Kalendarz bloga
16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap I - link
01/05/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap II - link
02/05/17 Nowy nagłówek
Czerwiec • 12°C
I stało się! Z południa przychodzi do nas coraz cieplejsze powietrze, dzięki czemu resztki śniegu zalegającego na trawnikach stopnieją pewnie nim nadejdzie połowa miesiąca. Jeśli już tęsknicie za białą aurą, to niestety musicie przenieść się jeszcze bliżej koła biegunowego, bo do września nie mamy co liczyć na chociaż jedną śnieżynkę spadającą z nieba. Zamiast nich za to będzie słońce i odrobina deszczu, ale głównie w nocy, więc zabierajcie kalosze na nocne schadzki jeśli nie chcecie, by ktoś w niedzielę dopytywał się skąd błoto na tych nowych pantofelkach prosto z Chruchill! Dzieciaki mogą się za to cieszyć, bo pogoda na lato znowu nam dopisze i pewnie już za kilka tygodni niejednego raka będziemy ściągać z plaży nad jeziorem. Rodzice, cieszcie się ostatnimi chwilami wolności, bo jak tylko skończy się szkoła… nie będzie lekko!

20.06.2017

A woman's heart is a deep ocean of secrets


29 lat // pisarka amatorka 
kasjerka na stacji benzynowej // Mels
Świat jest straszny, a ja samotna. To jedno zdanie powtarza jak mantrę i kurczowo się go trzyma. Ta odważna, zakręcona dziewczyna boi się własnego domu. A raczej panującej w nim pustki. Tykanie zegara, kapiący kran. Ona wolałaby tego wszystkiego nie słyszeć. Dlatego zawsze ma włączone radio. Cisza przypomina jej o samotności, więc Mels ją zagłusza, broni się rękoma i nogami. Wszystko, byle nie zostać z myślami sam na sam. W końcu to właśnie ona, Martha Jones, jest jej największym wrogiem. Rudowłosa wariatka, która nigdy nie spełniła swoich marzeń o wyjeździe i nie potrafi spełnić tych, o wydaniu własnej książki. Tkwi wciąż w tym samym miejscu, choć tak bardzo chciałaby uciec. Nie od ludzi, nie od Mount Cartier, ale od siebie samej. Zobaczyć świat, tak jak jej idealna kuzynka. Liznąć innych kultur, przemierzyć ocean.Ten piękny bezkres wód, który tak ją mami, wabi.  Woda woła ją do siebie i Melody zawsze na to wezwanie odpowiada. Przy okazji przyprawia innych mieszkańców miasteczka o zawroty głowy, bo chłodną porą wskakuje do jeziora na główkę lub uparcie wpatruje się w toń między kutrami rybackimi, jakby miała weń skoczyć i się utopić. 
To byłoby straszne. Wtedy naprawdę zapadłaby cisza, bo nie miałby kto jej zagłuszyć. Martha przecież tak skutecznie odwala tę robotę za innych. Wszędzie jej pełno, biega, skacze, śmieje się, wpada na durne pomysły i robi dużo hałasu, bo Martha ciągnie do kłopotów jak szpilka do magnesu.Wspina się na drzewa, nurkuje w zimnej wodzie, wpada przez pomyłkę do domu sąsiada zamiast do swojego. Odżywa wśród ludzi, obumiera w samotności. Dla każdego ma szeroki uśmiech i miłe słowo. Nie ocenia, nie spisuje na straty. Wyciąga dłoń do tych, których wypchnięto na margines społeczny. Słyszy, jak nazywają ją wariatką, ale się tym nie przejmuje. Bo przecież być normalnym, to znaczy umrzeć. Normalność jest ciszą, rutyną, odpowiedzialnością. Tymczasem Martha chciałaby być wiecznym dzieckiem i uparcie udowadnia światu, że wcale nie dorosła. 
I przy tym wszystkim wciąż nie mówi nic o sobie. Jestem taka nieciekawa.Tak właśnie twierdzi. Uparcie i wbrew wszystkiemu. Nie dostrzega wyjątkowości swojej egzystencji, a raczej nie chce pokazać jej innym. W mieście żyjącym plotkami, pozwala innym układać jej historię. Bo przecież nie opowie o ojcu, który zajął się nią tylko po to, by zachować dobre imię, o kuzynce, z którą była zdecydowanie za blisko, o matce, której nigdy nie poznała i o samej sobie. Tej samotnej wariatce o wiecznie nieobecnym spojrzeniu.






