A kiedy śnieg przestanie prószyć, to Monty na spacer ruszy.

Blog zawieszony

Po przeprowadzeniu ankiety większością głosów wygrała opcja zawieszenia bloga. Oznacza to, że autorzy mają możliwość dalszej gry i zapisów, ale administracja — za wyjątkiem wysyłania zaproszeń i wpisywania do listy bohaterów — nie będzie angażować się w życie bloga. Z tego samego powodu zakładka Organizacyjnie na czas zawieszenia bloga zostaje usunięta. Raz jeszcze dziękujemy za Waszą obecność i życzymy Wam wszystkiego, co najlepsze.

nie istnieję & latessa

Kalendarz

16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap I - link
01/05/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap II - link
02/05/17 Nowy nagłówek
17/09/17 Wydarzenie: Spływ kajakowy - link
02/02/17 Nowy szablon
14/02/17 Wydarzenie: Poczta walentynkowa - link

Jak to się stało, że samemu mi się zostało...

Zjawiła się nie wiadomo skąd. Zapukała do pierwszych drzwi, na jakie trafiła. Była zmarznięta i głodna. Nie mógł jej wyrzucić za próg na mróz, nie mógł zignorować błagalnego spojrzenia. Szybko roztopiła jego rozkochane w martwych serce i posiadła je na własność, owijając go sobie wokół palca. Nie była to dla niej pierwszyzna. Tańcząc na deskach teatrów szybko zaskarbiała sobie sympatię widzów i innych aktorów. Była niesamowicie piękna, inteligenta i… przebiegła. Potrafiła wykorzystać swoje cechy, sprawiać wrażenie bezradnej, by uzyskać bez kiwnięcia palcem wszelkie swoje cele.
Nie spodziewała się jednak, że wykorzystanie Gabriela skończy się dla niej czymś więcej niż złamaniem mężczyźnie serca. Myślała, że zaszyje się u niego w tym miasteczku na tym końcu świata przez jakiś czas, by pewne nieprzyjemne skandale ucichły i potem wróci jak gdyby nigdy nic do swojego świata, zapominając o ciepłym rozkochanym spojrzeniu starszego mężczyzny. Miała przecież zaledwie dwadzieścia lat, nie planowała w tym wieku wychodzić za mąż i rodzić dzieci!
A jednak stało się. Utknęła w ciąży, z obrączką na palcu i u boku mężczyzny, którego nie chciała. Nie miała wyboru, cała sytuacja zbytnio ją skołowała. A przynajmniej tak to wyglądało dla postronnego obserwatora. Prawda jednak zawsze jest o wiele bardziej skomplikowana, a ona przecież nie straciła nagle swoich aktorskich zdolności. Wspomnienia ślubu jednak szybko wyrzuciła z pamięci, chociaż na zdjęciach na jej twarzy gości szeroki uśmiech, a w oczach widać błysk. No tak, kolejny raz była w centrum uwagi. Tylko to się liczyło.
Przez całe dziewięć miesięcy miała najlepszą możliwą opiekę, Gabriel skakał nad nią jak nad jajkiem. Czasami aż miała go naprawdę dosyć i z ulgą przyjmowała jego wyjścia do pracy. Dusiła się w tym miasteczku. Była stworzona do życia w metropolii, do bycia podziwianą. Tak chciała żyć, w błysku reflektorów, pośród adoratorów. Tymczasem siedziała w głuszy, obserwując przez okna grasujące po ulicy szopy i wiewiórki i klnąc pod nosem swoją nieuwagę.
Zniknęła tak samo, jak się pojawiła, niespodziewanie, bez ostrzeżenia. Ot, zostawiła na stoliku notatkę „Nigdy Cię nie kochałam, Gabriel. Zajmij się Lucasem i nie nazywaj go idiotycznym biblijnym imieniem. Nie całuję, Ava”. Uciekła. Podobno wróciła na scenę, ale kto ją tam wie. W Mount Cartier zostawiła wspomnienia, karton rzeczy i kilka albumów, które Gabriel skrzętnie ukrył w jednej z szuflad w swoim biurze. No i syna…
Chłopiec dorastał wśród grobów, wpatrując się w widoki za oknem lub wiecznie zamyślonego ojca, pomagając mu i jak on machał wytrwale łopatą. Prawie zawsze będąc sam, przyzwyczaił się do tej sytuacji. Mieszkali na uboczu, niewiele dzieci zapuszczało się w okolice cmentarza. Pewnego dnia ciemnoskóra dziewczynka o burzy loków wepchnęła Samuela w zaspę śniegu – i tak chłopiec rozpoczął swoją pierwszą przyjaźń. Nauczył się szacunku, polubił towarzystwo ludzi, śmiech i zabawę. Zrozumiał, że życie może być radosne i nie polega jedynie na kopaniu dołków pod kolejne ciała.
Pewnego dnia jednak nagle jej zabrakło, a on nie potrafił się odnaleźć. Dzieci odsuwały się od niego, bo przecież miał ojca grabarza, którego zostawiła jakaś przejezdna aktoreczka. Nie warto było się z nim zadawać. Nauczył się z tym żyć, w końcu wcześniej też zawsze był sam. Mimo wszystko jednak potrafił się uśmiechać, pamiętając radosne iskierki w ciemnych oczach Delilah. I miał nadzieję, że nadejdzie dzień, że znów będzie mu dane ją zobaczyć i usłyszeć jej śmiech.
Tak też się stało, jednak nie wszystko ułożyło się po jego myśli. Wróciła, ale uroczo zadarty nosek podnosiła jeszcze wyżej. Śmiała się, ale już nie z nim. Bawiła się, ale nie potrzebowała go do tego. On też nie próżnował. Starał się nawiązywać nowe znajomości, próbował kolejnych rzeczy, chcąc uciec od swoich problemów. Bo w końcu przestawał sobie radzić. A kolejni ludzie znów go zostawiali.
Sam nawet nie wiedział, kiedy ich drogi mimo że tak blisko ze sobą splecione, rozeszły się w dwie zupełnie różne strony. Przecież w liceum ich relacje wcale nie były tak złe… Jego droga zaprowadziła na studia, do Winnipeg. I miał tu nie wracać, zostać w większym świecie, odejść od ignorancji ojca i jego zapatrzenia w kobietę, której Samuelowi nie było dane nawet poznać. Miał odejść z tego końca świata i znaleźć swoje miejsce.
A jednak tu wrócił, wciąż nie wiedząc, kim jest, kim chce być i dlaczego samotność zdaje się być jego przeznaczeniem.

