A kiedy śnieg przestanie prószyć, to Monty na spacer ruszy.

Blog zawieszony

Po przeprowadzeniu ankiety większością głosów wygrała opcja zawieszenia bloga. Oznacza to, że autorzy mają możliwość dalszej gry i zapisów, ale administracja — za wyjątkiem wysyłania zaproszeń i wpisywania do listy bohaterów — nie będzie angażować się w życie bloga. Z tego samego powodu zakładka Organizacyjnie na czas zawieszenia bloga zostaje usunięta. Raz jeszcze dziękujemy za Waszą obecność i życzymy Wam wszystkiego, co najlepsze.

nie istnieję & latessa

Kalendarz

16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap I - link
01/05/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap II - link
02/05/17 Nowy nagłówek
17/09/17 Wydarzenie: Spływ kajakowy - link
02/02/17 Nowy szablon
14/02/17 Wydarzenie: Poczta walentynkowa - link

She lives to see the sun and feel the wind and drink the rain


Genevieve Leblanc
22.09.1997 studentka weterynarii FC: Saoirse Ronan

Od dziecka chodzi własnymi drogami. Całym sercem kocha Mount Cartier, wszystkich mieszkańców miasteczka i każdego członka swojej rodziny, ale już jako kilkulatka chadzała własnymi ścieżkami, wywołując nieco pobłażliwie, ale raczej pełne czułości uśmiechy. Znosiła do domu ranne zwierzęta, jak cień chodziła za leśniczym i naprzykrzała się miejscowemu weterynarzowi. Jest ciekawa świata, choć ostrożnie, wciąż coś śpiewa pod nosem i odkąd pamięta, żyje według tych samych, tylko sobie znanych reguł. Jest zawsze uśmiechnięta, ale wydaje się nieobecna; obserwuje. Nie ma problemów z nawiązywaniem i podtrzymywaniem znajomości, jednak, nie licząc rodziców oraz rodzeństwa, dużo bardziej ceni sobie towarzystwo zwierząt i książek. Wie, czego chce i uparcie do tego dąży, choć ambicji nie ma wygórowanych. Wybrała najbliższy możliwy uniwersytet, wiedząc, że nie potrafiłaby na dobre porzucić tego kawałka ziemi i wielu sąsiadów miałoby wątpliwości, czy w ogóle studiuje, biorąc pod uwagę, jak często bywa w domu, gdyby nie to, że ciągle siedzi z nosem w książce. Wciąż urządza sobie niekończące się, samotne spacery i żyje w swoim świecie. Niektórzy twierdzą, że chodzi z głową w chmurach, ale ci, co znają ją lepiej, wiedzą, że doskonale wie, co dzieje się dokoła, a świat, który sobie tworzy, jest do bólu rzeczywisty. Wie, że zwierzęta ratować trzeba przede wszystkim przed ludzkim okrucieństwem, nie wierzy, by kiedykolwiek mogła obdarzyć obcego człowieka bezwarunkową miłością, a romantyzm uważa za nudny. Ma swoje dziwactwa, nawet całe mnóstwo, ale Mount Cartier już ją zaakceptowało. Nad resztą świata jeszcze pracuje.

Zdjęcia się zmieniają, w tytule Lord Huron.

11 komentarzy:

  1. [Witam serdecznie na blogu! :)
    Widzę, że rodzinka Leblanc się nam powoli czynnie rozrasta; co oczywiście cieszy :] Genevieve wydaje się być równie niebanalna, co jej tata; żyjąca - jak to ujęłaś - według tylko sobie znanych zasad i w dość niecodzienny sposób. Smutna prawda z tym, że najwięcej krzywdy zwierzęta zaznają często z ręki człowieka; ktoś pokroju Twojej postaci jest więc zawsze na wagę złota.
    Ach, i świetny wybór z Saoirse na wizerunek *serducho* Rzadko można ją spotkać na grupowcach, niestety; a przy tym bardzo pasuje do opisanej przez Ciebie postaci :)
    No nic, życzę Ci udanej zabawy na i w Mount Cartier oraz dużo weny! :) W razie chęci, zapraszam do siebie; może uda się nam coś wymyślić ;)]