AUTORSKO
Witam się cieplutko.
Szukamy z Mels miłości i udręki.
Wszelkiego rodzaju dramy i kłopoty.
Byle było ciekawie.
Kuzynkę oddamy w dobre ręce.
 Na zdjęciu Karen Gillan.
Ahoy przygodo!

( 21 )

  1. [ kissed by fire! :D
    Witaj, miło Cię ujrzeć i tutaj. Bardzo ciekawa istotka, choć jedyne co przychodzi mi na myśl to potrzeba wytulenia jej i obrony przed całym złem tego świata!
    Niezwykle pocieszne z niej dziewczę, choć również cholernie smutne. Aż się serduszko kraja, że nie ma kogoś, kto mógłby pokazać jej ten wielki świat.
    Wprawdzie mój Ash spełnił już podobne marzenie, więc gdybyście miały ochotę na wątek, może znajdziemy coś ciekawego!
    A ogólnie, bawcie się tu jak najlepiej i jak najdłużej! <3]

    Ashmee Sanchez

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ahoj! W Mount Cartier też można pisać wielostronicowe powieści, a patrząc na życie co niektórych mieszkańców, to mogłaby opisać tu mega szalone dramaty i inne pokręcone komedie :D W każdym razie, skoro Martha jest tak zakręconą niewiastą, to szkoda by jej tu zabrakło, dlatego oby wytrzymała w naszej uroczej wiosce jak najdłużej, a tym samym nie dopuściła nikogo do zbyt długiego przebywania w samotności :D Bawcie się zatem świetnie w naszych górskich progach! <3]

    Ferran, Cesar & Tilia

    OdpowiedzUsuń
  3. [Na całowaniu przez ogień raczej nie oprzemy wątku, bo nie wiem, czy Ash zdążyłby ją ugasić <333
    Ale są w identycznym wieku, więc de facto powinni dobrze się znać. Kiedyś mogli być przyjaciółmi, a gdy Ash zdecydował o wyjeździe kontakt się urwał. Mels mogłaby więc do niego żywić urazę o to, że jej nie wziął i dość niechętnie patrzyłaby na jego powrót? Nie odnowili kontaktu i raczej nie rozmawiali ze sobą do czasu aż... hm. 
    Może Ash po prostu wpadłby późno na stację po coś, czego akurat mu brakło? I wtedy nagle rozegrałaby się super ogromna burza z piorunami, wywaliłoby prąd na całej stacji i byliby tam skazani na siebie... może w dodatku coś zaczęłoby skrzypieć i drapać (okazałoby się, że to np. kuny zalęgły się pod dachem xDDD)... no nie wiem, nie myślę <3
    Ps. <3333333333]

    Ashmee  

    OdpowiedzUsuń
  4. [Witam ! Widzę, że bardzo sympatyczna i pocieszna osóbka tu do nas zawitała. Mam nadzieję, że jej jednak przejdzie to wielkie marzenie o wyjeździe, bo Mount Cartier przecież nie jest takie złe :)
    Życzę wielu wesołych wątków i zapraszam do siebie :)]

    Jack Higgins

    OdpowiedzUsuń
  5. [dzień dobry, ja uwielbiam rudzielce! <3
    przesympatyczna dziewczyna z niej ;D ma w sobie coś uroczego, co rozczula ;) z taką szaloną dziewczyną o wielkim serduszku chętnie bym pokusiła się o watek, co by rozruszać swoją Minę, co Ty na to? :D przydałby jej się ktos, kto by jej pokazał jak się śmiać ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jeśli chodzi o starego Higginsa, to miałabym pomysł na dwa wątki.
    I. Martha nie wie, że dziadkowi się pogorszyło i od jakiegoś czasu przebywa w szpitalu. Mogłaby przyjść i go odwiedzić, ale zastałaby tylko Jack'a.
    II. Martha wie, że dziadkowi się pogorszyło i odwiedza go w szpitalu, gdzie się spotykają.

