A kiedy śnieg przestanie prószyć, to Monty na spacer ruszy.

Kwiecień • -5°C

Ufff, to chyba już koniec, co? Dzień staje się powoli coraz dłuższy (koniec arktycznych nocy, moi drodzy!), a słońce jakby częściej zagląda przez te brudne okna do sąsiadów i sprawdza czy rozpoczęli już wiosenne porządki. Ujemne temperatury co prawda nie ustępują, ale jest już cieplej o prawie dwadzieścia stopni! Jeszcze chwila i znowu będzie można porzucić kurtki na rzecz podkoszulków z krótkim rękawem. Ah, wy też czujecie powiew tego ciepła na skórze..? Tylko nie chowajcie jeszcze traperów do szaf, bo ten czterdziestocentymetrowy śnieg tak szybko się nie roztopi.

Kalendarz

16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap I - link
01/05/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap II - link
02/05/17 Nowy nagłówek
17/09/17 Wydarzenie: Spływ kajakowy - link
02/02/17 Nowy szablon
14/02/17 Wydarzenie: Poczta walentynkowa - link

Przyjaciel Śmierci


Samuel Lucas Dunsmoor
• 26 lat • syn grabarza •
• magisterka z archeologii • organizator wydarzeń kulturalnych •

Ze śmiercią Ci do twarzy. Znasz ją jak mało kto, możnaby rzec, że jest Twoją przyjaciółką od dziecka. Zdążyłeś poznać chłód jej dotyku, bezduszność i bezwzględną obojętność. Widywałeś ją częściej niż którykolwiek z Twoich znajomych. Znasz ją, nie masz się czego bać. A jednak niespieszno Ci, by się z nią zobaczyć. By stanąć z nią twarzą w twarz. By zostać z nią sam na sam.
Uciekałeś. Wielokrotnie. Bezskutecznie. W książki, w naukę, w imprezy, w podróże, w używki. W końcu uciekłeś z Mount Cartier, mając nadzieję, że wreszcie na dłużej. Że w końcu chociaż trochę się uwolnisz. Uciekłeś jednak nie tak daleko, jak ci się wydawało. Winnipeg. Wcale nie tak daleko od rodzinnego miasta. Archeologia. Wcale nie tak daleko od rodzinnej łopaty.
A jednak wracałeś. Regularnie. Pęd miasta Cię męczył? Spokój małej mieścinki kusił? Ale teraz wróciłeś na stałe. Dlaczego? Wiesz przecież jak nikt, że w Mount Cartier w ziemi kopać możesz tylko z jednego powodu. I po co Ci były te wszystkie ucieczki, skoro i tak wiedziałeś, że potulnie wrócisz, synu marnotrawny?


Twarzyczki użyczył niezastąpiony Eddie Redmayne. Lubimy pokręcone wątki, Samuel też jest pokręcony - jakby ktoś nie zauważył, to zawsze jest szansa się przekonać *wink wink*. Odpisujemy mozolnie i trzeba nas poganiać, ale jak wątek wciągnie, a wena i czas dopiszą, to idzie nam całkiem ładnie (hope so). Chociaż leniwe z nas stworzonka, ostrzegamy! Preferujemy zaczynanie, bo wymyślanie idzie nam kiepskawo. No i ten, bawmy się!
GG: 40111584
mail: ladychocolatecupcake@gmail.com


30 komentarzy:

  1. [ Dzień dobry :) świetnie napisana karta, nim się zorientowałam, już była przeczytana! Poszło lekko i przyjemnie ;)
    Sam podobnie jak moja Sol próbował uciekać, choć niekoniecznie im to wyszło xD Mount Cartier to taki Trójkąt Bermudzki, wciąga z powrotem! Mam nadzieję, że wena będzie dopisywać i życzę udanej zabawy :) oczywiście koniecznie zapraszam do Sol po jakieś wątki i może skusimy się na powiązanie, skoro obydwoje są miejscowi? ]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć! Witamy gorąco w naszej krainie lodu! Czytając kartę, zaczęłam się przez moment zastanawiać, jak grabarze są w stanie przebić się w ziemię przy -35 stopniach. Doszłam jednak do wniosku, że mają sposoby. Tekst nieco smutny, ale wierzę, że Samuel dobrze wybrał wracając do Mount Cartier - Bóg wie, jakie tu można znaleźć wykopaliska i skarby! Bawcie się zatem dobrze, jak najdłużej, i z mnóstwem pokręconych wątków! :)]

