A kiedy śnieg przestanie prószyć, to Monty na spacer ruszy.

Blog zawieszony

Po przeprowadzeniu ankiety większością głosów wygrała opcja zawieszenia bloga. Oznacza to, że autorzy mają możliwość dalszej gry i zapisów, ale administracja — za wyjątkiem wysyłania zaproszeń i wpisywania do listy bohaterów — nie będzie angażować się w życie bloga. Z tego samego powodu zakładka Organizacyjnie na czas zawieszenia bloga zostaje usunięta. Raz jeszcze dziękujemy za Waszą obecność i życzymy Wam wszystkiego, co najlepsze.

nie istnieję & latessa

Kalendarz

16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap I - link
01/05/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap II - link
02/05/17 Nowy nagłówek
17/09/17 Wydarzenie: Spływ kajakowy - link
02/02/17 Nowy szablon
14/02/17 Wydarzenie: Poczta walentynkowa - link

Family secrets

— Cześć! — zawołała, uśmiechając się szeroko w kierunku Ethana, który już na nich czekał. Przeszła przez bramkę, wchodząc wraz z bratem na teren posesji Camberta. — Dzięki, że z nim zostaniesz. Max od dawna chciał spędzić z tobą trochę czasu — zaśmiała się.
— Cześć Ethan! Mattie powiedziała mi, że dzisiaj mam zostać z tobą — powiedział Max, nawet nie dopuszczając mężczyzny do głosu. Mattie zaśmiała się, ściągając plecak, do którego Max naładował zabawek. — Cieszę się, że w końcu się zgodziłeś. Obiecuję, że nie będziesz się ze mną nudził i będziemy się świetnie bawili!
— Max… — mruknęła, a chłopczyk nieco się speszył.
— Obiecuję, że będę grzeczny. I nie wywinę żadnego numeru. A w nagrodę pojedziemy do tego wesołego miasteczka, co mi obiecałeś? — zapytał, a Mattie spojrzała na niego zaskoczona.
— Jakiego wesołego miasteczka? Nie obiecywałem ci żadnego wesołego miasteczka…
— Ale dałeś mi taką ulotkę o wesołym miasteczku!
— Nie dałem, a sam znalazłeś.
— Ale u ciebie. Więc mi obiecałeś. — Chłopiec na koniec wyszczerzył się szeroko i wziął plecak z zabawkami. Nie czekając na gospodarza poszedł w kierunku domu.
— No cóż… miłej zabawy! — Mattie uśmiechnęła się szeroko. Podeszła do mężczyzny i pocałowała go w policzek. — I tak, jak obiecywałam. Kolacja jutro o ósmej. Nie martw się, nie postawię niczego gorącego, abyś się przypadkiem nie oparzył — parsknęła śmiechem, nawiązując do ich niedawnego spotkania. Odwróciła się na pięcie. — Paa! — Zawołała, machając i szybko odchodząc, aby przypadkiem jej nie zatrzymał.