    Jeśli chodzi o relacje to proponuję oczywiście, aby się dobrze znali, w końcu dzieli ich tylko jeden rok.

    Co Ty na to?

    Jack Higgins

    OdpowiedzUsuń
  7. [Dziękuję za miłe powitanie :) Zawsze urzekają mnie takie postacie, które wpadają przez pomyłkę do domu sąsiada, skaczą do zimnej wody , jednym słowem trochę szalone i zakręcone. Alex chętnie by przeczytał coś autorstwa Marthy. Życzę jej, żeby wydała książkę, bo marzenia się spełnia! :D Obecnie nic mi do głowy nie przychodzi, ale będę myśleć, żeby to nie było tak na szybkiego :)]

    Alexander Morrison

    OdpowiedzUsuń
  8. (Pomysłu nie mam, ale staram się rozruszać Minę, wiec jeśli Ty potrzebujesz mocnych wrażeń, to możemy spróbować jakiejś przygody ;) moja fotograf często gubi się w lesie, jeśli coś ci to podsunie :3)

    OdpowiedzUsuń
  9. [Hej!
    Z takim nie małym opóźnieniem wpadłam się przywitać :). Postać Marthy jest ciekawa i pełna uroku. Jednak ta samotność... Potrafi dać człowiekowi w kość!
    Życzę wielu udanych i wspaniałych wątków. A w razie chęci zapraszam do siebie. Ruda rudą zrozumie :)]
    Mattie Sherwood

    OdpowiedzUsuń
  10. [to jest super genialne! podoba mi się ten pomysł :D chętnie zacznę, ale potrzebuję kilku dni, bo jestem w trakcie przeprowadzki i powiem tylko tyle - na siłowni tyle nie sapią, co ja z walizką na przejściu dla pieszych w drodze na tramwaj xDD ]

    OdpowiedzUsuń
  11. [Czy mogę zatem liczyć na zaczęcie? :) ]

    Jack Huggins

    OdpowiedzUsuń
  12. [No to mamy wątek! Mogliby sobie kiedyś faktycznie naobiecać. Może oświadczyny w piaskownicy z pierścionkiem z automatu, hm? Ślub ze ślimakami i tort z liści :D]
    Ash

