A kiedy śnieg przestanie prószyć, to Monty na spacer ruszy.

Blog zawieszony

Po przeprowadzeniu ankiety większością głosów wygrała opcja zawieszenia bloga. Oznacza to, że autorzy mają możliwość dalszej gry i zapisów, ale administracja — za wyjątkiem wysyłania zaproszeń i wpisywania do listy bohaterów — nie będzie angażować się w życie bloga. Z tego samego powodu zakładka Organizacyjnie na czas zawieszenia bloga zostaje usunięta. Raz jeszcze dziękujemy za Waszą obecność i życzymy Wam wszystkiego, co najlepsze.

nie istnieję & latessa

Kalendarz

16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap I - link
01/05/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap II - link
02/05/17 Nowy nagłówek
17/09/17 Wydarzenie: Spływ kajakowy - link
02/02/17 Nowy szablon
14/02/17 Wydarzenie: Poczta walentynkowa - link

Człowiek bro­ni się przed strachem za po­mocą lęku.


Adam Poirot
30 lat psycholog uciekinier

Zrywasz się na równe nogi gdy tylko dzwoni ten przeklęty budzik jeszcze z czasów Twojego dzieciństwa. Nie sposób zaspać przy tak ogromnym hałasie, dźwięk ten dudni w uszach przez co najmniej kolejne kilkanaście minut, nawet gdy jesteś już ubrany i szykujesz śniadanie dla siebie i dla niej. Przed Tobą kolejny monotonny dzień, w którym co godzinę na fotelu w twoim gabinecie usiądzie inna, nowa osoba, opowiadająca o swoich problemach. Jakbyś Ty miał swoich za mało. Codziennie te same myśli krążą po głowie, dzień w dzień dręczy Cię jedna kwestia. Co by było gdybym został? Gdybym nie opuścił rodzinnego miasta? Życie w Seattle ma swoje plusy, ale minusy, których zauważasz w ostatnim czasie coraz więcej, powoli zaczynają nad tym przeważać. Rozważasz spakowanie najważniejszych rzeczy i wyjazd bez słowa. Zabranie tego, z czym wiążesz wspomnienia. 
Ostatni klient zamyka za sobą drzwi i zostajesz w gabinecie sam. Pod wpływem chwili zabierasz najważniejsze rzeczy z biurka, zdjęcie stojące na regale i album ze zdjęciami zamknięty w szufladzie na kluczyk, album do którego nikt nie ma dostępu od kilku lat. Wrzucasz wszystko niezdarnie do samochodu i nie zważając na zmieniające się światła na mijanych skrzyżowaniach, pędzisz do domu po resztę rzeczy, których nie chcesz zostawiać na wyrzucenie. Ciągniesz za rękę do sypialni, a potem pakując się na szybko mówisz o swoim planie. Podjąłeś decyzję. Jedyną, według Ciebie słuszną, jaką mogłeś podjąć. Wsiadasz do auta i na pożegnanie przez otwartą szybę mówisz, że nie możesz czekać. Że może do Ciebie przyjechać jak tylko zdecyduje się na to. Że będziesz czekać, aż i ona podejmie taką samą decyzję, jaką podjąłeś Ty dosłownie godzinę temu. 
Wracasz do Mount Cartier.

powiązania / dodatkowo / ukryty album
__________________________________________________________________ 
  
Adam i ja witamy się ładnie :) wątki wszystkie przyjmiemy, uwielbiamy dramy, przyjaźnie, przygody.
Zakładki uzupełnię na bieżąco. Poszukiwana jego obecna dziewczyna!
Cytat Freuda, pan na zdjęciu niestety nieznany :(

14 komentarzy:

  1. // Ohooo, bez czytania podtytułów pod imieniem, po przeczytaniu Twojej karty podsumowałam sobie Adama właśnie tym jednym słowem: uciekinier więc to chyba bardzo dobrze, że odniosłaś pożądany efekt. ^^ Karta Twojego pana wiele o nim nie zdradza w swojej treści, ale zachęca na pewno do poznania. Z tego względu, bo pewnie dużo osób zaczepi Cię w podobnym kierunku co ja, o relację, miałabyś coś przeciwko przyjęciu Mathilde jako swojej pacjentki? Zanim ktoś mnie uprzedzi i znuży Cię zasyp pacjentów. xDD