Wiedziała, że w końcu musi zrobić porządek w sypialni rodziców. Minął rok odkąd nie żyją. A ona jedyne co zrobiła, to zamknęła pokój na klucz. Już od dawna się do tego przymierzała, jednak jakoś nigdy nie miała do tego odpowiedniej okazji.
Sama nie wiedziała dlaczego to jest dla niej takie trudne. Przecież nie była jakoś szczególnie mocno związana z rodzicami. Sherwoodowie mieli specyficzne podejście do kwestii wychowawczej. Była ich pierwszym dzieckiem, wpadką. W krytycznych momentach dawali jej to odczuć. Jednak takie momenty zdarzały się bardzo rzadko. Kłótnie w ich domu były na porządku dziennym. Dzień bez kłótni był właściwie dniem straconym. Już jako mała dziewczynka dawała popis. Niemal wszystko wymuszała krzykiem i płaczem. Z upływem lat sytuacja utrzymywała się na tym samym poziomie.
Wydarzeniem kulminacyjnym był dzień, w którym oznajmiła, że wstępuje do zakonu. Nie była to łatwa decyzja. Wszystko miała dokładnie przemyślane. I doskonale zdawała sobie sprawę, że rodzice nie będą z tego powodu zadowoleni. Swoją wiarą wyróżniała się na tle rodziny Sherwoodów. Henry Sherwood oficjalne deklarował swój deizm, a Izabelle ateizm. Głęboka wiara ich jedynej córki była dla nich czymś niezrozumiałym, niemal abstrakcyjnym. Nie potrafili tego zaakceptować i nawet posuwali się do radykalnych teorii o chorobie psychicznej.
Sypialnia rodziców znajdowała się na końcu korytarza, na piętrze. Mattie stanęła przed drzwiami i z mocno bijącym sercem, ostrożnie wsunęła klucz do dziurki. Przekręciła go i pchnęła drzwi. Nieco skrzywiła się pod wpływem zaduchu i nieświeżego powietrza. Z bijącym sercem weszła do środka, rozglądając się uważnie. Nic się nie zmieniło odkąd po raz ostatni tutaj zaglądała. Ubrania były porozrzucane, łóżko nie zasłane, a rolety zasłonięte. Jedynie na szafkach znajdowała się pokaźna warstwa kurzu, a po kątach kryły się mniejsze i większe pająki.
Podeszła do okna, które otworzyła na oścież. Wychyliła się przez nie, patrząc na nieco zapuszczony ogród. Nigdy nie miała ręki i cierpliwości do roślinek. To jej ojciec zajmował się ogrodem. I był w tym naprawdę świetny.
Odsunęła się od okna, uważnie przesuwając wzrokiem po pokoju. Nie było w nim nic strasznego, a tym bardziej niezwykłego. Zwykła, niczym nie wyróżniająca się sypialnia. Westchnęła ciężko, siadając na brzegu łóżka. Czuła jak natłok myśli, wspomnień i wyrzutów sumienia stara się wedrzeć do jej umysłu. Ostatkiem sił z tym walczyła. Nie mogła się teraz poddać i im ulec. Musiała w końcu wziąć się w garść. Dla Maxa, a przede wszystkim dla siebie samej.
Nie rozumiała dlaczego tak reaguje na ten pokój. Przecież nie było w nim nic wyjątkowego. Jednak siedząc tutaj, czuła niemal fizyczną obecność rodziców. Mimo że nie dogadywali się najlepiej, to… tęskniła za nimi. Wiele by oddała, aby móc ich jeszcze raz zobaczyć. Chociaż przelotnie, przez chwilę.
Czując, jak łzy napływają jej do oczu, poderwała się z miejsca. Pośpiesznie podeszła do jednej z komód i chwilę pogrzebała w szufladach. Uśmiechnęła się na widok kolorowego albumu. Wyciągnęła go, a starą koszulą Henry`ego wytarła z kurzu. Znów usiadła na łóżku, otwierając album.
Nie umiała wyjaśnić dlaczego sięgnęła akurat po ten album. W końcu w nim były tylko jej zdjęcia. Od momentu narodzin, aż po uzyskaniu dyplomu szkoły średniej. Na większości z nich była sama, albo w towarzystwie jakiś zwierząt. Jednak na części byli obecni również jej przyjaciele, z którymi wtedy miała bardzo dobry kontakt. Nie wszyscy zasługiwali na wspólne zdjęcie, bo nie wszystkich lubiła dostatecznie mocno. Jej dziecięca logika była bardzo pokręcona i sama dość niewiele z niej teraz rozumiała.
Uśmiechnęła się delikatnie na widok czteroletniej siebie, która trzymała za rączkę nieco starszego Ethana.
— Oh, Ethan. Masz przerąbane — mruknęła do siebie, śmiejąc się. Znali się odkąd sięgała pamięcią. Do tej pory pamiętała, jak bała się zostać sama w przedszkolu. I tylko obecność Ethana sprawiła, że nie wpadła w histerię, którą nie łatwo byłoby opanować. Już wtedy została jego dziewczyną. A kilka dni potem zostawiła go dla innego chłopca. Od dziecka byli skazani na swoje towarzystwo.
Przesunęła palcami po fotografii i poczuła coś dziwnego. Miała wrażenie, że zdjęcie posiada nieznaczną wypukłość. Obejrzała je pod innym kątem, jednak nie zauważyła niczego niepokojącego. Jednak to co wyczuła nie dawało jej spokoju. Odkleiła zdjęcie i zamarła.
Pod spodem rzeczywiście coś było – kolejne zdjęcie. Znajdował się na nim około ośmioletni chłopiec, który trochę przypominał Maxa. Jednak na pewno nim nie był. Zdjęcie było stare i nieco słabej jakości. Wzięła je do ręki i uważnie się mu przyjrzała. Nie miała pojęcia, kim ten chłopiec mógłby być. Miał jedynie znajomy wygląd. Przekręciła zdjęcie na drugą stronę, jednak i tam nic nie znalazła.