    Ferran, Octavian & Cesar

    OdpowiedzUsuń
  3. [nie mam nic konkretnego na myśli. mogli się znać od dzieciaka i teraz przyjaźnić. mogli się nie cierpieć w szkole i była to znajomość na zasadzie on ją ciągnął za warkocze, a ona próbowała go dogonić, żeby go chociażby kopnąć w odwecie hahaha! :D ale Solinka jest starsza aż o 2 lata, więc chyba powinna wykazać się większą dojrzałością... no i ona chyba do nikogo nie umiałaby pałać niechęcią, więc muszą się lubić, trudno! :P
    tak sobie myślę, że przy jego wydarzeań, które facet organizuje, ona mogłaby oferować słodki poczęstunek w ramach reklamy dla swojego biznesiku, hm? ;) mogliby po prostu nieco z sobą współpracować ;) jeśli masz zapotrzebowanie na jakieś konkrety ponadto, wal śmiało, coś pokombinujemy :) ]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ależ on ciekawy i jaki fajny! Do tego Eddie Redmayne i ja kompletnie przepadłam. ;) Witaj wśród nas i zostań na dłużej. <3 A jeśli masz ochotę, zapraszam do nas!]

    Libby

    OdpowiedzUsuń
  5. hej, slyszalam, ze szukasz watkow. Moze dasz sie porwac na jeden z Mathilde? Tak sobie mysle, oboje sa troche niezyciowi, mogloby sie to ciekawie skonczyc. A tez sa bardzo rozni. Mam taki pomysl nawet, ze Tilly naiwnie dalaby sie komus upic i w ten czy inny sposob na Sama spadlaby odpowiedzialnosc ogarniecia jej. Tylko czy przyjalby taka odpowiedzialnosc? Tilly jest niegrozna i czasami budzi sympatie, wiec moze akurat przypadkiem obudzilaby ja w nim swoim stanem upojenia? xD

    Mathilde "Tilly" Nilsen

    OdpowiedzUsuń
  6. [Och, czy to mój ulubiony piegus? <3
    Do tego Samuel jest świetnie wykreowaną postacią! Chciałabym go porwać.]

    Elsie

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli bardzo nie lubisz zaczynać to ja mogę, chociaż zawsze chętnie przyjmuję zaczęcia innych. xD Ale skoro ja Cię zaczepiam o wątek to pewnie na mnie spada odpowiedzialność. ^^"

    Tilly

    OdpowiedzUsuń
  8. [Jeszcze nie zaczął się wątek, a już lubię Samuela! :D]