    Mathilde "Tilly" Nielsen

    OdpowiedzUsuń
  2. Jutro wpadnę skomentować KP, a dziś mam tylko pytanie techniczno-porządkowe: stokrotka to Twój drugi nick? Z góry dziękuję za odpowiedź, bo ułatwi mi to administracyjną robotę. :)

    Scott, Andrew, Daniel

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć :) nie wiem czemu, ale fryzura pana mnie rozbawiła ;) po prostu kwicze xd ale oczka ma piękne ten model :)
    Hmmm nie za wiele o nim wiem... ale więcej wiedzieć chce na pewno! Skoro poszukujesz wątków i dram i ekscytujących przygód, chętnie je z Sol dostarczymy ;) na wątek zawsze jestem gotowa, a tu jakby tak się przyjrzeć mam nawet pomysł. .. on się doskonale nadaje na pierwszą miłość dla rozmarzonej dziewuszki ;) co ty na to? :)
    Baw się dobrze i zostań jak najdłużej! ]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Oho, kogoś też ściągnęło z powrotem do Mount Cartier! Adam i Samuel można powiedzieć, że po części mają podobne doświadczenia. Po części. Pan wydaje się intrygujący, a oczy ma hipnotyzujące. Gdybym miała jakąś panienkę, z pewnością skrycie wzdychałaby do pana psychologa ;p
    Miłej zabawy, szalonych wątków i żeby czasu oraz weny nigdy nie brakowało! Ahoj!]

    Samuel Dunsmoor

    OdpowiedzUsuń
  5. // Oki, to możemy jak najbardziej świeże poznanie odegrać. Masz rację, że tak będzie ciekawiej i lepiej nawet dla fabuły ^^

    Tilly długo się zmaga z tym, czy powinna odwiedzić psychologa. Nie lubi sobie pomagać. Zawsze pomaganie innym zamiast sobie, sprawia jej większą przyjemność. Ostatnio jednak zauważa swoje rozproszenie, mniejszą wydajność w pracy, zmęczenie. O ile to jest w stanie znieść, nie może sobie pozwolić na lekceważenie swoich bliskich. Na brak czasu dla Sol, która raz w tygodniu przynosi jej pyszne ciasto. Z Ferranem Tilly nie widzi się jeszcze dłużej, ale odczuwa ostatnio między nimi dystans. Nie rozumie go. Nie rozumie wielu rzeczy. Źle znosi też odejscie Bonifacego - czarnego, wędrownego kocura, chociaż od początku wiedziała, że ją opuści. Ze wszystkich swoich trosk, właśnie z tym problemem postanawia pojawić się u psychologa. Nie zna prawdziwych przyczyn swojego złego samopoczucia.
    Puka lekko do drzwi. Jest umówiona, a dalej wydaje jej się, że marnowanie czasu obcych ludzi to lekka nieuprzejmość. Dlatego nie narzuca się. Siada przed gabinetem. Czeka aż ktoś zaprosi ją do środka. Ale nikt na razie tego nie robi. Nie zauważą kiedy... ale staje się mocno wycofująca. Nigdy taka nie była. Wzdryga się na dźwięk otwieranych drzwi. To widok smutnego człowieka, który je otworzył ją wzrusza. Nie wie dlaczego, ale ostatnio wszyscy wydają jej się smutni. Wszystkich chce ratować. Może mogłaby i jego?
    Ma nieprzytomny wzrok. Chociaż patrzy prosto w tęczówki mężczyzny, przypadkiem albo specjalnie otwierajacego drzwi, jej wzrok sięga gdzieś dalej, głębiej. Nad czymś myśli. Nawet kiedy nic nie robi, jej statyczna twarz ściąga spojrzenie. A przynajmniej powinna. Wygląda bowiem na mocno zagubioną. Wstaje. Kieruje się do wyjścia. I wtedy zdaje sobie sprawę...
    — Co z Bonifacym? — pyta nieprzytomnie – przez ramię – mężczyznę, którego zostawiła za sobą. Jej myśli są tak głośne, że zdaje jej się, ze wszyscy je słyszą. Dlatego zapomina wprowadzić go w temat.
    Ostatnio Tilly jest chaosem. A kiedyś była letnim powiewem świeżości.

