Kalendarz bloga
16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów - link
Kwiecień • -8°C
Ach, w marcu jak w garncu, co? Nie było kolorowo, chyba każdy miał już dosyć tego padającego po kolana śniegu, ale mam dla Was kilka dobrych informacji. Po pierwsze, koniec ze śniegiem! Tylko nie, nie, ten leżący na ziemi nie zniknie tak prędko, nie liczcie na takie cuda. Mam jednak wiadomości prosto z Churchill, że w ciągu najbliższych tygodni nie ma w zapowiedziach opadów śniegu. Ba! Jest nawet jeszcze lepiej i to wiąże się z moją drugą informacją! Przybywa do nas słooońce! Tak, tak, piękne, żółte i gorące. Będzie nas ogrzewać w te mozolnie wydłużające się dni, można więc powoli witać u swoich progów początki wiosny. Ale wiecie, nie przesadzajcie! To może nie jest primaaprilisowy żart, ale lepiej nie wystraszyć tych ciepłych frontów, bo jeśli to zrobicie… wtedy będziecie się nawet cieszyć z głupiej zamiany soli z cukrem czy wypchanego szczura biegającego po podłodze w kuchni. Tak więc strzeżcie się i nie wyganiajcie słońca!

26.04.2017

"Na przekór im spadając wzniosę się"



Saskia Wittenberg

czternasty dzień maja 2006 roku — córka byłego dowódcy wojskowego i skromnej krawcowej — piąta z jedenaściorga dzieci Wittenbergów, pierwsza dziewczynka — uczennica szkoły podstawowej w churchill, w której nie pojawia się zbyt regularnie — urodzona i wychowana w osadzie Resolute — od miesiąca mieszka w Mount Cartier — ciemnoszare oczy, ciemne włosy, drobna budowa ciała


Tak naprawdę miała na imię Saskia, ale rodzina mówiła o niej: Sissy. Chude nogi, ciemne włosy i ubrania, które swą młodość przeżyły wiele lat temu. Jej trampki rozłaziły się na palcach; koszule łatała tyle razy, aż w końcu nie dało się ich już nosić. Miała duże przednie zęby i jeszcze większe rozmarzone oczy, sprawiające wrażenie nieproporcjonalnych do reszty drobnej twarzy. Zawsze zerkała niepewnie spod długich rzęs, jakby ze strachem, że przyłapana na otwartym wpatrywaniu się w coś lub kogoś zostanie ukarana.
Tak naprawdę miała na imię Saskia, tyle tylko, że była zbyt nieśmiała, by komukolwiek o tym powiedzieć; a także dlatego, iż ów przydomek zapewniał jej swego rodzaju ochronę, anonimowość – niewielką cząsteczkę siebie, którą mogła zabrać do grobu nieskalaną łaciną podwórkową i wyzwiskami. Dorastała pośród zasp śnieżnych i gromady młodocianych przestępców, i pewnie dlatego z czasem wyrobiła sobie taki, a nie inny nawyk: człowieka, który jest niewidzialny, nie można w żaden sposób zranić.
Tak naprawdę miała na imię Saskia, ale nikt o tym nie pamiętał w obliczu jej dziesięciorga rodzeństwa; błąkała się samotnie po lasach i polach, gdy robiło się ciepło, a zimą spędzała noce w szopach, jeśli nikt nie widział. Łatwo było ją spłoszyć, niby strachliwą sarnę; rzadko się odzywała, a jeszcze mniej z własnej woli. Chciałaby lgnąć do ludzi, ale za bardzo wstydziła się samej siebie, i chociaż za kilka lat zrozumie, że nie ma w tym jej winy, na razie ciągle czuje się winna. 

Trochę eksperyment, trochę nie-wiem-co-robię.
Hej, niech nas wiek nie ogranicza.
Kwiecień się budzi i kakao mieszkańcom studzi!