    Była nowa, to dało się wyczuć na każdym kroku. Całe życie spędziła w Winnipeg i choć nie była typową miastową dziewuchą, nie przywykła do życia w miejscu, które zwie się miasteczkiem chyba przez pomyłkę. Na swój sposób pokochała Mount Cartier od pierwszego wejrzenia, jednak nadal, nawet po tych kilku tygodniach, jej codzienność była nieustanną walką. Głównie z zimą, nieco z upartymi, nieufnymi sąsiadami, czasami z jakimś szopem szukającym smakołyków w jej śmieciach. Z każdym mijającym dniem czuła jednak, że prawdopodobnie odnalazła swoje miejsce na ziemi. A tego szopa to może przygarnie, jak już się tak stara zasymilować do reszty.
    Wielkim sukcesem był fakt, że mieszkańcy zaczęli oddawać jej pod opiekę swoje dzieci. Przełomem były rozdarte bliźniaki, których rodzice chyba chętnie się pozbyli, a później pojawiły się też inne dzieci, które teraz przyprowadzane były regularnie. Początkowo była załamana. Przede wszystkim dlatego, że kiedy przyjechała do miasteczka, okazało się, że przedszkole tu nie istnieje. Nie uśmiechało jej się dojeżdżanie do Churchill; głęboką zimą wydawało jej się to niemożliwe, samochodu nie miała (choć tutaj lepiej sprawdziłyby się sanie i para koni), a nie chciała uzależniać się od transportu publicznego, który w żadnym miejscu na świecie nie był niezawodny. Wiele osób by się załamało. Odpuściło. Wróciło do Winnipeg, zmieniło zawód, znalazło bogatego małżonka. Ale nie Elsie. Nie ma przedszkola? No to będzie.
    Chciałaby powiedzieć, że po tym, jak dogadała się z ośrodkiem kultury było już z górki, ale niestety. Nadal nie było z górki, ale przynajmniej jej wspinaczka przestała już przypominać wdrapywanie się na Mount Everest. Zimą.
    Zaczęła wtapiać się w otoczenie. Sąsiedzi dostrzegli, że jest cicha, miła i uczynna, do tego zawsze ma w zanadrzu jakieś słodkości. Nie odmawia drobnych przysług, ładnie się uśmiecha i ogólnie może być. Ktoś przebąknął, że faktycznie, często nie wiadomo, co z dzieckiem począć, szczególnie jak człowiek nie pracuje w domu. Elsie nie triumfowała, nie było żadnego a nie mówiłam, jedynie cieszyła się z postępów.
    Na tyle, że zaczęła myśleć o zawieraniu przyjaźni. Bo jednak kiedy pojawiała się w pubie sama, był to widok iście żałosny. A nie chciała, by na jej temat krążyły obrzydliwe plotki. Ani przykre.
    Postanowiła więc połączyć przyjemne z pożytecznym i zakręcić się koło sprawiającego sympatyczne wrażenie młodzieńca, który organizował w ośrodku różne wydarzenia. Poznali się, szybko, przelotem, wiedziała, że ma na imię Samuel i od pierwszego momentu polubiła jego śmiech. A to już dużo.
    Nie mogła go jednak wyczuć. Zawsze uśmiechała się do niego uroczo, co odwzajemniał, rozmawiało im się dobrze, choć gdyby ktoś patrzył na nich z boku, zapewne zwątpiłby w umiejętności społeczne obojga. Donikąd jednak z tym nie zmierzali, a Elsie nie wiedziała, czy on nie chce, czy nie potrafi, czy o tym w ogóle nie myśli. Obstawiła to ostatnie i postanowiła, że wyjdzie z inicjatywą. Zdobędzie jednego przyjaciela, dalej będzie z górki.
    Wiedziała, że w czwartki zawsze się mijają. Kiedy ona kończy z dziećmi, on załatwia jakieś formalności. Odprawiła ostatniego malucha i, wciąż z makijażem na twarzy, który miał upodobnić ją do tygrysa, wyciągnęła z torby małe zawiniątko i przeszła do pomieszczenia obok, gdzie spodziewała się zastać Samuela.
    Tak też było.
    – Cześć. – zaczęła, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że głupio, bo przed chwilą już się witali. – Mam nadzieję, że lubisz babeczki. Śmietankowe. Z czekoladą. I truskawkami. – położyła na stole pudełko z babeczkami i uśmiechnęła się do niego, starając się to zrobić tak czarująco, jak najlepiej umiała. – Tak sobie pomyślałam... Jestem tutaj nowa. – Elsie, geniuszu. – Nie da się ukryć. A oboje pracujemy w jednym miejscu, często się mijamy i... Nie wiem, lubisz piwo?
    Smooth.

    [Mam nadzieję, że jest okej i się do nas nie zrazisz. :D]

    Elsie

    OdpowiedzUsuń
  9. Elsie trochę to przerażało. Kiedy tylko wydawało jej się, że poznaje właśnie kogoś zupełnie nowego i świeżego, ta osoba zdawała się wiedzieć o niej wszystko. Nierzadko nawet więcej, niż wiedziała o sobie sama Elsie. Początkowo próbowała prostować informacje na swój temat, ale szybko zrozumiała, że nie ma to najmniejszego sensu. Ludzie musieli po prostu poznać ją jako osobę i całą prawdę na jej temat, innego wyjścia nie była. No, chyba że wróci do Winnipeg, ale na to nie miała ochoty. Pobłażliwe, troskliwe, ale triumfujące spojrzenia rodziców, przyjaciół, a może jeszcze okazjonalne spotkania z byłym mężem. Podziękuje. Już wolała użerać się ze śniegiem, szopem i głodnym niedźwiedziem.
    Nigdy nie była mistrzynią zawierania, utrzymywania i rozwijania znajomości. Jako dziecko i nastolatka bardzo długo zmagała się z uciążliwą nieśmiałością. Z czasem przestała zapominać języka w gębie. Pozostało niezręczne uczucie, przekonanie, że się wydurnia i nieznośnie czerwieniące się policzki. Miała prawie dwadzieścia siedem lat, nieudane małżeństwo za sobą, a nadal rumieniła się w większości sytuacja jak piętnastolatka. Za to teraz, zamiast uparcie milczeć, plotła wszystko, co jej ślina na język przynosiła. Niektórzy mówili, że jest urocza, inni omijali ją szerokim łukiem.
    – Bitej śmietany? Boże, nie. – powiedziała natychmiast, robiąc wielkie oczy, jakby pytał, że smaruje czekoladą kanapkę z szynką. – To profanacja. Jest za słodka. Po co robić dobre babeczki, na dodatek z pysznymi truskawkami, żeby... Nie, nie. Nie do babeczek. – dodała stanowczo, kiwając energicznie głową. Sprawa wagi państwowej niemalże.
    Obserwowała z uwagą jego twarz, kiedy przyjął pudełko i zajrzał do środka, a Elsie mogłaby przysiąc, że oczy mu rozbłysły. Uśmiechnęła się uradowana, bo widocznie trafiła na miłośnika domowych słodkości. Albo jakichkolwiek słodkości? Tak czy inaczej, mogli się dogadać. Szkoda, że lata temu nie była taka mądra, gdy jej przyszły były mąż odmówił zjedzenia szarlotki.
    – Wieczorem, pewnie. Jasne. Nie mam planów. – Uśmiechnęła się szeroko, starając się nie okazywać, jak bardzo ją to ucieszyło, choć jeszcze chwila i zaczęłaby podskakiwać z radości. – Pójdę tylko pozbyć się tej pięknej karykatury tygrysa z mojej twarzy, nakarmię kota i... Tak, wieczór będzie odpowiedni.
    Nakarmię kota? Elsie wiedziała, jak się zareklamować.