    Mathilde

    OdpowiedzUsuń
  6. [no typowałabym jakieś... piętnaście lat wstecz te zakochania :P a skoro wrócił, pewnie zarumieniona i podekscytowania możliwością ponownego spotkania, sama do niego pobiegnie z ciasteczkami :D bo to już dorosła kobitka, ale... zbyt wesołą ma naturę, by zupełnie wyrosnąć :D i nie, zupełnie by się nie speszyła, ze przyjechał z dziewczyną xD dla niej ciasteczka też chętnie by upiekła haha :D
    mogliby się spotkać przed sklepem na środku ulicy o :D ]

    OdpowiedzUsuń
  7. W miasteczku, jakim było Mount Cartier, nic nie było w stanie się ukryć. Mimo, iż społeczność była ze sobą bardzo zżyta, to praktycznie ich ulubioną czynnością było plotkowanie. Wszystkiego można było się dowiedzieć w sklepie, na poczcie, w barze, szczerze mówiąc, gdziekolwiek. Plotki tutaj rozchodziły się szybciej niż świeże bułeczki. Nie zdziwiła się więc, kiedy to pewnego dnia, idąc po świeże pieczywo, usłyszała, że wrócił Adam. Właścicielce aż się oczy zaświeciły, gdy przekazywała tę nowinę Sophii.
    Dziesięć lat wstecz wszyscy liczyli na to, że ta dwójka pozostanie ze sobą już na zawsze. Po ukończeniu szkoły, wspólnie wyjechali na studia do Ottawy. Byli nierozłączni, pod koniec studiów nawet się zaręczyli. Potem zdarzył się jeden wypadek, który wszystko zniszczył. Ona wróciła do Mount Cartier, Adam natomiast wyjechał do Seattle. Nikt jednak, o dziwo, nie dopytywał, co też takiego się stało, że się rozeszli.
    Tamtego dnia, kiedy tylko usłyszała o jego powrocie, poczuła się dziwnie. Poczuła strach. W nocy natomiast wróciły wspomnienia, stare zdjęcia zostały wyciągnięte z głębi ciemnej szafy, a ona zaczęła wspominać. Tylko ten jeden raz pozwoliła sobie na taką chwilę słabości. Przez kolejne dni praktycznie wyparła ze świadomości, że On tu jest. Funkcjonowała jak zawsze. Chodziła do pracy, jeździła do ludzi, których pupile potrzebowały pomocy. Nie sądziła, że to właśnie Adam złoży jej wizytę. Nie dopuszczała do siebie tej myśli. Bała się jej.
    Ale kiedy też do jej uszu dobiegło głośne pukanie, wiedziała, że to właśnie już. Że to właśnie teraz stanie z nim oko w oko. Jak dawniej. Przełknęła głośno ślinę, i obejmując w rękach kubek parującej kawy, ruszyła w stronę drzwi wejściowych, choć podświadomość podpowiadała jej, żeby nie otwierać. Mogłaby też i tak zrobić, ale zdradziło ją delikatne światło lampki w salonie.
    Zimno uderzyło w jej nagrzane policzki, kiedy to powoli uchyliła drzwi wejściowe. Potem spojrzała na niego, nie wiedząc w sumie, co też ma powiedzieć. Nie spodziewała się, że po tym wszystkim jeszcze kiedykolwiek przyjdzie im się spotkać.
    Nie zmienił się. Może jedynie jeszcze bardziej jego twarz nabrała męskich rys, mięśnie stały się bardziej zarysowane i widoczne. Po raz kolejny przełknęła ślinę, czując jak mocno zaschło jej w gardle.
    -Wejdź- wychrypiała wręcz, biorąc duży łyk herbaty. Poparzyła sobie przy tym język, ale to teraz było najmniej ważne.
    Najważniejsze było to, że właśnie przed nią stał Adam Poirot. Niegdyś miłość jej życia.
    Sophia