Ciekawość wzięła górę. I do końca dnia sprzątała sypialnię rodziców, jednocześnie mocno naginając granicę ich prywatności. Lecz teraz miała to, za przeproszeniem, gdzieś. Chciała dowiedzieć się kim jest ten chłopiec ze zdjęć. Przeszukała i wysprzątała dosłownie każdy kąt, ale nie znalazła niczego interesującego. Najchętniej zapytałaby o to rodziców, lecz ci i tak by jej nie odpowiedzieli.
Około północny zamknęła okno oraz drzwi w sypialni rodziców. I nieco rozczarowana zeszła na dół, do kuchni. Otworzyła lodówkę, z której wyciągnęła jogurt. Zjadła, a potem położyła się na kanapie. Miała zamiar trochę poczytać, lecz zamiast tego zamknęła oczy i zasnęła.
Przebudziła się dopiero rano. Zapewne spałaby dalej, gdyby nie głośne pukanie do drzwi. Przetarła dłonią twarz, nieco poprawiła włosy i i będąc jeszcze jedną nogą we śnie, podeszła do drzwi. Otworzyła je.
— Słucham? — powiedziała, nawet nie siląc się na uprzejmy ton. Zlustrowała uważnym spojrzeniem mężczyznę, który zakłócił jej spokój.
— Poszukuję pana Henry`ego Sherwooda… — Po tych słowach, coś jeszcze mówił. Jednak Mattie nie była w stanie zrozumieć nic więcej. To był pierwszy raz, kiedy ktoś szukał jej ojca.
— Po co?
— Jestem windykatorem, a pan Sherwood jest nam winny sporo pieniędzy. Mamy prawo…
— Niech się pan najpierw wylegitymuje. I poproszę nakaz sądowy. — Przerwała mu w pół słowa. Założyła ręce na wysokości piersi, wpatrując się w mężczyznę. Dałaby sobie rękę uciąć, że wyglądał bardzo znajomo. Nie wyróżniał się niczym szczególnym – brązowe oczy, włosy koloru zrudziałego blondu, około metra osiemdziesiąt wzrostu, normalna i niczym nie wyróżniająca się sylwetka. Lecz było w nim coś znajomego.
— Nie mam nakazu. Nie potrzebn…
— To niech pan spada, zanim mnie pan zdenerwuje. I następnym razem niech pan ma chociaż nakaz sądowy. Miłego dnia! — Chciała zatrzasnąć przed nim drzwi, jednak przytrzymał je i uniemożliwił jej to.
— Dobra, dobra! Nie jestem żadnym windykatorem…
— No co pan nie powie — wywróciła oczami.
— Po prostu chcę porozmawiać z panem Sherwoodem. To jest bardzo ważne. Dla mnie bardzo ważne.
— Niech pan powie o co panu chodzi. Albo niech się pan w końcu przedstawi. Albo niech pan już stąd sobie idzie. Nie mam całego dnia, aby tutaj sterczeć.
— Jeśli zawoła pani pana Sherwooda, to wszystko się wyjaśni. Obiecuję to pani!
— Niestety pan Sherwood jest nieobecny. I raczej wątpię, aby jakakolwiek ważna sprawa, sprawiłaby, aby zechciał do pana zejść
— A to dlaczego? Jestem na tyle ważną sprawą, że gdziekolwiek pan Sherwood przebywa, to zechce zejść. Chociażby po to, aby wszystko załatwić polubownie.
— Bo?
— Bo nazywam się Matthew Sherwood. I jestem jego synem.