    Nicolas Everest

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć! Fajnie, że rodzinka Leblanc rośnie w siłę i to z takimi fajnymi latoroślami! Osobliwa z niej osóbka, taka naturalna, prawdziwa; na pewno zostanie wyjątkowym weterynarzem, skoro od najmłodszych lat podąża tym śladem. Bawcie się dobrze, zostańcie długo i uważajcie na zaspy! :)]

    Latro, Octavian & Ferran

    OdpowiedzUsuń
  3. [Nie wiem, dlaczego poprzedni komentarz postanowił się nie dodać, więc powtarzam, w krótkich żołnierskich słowach: witam serdecznie cudowną latorośl, już oficjalnie chwalę kreację, cieszę się, że tak szybko Gene nam się pojawiła i zapraszam szanowną córkę na wątek :D]

    Robert Leblanc

    OdpowiedzUsuń
  4. [La Belle Fleur Sauvage, prawda? Strange Trails to album mojego życia.

    I rzeczywiście, po karcie widać, że z Genevieve taki piękny, dziki kwiat. Udała się rodzicom ;). Witam więc na blogu i życzę dobrej zabawy, a w razie gdyby Gen chciała udzielić Duncanowi porady na temat jak nie należy postępować z kotami, to zapraszam do siebie, hehehe.]

    Duncan Harmon

    OdpowiedzUsuń
  5. [wszyscy się cieszą, że rodzinka rosnie w siłę, a ja się obawiam, ze to zamieni się w jakąś mafię... xD ale jak wszyscy sa tak uroczy, to działajcie :D
    cześć :D piekne ma oczyska ta dziewczyna (szczególnie na tym drugim zdjęciu *-*) i bardzo podoba mi się opis jej charakteru, ukazujący i siłę i wrażliwość i sentyment i miłość do bliskich :D Sol chętnie zakumpluje się z taką wariatką :D
    baw się dobrze, życzę weny, czasu na pisanie i mnóstwa wąteczków :) ]

    OdpowiedzUsuń
  6. [O matko, jakie piękne oczęta! Genevieve (pprzepiękne imię, ale musiałam trzy razy się upewnić, czy dobrze je napisałam - przyznaję się bez bicia, że bez poprawek się nie obyło XD) wydaje się łączyć w sobie naturę marzycielki i totalnej realistki, ciekawa kreacja ^^ Widać, że wie, czego chce, w przeciwieństwie do mojego pana haha
    Weny, wątków, czasu i jak coś to może Genevieve byłaby w stanie kopnąć Sama w cztery litery, żeby nauczył się stawiać na swoim, jak myślisz? ;p ]

    Samuel Dunsmoor

    OdpowiedzUsuń
  7. [Prawda, że mamy tutaj piękne wizerunki? W jednej chwili przeskakujemy z Lee do Saoirse i... Zdecydowanie wolimy zostać przy Saoirse! Widziałam ją tylko w Intruzie i może dlatego nie zapadła mi tak dobrze w pamięci choć powinna, bo to jeden z ciekawszych i w moim odczuciu nietypowych typów urody. Cudo <3
    Podobnie z resztą, jak Genevieve. Panna z głową zawieszoną w chmurach ale jednocześnie pamiętająca, po jakiej planecie stąpa. Przyznam, że chyba pierwszy raz spotykam się z tak zgrabnym połączeniem obu tych cech, a że wybór towarzystwa zwierząt zamiast towarzystwa ludzi przemawia do mnie głośno i wyraźnie, pozostaje mi jedynie porwać pannę Leblanc na wątek. Jeśli na taki miałabyś ochotę c:
    Theo co prawda nie posiada swojego zwierzaka (a szkoda - może nawet Genevieve mogłaby go do tego w przyszłości namówić?, ale pewnego wieczoru mógł napotkać na drodze potrąconego psiaka i nie wiedząc, co powinien zrobić, odruchowo zgłosi się po pomoc do Twojej pani. Od czasu do czasu może też przemycać jej co ciekawsze lektury, których zebrał już pokaźną kolekcję; tak, żeby Genevieve nie musiała za często odrywać nosa od książek c:]