    OdpowiedzUsuń
  8. Niewiele potrzeba Mathilde, żeby wzbudzić jej sympatię. Łatwość z jaką Adam podchwytuje temat o Bonifacym, sprawia, że na jej twarzy pojawia się uśmiech. Bardzo szczery, ale bardzo smutny. Coś o czym Tilly nie zdaje sobie sprawy. Kąciki jej ust drgają lekko i z zawahaniem, a oczy nie śmieją się wraz z tym uśmiechem. Nie błyskają, nie świecą. Są całkiem zgaszone.
    — Dzień dobry. Mathilde Delaney — poprawia psychologa z nawyku, ale zaraz otwiera usta i... zawiesza się na chwilę — tak, Nielsen.
    Przez chwilę nie pamiętała, że wróciła do panieńskiego nazwiska.
    Siada na wskazanym jej miejscu, opierając się rękoma po obu stronach swoich ud. Zaciska palce na miękkim podbiciu siedziska, zastanawiając się od czego zacząć... Początek to dla niej bardzo niekonkretne stwierdzenie. Dlatego chwile jej zajmuje zanim układa myśli w słowa.
    — Bonifacy ma Pana spojrzenie — rzuca z zawahaniem po momencie. Bo kiedy tak się nad wszystkim zastanawia, musi przyznać, że mężczyzna ma bardzo wnikliwy wzrok. Zupełnie jak ten czarny, niezależny kocur. — to najbardziej przenikliwe szare oczy, jakie pamiętam.
    Zastanawia ją (ta myśl przychodzi tak nagle i niespodziewanie, że aż tilly się jej poddaje), jaki kolor oczu ma Adam Poirot? Dlatego na chwilę na tym się skupia, wpatrując się z odległości w jego tęczówki. Ze zbyt wielkiego dystansu, żeby móc je jednoznacznie określić jedną barwą.
    — Potrafił nimi patrzeć... tak, że nie musiałam nic mówić. Sprawiał wrażenie jakby już wiedział... co czuję. Ty też.. już wiesz?
    Zakończyła nieporadnie i wstrząsnęła nieznacznie głową.
    — Nie. To nieważne. Bonifacego już nie ma.

    Tilly

    OdpowiedzUsuń
  9. To było bardzo dziwne spotkanie. Nie takie, jakie sobie wyobrażała. Choć, czy ona sobie jakoś wyobrażała spotkanie z nim? To, co niegdyś łączyło ją z Adamem, zamknęła głęboko na dnie pudła i szczelnie ukryła w najciemniejszym kącie szafy, byleby o tym nie pamiętać, nie wspominać. Tak, najgorszy był pierwszy rok po rozstaniu. Każda myśl kręciła się wokół niego. Każdego dnia. Potem z biegiem czasu było lepiej. Już nie wspominała tak często, postanowiła w końcu zająć się sobą. Myśli o nim zostawiła w spokoju.
    Teraz jednak wszystko wróciło, uderzając ze zdwojoną siłą. Złapała się na myśli, że tak naprawdę nie zapomniała, jej serce jakby nagle zabiło mocniej, a słowa i pewność siebie, którą odzyskała, gdzieś nagle uleciały. W końcu widziała go na żywo, nie tylko na fotografiach czy też we wspomnieniach. I on również był zakłopotany całym tym spotkaniem, też nie wiedział co zrobić, czy jak się zachować. Boże, to była patowa sytuacja.
    W końcu jednak odzyskała jakoś równowagę, oderwała od niego spojrzenie i spojrzała na tego, którym powinna się zająć właśnie w tej chwili. Białego kota, widocznie niezadowolonego z obrotu spraw. Będąc na rękach Adama, ciągle próbował się wyrwać, prychał jak wściekły na to, że mężczyzna zaciągnął go do weterynarza. Niektóre dzikie zwierzęta ciężko przyswajały wiadomość, że ktoś próbuje im pomóc, a nie są jedynie zdane na siebie samych.
    Odebrała zwierzę z rąk byłego narzeczonego, po czym podeszła z nim do stołu weterynaryjnego.
    -Spokojnie maluchu. Nic ci nie zrobię- mruknęła w stronę zwierzęcia, jak to miała w zwyczaju. Czasami wolała pogadać ze zwierzętami, niż z ludźmi. Tak też było i w tej chwili. Chłodna stal na początku wystraszyła kota, który to próbował się wyrwać, ale po dłuższej chwili się poddał, kładąc na stole. Sophie obejrzała go dokładnie, stwierdzając od razu, że to dziki kocur, nieprzyzwyczajony do ludzkiej ręki. Miał kilka śladów po starciu, być może z innym kotem, ale to nie to było najważniejsze.
    -Znalazłeś go?- zapytała, spoglądając na krótką chwilę na Adama. Potem, większą uwagę znów skupiła na swoim pacjencie. Wzięła strzykawkę, napełniając ją środkiem do odkażania ran, po czym polała nią szyję zwierzęcia.
    -Noga prawdopodobnie jest złamana, ale muszę mu zrobić prześwietlenie, żeby dowiedzieć się lepiej, jak dokładnie wygląda kość. Widać też, że to mały wojownik, ma kilka zabliźnionych już ran, ale są też świeże. Skąd wiedziałeś, że tu pracuję, Adamie?- zapytała w końcu, prowadzona zwykłą, ludzką ciekawością, choć odpowiedź pewnie znała bardzo dobrze. Wystarczyło jedynie wypytać miejscowych, gdzie się znajduje weterynarz. To, że trafi akurat na nią, było czystym przypadkiem.
    Sophie