    OdpowiedzUsuń
  13. Od momentu jej przyjazdu minął już tydzień z haczykiem. Mina nie liczyła tych dni, upojonych spokojem, ciszą, wielką swobodą, którą łaknęła z początku do utraty tchu. Czasem wręcz dosłownie, bo tak czyste powietrze, w przeciwieństwie do wielkomiejskiego z którego się wyrwało, aż szczypało w płucach. Bardzo jej się to podobało i choć zauważyła, że z okolic Mount Cartier częściej się wyjeżdża, niż przyjeżdża, chciała tu zostać ile tylko się da. Jej odpowiadało właśnie to, co prowadziło innych do wyniesienia się z tej zapomnianej mieścinki.
    Decyzja o przyjeździe była spontaniczna i niezwykle odważna jak na osobę, którą się stała. Wiecznie zlękniona, schodząca innym z drogi, idąca z spuszczoną głową dziewczyna, była cieniem samej siebie. Gdyby jednak teraz ktoś ją zobaczył, dostrzegłby wracające do oczu iskierki i uśmiech, którego dawno na jej twarzy nikt nie widział. Tutaj Mina powoli odzyskiwała równowagę i to głównie dzięki temu, że nikt na nią nie napierał i nie naciskał, by przypomniała sobie to, co było przed incydentem. Incydentem pisanym z dużej litery, o którym lepiej było nie mówić. To było cztery lata temu i od tamtego czasu ruda stała się wycofanym z życia towarzyskiego samotnikiem, w przeciwieństwie do tego, co znali inni sprzed lat.
    Tego dnia wyszła w góry. Od początku nie zwracała uwagi na ostrzeżenia o tym, że łatwo się zgubić, łatwo natrafić na dzikie zwierzęta i tym samym łatwo nie wrócić. Nie obawiała się żadnego z powyższych, właściwie to od ludzi uciekała. To człowiek ją skrzywdził, a nie dzika natura, gęste lasy, czy dziki zwierz. Poza tym skoro ona nie prowokuje do ataku, nie ma się czego obawiać, prawda? Z takim, nieco naiwnym nastawieniem, kilka razy w tygodniu zwiedzała okolicę, zawsze mając przy sobie aparat.
    Praca, jakiej się podjęła, z początku stanowiła wielkie wyzwanie. Powoli jednak przeradzała się w coś więcej niż usilne próby utrzymania się w wydawnictwie i tym samym możliwości pozostania tutaj. Problemem jednak był zajazd u Annie, gdzie nagle zrobiło się wręcz za tłoczno, a z kolei do Churchill wolała dojeżdżać, niż się tam przenieść; dlatego Mina powoli rozglądała się za ogłoszeniem hoteliku, mostelu, wynajmu pokoju w Mount Cartier, lub podobnej mieścince niedaleko.
    Dotarła nad jezioro z zupełnie innej strony niż zwykle. Obchodząc wodę przez las stanęła na brzegu po przeciwległej stronie, choć nie dostrzegła zarysu domów w oddali. Możliwe, że zapędziła się zbyt daleko w las i była nad innym jeziorem? Mijała pora obiadowa i jeszcze miała czas przed zmierzchem, więc odsuwając na bok zmartwienia, chwyciła za obiektyw. Nie była jeszcze wielkim fotografem, ale naczytała się wystarczająco dużo, by wiedzieć, że żadnej okazji i światła nie można marnować.Zaczęła więc powoli uwieczniać to, co wpadło jej w oko. I tak szła dalej, dalej i dalej, znów gubiąc kierunek wyjściowy i zupełnie nie wiedząc o tym ani trochę.