— Moja mama bardzo rzadko mówiła o moim ojcu. A jeśli już, to same niepochlebne rzeczy — powiedział Matt, uśmiechając się pod nosem. Spojrzał na szarą, nagrobkową płytę i ciężko westchnął. — Zawsze gdy ją o niego pytałem, kazała mi iść do siebie. Unikała tematu  i twierdziła, że nie ma nic do powiedzenia. Nie chciała, abym wiedział kto jest moim ojcem. Nie chciała, abym miał z nim kontakt. Zresztą, on o to też szczególnie nie zabiegał. Nawet nie pamiętam, kiedy widziałem go po raz ostatni. Dopiero po czasie dowiedziałem się, że zostawił nas i założył nową rodzinę.
— Musiał mieć romans z moją matką. Czasami kiedy się kłóciliśmy, wypominali mi, że nie byłam planowanym dzieckiem — wyznała, wsuwając dłonie do kieszeni skórzanej kurtki. Spojrzała na grób rodziców.
— Musi ci być ciężko. Żyć z taką myślą…
— Właściwie nie robi to na mnie większego wrażenia. Już nie. W przerwach pomiędzy kłótniami, byli naprawdę świetnymi rodzicami. Tata zajmował się ogrodem, mama domem. Pracowali, zarabiali. Właściwie nic specjalnego.
— Kochali się?
— Trudno powiedzieć. Na pewno byli do siebie przywiązani. Lecz czy to była miłość? Nie wiem.
Matt w skupieniu pokiwał głową. Przez długi czas stali w ciszy i wpatrywali się w grób. Każde z nich było skupione na własnych myślach i troskach. Mattie doskonale zdawała sobie sprawę, że jej rodzice mają swoje tajemnice i sekrety. Jednak nie spodziewała się, że jej ojciec miał jeszcze jednego syna. Nie wiedziała dlaczego Henry zdecydował się zdradzić swoją narzeczoną i porzucić czteroletniego syna. Podczas rozmów na jaw wychodziło coraz więcej faktów.
Matthew wprowadził pewne zamieszanie do jej życia. Sprawił, że na chwilę się ożywiła i przestała się nudzić. Sama obecność mężczyzny w domu sprawiała, że traciła ochotę na marudzenie.
— Mattie? — Ciszę przerwał Matt. Stanął naprzeciw niej, zmuszając ją, aby na niego spojrzała. — Mogę zostać tutaj przez wakacje? Obiecuję, że dorzucę ci się do rachunków i na jedzenie. Mogę projektować ogrody w domu i jedynie wysyłać gotowe proje…
— Zgoda. Ale będziesz opiekował się Maxem — przerwała mu w pół słowa. — Jeśli wytrzymasz z nim tydzień. I ani ty, ani on na tym nie ucierpi, możesz zostać do końca wakacji.

— Mattie, a on musi z nami mieszkać? — zapytał Max, siadając na brzegu łóżka siostry. Oparł głowę na jej ramieniu. — Bo ja nie chcę, aby z nami mieszkał. Nie lubię go — powiedział, a siostra spojrzała na niego zmartwiona.
— Max, co się stało? Co ci Matt zrobił? Myślałam, że dobrze się dogadujecie.
— Bo tak jest. Matt jest bardzo fajnym, starszym bratem. Ale… zrobił bardzo złą rzecz. — Mattie spojrzała na niego z nieukrywanym przerażeniem. W jednej chwili pożałowała, że tak łatwowiernie wpuściła Matta pod swój dach. Może i mieli wspólnego ojca, jednak tak naprawdę nic o nim nie wiedziała! Po raz kolejny wyzwała na czym świat stoi swoją nieodpowiedzialność.
— Musisz powiedzieć dokładnie, co takiego zrobił ci Matt. Dotykał cię? Powiedział coś złego?
— Niee… on po prostu… — Max zaciął się na chwilę.
— Max, co się dzieje? Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko.
— Bo Matt oddycha moim powietrzem! — Pożalił się, a Mattie choćby chciała zachować powagę, to nie potrafiła. Wybuchła śmiechem, a przechodzący obok drzwi Matt spojrzał na nią jak na wariatkę.