    Elsie

    OdpowiedzUsuń
  10. [To jakaś ironia, tak? Syn grabarza i organizator wydarzeń kulturalnych brzmi fantastycznie.

    Dziękuję za powitanie! Cieszę się, że Minnie wywołała uśmiech na twarzy, to chyba znaczy, że nie wyszła płasko i bezpłciowo.

    + Uwielbiam Eddiego! Trafny wybór.]

    Minnie

    OdpowiedzUsuń
  11. [Nie odmienia się. :D Tak jak Hannah, Savannah, Susannah i inne tego typu imiona z „h” na końcu. :D
    Może kiedyś zbierze mi się na opowiadanie. No, albo zapraszam do wątku. Dziękuję za powitanie! <3]

    Leah Myers

    OdpowiedzUsuń
  12. [Dobra, zatem, jak wiadomo, w małych miasteczkach wszyscy gadają o jakichkolwiek nowych przyjezdnych, zatem może rozniosłaby się plotka, że ktoś widział nastolatkę z dzieckiem, plączących się gdzieś tutaj pod osłoną nocy? Nie wiem, czy Samuel przejmuje się jakimikolwiek plotkami, ale siłą rzeczy zapadłoby mu to w pamięć. Leah zatrzyma się u Octaviana, zatem może któregoś razu wpadliby na siebie w sklepie i Twój pan szybko skojarzyłby Leah z opowieściami krążącymi po miasteczku?]