    OdpowiedzUsuń
  10. Przynajmniej na jedno zadane przez niego pytanie Tilly potrafi udzielić mu odpowiedzi. Adam jeszcze nie wie, ale Mathilde za łatwo przywiązuje się do ludzi. Dlatego, kiedy pyta ją, czy może mówić jej po imieniu, Tilly od razu doszukuje się w tym pojednania. Uśmiecha się, kiwając głową w akceptacji jego propozycji.
    — Możesz mi mówić Mathilde — potwierdza głośno, trochę się rozluźniając. Jak dotąd ta rozmowa wydawała jej się nienaturalna. Teraz, kiedy już przeszli na Ty, Tilly czuje się mniej skrępowana. Niewiele jej potrzeba, żeby naprawdę mu zaufać. Chce mu odpowiedzieć na jego pytania. To nie kwestia zawahania. Ona po prostu nie zna odpowiedzi.
    — Bonifacy odwiedził mnie w końcówce zimy. Zmarznięty — wygodnie pominęła fakt, że nie odwiedził jej, tylko znalazła go sparaliżowanego chłodem nieopodal swojego domu. Przykre fakty Mathilde zapamiętywała inaczej.
    — Mieszkał u mnie przez kilka dni. I zniknął. Martwię się, bo przecież nic nie zjadł przez ten czas.
    Przenosi spojrzenie z twarzy mężczyzny na ściany. Szuka okien, przez które mogłaby wyjrzeć. Może na horyzoncie dostrzegłaby jego. Bonifacego. Ale nie widzi nic. Przymyka powieki. Jest zmęczona. Już od kilku dni. Do tego stopnia, że nie zauważa nierówności w tej rozmowie od razu. Dopiero teraz zdaje sobie sprawę, że mówi tylko o sobie. Tak powinno być. Ale Tilly nie chce rozmawiać tylko o sobie. Opiera dłonie na udach, wraca spojrzeniem do mężczyzny i pyta o coś, co naprawdę ją trapi odkąd tu weszła.
    — To przez wiatr? — patrzy na jego włosy, rozmierzwione, w nieładzie. — Zbiera się na burzę — dodaje w zamyśleniu, zerkając znów w bok i milknie. Na chwilę. Chce się tu poczuć swobodniej, dlatego musi spytać.
    — Czy... możemy się przejść?
    A może to wbrew zasadom? tilly nie wie. Nigdy wcześniej nie była u psychologa. Ale z obawą patrzy na cztery, zamykające ją z każdej strony ściany. Są trochę przytłaczające, a Mathilde już przywykła do otwartej przestrzeni, chłodnego wiatru z nad jeziora Roedeark, nawet do lekko osadzającej się ponad skałami mgły w Górach Cartiera.

    Tilly

    OdpowiedzUsuń
  11. [O,o, o. To nasi bohaterowie pracują razem, tak? Czyż to nie jest wspaniała okazja na wątek?

    Cześć, tak poza tym! Życzę samej dobrej zabawy na blogu, wytrwałości i weny!]