    OdpowiedzUsuń
  14. [Jest super  ]
    W Mount Cartier prawie każda twarz wydawała mu się znajoma i prędzej czy później potrafił dopasować ją do konkretnego nazwiska czy imienia. Na północy Kanady czas jakby stanął w miejscu. Miasto liczyło niewielu mieszkańców i po powrocie zastał tu te same osoby, które widywał przed wyjazdem. Czasami miał wrażenie, że to co przeżył, było tylko snem a on nigdy stąd nie wyjeżdżał. Chatki wciąż były pomalowane na ten sam kolor, płoty oberwane w tym samym miejscu, sklepy z ponurymi szyldami i skrzypiącymi drzwiami, stare furgonetki, ledwo toczące się po żwirowych drogach. Wszędobylskie błoto, chłód, padające do znudzenia deszcze, bujna roślinność i zieleń tak intensywna, jak nigdzie indziej na ziemi. Urok i przekleństwo w jednym.
    Tego wszystkiego się jednak spodziewał. Nie sądził aby coś miało się tutaj zmienić, pójść z duchem czasu. Ci, którzy pragnęli zmian, zmieniali przede wszystkim miejsce zamieszkania. Niektórym udawało się wyrwać z Mount Cartier na zawsze. Zaczynało się niewinnie, od szkoły Churchill, przez studiów w Ottawie a kończyło w najdalszych zakamarkach świata. Czasami droga była bardziej wyboista, ale zdeterminowanie pomagało w pokonaniu wielu przeszkód. Ci, którym dopisało szczęście widywali Mount Cartier tylko na starych fotografiach.
    Nie wszystkim jednak życie ułożyło się po myśli. Niektórzy z mieszkańców, a Jack był jednym z nich, przez życiowe zakręty zmuszeni byli wrócić na stare śmieci. Dostosować się do życia w miasteczku, nauczyć od nowa wszystkich reguł, jakie tu panują. Przyzwyczaić do deszczu i chłodu, do nudy i braku atrakcji. Do starych furgonetek jeżdżących po ubłoconych drogach. Do braku Internetu i telefonu a wreszcie do samotności. Bo kiedy wraca się po nieudanym podboju świata, to ona doskwiera tutaj najbardziej. Nagle wokół robi się cicho i pusto. Echo odbija się w czterech ścianach, lub rodzina nie okazuje zrozumienia. Nie wiedzą co Cię trapi, nawet nie są zainteresowani. Dla nich życie w Mount Cartier jest normalne. Nie rozumieją dlaczego tak bardzo Ci tu źle, czego Ci tu brakuje, za czym tęsknisz. Masz szczęście jeśli znajdziesz kogoś takiego jak Ty. W przeciwnym razie raj staje się Twoim koszmarem.
    Jack odczuwał to dotkliwie dlatego nie dopuszczał do sytuacji, w której nie miał by co robić. W takich chwilach człowiek ma zdecydowanie zbyt wiele czasu na myślenie. Jego dziadek potrzebował stałej opieki, przynajmniej na razie i nie zanosiło się na to, by w najbliższym czasie miał znów zamieszkać w Mount Cartier. Jack często patrzył na stary dom i zawsze myślał o tym, że przydałby mu się remont. Odpalał więc starą furgonetkę, wyruszał do miasta po kilka potrzebnych narzędzi i materiałów a w wolnych chwilach zabierał się za naprawę małych usterek czy odnawianie elementów domu. W ten sposób czas leciał mu szybciej i przypominał sobie swoje dawne umiejętności o których całkiem już zapomniał.
    Pracował w obejściu niemal całe popołudnie aż w końcu zmęczony poszedł do domu. Po kąpieli zaparzył sobie mocną kawę i kiedy tylko postawił ją na stole rozległo się pukanie do drzwi. Nie zdarzało się, by ktoś wpadał do niego w odwiedziny, zwłaszcza od momentu w którym jego dziadek znalazł się w szpitalu. Jack nie mógł narzekać na brak spokoju.
    -Martha?- jej widok go zaskoczył i nie próbował nawet tego ukryć. Nie widzieli się ponad dziesięć lat i był pewien, że dziewczyna podbija świat. Właściwie większość jego znajomych, o ile nie wszyscy, uciekli z Mount Cartier na dobre. Cel jej wizyty jeszcze bardziej zbił go z tropu.
    -Nie ma go.- powiedział marszcząc brwi. –Jest na obserwacji w szpitalu, musi przejść dokładne badania. Ostatnio nie czuł się najlepiej. – wolał nie wspominać o tym, jak staruszek zgubił się w lesie i postawił tym samym na nogi całe miasteczko w środku nocy.

    OdpowiedzUsuń
  15. Stapając ostrożnie po lesnej ściółce uważała, by niczego nie nadepnąć - żadnego żyjątka. Ostatnio na objazdowej drodze znalazła tuzin maleńkich żabek pluskających w kałuży i gdy udało jej się je uchwycić, leżąc godzinami na nieuczęszczanej drodze, przekonała się, że w lesie na wszystko trzeba uważać. I żeby coś schwytać wyjątkowego, trzeba czasu i wiele cierpliwości. I być ciepło ubranym, a w plecaku mieć dodatkowy sweter, w razie gdyby kapryśna pogoda w kilka chwil się ochłodziła.
    Dziś było na prawdę pięknie. Chmury zostały rozwiane, a wiatr ustał, pozostawiając pole do popisu dla słońca, które przyjemnie grzało. Czuło się wiosnę tego lata. Niemniej jednak miała w torbie ciepłą bluzę z kapturem, bo kurtka, jaką kupiła po przyjeździe tu, nie spełniała do końca oczekiwań i nie była wystarczająco wodoodporna gdy zrywała się wichura. A i w najgorszą pogodę zdarzyło jej sie być poza dachem. Dziś liczyła na to, że wróci sucha do zajazdu i nie zmoknie za bardzo, bo przecież nie zapowiadano opadów.
    Położyła torbę na ziemi i usiadła na przewalonym przez bobry konarze. Przeglądając uchwycone klatki do tej pory, próbowała znaleźć coś, co by mogła kontunuować, jakiś zakres ujęć, czy motyw, na którym mogłaby się skupić. Drzew już nie chcieli w wydawnictwie, naciskali na okazy zwierząt, któe przecież bardzo trudno sfotografować. Płochliwe stworzenia szybko umykały na obcy odgłos, jaki wydawał człowiek pojawiający się w lesie. Nie mogła jednak dyktować warunków, więc zostawiając za sobą bagaż, rozpięła kurtkę i zabrałą się za nastawienie aparatu do odpowiednich parametrów na panujące warunki. Światło było wręcz doskonałe, a to rzadko się zdarzało i pstrykając wokół siebie na próbę fotki, by doprecyzować ostrość, ustawienia na czułość, nie mogła wyjść z zachwytu nad kolorami. Na co komu photoshop, kiedy ma się przed sobą na prawdę takie piękno?
    Gdzieś z oddali doszedł do jej uszu głośny plusk. Mina poderwała się na nogi i chwyciła w biegu torbę. Sądziła, że to jakaś wydra, albo wielka ryba wypłynęła bliżej ciepła na powierzchni i to będzie niezapomniane ujęcie. Miałą rację. Niezapomniany był to widok. Tyle, że stworzeniem zażywającym kąpieli był człowiek! Podbiegła dalej i stanęła jak wryta, ignorując wodę która podmywała jej nogi i moczyła obuwie. Wytrzeszczyła oczy i patrzyła na czerwone runo unoszące się na tafli wody. Czy to... ktoś chciał się utopić? Zamarła.
    - Hej...- chciałą zawołać, a to wydobył się prawie szept. - Hej! - zawołała zaraz głośno, wystraszona że na prawdę jest świadkiem samobójstwa.
    Mina sama wiele razy chciała to zrobić... Był czas kiedy terapia i leki nie pomagały i ciągle zamykała się w ciasnym pokoju i płakała. Tyle że nie należałą do odważnych i z czasem wykiełkowała w niej pewność, że warto żyć. No i przecież woda była lodowata! Można doznać szoku termicznego! Można skończyć bez kończyn! Może cię złapać od dna jakiś potwór morski! Moze znikąd pojawić się jakiś drapieznik, jak... tygrys? W Kanadzie chyba nie ma tygrysów, ale niedźwiedzie potrafią świetnie pływać!
    Odstawiła aparat na ziemię i weszła do wody po kolana zwijając dłonie w trąbkę i przykładając do ust.
    - Haaalooo! - zawyła, aż daleko echem odbił się jej krzyk. Cóż,t o była niespodzianka, tutaj działy się cuda. Raz się zaśmiała, a teraz nawet potrafiła krzyknąć.
    [w ogóle na początku myślałam, że to pójdzie w inną stronę, a zupełnie inaczej mnie natchnęło xD ]

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak dotąd nie miał jeszcze okazji do tego, by odwiedzić miejscową stację paliw. Samochodu nie używał zbyt często, jeśli już gdzieś jechał, to korzystał ze zgromadzonych zapasów a potem tankował w Churchill. Prawdę mówiąc wolał jechać tam, niż pokazywać się na mieście. Wciąż jeszcze nie przywykł do końca do towarzystwa mieszkańców miasteczka, który po powrocie nie pałali do niego sympatią. Wręcz przeciwnie. Plotki szybko się rozeszły a każda osoba dodała w nich coś od siebie i pewno babcie zaczęły już straszyć nim swoje wnuki. Po tym jak jego dziadek trafił do szpitala, wizerunek Jack’a w oczach mieszkańców został jeszcze bardziej nadszarpnięty. Obarczono go winą za to, że nie otoczył staruszka dostateczną opieką, więcej, że naraził go na niebezpieczeństwo! I on po części tę winę na siebie wziął, choć z drugiej strony jak miał ustrzec staruszka, który zawsze chodził własnymi ścieżkami i naprawdę ostatnim co chciał zrobić, to usiąść na tarasie w bujanym fotelu.
    -Jasne, na pewno się ucieszy. – posłał jej ciepły uśmiech kiedy podawała mu pakunek ze słodyczami. Stary Higgins był łasuchem, można by powiedzieć, że to u nich rodzinne, bo Jack również czasami lubił rozpieszczać swoje podniebienie słodkościami. Całe szczęście nie miał do tego zbyt wielu okazji, bo w wojsku był to towar deficytowy, dzięki czemu wyglądem nie przypominał pulchnej babeczki.
    -Tak wyszło.- przytaknął tylko. Chciał wspomnieć coś o odpoczynku, o tym, że znudziło mu się już podbijanie świata i postanowił pożyć spokojniej, ale wiedział dobrze, że nawet jeśli kobieta nie wie dlaczego znów pojawił się w miasteczku, to na pewno dowie się tego prędzej czy później, a wtedy mógłby zapaść się ze wstydu pod ziemię. Nie lubił poruszać tego tematu i bez tego czuł się wystarczająco przegrany.
    -Złego diabli nie biorą. – powiedział a raczej powtórzył dokładnie słowa, które sam usłyszał od staruszka podczas ostatnich odwiedzin. Pomimo powagi sytuacji, Higgins nie tracił pogody ducha a nawet próbował poprawić humor innym.
    -Napijesz się czegoś?- zapytał kiedy dziewczyna zamilkła zmieszana. Przez myśl nie przeszło mu nawet, by mógł mieć jej za złe to, że nie przywitała się z nim wcześniej. Może i znali się kiedyś dobrze, ale to było ponad dziesięć lat temu. Jack sam spalił za sobą wszystkie mosty, zerwał kontakty i nie liczył na to, że ktokolwiek z jego dawnych znajomych przyjmie go tu z otwartymi ramionami.

    OdpowiedzUsuń
  17. [O, dziękujemy bardzo za tak przemiłe słowa! c: Tyle ich było, że aż mowę nam odjęło i nie bardzo wiemy, jak zareagować, a tu ani się zarumienić, bo obie jesteśmy tejże zdolności pozbawione, ani dziękować po raz wtóry... W każdym razie doceniamy ogromnie!
    Ja wiem, ja wiem. Może matka Effie wyszłaby z domu, docelowo na stację po... coś, i będąc na miejscu zapomniałaby, co w ogóle tutaj robi? Eff natomiast, szukając mamy, zawędrowałaby w końcu na stację benzynową...]

    Effie Vinberg

    OdpowiedzUsuń
  18. Z tej strony Lechat. Z góry zastrzegam sobie prawo do konta prisonera, jako, że zwyczajnie użyczam sobie nie swojego komputera w celu napisania tego komentarza. xD

    Jak najbardziej odpowiada mi zaciekłość Marthy w poznawaniu Abe'a. Przyda się mu ktoś, kto na siłę będzie próbował go poznać i trochę się przy nim pokręcić, żeby uprzykrzyć mu życie - bardziej niż on sam sobie to robi. Jeśli tylko masz jakiś pomysł, możesz zacząć, jeśli nie, może mi uda się coś podrzucić? Z Chrisem zaś na razie bym się wstrzymała póki nie zakończymy jakiegoś wątku Abe'a i Marthy, a potem to zobaczymy, jak to będzie, co?