    Leah Myers

    OdpowiedzUsuń
  13. Za to Elsie wychowywana była przez wszystkich. Starszą siostrę, brata, rodziców, całe ich akademickie środowisko. Wychowały ją najlepsze przedszkola, szkoły i ośrodki, jakie można było znaleźć w Winnipeg. Jako kilkulatka konwersowała z dorosłymi ludźmi na tematy, o których nie miała wtedy żadnego pojęcia. Szybko nauczyła się czytać, czym błyszczała w towarzystwie, długie godziny spędzała także na wykładach rodziców, kiedy akurat nie mieli czego z nią zrobić; z czasem to także polubiła, zwłaszcza zajęcia ojca, profesora historii na uniwersytecie w Winnipeg. Była pewnym siebie, elokwentnym dzieckiem, które rozkochiwało w sobie każdego na swojej drodze. Nie miała więc pojęcia, co stało się w jej życiu, że jako nastolatka walczyła z paraliżującą ją nieśmiałością. Dalsze problemy to zapewne wynik małżeństwa z nieodpowiednim mężczyzną, który wiecznie miał co do niej zastrzeżenia. Chyba sama zaczęła je podzielać i wycofała się ze świata, nie chcąc go dręczyć swoimi wadami.
    Może dlatego postanowiła zawodowo zająć się dziećmi. Przy nich czuła się swobodnie. Dzieci były szczere, nie owijały w bawełnę, rzadko komunikowały się niewerbalnie. Nie musiała ich rozszyfrowywać, wystarczyło odpowiednie podejście. A to miała. Może mentalnie zatrzymała się w rozwoju w dzieciństwie. Rozwijała się intelektualnie, owszem, ale umiejętności społeczne miała takie, jak jej podopieczni. Czasami może nawet gorsze.
    Uśmiechała się szeroko, choć i tak walczyła ze sobą, by nie pokazać więcej entuzjazmu i radości. Spłonęła rumieńcem na jego słowa, ciesząc się, że ten zniknął pod tygrysim makijażem. A więc na coś to się jednak przydało.
    – Dziękuję, przekażę małej Merry. – Zaśmiała się, skinąwszy głową z wdzięcznością. Ostatkiem sił powstrzymała się przed rzuceniem się za długopisem, bo z doświadczenia wiedziała, że tak gwałtowne, nieprzemyślane ruchy zawsze kończą się jeszcze bardziej niezręcznym zderzeniem albo czymś równie kłopotliwym.
    – Jasne. – odparła szybko, może nawet za szybko na jego propozycję. Uśmiechnęła się lekko, zaraz też reflektując się, by podać mu swój adres. – Ja zawsze chciałam mieć kota, ale zawsze przeszkadzał komuś innemu. Więc kiedy przeprowadziłam się tutaj sama, była to jedna z pierwszych rzeczy, które zrobiłam. Siostra się śmieje, że szykuje się na staropanieństwo. – Zaśmiała się, choć zaraz pożałowała dodania tej uwagi. Mogła to przynajmniej odłożyć na później, a nie odstraszać Samuela jeszcze zanim w ogóle opuścili ośrodek kulturalny. – Okej, to... Mam nadzieję, że babeczki ci zasmakują i... widzimy się wieczorem. – Wycofała się odrobinę, całą uwagę skupiając na tym, żeby się nie potknąć.

    [Nie masz za co przepraszać, chętnie poznaję Samuela, jest pięknie! :D]

    Elsie

    OdpowiedzUsuń
  14. [Aww, dziękuję ogromnie! Jasne, niech Samuel się przekonuje, mam nadzieję, że go Tallulah nie rozczaruje. :)
    Co do samego wątku - skoro Samuel organizuje wydarzenia w ośrodku kulturowym, może postanowiłby zorganizować coś muzycznego i postanowiłby zwrócić się do Tally?]

    Tallulah Day

    OdpowiedzUsuń
  15. [hej ho hej, czy my już coś zaczęliśmy, czy nasz wątek stanął na ustaleniach wstępnych? :D ]

    OdpowiedzUsuń
  16. [to może przyjęcie, jakiś skrzat- niegrzeczny dzieciak i finałem bedzie wojna na jedzenie? xD ]

    OdpowiedzUsuń
  17. [Kurczę, wczoraj mi coś chodziło po głowie, a dzisiaj wyleciało i nie wiem kompletnie, co miałam na myśli. Super. :/ Pokombinuję i się odezwę!]

    Leah Myers

    OdpowiedzUsuń
  18. [Archeologia. Wcale nie tak daleko od rodzinnej łopaty. PŁACZĘ xD
    I mam pomysł! Sam organizuje wydarzenia, a ja panów Leblanc widzę jako lokalną sensację przez 2 dni po powrocie z kolejnych wypraw. Roberta to już raczej nie dotyczy, ale jego brata nadal tak. A Finnegan akurat powraca skądśtam-zobaczymy-cośsięwymyśli. Dlatego Robert chciałby być uczynnym bratem i ogarnąć w ośrodku kultury w MC spotkanie z ciekawym człowiekiem, któreś z kolei z udziałem tej dwójki, ale mniejsza xD Możemy to dowolnie skomplikować i pójść w bardzo różnych kierunkach, jestem otwarta na modyfikacje. Co ty na to?]

    Robert Leblanc

    OdpowiedzUsuń
  19. [Droga babeczko! Cześć! Zaraz przeczytam notkę, ale na razie chcę zaproponować może małe powiązanie z wątkiem od razu.
    Samuel organizuje wydarzenia kulturalne, więc pewnie też jest organizatorem wszystkich festiwali w Mount Cartier i nie tylko, a że Brie często reklamuje się na tego typu wydarzeniach, może będą ze sobą współpracować? Aż do momentu, w którym przy następnym zbliżającym się festiwalu Samuel oznajmia Brie, że w tym roku nie może się wystawić ze swoimi spławikami i zarobić trochę pieniędzy. Dlaczego? To już rozwinie się w wątku. Co ty na to?]