    Miranda (Minnie)

    OdpowiedzUsuń
  12. [Minnie skończyła psychologię, zaczęła nawet pracować, ale był to bardzo krótki okres, bo życie prywatne zmusiło ją do porzucenia pracy, blabla. W moim zamyśle musi się po prostu przygotować do wykonywania zawodu, zdobyć pierwsze doświadczenia, stąd ten staż. W gabinecie może dokonuje wstępnej diagnostyki, pierwsze konsultacje, coś takiego, o.]

    Minnie

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba każde z nich chciało skłamać. Udać nie tylko przed tą drugą osobą, ale i samym sobą. Sophie mogła powiedzieć, że wcale tu nie pracuje (choć to prawda, jak wyjaśniła administracja, trochę nagięłyśmy zasady:P), jedynie oddaje przysługę znajomemu. Adam mógł powiedzieć, że nie wiedział, iż ona tu będzie. Ale oboje wiedzieli, że któreś w końcu wykona ten pierwszy, najtrudniejszy dla nich krok, i w duchu Sophie dziękowała Bogu, że to właśnie Adam go zrobił, przychodząc do niej. Dziwnie było żyć ze świadomością, że znowu są tak blisko, że dzieli ich od siebie zaledwie kilka ulic. Przez pół roku każde z nich udawało, że się nie znają. Że to, co kiedyś ich łączyło, nie miało miejsca. To było trudne, cholernie trudne. Udawać, że osoba, która kiedyś była dla ciebie całym światem, jest teraz zupełnie obca.
    -Nie musisz. Nic nie musisz, Adamie- odpowiedziała, nie patrząc na mężczyznę. Ciągle łapała się na tym, że nadal nie wierzyła w to, że on tu jest. A był. Stał przed nią jak kiedyś.
    -Wiedziałam. Wiedziałam już dzień po Twoim przyjeździe. Wszyscy myśleliśmy, że wpadłeś tylko w odwiedziny, a nie, że tu zostaniesz na dłużej- odpowiedziała na zadane pytanie.
    -Bałam się. nie potrafiłam sobie wyobrazić, że po tym wszystkim mogłabym z Tobą normalnie rozmawiać- dodała po chwili.
    -Dużo jest między nami spraw, które tak łatwo zapomnieć, Adamie. Stąd też taka moja postawa.
    Słysząc jego prośbę, podeszła do szafki, z której wyciągnęła wodę utlenioną i opatrunki. Ściągnęła z rąk rękawiczki, wrzucając je do pobliskiego kosza, po czym chwyciła zranioną dłoń mężczyzny i obficie polała ją środkiem odkażającym, a następnie owinęła bandażem.
    -Zrobię mu jeszcze kilka badań, aby upewnić się, czy nie jest na coś chory, a Tobie radzę udać się do lekarza, żeby zaszczepić się przeciw wściekliźnie, tak na wszelki wypadek- poinformowała, unosząc głowę w górę, by móc na niego spojrzeć. Chciała się uśmiechnąć, ale nie mogła. Jeszcze nie.
    -Będzie Twój, jeśli go zaadoptujesz. Na chwilę obecną, to bezdomny zwierzak, a Ty masz zbyt dobre serce, żeby go zostawić na pastwę losu- dodała.
    Sophie

    OdpowiedzUsuń
  14. [coś konkretniejszego powiadasz...? ale że co? xD
    kilka faktów z obecnego życia Sol: chata jej się zawaliła, więc pomieszkuje u pewnego przystojniaka z daleka :) cukiernię rodzinną prowadzi sama i jak dawniej wszędzie jej pełno. do gabinetu Adama raczej by nie zajrzała, ale do cukierni jego rodziców może...? może nawiązali jakąś współpracę? bo ta cukiernia jest w Churchill, czy konkurencyjna na tej samej ulicy w Mount Cartier?
    hmhmh, może zepsułby mu się samochód przy wjeździe do miasta, a że z Sol nie jest złota rączka, ale chętnie by poczekała z nim na lawetę, to by odświeżyli pamięć i pogadali o starych czasach? Albo może znaleźliby małego kociaka zamarzającego przy ruinie opuszczonego sklepiku? ]

    OdpowiedzUsuń