na mruz ciastka z imbirem, ale to bardziej kruche - zaproponowała, pokazując cudo z nowego przepisu.
    Warto było zanotować, że Viv ma smykałkę do urządzania wnętrz. Jej niebawem na pewno taka osoba będzie nieocenioną pomocą. A jeśli cena będzie do uzgodnienia, Sol zawsze mogła zaoferować dozywotnie darmowe poczęstunki z cukierni... Tak. To był plan, który już nieśmiało się rysował w jej czaszce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [zjadło mi połowę! -,-]

      Nie chciała rozgrzebywać tematu, z którym specjalnie dobrze sobie nie radziła. Najtrudniejsze było pamietać, że wizyty w churchillowskim szpitalu nie są obowiązkowe, bo stan mamy nie ulega zmianie, za to koniecznie trzeba uiścić opłatę za leczenie i tym bardziej potrzebowała ciężej pracować, by i tego nie zawalić. Bo ten dom, to wszystko co miała. Ale ten uśmiech na twarzy Theo i żartobliwy ton nie pozwolił jej się smucić. I chyba właśnie tak powinna starać się patrzeć na swoją sytuację.
      - Muszę się starać, by sprostać twoim wymaganiom - zaśmiała się lekko i wzruszyła nieco bezradnie ramionami. - Nie mieszkam na chwile obecną w domu... dach się osunął od strony lasu - wyjasniła krótko i schyliła się do najniższej półki, by na moment uciec od spojrzenia mężczyzny. - To ci zasmakuje, spróbuj - postawiła przed nim talerzyk z małymi czekoladowymi kuleczkami . - Miętówka w nowej odsłonie - podsunęła talerzyk w jego stronę, by się przekonał.

      Usuń