    Abe/Chris

    OdpowiedzUsuń
  19. Mina, wciąż przerażona włąsnymi domysłami połączonymi z falą rudych włosów unoszących się na lodowato zimnej wodzie, sama drżała. Na pewno nie było jej tak cholernie zimno jak Mels- swoją drogą chwytliwe zdrobnienie, ale i tak czuła w środku, że zamarza. Tak chyba działa strach... Brawo Wilson! Kolejny postęp, odczywasz coś więcej niż strach o samą siebie, to się nawet rozrasta i obejmuje inne osoby!
    Pokręciła, pokiwała głową. Trudno stwierdzić właściwie co to był za ruch, bo wykonałą dziwny obrót i kiwnięcie, nie wiedząc na co odpowiedzieć, zareagować w pierwszej kolejności. Dziewczyna wyrzuciła z siebie z pięćdziesiąt słów z prędkością armaty, a do tej ubranej rudej na brzegu, dotarły one z opóźnieniem.
    - Jestem Mina - przedstawiła się i tyle. Wciąż obserwowała dziewczynę, nie wiedząc, jak się zachować.
    Chciała ratować, rzucić się morze w wodę, jeśli tamta by nie wypłynęła. Może i byłaby do tego zdolna, chociaż zwykle nie popisuje się brawurą. Ale teraz, gdy okazało się, że Nieznajoma-już-poznana jest morsem i uwielbia kąpiele w jeziorze mimo niskich temperatur, nie wiedziała co zrobić. Chętnie by sobie już poszła. Bo to ona chyba się w tym momencie wygłupiła, machając rekami jak szalona i drąc się wniebogłosy.
    Olśniło ją po chwili. Sama odczuwała niską temperaturę, a przede wszystkim wiatr! Więc przemoczona panna, na bank zamarzała. Zresztą trzęsła się jak osika. Mina miałą dobre serce, na prawdę. Mimo wycofania i tego, że co rusz odwracała wzrok od ludzi i uciekała, był dobrą osobą. Przejmowałą się innymi, chociaż wolała nie wchodzić z nimi w interakcje. Ale zostawić dziewczyny w takim stanie po prostu nie mogła!
    - Gdzie są twoje rzeczy? - spytała, rozpinając kurtkę i zdejmując ją. - Musisz coś na siebie założyć, dostaniesz zapalenia płuc - podsunęła jej własne okrycie i objęła się ramionami. Była sucha, miała bluzę, pod spodem jeszcze dwie warstwy, więc nawet jeśli ją przewieje, gorąca herbata z miodem pomoże. Zje cytrynę przed snem, żadne choróbsko jej nie weźmie. Inaczej miała się sprawa z niedoszłą topielicą.
    -Załóż to szybko - popędziła, wciskając jej kurtkę w ręce.

    OdpowiedzUsuń
  20. W Mount Cartier często niewinne plotki zaczynały żyć własnym życiem. Było to typowe dla takiej małej mieściny, jak ta, pozbawionej dostępu do jakichkolwiek innych rozrywek. Społeczność była tu także bardzo konserwatywna, negowane były wszelkie przejawy odstępstwa od norm, które sami sobie stworzyli. Łatwo było zostać bohaterem a jeszcze łatwiej potępionym. Nie było na to lekarstwa i na pewno nie tylko Jack przekonał się o tym na własnej skórze. Kiedy był młody, nie zwracał na to większej uwagi. Żył i nie oglądał się na nikogo, choć często przysparzało mu to kłopotów. W gruncie rzeczy nie był złym chłopakiem, więc każde jego przewinienie było traktowane jak pierwszy stopień do piekła. A teraz? Czy rzeczywiście miał się czego wstydzić? Czy raczej uwierzył w to, że ma?
    -Kłopot? Żartujesz? – odpowiedział pytaniem na pytanie. Co jak co, ale daleko było jej od sprawiania mu jakiegokolwiek kłopotu. -Spadasz mi z nieba. – dodał i uśmiechnął się lekko słysząc to co powiedziała.
    -Na mieście mówią, że jestem…- urwał na chwilę a właściwie w ostatniej chwili ugryzł się w swój niewyparzony język.
    -Poprzestańmy na tym, że nie przedstawiają mnie w korzystnym świetle.- zakończył już z mniejszym entuzjazmem do żartowania. Z przedsionku zabrał dwie duże, mięciutkie poduszki, które rozłożył na wygodnych ławkach ustawionych tarasie, gdzie ją zaprosił. Mount Cartier rozpieszczało ich dziś pod względem pogodowym i grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Przed nimi rozpościerał się widok na góry, w oddali majaczył najwyższy szczyt. Na oparciu przewiesił też puchaty, gruby koc. Powietrze było ciepłe, ale i rześkie. Prędzej czy późnej, na pewno jej się przyda.
    -Jakieś specjalne życzenia? Kawa? Herbata? Grzaniec? – wyliczył kiedy już usiadła.

    OdpowiedzUsuń
  21. [Wybacz obsuwę, wyjazd mi wypadł wakacyjny. Jeśli mogłabym liczyć na zaczęcie, to będę w siódmym niebie. c:]

    Effie Vinberg

    OdpowiedzUsuń

Słońce nas rozpieszcza, Mounty właśnie złapał kleszcza.