Kalendarz bloga
16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap I - link
01/05/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap II - link
02/05/17 Nowy nagłówek
17/09/17 Wydarzenie: Spływ kajakowy - link
Październik • -4°C
Tydzień temu jeszcze ostatnie kolorowe liście były odgarniane z chodników, a dzisiaj? Jeśli ktoś wyszedł z domu przed siódmą rano, to na pewno widział ten biały puszek zalegający na trawnikach, samochodach czy stromych dachach naszych domków. Pierwsze opady śniegu mogły zaskoczyć turystów, ale dla prawdziwych mountcartierowców to już chleb powszedni. A więc dla tych, którzy zabłądzili lub są u nas tylko przejazdem: drodzy państwo, oto oficjalne otwarcie zimowego sezonu! Na wygrzewanie się w promieniach słońca zapraszamy ponownie w czerwcu, a teraz proszę kupować wełniane szaliki i czapki, bo noce są już coraz chłodniejsze. Oszczędźcie naszego biednego lekarza i nie wystawajcie zakatarzeni pod drzwiami jego gabinetu, bo na pewno nie narzeka on już na brak pacjentów!

10.10.2017

Czuję się mniej więcej tak, jak ktoś, kto bujał w obłokach i nagle spadł.

- Wygraliśmy! – radosny, pełen satysfakcji głos przywitał ją, gdy tylko otworzyła drzwi. Do głosu dodany był szeroki uśmiech i bijąca z twarzy duma. – W pewnym momencie myślałem, że po już po nas, ale wtedy Jenny wygrzebała skądś te dokumenty… Nie mieli szans. Klient był zachwycony. Jutro podpisujemy kontrakt i będziemy prowadzić wszystkie jego sprawy – mężczyzna zrelacjonował swoje osiągnięcia. Unikał szczegółów, twierdząc, że obowiązuje go tajemnica służbowa. Nie chciał, by jego żona palnęła kiedyś jakieś głupstwo, przez które wszyscy mieliby kłopoty. Był jednak tak podekscytowany, że musiał podzielić się radosną nowiną przynajmniej w takiej części. Lubił opowiadać o swojej pracy, tym bardziej, gdy odnosił w niej sukcesy. A ona lubiła o tym słuchać i widzieć radość oraz spełnienie w jego oczach.
- To cudownie! Wiedziałam, że ci się uda – zareagowała wesoło Pauline i pocałowała go na powitanie.
Mężczyzna pokiwał z entuzjazmem głową, po czym wyjął zza pleców starannie ułożony bukiet kwiatów dla swojej wybranki. Podzielił się równocześnie kolejną dobrą wiadomością – wygrana sprawa wiązała się z upragnioną podwyżką. Zasługiwał na to. Całymi dniami pracował, nie spał po nocach, robił wszystko by przekonać sędziów, że firma, która korzystała z usług jego kancelarii, była niewinna. Choć kobiecie nie zależało na majątku i wolałaby żeby zarabiał mniej, a mógł spędzać więcej czasu w domu. W przeciwieństwie do wielu kobiet, nie lubiła jakoś specjalnie zakupów, nie potrzebowała do szczęścia najnowszych sprzętów. Jej mąż jednak postawił sobie kiedyś za cel, że zrobi wszystko co w jego mocy, by niczego jej w życiu nie brakowało. Na razie świetnie mu to szło. Przynajmniej jeśli chodzi o sferę materialną.
Przeszli do kuchni, gdzie czekał przygotowany obiad. Pauline wyłożyła danie na talerze i zaniosła je do stołu, który od godziny był już gotowy by przy nim zasiąść.
- Znowu makaron? – usłyszała niezbyt zadowolony głos, jeszcze zanim zdążyła postawić naczynia. Wywróciła w odpowiedzi oczami. Dlaczego mężczyźni akceptowali tylko obiady, które składały się z osiemdziesięciu procent z mięsa? Co z tego, że w przyrządzenie tego dania włożyła więcej energii niż w uklepanie schabowego. Mięso przede wszystkim. – No nic, i tak dużo nie zjem. Świętowaliśmy sukces i zamówiliśmy sushi – machnął lekceważąco ręką, nalał im wina, po czym usiadł na swoim miejscu.
Kolacja minęła spokojnie, tak jak zawsze. Rozmawiali o tym co zawsze, uśmiechali się do siebie, wymieniali się planami na kolejny dzień. Ustalili wspólne wyjście kolejnego wieczora, by uczcić zwycięstwo. Byli jak każda para, toczyli normalne życie. Gdy pojawiały się zgrzyty, zazwyczaj któreś z nich szybko ustępowało, by nie zakłócać harmonii. Po zjedzonym posiłku Pauline pozmywała naczynia i posprzątała bałagan jaki zrobił się w ciągu dnia. Obejrzeli razem film (a tak właściwie ona obejrzała, on połowę przespał), po czym położyli się do łóżka, gdzie mężczyzna nabrał na nowo energii.