    BRIE VARDON

    OdpowiedzUsuń
  20. [Jeśli będziesz tak dobra, to chętnie przyjmę zaczęcie ;) Nie mam szczególnych wymagań, przedstawienie sytuacji ze strony Roberta opiszę w swoim komentarzu, wiec nie musisz się tym martwić, a kombinować będziemy później ;)]

    Robert Leblanc

    OdpowiedzUsuń
  21. [ Ahoj Kapitanie, dziękuję za przywitanie! Piękny Edziu i bardzo ładna karta, szczerze zazdroszczę. Mam nadzieję, że uda nam się ogarnąć jakiś ciekawy wątek. :)]

    Laura

    OdpowiedzUsuń
  22. [nie no skąd! :D ja nie mam żadnych wymagań :D prócz tego, że mogliby się już znać po prostu i tyle :D poza tym szalej, ile dusza zapragnie :D i pamiętaj, że ciasta są miękkie, więc rzucane nawet z dużą siłą, nic nie uszkodzą :P ]

    OdpowiedzUsuń
  23. [Zastanawiam się, czy pogrzeb można zaklasyfikować jako wydarzenie kulturalne... Jeśli jednak wydaje się to za bardzo udziwnione, pozostaje mi stwierdzić, ze syn grabarza organizujący takie wydarzenia to genialne połączenie :D Nie wiem, jak udało Ci się stworzyć postać z jednej strony nieco smutną, z drugiej tak wielobarwną, ale tym efektem jestem rzucona na kolana. Podobnie jak dopasowaniem wizerunku, ale to już mała osobista słabostka c:
    Dziękuję za przemiłe powitanie; cieszę się, że Theo sprawia wrażenie przyjemnego, ciepłego pana, bo taki też był mój zamiar. Chciałabym porwać Cię na jakiś wątek i chyba uczepię się właśnie organizowania wydarzeń kulturalnych. Nie wiem jeszcze, jaka dokładnie miałaby to być impreza, ale gdyby Samuel umówił się z Theo, że sklep zadba o zaplecze tego wydarzenia i sprowadzi od hurtownika kilka potrzebnych, choć zazwyczaj niezamawianych rzeczy, a dostawa nie zdąży dotrzeć na czas? Musieliby improwizować :D]

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  24. I znalazła się druga ikonka do pary! Tym razem na T|woje konto ląduje przepiękna tabliczka powitalna, a my w imieniu administracji chciałyśmy serdecznie podziękować za tak dobrą postawę autorską. Za wyciąganie dłoni ku nieznajomym/nowym i za ogólną uprzejmość. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. [Jestem za, Gene chętnie zostanie jego kołczem. :D
    Mam też inny pomysł. Jako dziewczynka Genevieve mogła się w Samuelu podkochiwać. Miała jakieś dziesięć, jedenaście lat, on był już poważnym nastolatkiem, miał piękne piegi i zawsze był dla niej miły, a Gene nie mogła nic poradzić na to, że się cała czerwieniła i wysyłała mu walentynki. Z czasem jej przeszło, choć sentyment pozostał, a teraz faktycznie mogliby być dobrymi przyjaciółmi. :D]