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  8. [wiedziałam! z rodzinką Leblanc trzeba uważać xD
    skoro ona kocha i Soliśkę i słodycze, to ja proponuję relację bff, a jakże :D i chętnie zacznę niebawem z wątkiem niespodzianką <3 ]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Umyślonych i wymarzonych nie ma, ale wstępny pomysł mam taki, że możemy przeżyć przygodę! :D Niespodziewaną bo niespodziewaną, ale liczy się! Gene pewnie zwykle kursuje sama pomiędzy Winnipeg a MC, ale czasem zdarzy się, że uruchamia się aplikacja tata-uber. I taką właśnie mielibyśmy sytuację, że Gene i Robert wracają do domu, jadą sobie spokojnie, ale lokalna pogoda lubi sobie zażartować z szanownych mieszkańców, to po ataku wiosny (mamy przecież aż -17 stopni!) przychodzi atak zimy i jak już dojdziemy do wniosku, że się nie odkopiemy ze śniegu i musimy poczekać, aż odpowiednie służby zrobią to za nas, to będziemy mieli czas na pogadanie i nadrobienie zaległości :D Brzmi sensownie?]

    Robert Leblanc

    OdpowiedzUsuń
  10. [Bardzo proszę; napisałam jedynie prawdę :)
    W sumie racja z wizerunkiem Saoirse; zapewne dlatego, jej widok tym bardziej na blogach cieszy :P
    Cieszę się, że jesteś chętna na wątek; z odpowiednim pomysłem, różnica wieku nie stanowi dla mnie najmniejszego problemu :] Rozumiem, że wolałabyś coś na linii Genevieve-Nicolas; czy jednak próbujemy czegoś z Jasperem? Tego drugiego Twoja pani na pewno dobrze zna; gdy była młodsza, mógłby jej (i może także rodzeństwu) nawet opowiadać bajki i legendy, albo coś w tym stylu. Z Nickiem byłoby coś raczej całkiem na świeżo; Everest jest w Mount Cartier od niedawna, acz na pewno widywałaby go w sklepie i gdziekolwiek, gdzie złapanie jakiegokolwiek zasięgu ze światem, miałoby nawet najmniejsze prawo bytu :P Już jak wolisz :]
    Tak, celtyckie korzenie rządzą ^^ Miłego dnia! :)]

    Nicolas | Jasper

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspięła się na palce i zajrzała do wnętrza domku Leblanc, starając się dostrzec, czy Gen jest w środku. Mróz szczypał w uszy i choć termometr pokazywał z dnia na dzień lżejsze temperatury, Sol nie była do końca ufna wobec słupka rtęci. Ona nie czuła zbytniej różnicy i jak na jej gust, zimno było tak samo miesiąc temu i dziś. Jedyna różnica tkwiła w słońcu, które teraz jakby wyżej wychodziło nad horyzont i dłużej utrzymywało jasne niebo. A tak? Wciąż najgrubsza kurtka, najcieplejsze buty i wełniane czapki, rękawice i szalik ozdabiały jej kolorowy strój pod spodem, czyli zazwyczaj pstrokaty sweter.
    Zapukała kolejny raz do wejściowych drzwi i przestąpiła z nogi na nogę. Nie musiała spoglądać w swoje odbicie w szybce umieszczonej ozdobnie na drzwiach, by wiedzieć, ze jej noc i policzki przypominają barwą dorodnego pomidorka. W tym momencie jedyne ciepło czuła w dłoniach, bo trzymała pudełko z świeżutkim serniczkiem, którego napiekło jej się zdecydowanie za dużo i musiała gdzieś część wydać, aby się nie zmarnowało. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz to był, gdy jej praca szła w świat z uśmiechem i bez opłaty, a jednak jakimś cudem cukiernia wciąż stała w miejscu. Ona sama się dziwiła, jak to możliwe.
    - Genevieve, na pewno tam jesteś, otwórz - zawołała zniecierpliwiona, gdy nikt się nie pofatygował by jej otworzyć. - Jest za wcześnie nawet na ciebie, żeby wyjść - burknęła i oparła się o drzwi, rozglądając po ulicy. Może... pomyliła domy?

    OdpowiedzUsuń