- Czekaj… - przerwała w pewnym momencie jego pocałunki. Odsunęła się trochę, by móc spojrzeć mu w oczy. Zagryzła niepewnie wargę, zastanawiając się, czy poruszyć temat, który siedział jej w głowie cały wieczór. – Pamiętasz co mi obiecałeś? – spytała niepewnie, jednak tak jak podejrzewała, nie pamiętał. Jego spojrzenie wyraźnie wskazywało na to, że nie ma pojęcia o czym mówi, a przerywanie zabawy ani trochę się mu nie podobało. Nie sądził, by jakakolwiek złożona jej obietnica była na tyle ważna, by musieć ją poruszać w tym momencie. Żeby go udobruchać, Pauline pocałowała go krótko. – Mówiłeś, że gdy wszystko się uda, wygrasz sprawę, dostaniesz podwyżkę… Że zaczniemy się starać… - powiedziała nieśmiało. Jej spojrzenie było pełne nadziei, która szybko miała zgasnąć. Jej partner wyraźnie nie chciał pamiętać o swojej obietnicy, a tym bardziej omawiać tej kwestii tego wieczoru. Opadł na poduszkę obok, zniechęcony, a nawet nieco zirytowany, że po raz kolejny wałkują ten temat.
- Mówiłem, że może spróbujemy – poprawił ją, jakby to słowo tak wiele zmieniało. Powinna się tego spodziewać. Obietnica z buforem bezpieczeństwa, który już w chwili jej składania planował wykorzystać. – Naprawdę tego teraz chcesz? Wiesz, że będę musiał pracować jeszcze więcej? Nie będę miał czasu żeby latać ci po ogórki i słuchać twojego marudzenia – powiedział zdenerwowany, jakby pomysł posiadania dziecka był największym absurdem na świecie.
Pauline odsunęła się jeszcze bardziej i prychnęła głośno. Zawsze znajdował jakieś wymówki. Powiedziała mu o tym i zaczęła się przepychanka słowna. Każde kolejne zdanie wywoływało coraz większą irytację u obojga. Podniecenie sprzed chwili, zastąpiła złość, a pożądanie zmieniło się w niechęć. W końcu blondynka opuściła sypialnię, by na godzinę zamknąć się w łazience. Nienawidziła konfrontacji, zawsze wolała ucieczkę, nawet jeśli w ten sposób tyko pogarszała swoją sytuację.
Gdy spojrzała na swoje odbicie w lustrze, po raz kolejny dostrzegła w nim obcą osobę. Ładna blondynka ze starannym makijażem, ładnie uczesanymi włosami, w eleganckiej bieliźnie. Nienawidziła jej za to kim była. Nienawidziła jej fałszywego spojrzenia i uśmiechu. Sztuczności. Braku iskry w oku. Zmęczenia, które dodawało dziesięciu lat. Niedawno minął jej dwudziesty piąty rok życia. Gdzie podziała się młodzieńcza energia? Radość? Pasja? Kiedy stała się starą, zmęczoną żoną? Spróbowała uśmiechnąć się do tej kobiety z lustra. Robiąc to, dostrzegła w niej cień dawnej siebie. Nikły cień, który pewnie był tylko złudzeniem.
Wzięła długi prysznic, pozbyła się wszystkich dodatków i sztuczności. Gorąca woda sprawiła, że ochłonęła. Zmyła z niej chęć walki. Pragnęła spokoju, nie chciała się kłócić. Nie miała sił. Wiedziała, że nic nie wskóra. Jej mąż także nie chciał awantury. Gdy tylko wróciła do sypialni, przytulił ją i pocałował w czoło. Potrafił być naprawdę czuły i czarujący, jeśli tego zapragnął.
- Obiecuję, że będziemy mieć dziecko. Ale jeszcze nie teraz. Nie wolałabyś żeby nasz dzidziuś wychowywał się we własnym domu, a nie tym ciasnym mieszkanku? Żebym mógł być przy tobie, gdy będziesz w ciąży, zamiast siedzieć po nocach w pracy? – powiedział łagodnie, a Pauline przytaknęła, choć tak naprawdę, odpowiedź brzmiała nie. Pragnęła dziecka już od dawna. Potrzebowała kogoś kogo będzie mogła bezgranicznie kochać. Nie potrzebowała wielkiego domu ani tak właściwie niczego więcej. Ich mieszkanko było dość duże, by zmieścić szóstkę dzieciaków. Mieli dość pieniędzy, by spokojnie wychować trojaczki. Poradziliby sobie spokojnie. Ale jak zwykle, nie chciała się kłócić, więc po prostu zamilkła i położyła się z nim w łóżku.
Obudziła się o czwartej w nocy. Jej organizm był już tak nastawiony, że nawet gdy umierała ze zmęczenia, musiała wstać właśnie o tej godzinie. Uwielbiała wtedy chodzić na spacery. Zazwyczaj zatłoczone ulice były puste. Cisza ogarniała miasto, ludzie dopiero powoli, niechętnie budzili się do życia. Świat wchodził w stan zawieszenia na tą jedną godzinę. To wtedy mogła być sobą. Bez strojenia się. Nieuczesana. W dresach. To wtedy, w sklepowych szybach, czasami udawało się jej dostrzec Polly.

_____________
Takie coś... Pisane przez dłuższy czas, mam wrażenie, że w okropnym sentymentalnym tonie, ale chyba nigdy nie będę zadowolona ze swoich wypocin, więc łapcie ;) 
W cytacie słowa Kłapouchego. 
Październik stoi u dwora, wykop ziemniaki i pora.