    Genevieve Leblanc

    OdpowiedzUsuń
  26. Jej policzki płonęły. Ledwo co zdążyła uwolnić się z objęć miejscowego piekarza, a już po chwili stały klient ich baru ciągnął ją z powrotem na parkiet, nie pozwalając zmęczonym nogom na chwilę wytchnienia. Cudem umknęła kolejnemu delikwentowi, który łapiąc ją za skrawek sukienki i uśmiechając się przymilnie, próbował porwać ją w obroty i przecisnęła się przez tłum wiwatujących gapiów, by znaleźć miejsce, w którym mogłaby przez chwilę odpocząć. Musiała zaczerpnąć choć odrobiny świeżego powietrza. Albo wypić piwo. I zapalić.
    Obróciła w palcach niewielki, przyozdobiony pięknym, błękitnym piórkiem haczyk na ryby i ostrożnie musnęła opuszkiem jego koniec, czując na skórze delikatne ukłucie. Delikatny wiatr przyjemnie muskał jej rozognione policzki. Zapach kiełbasy z ogniska drażnił jej nozdrza mieszając się z unoszącym w powietrzu słodkim aromatem domowych wypieków. Z gardła mężczyzny przechodzącego koło niej wyrwał się basowy śmiech. Obróciła głowę w tamtą stronę, a kąciki jej ust momentalnie powędrowały do góry. Uwielbiała festiwale. Kochała nastrój, który panował w miasteczku podczas przygotowań, kochała niecierpliwe oczekiwanie, odliczanie do nadchodzącego wielkiego wydarzenia i moment, w którym wszyscy mieszkańcy zbierali się na placu, by świętować razem, niezależnie od tego, co mieli w planach robić następnego poranka, czy tego dnia pokłócili się z żoną, czy też mieli najbardziej pechowy tydzień swego życia. Uwielbiała zapach piwa, spoconych mężczyzn i tę wszechobecną radość, która ogarniała każdego zgromadzonego na rynku człowieka. Będąc w takim miejscu w końcu czuła, że naprawdę żyje.
    Ktoś wpadł na nią z impetem, zaburzając idealną harmonię tej chwili. Poczuła jak haczyk wypada jej z ręki, a zmęczone nogi odmawiają posłuszeństwa. Oczami wyobraźni już widziała siebie upadającą na twardą, ubrudzoną sosem od hot-doga ziemię, ale czyjeś silne ramiona w porę ją złapały, ratując przed tragicznym zakończeniem wieczoru - wizją jasnej sukienki żałośnie poplamionej resztkami jedzenia. Spośród natłoku dźwięków wyłoniła błagalny głos, proszący o wybaczenie, uśmiechnęła się lekko, odwracając się w stronę delikwenta, który miał czelność naruszyć jej przestrzeń osobistą i…
    Nie. To niemożliwe.
    W charakterystyczny dla siebie sposób zmarszczyła nos, zadzierając głowę do góry, by móc spojrzeć mu w oczy. Wydawało jej się jakby od ostatniego razu, kiedy stali tak blisko siebie minęły wieki. Nic się nie zmieniło. Może trochę urósł. Troszkę zmężniał. Gdy po jego powrocie udawało jej się wychwycić sytuacje, w których mogła obserwować go z oddali, nie wydawał się aż tak wysoki. Włosy jednak jak zawsze opadały na jego twarz w tym artystycznym nieładzie, w oczach świecił ten sam blask, który odnajdywała za każdym razem, kiedy się spotykali. Kąciki ust drżały. Urwał w pół słowa chyba podobnie jak ona niedowierzając w absurd momentu, w którym się właśnie znaleźli. Zacisnęła usta i jak zawsze buńczucznie wydęła policzki, krzyżując ramiona na piersi, by okazać pogardę, której nigdy tak naprawdę do niego nie czuła. Był jej przyjacielem. Powiernikiem, osobą, która rozumiała ją jak nikt inny. Był jej słabością. A ona nie mogła być słaba. Nie mogła pozwolić sobie na to, by posiadać jakikolwiek czuły punkt. A tym właśnie był niegdyś dla niej on. Samuel Dunsmoor.
    Co?
    Zmarszczyła brwi, jakby nie do końca rozumiejąc pytanie. Zmierzyła wzrokiem pustą szklankę trzymaną przez chłopaka i westchnęła ciężko, bijąc się z myślami. Procenty delikatnie szumiały już w jej w głowie i nie była pewna czy to przez fakt, że znajdowała się już w stanie lekkiego upojenia, czy przez urocze zmarszczki, które pojawiły się dookoła jego ust, gdy tylko się uśmiechnął, czy właśnie przez ten uśmiech, któremu nigdy nie potrafiła niczego odmówić, ale opuściła ręce. Odwróciła wzrok, skupiając go na tańczących nieopodal mieszkańcach i palcami chwyciła rąbek sukienki. Następnie niepewnie się uśmiechnęła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Nie słyszałam tego od kilku dobrych lat, Sammy. Wydaje Ci się, że tak po prostu na mnie wpadniesz po miesiącach bez żadnej rozmowy i nagle uda Ci się przekupić mnie tym swoim spojrzeniem?
      Wbrew swoim słowom, ostrożnie wyciągnęła rękę, delikatnie muskając opuszkami jego nadgarstek.
      Ja stawiam. Ale najpierw zaproś mnie do tańca.

      Nie wiem co wyszło, ale love ya

      Usuń
  27. Wielokrotnie próbowała nauczyć go tańczyć. Kiedy była jeszcze małą dziewczynką z burzą gęstych loków na głowie i zdecydowanie zbyt wybujałą wyobraźnią, marzyła o zostaniu księżniczką. I (jak każda księżniczka) oczywiście potrzebowała mieć swojego księcia z bajki.
    Wepchnięcie w śnieg przerastającego ją o głowę chłopca wydawało się do osiągnięcia tego celu niepowtarzalną okazją. Nie wiedziała wtedy jeszcze, że niewinna bitwa na śnieżki nie wystarczy, by posiąść serce królewicza, ale przynajmniej dzięki temu udało jej się przełamać pierwsze lody. Widywali się w szkole. Później u niej w domu. Doskonale pamiętała, jak ubrana w różową sukienkę, goniła panikującego, obijającego się o wszystko Samuela po salonie swoich rodziców, próbując siłą ściągnąć z niego krawat dziadka, który niechcący, podczas przygotowań do wykonania “tańca balowego,” zawiązała mu zdecydowanie zbyt mocno. Dopiero po paru spotkaniach i wielu próbach spędzonych na przyglądaniu się mozolnym staraniom chłopca nieudolnie podrygującego w rytm muzyki, zdała sobie sprawę jak sromotną porażkę w wyborze księcia poniosła. Nie miała jednak serca porzucać niezdarnego królewicza. Ciągała go więc ze sobą na wszystkie zajęcia pozalekcyjne, szkolne dyskoteki i pierwsze potajemne imprezy.
    Patrząc na Samuela uśmiechającego się w ten charakterystyczny, roztapiający serce sposób, zrozumiała jak wielki błąd popełniła. Nie powinna była w ogóle dopuścić do tego spotkania. Wszystko, co kiedyś miało między nimi miejsce, zostawiła przecież w przeszłości. Zamknęła go w rozdziale życia, którego akcja toczyła się jeszcze przed wypadkiem. Nie powinien należeć do jej teraźniejszości. Chciała się przecież od niego odciąć. W pierwszej chwili, kiedy tego wieczoru go ujrzała, miała zamiar się po prostu odwrócić i odejść. Ale coś w jego postawie skłoniło ją do zmiany decyzji. Jego widok, a raczej fakt, że stał tak blisko, że mówił do niej, że uśmiechał się do niej, że zwracał się do niej tonem nieformalnym, nie tak jak zawsze, kiedy zamawiał piwo w barze, przesłonił jej wszystkie obawy i problemy. Pozwolił jej na chwilę o wszystkim zapomnieć, wrócić na moment do tych dobrych, ciepłych wspomnień. A ona przecież nie chciała o niczym zapominać. Isabelle by jej tego nigdy nie wybaczyła.
    Chłodny wiatr załopotał jej sukienką, wywołując dreszcze na całym ciele. Stanęła w miejscu, dłonią trochę mocniej ściskając ramię Dunsmoora. Uśmiech jej zbladł, twarz przesłonił gniewny grymas. Miała wrażenie, że muzyka płynąca z głośników ucichła, że wszystko zamarło, uspokoiło się - nawet paralityczne ruchy Sammy’ego. Powoli wysunęła się z jego ramion. Niby niezauważalnie, niczym zjawa. Z drugiej strony z czystą gracją, jak na księżniczkę przystało. Odwróciła się na pięcie, zadzierając głowę wysoko do góry. Następnie szybkim krokiem pokonała przestrzeń dzielącą ją od kręgu gapiów, pozostawiając kompletnie zdezorientowanego chłopaka samego na parkiecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziała, że nie powinna była tego robić, wiedziała, że nie powinna była wcale tego zaczynać. Przedarła się przez tłum ludzi i z prędkością światła dopadła do najbliższego stoiska z alkoholem. Dźwięki dookoła niej ponownie ożyły, wszystko eksplodowało falą ciepła i kolorów. Nawet padający z nieba śnieg stał się przyjemniejszy w odczuciu. Wspięła się na palce nachylając się w stronę barmana, po czym niepewnie obróciła głowę za siebie, upewniając się czy przyjaciel z dzieciństwa przypadkiem nie postanowił jej śledzić.
      Niech to.
      - Dwa piwa poproszę. Tylko bez soku.
      Wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów, przeklinając w duchu swoją własną głupotę. W głowie już opracowywała plan jak raz na zawsze pozbyć się bagażu.

      Mam nadzieję, że się powoli rozkręcamy.
      Wasza Lilah

      Usuń
  28. [Oczywiście, wracam do pisania z mnóstwem miłości dla naszego ukochanego piegusa. <3 To co, musimy ustalić cóż się działo z naszymi bohaterami od czasu tego wieczorka zapoznawczego w lutym. ;D]

    Elsie

    OdpowiedzUsuń