Taki drobny, dość krótki w sumie zarys historii Samuela mi wyszedł przy nauce do poprawek (bo jak wiadomo, wtedy ma się najwięcej weny i pomysłów). Mam nadzieję, że nikt nie zasnął przy czytaniu, czegoś się o synu grabarza ciekawego dało dowiedzieć i może komukolwiek się to chociaż w miarę podobało.
Także ten, ahoj! i do zobaczenia w wątkach.

2 komentarze:

  1. Hm, czyli i tak został nazwany "idiotycznym biblijnym imieniem" :D Ponura ta historia, mam wrażenie, że wszystko otacza gęsta mgła, a do tego widzę te rozkopane mogiły, nad którymi stoi młody chłopczyk z plastikową łopatką, tuż obok ojca... W mojej głowie zrodził się jakiś chory obraz w związku z dorastaniem Samuela :D
    Autorko Delilah, daj mu proszę nieco ciepełka? :D Bo myślę, że panienka Cote to wielka nadzieja dla Samuela :D

    Poza tym krótko, ale fajnie. Lubię sobie poczytać o dziejach innych bohaterów, także śmiało pisz dla nas więcej – chętnie się dowiem, czy Samuel odnalazł sens życia, i czy powrót okazał się ostatecznym strzałem w dziesiątkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten chory obraz wcale nie jest taki daleki od rzeczywistości Samuela, stety bądź niestety. Cieszę się, że zamysł został podłapany haha ^^
      Cóż, sytuacja z Delilah, znając życie, będzie pokomplikowana, ale myślę, że na trochę ciepełka znajdzie się miejsce :D

      Dziękuję i może coś jeszcze się więcej kiedyś pojawi. Zobaczymy, jak to z Samuelem wyjdzie, czas pokaże ^^

      Usuń