[Hej! Mam nadzieję, że notka się podobała :). I tak dla sprostowania - Matt nie pojawi się na blogu. Będzie pojawiał się epizodycznie w wątkach u Mattie :).]

2 komentarze:

  1. Właściwie przeczytałam notkę już wczoraj, ale jak zwykle było to w biegu i nie miałam kiedy skomentować. Nadrabiam więc teraz, bo muszę pochwalić: to pierwsza notka od bardzo, bardzo, bardzo dawna, dlatego podwójnie ją doceniam i gratuluję odwagi publikacji czegoś innego nią karta postaci! ♥
    Życie Mattie na pewno nie jest usłane różami, niemniej mam dziwne wrażenie, że ona wszystko przyjmuje z dziwnym spokojem i prostą akceptacją rzeczy takimi, jakie są - bez zbędnego wyolbrzymiania ich czy przeżywania. :D Podziwiam ją za to, bo pewnie niejedna panna z MC trzasnęłaby drzwiami na wieści o kolejnym dziecku ojca, a nie jeszcze przyjęłaby go pod dach! Ciekawe rozwiązanie krepującej sytuacji, a Max... cóż, po ostatnich słowach, to chyba nie da się nie kochać tego dziecka. Zresztą, co ja mówię, już ten tekst o znajdywaniu zdjęcia i wynikających z tego obietnicach też był świetny! :D
    Fajnie się czytało, pisz więcej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Notka całkiem interesująca, rozwija tematy, o których napomknęłaś już w Karcie Postaci, więc niejako staje się jej uzupełnieniem. Chwalę też gorąco za zaangażowanie i chęć pisania. Fajnie, że jesteś jednym z tych graczy, którzy rozwijają historię swojej postaci nie tylko w wątkach, ale również w opowiadaniu. To zawsze niezastąpiona pomoc przy ustalaniu rysu psychologicznego i biograficznego bohatera/rki. Także mam nadzieję, że to nie ostatnie Twoje opowiadanie, Czarny Jeźdźcu :). Przy okazji czytania w końcu dowiedziałam się więcej o tym, dlaczego Mattie ma problem z uporządkowaniem pokoju rodziców i jakie są jej odczucia względem tej sprawy. Z kolei sprawa z bratem nadała rodzinie Sherwood charakteru, a notce pędu. Jedyne, co mnie raziło przy czytaniu to przypadek poprowadzony w zbyt oczywisty sposób: wpierw znalezione zdjęcie w pokoju rodziców, a nagle znikąd pojawia się krewniak, który w sumie szczególnie mnie nie zaskoczył, bo już w momencie odnalezienia fotografii wiedziałam, że chodzi o brata. Mimo wszystko dobrze, że wplotłaś go w fabułę i trzymam za słowo, że będzie pojawiał się epizodycznie w wątkach! :D

    Z innych, mniej istotnych:
    - gdyby akapity były głębsze, czytałoby się sprawniej, no ale komu chce się bawić w edytowanie tekstu, ja np. z lenistwa częściej stosuję akapit tzw. amerykański,
    - wybuchnęła zamiast wybuchła, co prawda słowniki różnie tę kwestię rozpatrują i obie formy są poprawne, różnica jest jednak taka, że oba słowa stosuje się w różnych kontekstach. Wybuchnęła to forma używana w odniesieniu do istot żywych, np. wybuchnęła płaczem/śmiechem, a wyraz wybuchła stosowany jest przy rzeczownikach nieżywotnych, np. wybuchła bomba.

    Pozdrawiam i dziękuję za lekturę,
    Andrew Walker & Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń