A kiedy śnieg przestanie prószyć, to Monty na spacer ruszy.

Blog zawieszony

Po przeprowadzeniu ankiety większością głosów wygrała opcja zawieszenia bloga. Oznacza to, że autorzy mają możliwość dalszej gry i zapisów, ale administracja — za wyjątkiem wysyłania zaproszeń i wpisywania do listy bohaterów — nie będzie angażować się w życie bloga. Z tego samego powodu zakładka Organizacyjnie na czas zawieszenia bloga zostaje usunięta. Raz jeszcze dziękujemy za Waszą obecność i życzymy Wam wszystkiego, co najlepsze.

nie istnieję & latessa

Kalendarz

16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap I - link
01/05/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap II - link
02/05/17 Nowy nagłówek
17/09/17 Wydarzenie: Spływ kajakowy - link
02/02/17 Nowy szablon
14/02/17 Wydarzenie: Poczta walentynkowa - link

Spływ kajakowy

Wydarzenie: Spływ kajakowy
Termin rozpoczęcia: 17.09 (15:00)
Termin zakończenia: 23.09 (20:00)
Lokalizacja: okolice Jeziora Roedeark
Godzina na fabule: 15:00
Status: otwarte dla wszystkich

☆ WYGLĄD KAJAKÓW ☆



Wrześniowy spadek energii dopadł nawet najwytrwalszych. Burmistrz, niesiony potrzebą ożywienia miasteczka, w związku z ciszą obywatelską postanowił zachęcić ludzi do udziału w spływie kajakowym. W tym celu wypożyczył od indiańskiego rzemieślnika kilkanaście drewnianych, pięknie prezentujących się kanu. Niektórzy mówią, że te stare kupy drewna nigdzie nie popłyną, ale co odważniejsi chcą spróbować swoich sił w starciu z rzeką. Każda osoba, która tylko pojawi się w wyznaczonym miejscu zbiórki będzie więc mogła się sprawdzić i być może odkryć jakieś nowe miejsce, o którym wcześniej nikt nie miał pojęcia! Już od godziny 15:00 na wodzie zbiera się szereg kajaków, choć brak jednoznacznego terminu wyprawy sprawia, że niektórzy z przybyłych, zamiast płynąć w dal, wolą raczej zajmować się sąsiedzkimi pogaduszkami. Nie bądź tchórz, zacznij działać jako pierwszy! A krótko mówiąc: wiosła w dłoń, przygoda woła!

☆ TRASA SPŁYWU ☆



Wydarzenie wrześniowe jest bardzo krótkie i nieobciążające, dlatego też polecamy dołączyć do zabawy nawet jeśli brak Ci czasu. Spływ kajakowy będzie trwał prawie tydzień realny, więc każdy będzie miał czas opisać spokojnie swoją trasę kajakową i przygody bohatera. Dla usprawnienia rozgrywki i uniknięcia zastoju poleca się pisać krótkie, dynamiczne komentarze. Dyżury MG, czyli godziny, w których można oczekiwać reakcji MG, przedstawiają się następująco:

  • nie istnieję: weekend 15:00-20:00 • dni robocze: 18:00-20:00
  • latessa: weekend i dni robocze: 17:00-21:00


Aby uniknąć chaosu w wydarzeniu, na początku komentarza zaznaczaj osoby, które pojawiają się w opisach, bądź do których się zwracasz, np.
Grace, Roy

(...) — Roy, w tej zawierusze chyba zgubiłeś buty — kiedy odzywał się do niego, Grace właśnie ich mijała, uśmiechając się do nich.

Wzór komentarza:

<b>Grace, Roy</b>

(...) — Roy, w tej zawierusze chyba zgubiłeś buty — kiedy odzywał się do niego, Grace właśnie ich mijała, uśmiechając się do nich.


Kilka uwag:
  1. Nie używajcie w komentarzach opcji: "Odpowiedz".
  2. Nie zapominajcie o wzorze komentarza (jak wyżej).
  3. Starajcie się pisać krótko, nie rozwlekle, żeby zachować dynamiczną grę.
  4. Biorąc udział w wydarzeniu zgadzasz się na kierowanie postacią przez MG.

☆ ZASADY PISANIA KOMENTARZY ☆


  1. Gracz wraz z rzutem kością ma obowiązek napisać krótki komentarz fabularny, uwzględniający scenariusz narzucony mu przez MG.
  2. Po rzucie kością wpisujemy uzyskany wynik i czekamy na reakcję MG, by móc zrealizować scenariusz, do jakiego doprowadził nasz rzut, co oznacza, że następny komentarz, jaki piszemy, odnosi się do reakcji/polecenia MG z komentarza poprzedniego.
  3. Jeśli gracz nie zrozumie polecenia zawartego w komentarzu od MG, pytania prosimy kierować na sb dla szybszej komunikacji.
  4. W oczekiwaniu na reakcję MG dozwolone jest pisanie komentarzy bez reakcji MG pod warunkiem, że gracz nie rzuca wtedy kością i nie zmienia swojej lokalizacji na mapie.
  5. W wydarzeniu nie obowiązuje żadna kolejka odpisów. Każdy pisze w swoim tempie, może również zdecydować o tym, czy odpisuje wyłącznie na reakcję MG, czy zamieszcza też dodatkowe komentarze.

74 komentarze:

  1. Podczas gry każdy użytkownik przy pisaniu komentarza ma obowiązek wylosować kością cyfrę i podać jej wynik pod treścią fabularną.

    Jak losować kośćmi? Wejść na https://rolz.org/ > Kliknąć w Dice Room (zakładka w prawym górnym rogu) > wpisać Nickame, czyli imię i nazwisko postaci np. IrmaGallagher > wpisać Room Name MountCartier > Pominąć pole z Passwordem > Kliknąć w button Join Room > Napisać w polu type chat message here… następującą formułę: #dX #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr Y* > kliknąć w button send.

    * X - tu wpisz numer kości podany przez MG
    * Y - tu wpisz numer rzutu podany przez MG

    OdpowiedzUsuń
  2. WSZYSCY:

    Sytuacja startowa: Wszyscy bohaterowie stoją kajakami na wodzie w kilku szeregach. Opisz co robi postać przed wystartowaniem. Rzuć kością K2 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu. W dalszych komentarzach opisuj sytuację, którą wskaże MG. W nawiasach będzie podawana lokalizacja bohatera na mapie.
    Formuła: #d2 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edit: W razie czego formułę wklejamy tylko to, co jest po dwukropku, inaczej nie zadziałają kostki.

      Usuń
  3. Wszyscy, Molly:

    Jak udowodnił to już niegdyś psi zaprzęg, Scott nie był stworzony do jakichkolwiek sportów. Jego umiejętności ograniczały się do tych manualnych i najwidoczniej zabrakło w tym wszystkim miejsca na koordynację ruchową, bo jeśli chodziło o formy aktywności fizycznej, był w tym wprost beznadziejny. Aż dziw, że jeszcze nikt nie podważył jego płci. Najwidoczniej ratował go zarost, bo nawet gdy zaliczał kolejne widowiskowe fiasko na tle sportu, jego broda krzyczała nieprzerwanie: Tu jestem, tu! Patrz na mnie. To ja. Facet.
    Tak czy inaczej mógł być dokładny, artystycznie uzdolniony i pojętny jeśli chodziło o majsterkowanie, ale brakowało mu szybkości, podzielności uwagi i refleksu, gdy dochodziło do otwartej rywalizacji w terenie. To dlatego właśnie schował się w najdalszym szeregu kajaków, między dziewczynami, po cichu licząc na to, że u ich boku przynajmniej uda mu się zachować twarz. I tempo (odpowiednie przedstawicielkom pięknej płci).
    - Ładny dzień, prawda? - odezwał się do jednej z uczestniczek spływu, sam dokładnie nie wiedział do której, bo szczerze powiedziawszy w momencie wypowiadania pytania, zaciągał skrupulatnie rękawy wodoszczelnej kurtki, przygotowując się na najgorsze.
    Kto brał udział w psim zaprzęgu zimą, wiedział, że nie były to jego paranoje. Ostatnim razem gdy zlekceważył mountcartierowską naturę, ta zmusiła go do striptizu na świeżym (cholernie zimnym) powietrzu i masy nieprzewidzianych akcji, za które do dziś było mu wstyd.

    Wynik rzutu: 1

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (L/P) Stoisz na rozwidleniu. Jeśli wylosowałeś 1, po chwili namysłu decydujesz się płynąć w lewo (lewe 1). Rzuć kością K3 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła: #d3 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 2

      Usuń
  4. Wszyscy, Scott

    Polly już od kilku dni była w Mount Cartier. Na razie jednak mało kto wiedział o jej wizycie, głównie dlatego, że trzymała się lasu. Starała się zapracować na zaufanie leśniczego, więc całymi dniami pracowała, a później odpoczywała w swoim pokoju. Na razie nie była gotowa zmierzyć się z innymi ludźmi, a dzięki znajdowaniu sobie najróżniejszych zajęć, przynajmniej nie miała czasu myśleć, ani analizować swojej sytuacji. Jednak nawet do niej dotarła informacja o spływie kajakowym. Długo się wahała, ale w końcu uznała, że najwyższy czas wrócić do życia. Przydałoby się zawrzeć nowe znajomości, bo jej aktualny towarzysz, nie był zbyt rozmowny. Zdecydowanie potrzebowała kogoś, kto powie do niej więcej niż kilka zdań. I kto może nawet się uśmiechnie!
    Była tak podekscytowana zbliżającym się wydarzeniem, że zapomniała o jednym ważnym szczególe - ostatni raz dotykała kajaka w trzeciej klasie i to tylko dlatego, że kolega popchnął ją na niego. Trudno. To nie może być takie trudne. Chyba się nie utopi, prawda?
    Równo o piętnastej stawiła się na zaplanowanym miejscu. Stanęła w rzędzie z innymi dziewczynami (i jednym facetem) z nadzieją wmieszania się w tłum. Dopiero na widok wody zaczęła odczuwać pewien strach. Co ona sobie myślała?
    Głos jedynego rodzynka w jej rzędzie wyrwał ją z zamyślenia.
    - Tak, to piękny dzień by umrzeć - rzuciła, bo słowa mężczyzny przypomniały jej reklamę jakiegoś batonika, którą sparafrazowała. Chwilę później pożałowała swoich słów. Nie każdy znał na pamięć reklamy batoników. I nie każdy uważał wizję śmierci za zabawną.

    Wynik rzutu: 1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (L/P) Stoisz na rozwidleniu. Jeśli wylosowałeś 1, po chwili namysłu decydujesz się płynąć w lewo (lewe 1). Rzuć kością K3 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła: #d3 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 2

      Usuń
  5. Wszyscy, Vivian:

    Calderon nie byłby sobą, gdyby postanowił jedynie stać i z boku obserwować płynące z prądem kajaki. Prawdę powiedziawszy, do drewnianego kadłuba wgramolił się jako ostatni, bo jako ostatni dotarł na linię startu, ale już siedział wygodnie, zaciskając dłonie na wiośle, i czekał, by móc wybrać się na podróż w objęciach rzecznego prądu. Wiedział, że woda jest zimna – na ostatnim połowie, razem z załogą wpadli niechybnie do jeziora, jako że pękły liny przy sieci rybackiej i całą zdobycz szlag jasny trafił. Tym razem był już przygotowany na ewentualną wywrotkę, choć miał nadzieję, że los oszczędzi mu takich scen
    Rozejrzał się po twarzach uczestników – znał wszystkich, prócz jednej osoby. Dziewczyna w okularach wyglądała na bardzo podekscytowaną, a mimo że jej nie znał, zdawała się być swoja. Chwile później przeniósł spojrzenie na Scotta, który ukrył się gdzieś między niewiastami, a za moment celował wzrokiem w Vivian, której posłał ciepły uśmiech.
    Nawet nie wiedział, kiedy będą startować.

    Wynik rzutu: 1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (L/P) Stoisz na rozwidleniu. Jeśli wylosowałeś 1, po chwili namysłu decydujesz się płynąć w lewo (lewe 1). Rzuć kością K3 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła:
      #d3 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 2

      Usuń
  6. Wszyscy, dosłownie :D

    Istniało kilka rzeczy, które elegancka i wytworna Vivian uwielbiała w Mount Cartier. Możliwość uczestniczenia w niecodziennych rozgrywkach organizowanych przez miejscowe władze było jedną z nich. Fakt, że miała już ponad trzydziestkę na karku nie przeszkadzał jej w ubraniu wygodnych ciuchów i powędrowaniu w miejsce, gdzie rozpocząć miał się spływ kajakowy. Nawet nie pamiętała kiedy ostatnio pływała w tych rzekach, a co dopiero takim kanu, które od małego podziwiała tylko bawiąc się przy brzegu!
    Ciekawe, co powiedzieliby jej znajomi z Vancouver, widząc ją w starej kurtce przeciwdeszczowej w mocnym kolorze pomarańczy i granatowych kaloszach do połowy łydki! Przyzwyczajeni byli raczej do widoku jej nóg w długich nóg w szpilkach i ołówkowych spódnicach. I pewnie zrobiłaby z siebie niezłe pośmiewisko, pojawiając się w swoim typowym stroju, ale nie tym razem! Przygotowywała się na najgorsze, bo już dawno nie pływała i chociaż rozrywka była kusząca, to nie chciała zginąć podczas tego rejsu.
    Pomimo obaw stawiła się jednak w punkcie startowym i trochę z lękiem zerknęła na rzemieślnika, który pokierował ją do jednego z ostatnich wolnych kanu.
    Usłyszała Scotta, któremu skinęła głową na powitanie i… rozejrzała się zdziwiona.
    — Gdzie Kat? Poddała się na starcie? — rzuciła mimochodem, zawiązując swoje długie blond włosy w warkocz zanim w ogóle wsiadła do kanu. Powoli oblatywał ją coraz większy strach, ale… głupio byłoby się teraz wycofać, gdy wszyscy już ją widzieli, nie?
    — Lepiej, żeby każdy umiał pływać, bo na karetkę nie ma co tutaj liczyć — wtrąciła się, komentując słowa dziewczyny, którą widziała po raz pierwszy. Aż zdziwiona musiała dwa razy wrócić do niej spojrzeniem, by upewnić się, że jej nie kojarzy. Może jakaś krewna kogoś z miasteczka lub turystka? Nie miała pojęcia.
    Płynąc już, spojrzała jeszcze w swoją lewą stronę, dostrzegając pośród zebranej grupki chętnej do spływu ich miejscowego pisarza, znudzonego leśniczego i… no tak, Cesara nie mogło przecież zabraknąć na wydarzeniu związanym z pływaniem. Właściwie to była pewna, że on tutaj będzie i dlatego sama zdecydowała się na tę wyprawę. Odwzajemniła jego uśmiech.
    — Nie mogłeś sobie tego darować, co? — zagadnęła, przypływając ostrożnie bliżej jego kanu, gdy ustawiali się mniej więcej na jako takiej linii startu.

    Wynik rzutu: 2

    Vivian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (L/P) Stoisz na rozwidleniu. Jeśli wylosowałeś 2, po chwili namysłu decydujesz się płynąć w prawo (prawe 1). Rzuć kością K4 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła: #d4 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 2

      Usuń
  7. Wszyscy, Andrew:

    Kayser siedział na samym końcu kajakowej kolumny. Podpierając podbródek o dłoń wyglądał niczym mały dzieciak, któremu nakazano zjeść z talerza wszystkie brukselki, bo inaczej nie odejdzie od stołu. Już w momencie, w którym tylko wsiadł do kajaku, zaczął przeklinać się za absurdalnie podjętą decyzję, ale na powrót było za późno, bo gdy tylko zasiadł, został wypchnięty od stabilnego gruntu na tyle, że każda próba powstania na nogi mogła skończyć się nurkowaniem.
    Westchnął ciężko, nawet nie patrząc na zawodników, a tym bardziej nie próbując podjąć żadnej z nikim żadnej rozmowy. Chwyciwszy wiosło, chcąc przeciągnąć je z jednej strony na drugą, skropił chłodną wodą najbliżej zacumowaną osobę, którą okazał się pan pisarz. Spojrzał na niego tylko kontrolnie i znów zajął się sobą – czekaniem na strzał, czy każdy inny dźwięk, oznajmiający start.

    Wynik rzutu: 2

    Ferran Kayser

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (L/P) Stoisz na rozwidleniu. Jeśli wylosowałeś 2, po chwili namysłu decydujesz się płynąć w prawo (prawe 1). Rzuć kością K4 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła:
      #d4 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 2

      Usuń
  8. Vivian, Polly:

    Rękawy już zaciągnięte, wiosło uchwycone silną, męską dłonią w dwóch trzecich długości… to odpowiedni czas, by zerknąć na swoją rozmówczynię. Szczególnie, że jej głos nikogo znanego jej nie przypomina. I rzeczywiście, gdy oczy zatrzymują się na obcej sylwetce, okazuje się, że atrakcyjna panna obok niego to nikt, kogo by wcześniej widział, czy choćby kojarzył. A zna wszystkich, którzy odbierają listy w miasteczku, co z kolei naprowadza go na ważny wniosek: ona listów nie odbiera. Zamiast jednak dopytać o tę kwestię, uśmiecha się grzecznie.
    - Jeszcze lepszy, by tej śmierci umknąć.
    Mówi z przekonaniem. Nie dlatego, że obudził się w nim nagle duch pewnego siebie samca, raczej przez wzgląd na auto-pocieszenie, które łagodnie sobie serwuje. Jeśli chodzi o jego wizję życia, ta obejmuje dużo więcej niż spływ kajakowy, więc wolałby, by owo wychodzenie myślami w przyszłość realizowało się równie bogato w materii, co w świadomości. A do tego potrzeba wiary w to, że ujdzie cało z wyprawy.
    - Tak w ogóle to cześć. Jestem Scott – przedstawia się, korzystając z zastoju większości kanu. Ludzie dopiero zbierają się do wyprawy, leniwie maczając wiosła w wodzie. On robi to samo, drugą dłonią sięgając do Polly w geście przywitania. Przez moment ma wrażenie, że wpadnie z pluskiem do wody, szczególnie gdy lewa burta kajaka zaczyna chylić się ku rzece, na szczęście to tylko jego błędnik szaleje bez potrzeby, bo póki co, mimo swoich niepewnych działań, wciąż siedzi bezpiecznie w kanu.
    - Stawiam na to, że Kat siedzi w prosektorium. Ale głowy nie dam sobie uciąć. Zerwaliśmy.
    Chciałby zabrzmieć na luzie, ale nie jest pewny czy mu to wyszło. Dla załagodzenia słów kiwa jednak pojednawczo do Viv, rzucając w jej stronę opakowaną w folię kanapkę z suszoną wołowiną. – Trzymaj. Przyda Ci się na drogę. Sam rusza przy tym do przodu, rozstając się z Vivką na rozwidleniu. Podświadomość nakazuje mu unikać tematu eks, więc pewnie dlatego wybiera drogę, którą na pewno nie podąży panna Amondhall.

    Wynik rzutu: 3

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (1) Jesteś na skraju lasu, gdzie dopływasz do kolejnego rozwidlenia. Jeśli wylosowałeś 3, wybierasz prawą odnogę rzeki. Gdy las zaczyna się zagęszczać, Twoje wiosło grzęźnie w chaszczach, co kończy się jego zatopieniem. Na szczęście masz jeszcze jedno zapasowe, więc udaje Ci się dotrzeć cało (2). Rzuć kością K2 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła:
      #d2 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 3

      Usuń
  9. Scott, Cesar
    Z każdą kolejną sekundą czuła się coraz bardziej zestresowana. Ale nie była to już wina wody. Miała wrażenie, że poradziłaby sobie z najbardziej rwącym strumieniem. Gorszy dla niej był tłum ludzi. Nie sądziła, że pojawi się aż tyle osób. Na dodatek miała wrażenie, że wszyscy się tutaj znają, a ona jest jakimś odludkiem. Kojarzyła pewne twarze, jednak widocznie nikt nie kojarzył jej. Rozumiała to po spojrzeniach – na większość tylko zerkano, do niej wracano z miną „kim ty do diabła jesteś?”. Kusiło ją podejść do Ferrana, jednak wątpiła, by ten ucieszył się z jej towarzystwa. No i przecież chciała poznać kogoś nowego. Za późno na uciekanie z krzykiem.
    - Coś w tym jest – przytaknęła, bo sama także miała nadzieję, że jakoś uda się jej przeżyć to wydarzenie. I że w razie czego, wbrew słowom tamtej kobiety, znajdzie się ktoś do pomocy. – Polly, miło mi – przedstawiła się, chyba jako jedyna tutaj zmuszona do podawania swojego imienia.
    Później poszła za przykładem pozostałych. Powoli i ostrożnie, by nie zaliczyć kąpieli już na samym początku, wsiadła do kajaka. Chwilę zajęło jej rozgryzienie jak obchodzić się ze sprzętem, ale gdy już się jej to udało, odkryła, że wcale nie jest tak źle. Skupiona popłynęła dalej, na rozwidleniu płynąc w lewo. Z radością zauważyła plecy swojego rozmówcy sprzed chwili. Postanowiła przyspieszyć, by zamienić z nim kilka słów więcej. Zaczęła ochoczo machać wiosłem (nie do końca zgodnie z instrukcją obsługi). Jednak zamiast przyspieszyć, zafundowała prysznic jednemu z ostatnich uczestników zabawy.
    - Przepraszam! – zawołała, gdy zobaczyła co zrobiła. Natychmiast oblała się rumieńcem. – Wbrew temu co sądziłam daleko mi do mistrzostwa w… kajakowaniu – dodała, posyłając mu przepraszający uśmiech.

    Wynik rzutu: 3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (1) Jesteś na skraju lasu, gdzie dopływasz do kolejnego rozwidlenia. Jeśli wylosowałeś 3, wybierasz prawą odnogę rzeki. Gdy las zaczyna się zagęszczać, Twoje wiosło grzęźnie w chaszczach, co kończy się jego zatopieniem. Na szczęście masz jeszcze jedno zapasowe, więc udaje Ci się dotrzeć cało (2). Rzuć kością K2 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła:
      #d2 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 3

      Usuń
  10. Vivian, Polly:

    Pokiwał twierdząco na zadane przez Vivian pytanie, bo nie mogło go tu zabraknąć. W towarzystwie wody spędzał dużo czasu, a pływanie różnego rodzaju łodziami było jego hobby. Rano, gdy tylko zjadł śniadanie, wielokrotnie udawał się na trening w postaci wiosłowania po Roedeark, dlatego i tym razem, zorganizowany przez burmistrza spływ uznał za idealną formę rekreacji. Po części także podejrzewał, że Vivian się pojawi, a razem z nią możliwość na dobrą wspólną zabawę.
    — Owszem, ja nie mogłem sobie darować. I cieszę, że Ty sobie nie podarowałaś.
    Rzekłszy uśmiechnął się raz jeszcze, a gdy Vivian podpłynęła do kanu w którym siedział, wyciągnął rękę chcąc złapać kadłub należący do kobiety i go do siebie przyciągnąć. Niestety, jego nagły ruch sprawił, że kajak Calderona zachwiał się niebezpiecznie, a ten w ostatnim momencie podparł się wiosłem, odpychając od gruntu wyjątkowo mocno, przez co znacząco się od Vivian oddalił.
    — Cholera, było blisko!
    Nie zdążył jednak nic więcej powiedzieć, bo moment później poczuł, jak zimna woda uderza w jego odkryte ramiona i ciemną koszulkę, pozostawiając na odzieży mokre plamy. Wzdrygnął się mimowolnie, odwracając wzrok w kierunku, z którego napłynęła fala.
    Wymanewrował, by nie uderzyć swoim kajakiem, w kajak nieznajomej.
    — Nie szkodzi. Dobrze Ci idzie, ale będzie lepiej, jak ułożysz pióro wiosła pod kątem, a nie na płasko — powiedziawszy, kiwnął głową w stronę swojego wiosła, którym odepchnął się w stronę lewego rozwidlenia.

    Wynik rzutu: 2

    Cesar Calderon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (1) Jesteś na skraju lasu, gdzie dopływasz do kolejnego rozwidlenia. Jeśli wylosowałeś 2, wybierasz prawą odnogę rzeki, obserwując jak droga zagęszcza się drzewami (2). Na jednym z nich, nieopodal trasy kajakowej, widzisz wiewiórkę, która nagle wskakuje Ci na kolana. Rzuć kością K2 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu. Rzuć dodatkowo kością K5 według podanej niżej formuły i podaj wynik, żeby zdecydować, co stało się z wiewiórką. Wynik rzutu parzysty: oswoiła się, zostając z Tobą przez resztę trasy. Wynik rzutu nieparzysty: uciekła.

      Formuła: #d2 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 3
      Formuła na wiewiórkę: #d5 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut bonusowy

      Usuń
  11. Vivian, Kayser:

    Zaczynały podobać mu się te wszystkie małomiasteczkowe spotkania z naturą. Miały w sobie coś dzikiego, nieokiełznanego. Czegoś takiego nie doświadczyłby w Nowym Jorku. Śmiało poruszający się prąd rzeczny, szum drzew, zapach igliwa i starego drewna niosący się wraz z wiatrem, ludzie w kanu... nie pokazywał tego po sobie, ale jego myśli mimowolnie schodziły do tematu książek przygodowych, a to oznaczało, że wena twórcza ma się nieźle. Budzi się do życia wraz z nim. Nie mógł więc opuścić okazji dołączenia do spływu kajakowego. Szczególnie, że w tyle głowy miał też myśl o tym, że jest to idealna okazja do ucieczki przed Meredith. Być może dlatego w ogóle nie spieszyło mu się ze startem. Kiedy inni obierali już jedną z dróg, on oparł się wygodnie w środku wyżłobionej wnęki, zakładając wiosło w poprzek kanu. W ten sposób mógł swobodnie obserwować innych. W tym pewną długowłosą blondynkę, która właśnie przesuwała się do przodu. Spokojnie analizował w głowie jak wprawnie porusza się w kajaku. Spokojnie to słowo-klucz.
    - Ej! Tu ludzie stoją – wymsknęło mu się. Nie bez powodu, bo właśnie został ochlapany.
    Nie to, żeby zależało mu na suchych ubraniach, w końcu brał pod uwagę to, że na takim wydarzeniu stan wilgotności odzieży zmienia się wyjątkowo szybko, po prostu uważał, że machanie wiosłem na lewo i prawo jest wyjątkowo niekulturalne.
    - Zresztą, mniejsza. Długo tutaj dryfować wspólnie nie będziemy.
    Zrezygnował z kłótni, wracając wzrokiem do obserwowania pań.

    Wynik rzutu: 2

    Andrew Walker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (L/P) Stoisz na rozwidleniu. Jeśli wylosowałeś 2, po chwili namysłu decydujesz się płynąć w prawo (prawe 1). Rzuć kością K4 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła: #d4 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 2

      Usuń
  12. Scott, Cesar, Ferran

    Prawie, prawie! wypuściła z wrażenia swoje wiosło! Dopiero narobiłaby sobie problemów na samym początku, ale chyba każdy wybaczyłby jej to chwilowe gapiostwo.
    Zerwali? Scott i Kat? Kiedy, dlaczego i czemu ona nie miała o tym najmniejszego pojęcia skoro były kuzynkami i z reguły mówiły sobie wszystko niczym rodzone siostry?! Faktycznie, jakby się nad tym zastanowić, to Paris spędzała więcej czasu w pracy i nawet jak Viv wpadała na herbatę do ciotki, to kuzynka zwykle spała na górze… lub raczej się tam ukrywała. Tak ją to zaskoczyło, że ledwie zdążyła krzyknąć za odpływającym Scottem.
    — Hej, Finlay! Poczek… — Już chciała ruszyć w pogoń za nim i przez resztę drogi wypytywać go, o co im poszło tym razem, ale nic z tego. Niefortunnie ruszyła wiosłem nie w tę stronę, co powinna i kajak zamiast w lewo popłynął w prawo. Próby manewrowania przez Calderona tak, żeby się nie zderzyli też jej nie pomogły. Obejrzała się więc tylko za siebie bezradnie, wzdychając głośno, gdy zobaczyła, że i Cesar popłynął w przeciwnym kierunku!
    — Ah, do diabła — mruknęła pod nosem, ciągle spoglądając przez ramię, co było o tyle niebezpieczne, że rzeka była wąska, a przed nią i za nią tłoczyły się już inne kanu. Wszyscy chcieli pozwiedzać okoliczne tereny, przez co nie było nawet mowy o próbie zawrócenia kanu i popłynięcia przez chwilę pod prąd.
    — Nie zgub się tylko po drodze! — krzyknęła więc tylko po raz ostatni do Cesara, którego nawet już nie widziała przez gęsty las. Wątpiła czy nawet ją usłyszy, ale to by było tyle, jeśli chodzi o jej szansę na bardzo przypadkowe i niewinne spędzenie razem kolejnego popołudnia.
    — I po co się tak starać dla facetów — mruknęła pod nosem, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że tuż za nią płynie jeden z przedstawicieli płci męskiej i jakby na złość próbuje ją wywrócić. Uderzenie w tył kanu sprawiło, że obróciła się trochę i gdyby nie szybki manewr wiosłem pewnie wylądowała w mule przy brzegu.
    — Co jest dzisiaj z Wami?! — rzuciła, zerkając w tył na leśniczego, któremu chyba naprawdę zależało na wyprzedzeniu jej na chyba najwęższym miejscu tej rzeki.

    Wynik rzutu: 3

    Vivian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (1) Jeśli wylosowałeś 3, przepływasz obok łosia, skubiącego trawę (1.2). Zwierzak w popłochu zrywa się do ucieczki, uderzając kopytami o Twój kajak. W wyniku tego lądujesz na moment w wodzie, a następnie, już siedząc w kajaku, w prawej odnodze rzeki (7). Rzuć kością K2 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła: #d2 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 3

      Usuń
  13. Andrew, Vivian:

    Chwycił mocno wiosło i rozłożył nogi na dnie kajaka, chcąc złapać stabilny środek ciężkości. Słowa pisarza dotarły do niego po chwili, dlatego niechętnie zwrócił uwagę w stronę mężczyzny.
    — Mam nadzieję — odparł na zdanie dotyczącego wspólnego dryfowania i odepchnął się wiosłem od tafli wody, obierając azymut w kierunku prawego rozwidlenia, bo do niego miał po drodze.
    Wychylił się z kajakiem w przód, przed kanu pisarza, i spojrzał w lewą stronę, na dryfujący kajak Scotta, który sprawnie wypłynął w lewe rozwidlenie, a także na pozycję Polly, towarzyszącego jej aktualnie Calderona i zbliżającą się do prawej strony Amondhall. Machnął kilkakrotnie wiosłem, by wyprzedzić kajak Vivian, jednak te kilka sekund poświęcone na starcie sprawiło, że dziób jego łodzi wbił się w rufę kajaku panny Amondhall. Zamierzał uniknąć zderzenia, a wyszło jak zwykle inaczej. Przeklął niby w myślach, choć w gruncie rzeczy pod nosem.
    — To nie ja mam klapki na oczach — powiedział chłodno, po czym złapał ręką rufę jej kajaku i pchnął lekko w taki sposób, aby kanu kobiety obrócił się zgodnie z nurtem rzeki. Sam także odpłynął pod przeciwną linię brzegową, jednak koryto było na tyle wąskie, że prąd rzeki automatycznie spychał kajaki ku sobie, do środka.

    Wynik rzutu: 3

    Ferran Kayser

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (1) Jeśli wylosowałeś 3, przepływasz obok łosia, skubiącego trawę (1.2). Zwierzak w popłochu zrywa się do ucieczki, uderzając kopytami o Twój kajak. W wyniku tego lądujesz na moment w wodzie, a następnie, już siedząc w kajaku, w prawej odnodze rzeki (7). Rzuć kością K2 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła: #d2 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 3

      Usuń
  14. Cesar, Scott

    Po tym jak pochlapała mężczyznę, zaczęła wiosłować nieco ostrożniej, starając się stosować do jego rady. Faktycznie, pomogło. Nie dość, że nie tworzyła już wokół mini deszczu, to jeszcze zaczęła szybciej posuwać się do przodu. Coraz szybciej i szybciej. Udało się jej nawet wyprzedzić swoją ofiarę, która w czasie gdy ona walczyła z wiosłem zdążyła odpłynąć trochę dalej.
    - Zdradziłeś mi swój sekret, więc teraz możemy… - chciała dokończyć, że mogą się ścigać, jednak kolejne rozwidlenie ich rozdzieliło. Prąd zniósł ją na prawo, a jego z kolei na lewo. Trudno. Znajdzie sobie kolejnego rywala. Tamtemu mężczyźnie posłała jedynie wesoły uśmiech.
    Zaczynała wpływać do lasu. Robiło się ciemniej i jakby mroczniej. Choć w niektórych miejscach wciąż było widać przebłyski słońca, to korony drzew nadawały temu miejscu niesamowity charakter. Widok tak ją pochłoną, że na chwilę zapomniała, że wiosłuje. Ta chwila wystarczyła, by dobić do innego kajaku. Jak się okazało, był to kajak jej poprzedniego rozmówcy, który mocował się z wiosłem.
    - Pomóc jakoś? – spytała z uśmiechem na ustach.
    Odbiła się od brzegu, na który ją zniosło, by znaleźć się bliżej ugrzęźniętego wiosła i wtedy… okazało się, że jej narzędzie także utknęło. Skrzywiła się, widząc to, po czym pokręciła z niedowierzaniem głową.
    - Chyba nie mamy dzisiaj szczęścia – stwierdziła, zerkając na ich wiosła. Wyraźnie pechowe miejsce. - Nadal wierzysz w to, że uda nam się przeżyć? - uniosła lekko jedną brew i uśmiechnęła się do niego bezradnie.

    Wynik rzutu: 2

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (2) Dopływasz do miejsca, o którym kiedyś już słyszałeś od miejscowych dziadków. Mówią, że opłynięcie pętli rzeki przynosi szczęście. Jeśli wylosowałeś 2, przepływasz przez pętle (3) i zaczynasz czuć zmęczenie przy rozwidleniu (2). Rzuć kością K2 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła: #d2 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 4

      Usuń
  15. Ferran (bo jest na nią skazany)

    Wywróciła wymownie oczami, czego z reguły starała się nie robić w towarzystwie. Czasami jednak sytuacja wymuszała u niej dziecinne reakcje, a teraz wprost nie mogła się przed tym powstrzymać. Ona, z klapkami na oczach! Dobre sobie. Gdyby faktycznie była zaślepiona, to pomimo niesprzyjającego prądu rzeki i innych kajaków płynących za nią zdecydowałaby się jednak zawrócić i popłynąć za Cesarem, a tak? Machnęła ręką (lub raczej wiosłem) i dała się ponieść nurtowi.
    — Nie przesadzaj, Ferran, jeszcze nie zwariowałam — zapewniła go, zerkając w bok, gdy kanu leśniczego ponownie niebezpiecznie zbliżyło się do jej. Tym razem była czujna i sama odbiła lekko w lewo, ale chyba zbyt energicznie machnęła przy okazji wiosłem, bo dwie sekundy później usłyszała tylko ryk zwierzęcia, poczuła uderzenie w tył jej kanu i była już… w rzece. W cholernej, zimnej rzece!
    Prychając wodą, udało jej się sprawnie przechylić z powrotem i wypłynąć na powierzchnię. W perspektywie jednak tego, co zobaczyła po przetarciu mokrych oczu ręką to było jednak nic. Dawno nie miała okazji już widzieć łosia, tym bardziej nie takiego wystraszonego, który kręcił się przy brzegu. Odruchowo chwyciła za wiosło i po ponownym znalezieniu się w kanu, zadrżała tylko z zimna. Po raz kolejny była przemoczona do suchej nitki, ale teraz temperatura wody nie była przy najmniej grubo na minusie.
    Słysząc za sobą głośny chlupot, nawet nie musiała sprawdzać, co też właśnie przytrafiło się leśniczemu.
    — Co… za… gł-głupota — jęknęła, trzęsąc się nadal, gdy chwytała lodowatymi palcami za wiosło i trochę skręcała, próbując zatrzymać swoje kanu i pomóc jakoś Ferranowi, ale nic jej z tego nie wyszło. Prąd rzeki był silniejszy i pociągnął ją do kolejnego rozwidlenia.

    Wynik rzutu: 1

    Vivian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (7) Jeśli wylosowałeś 1, mokry od wypadku, wyciskasz wodę z ubrania. W tym czasie wiosło ześlizguje Ci się z kolan i ląduje w wodzie. Na szczęście masz zapasowe, więc udaje Ci się dopłynąć do rozwidlenia (9). Rzuć kością K2 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła: #d2 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 4

      Usuń
  16. Głodny kot, Andrew:

    Mathilde bardzo chciała wziąć udział w spływie kajakowym, ale pech chciał, że akurat w drodze do potoku, w którym stacjonowały już kajaki, natknęła się na głodnego kota. Chociaż bardzo lubiła im pomagać, a ich przeciągłe mruczenie pełne podziękowania, wprawiało ją w pozytywny nastrój, dzisiaj jej się wyjątkowo śpieszyło. Kot jednak nie wybierał czasu potrzebowania pomocy, a zwyczajnie los mu zgotował taki los, więc i Mathilde ugięła się wobec tak silnej siły natury, żeby zatrzymać się i wspomóc puchatego persa.
    Spóźniona pojawiła się na brzegu. Nie do końca pewna jak powinno się wchodzić do kajaka, stanęła na krawędzi, zaglądając z niepewnością, ale też dozą zaciekawienia do środka jednej z ostatnich „lódek”. Nie brała nigdy udziału w spływie kajakowym, dlatego nie wiedziała, że nie można stawać na nim jedną nogę, bez podtrzymania się, odpychając się jednocześnie drugą od lądu. Zanim się obejrzała, burta oddaliła się od niej na sporą odległość, tak, że pozostawiona była w wielkim rozkroku i zastanowieniu. Miała dwie opcje, albo wywrócić się na brzeg, albo do kajaka. Jako, że jednak jej chęci wzięcia udziału w zabawie były większe niż strach przed zmoczeniem się, ostatecznie przewróciła się, wpadając na kolanach do środka kajaka. Ten zachwiał się niebezpiecznie, przez moment wahając się nad przyjęciem swojego gościa, aż w końcu jednak musiał uznać urokliwą blondynkę za godne towarzystwo, bo ustabilizował się. W czas, żeby Tilly mogła się wygramolić ze środka i ułożyć odpowiednio w miejscu, a następnie dryfując, znaleźć się zaraz obok jednego z uczestników zabawy. Mężczyzna pozostawał w miejscu, ze wzrokiem utkwionym przed siebie. W typowo kontemplacyjnym nastroju, zdaniem Mathilde, która sama zapatrzyła się na ten obrazek.
    — Czy… wszystko w porządku? — zawahała się, w końcu uznając to za podejrzane i niepokojące, że nieznajomy stoi w miejscu, chociaż wszyscy już dawno wypłynęli. Cóż… miała kurs pierwszej pomocy i dyplom z pielęgniarstwa, mogła pomóc.

    Wynik rzutu nr 1: 2

    Mathilde "Tilly" Delaney

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (L/P) Stoisz na rozwidleniu. Jeśli wylosowałeś 2, po chwili namysłu decydujesz się płynąć w prawo (prawe 1). Rzuć kością K4 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła: #d4 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 2

      Usuń
  17. Mathilde:

    Zaskakujące z jak sporą dozą empatii Mathilde traktowała wszystkich wokół, gdy tak naprawdę pierwszą osobą wymagającą cudzej pomocy była ona sama. Borykając się z problemem zajęcia kajaku wyglądała wyjątkowo czarująco w całej swojej nieporadności. Na nieszczęście Andrew, nie mógł on tego zaobserwować, jako że uparcie i niezmiennie wpatrywał się w dal – w miejsce, gdzie reszta kajaków zniknęła za rozwidleniem. Pozostał tylko on i spóźniona acz rozgrzeszona przez swój urok osobisty kobieta, o której obecności przekonał się dopiero w momencie, gdy odezwała się do niego.
    — W jak najlepszym... — odpowiedział pewnie, prostując się niemal majestatycznie w kajaku. Niemal, bo kanu nie znało pojęcia „majestatycznie”, więc gdy tylko poruszył się w jego wnętrzu, dziób zarządził odwrót, co absolutnie zepsuło cały efekt. Choć w towarzystwie blondynki wciąż musiał uchodzić za ekspert prowadzeniu wszelkich „łajb”, bo w przeciwieństwie do niej, przynajmniej nie dryfował wprost na stłuczkę.
    — Ale zaraz... — za późno. Przed zderzeniem udało mu się jedynie wyprostować wiosło, ustawiając je wzdłuż kadłuba, co zapobiegło niepotrzebnej tragedii, np. wybiciu zębów nowej koleżance. Nie uchroniło go to jednak przed innymi skutkami: prawa burta kobiety uderzyła w niego, powodując wyraźne zachwianie obu kajaków. W ostatnim, zdrowym odruchu przysunął ją do siebie bliżej, by siłą dwóch rozbujanych w przeciwnych kierunkach kanu doprowadzić do stopniowego wyciszenia wahań.
    — Uff... pierwszy kryzys zażegnany — mówiąc to, nawet nie zwrócił uwagi na to, że prąd zniósł ich w prawą odnogę rzeki. Można rzec, że chęć pomocy jej i sobie, zarządziła kierunkiem trasy.

    Wynik rzutu: 1

    Andrew Walker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (1) Jeśli wylosowałeś 1, drogę zagradza ci misiek, łowiący pstrągi (1.1). Gdy dopływasz do niego, niedźwiedź robi się agresywny. Po starciu z nim płyniesz dalej i trafiasz do kolejnego rozwidlenia (2). Rzuć kością K3 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu. Rzuć dodatkowo kością K5 według podanej niżej formuły i podaj wynik, żeby zdecydować, co stało się z niedźwiedziem. Wynik rzutu parzysty: uciekł po spotkaniu z Tobą. Wynik rzutu nieparzysty: nie udało Ci się go przegonić.

      Formuła:
      #d3 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 3

      Formuła na niedźwiedzia:
      #d5 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut bonusowy.

      Usuń
  18. Wychodzi na to, że Vivian:

    Chcąc skupić się na rejsie, nie ciągnął już dalej tematu i zamilkł, wiosłując raz po raz, coby nie uderzyć w kajak Vivian i odpowiednio kierować kadłubem. Brzegi koryta ściśle graniczyły z rzeką; mogłoby się wydawać, że przy nieco większej fali woda wydostaje się na leśne runo i zalewa pobliski teren. Kayser znał tutejsze zakątki, ale ilekroć się pojawiał w okolicach, to widok ten podobał mu się za każdym razem tak samo.
    Oderwawszy spojrzenie ze ściany lasu, obrócił lekko głowę i nawet nie zdążył kontrolnie sprawdzić pozycji Vivian, płynącej przed nim, bo ogromny łoś strzelił z kopyta kajak kobiety z taką siłą, że Vivian obróciła się niemalże do góry nogami. Z zamiarem pomocy, machnął kilkakrotnie wiosłem, by dopłynąć do kobiety, jednak łoś raz jeszcze wypchnął swe kończyny, uderzając tym razem w kanu Kaysera. Mężczyzna wylądował więc w zimnej rzece, której prąd ściągał go w pobliskie chaszcze razem z całym arsenałem. Na szczęście grunt okazał się wyczuwalny, więc Ferran obrócił kajak i wgramolił się do niego, przemoczony do ostatniej, suchej nitki.
    — Cholera jasna — żachnął się, wściubiając palce we włosy i zaczesując mokry fryz do tyłu, by woda nie spływała mu do oczu. Usiadł wygodnie i złapał wiosło, którym odepchnął się od grząskiego gruntu, wypływając tym samym z objęć wysokiej trawy. Nurt ciągnął go tuż za Vivian, w prawą odnogę rzeki.

    Wynik rzutu: 2

    Ferran Kayser

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (7) Jeśli wylosowałeś 2, zdecydowałeś się skręcić w prawą odnogę rzeki. Wycieczka kończy się spotkaniem z bobrem (7.1), który zatamował Ci drogę. Jesteś zmuszony zawrócić i podążać główną trasą aż do rozwidlenia (9). Rzuć kością K2 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła: #d2 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 4

      Usuń
  19. Wiewiórka, wszyscy i nikt:

    Posłał nieznajomej wesoły uśmiech, po czym każde z nich popłynęło w zupełnie inne koryto. Rozejrzał się dookoła – wychodziło na to, że obrał ten azymut jako jedyny, ale nie odczuwał z tego względu żadnych obaw. Zbyt dużo pływał w swoim życiu, i za dużo razy ugrzązł na środku wód, by lękać się ewentualnych niedogodności. Zresztą, w prawej odnodze rzeki nurt był wyjątkowo spokojny. Po prawej, jak i lewej stronie, drzewa zagęszczały się, tworząc piękny las, a niewielkie pagórki malowały przed oczyma miły dla oka obraz. Słychać było ćwierkanie ptaków i cichy szum wiatru, który przedzierał się pomiędzy gałęziami.
    Wodząc spojrzeniem po ścianie lasu, na jednym z drzew zauważył wiewiórkę, która nagle wskoczyła mu prosto do kajaka! Aż podskoczył niespodziewanie i wypuścił z rąk wiosło, które spoczęło przed nim na łodzi, gdy mała istota schowała się w biurze, w której siedział.
    Lekko zdezorientowany, próbował zajrzeć do środka; czuł, jak kita zwierzaka muska jego odkryte kostki, ale poruszanie nogą nic nie dawało. Wsunął więc ręce w otwór i wyciągnął wiewiórkę razem z torbą, w której miał schowane między innymi orzechy laskowe, w ramach przekąski.
    — Tylko mnie nie zjedz przypadkiem — rzekł do futrzaka i pozostawiwszy go na własnych udach razem z orzechami, złapał za wiosła, by dalej manewrować kajakiem. Momentami nurt rzeki bywał wyjątkowo kapryśny.

    Wynik rzutu: 2
    Wynik rzutu bonusowego: 4

    Cesar Calderon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (2) Dopływasz do miejsca, o którym kiedyś już słyszałeś od miejscowych dziadków. Mówią, że opłynięcie pętli rzeki przynosi szczęście. Jeśli wylosowałeś 2, przepływasz przez pętle (3) i zaczynasz czuć zmęczenie przy rozwidleniu (2). Rzuć kością K2 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła: #d2 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 4

      Usuń
    2. Dodatkowa informacja: Brawo! Udało Ci się oswoić wiewiórkę. Będzie Ci ona towarzyszyć przez resztę trasy.

      Jeśli wspomnisz o tym wydarzeniu w wątku prywatnym, zdobędziesz dodatkową ikonkę: Skaczący z wiewiórkami.

      Usuń
  20. Polly:

    Nie upłynął daleko, gdy prąd rzeki zaczął znosić go w stronę brzegu. Kanu było zbyt lekkie, by podołać siłom natury, a on niedostatecznie wprawiony „w boju”, by zauważyć, że właśnie zbliża się w stronę gęsto rozpostartych przed nim chaszczy. Nim zdążył zapobiec wpłynięciu w zgliszcza liści i gałęzi, było już za późno na jakiekolwiek dodatkowe manewry. Wiedział, że gwałtowne poruszenie w kadłubie grozi niemal natychmiastową wywrotką, więc starał się tego uniknąć. Indiańskie kajaki były wyjątkowo zwrotne, ale przy tym, wyjątkowo zwodnicze, co oznaczało, że nie należało zgrywać bohatera poprzez dynamiczne ruchy. Jedyną jego myślą ratunkową było więc użycie wiosła.
    Chcąc odepchnąć się od brzegu, a przy tym oddalić od niebezpieczeństwa, oparł się piórem o trawiasto-krzaczasty gąszcz. Nie sądził jednak, że wiosło wejdzie aż tak gładko między odgałęzienia. Próbował je wyszarpnąć, ale to działanie tylko pogorszyło sprawę. Kij wszedł aż po trzon, zawężając pole działania Scotta do absolutnego minimum, aż w końcu – co najbardziej przykre – zmuszając go do odpuszczenia. Jeśli nie chciał wylądować w wodzie, musiał puścić mankiet, pozwalając wiosłu zatonąć.
    — Lepiej już tego nie rusza... — nie zdążył dokończyć zdania, gdy dziewczyna wcisnęła pióro dokładnie w miejsce, w którym wcześniej utknął jego własny przyrząd. Katastrofa była im pisana.
    — Nam tak, naszym wiosłom niekoniecznie.
    Pierwsze z nich, należące do Scotta, właśnie zrobiło głośne PLUM! upadając w wodę, złowieszczo przy tym zabulgotało, by ostatecznie zniknąć w toni. Scott zaśmiał się, obserwując tę być może wcale nie śmieszną, ale za to wyjątkowo ironiczną scenę. Sam chwilę temu przekonywał siebie, że nic złego mu się dziś nie stanie, ale najwyraźniej nie znał swoich możliwości knocenia pewnych spraw.
    — Wiesz co? Proponuję po prostu wyciągnąć zapasowy sprzęt i pilnować go jak oka w głowie.
    To mówiąc, faktycznie nachylił się nad swoim kajakiem, wygrzebując spomiędzy nóg suchutkie, gotowe do podróży wiosło.

    Wynik rzutu: 1

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (2) Dopływasz do miejsca, o którym kiedyś już słyszałeś od miejscowych dziadków. Mówią, że opłynięcie pętli rzeki przynosi szczęście. Jeśli wylosowałeś 1, prąd wody wymusza na Tobie płynięcie naprzód przy tym i następnym rozwidleniu. Ostatecznie, stojąc na rozwidleniu (5), musisz zdecydować czy wpłynąć w wąską odnogę (5.1), czy zostać na trasie głównej. Rzuć kością K2 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła:
      #d2 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 4

      Usuń
  21. Mathilde, Andrew:

    Timothy nie uznawał pierwszeństwa zegarka nad własną potrzebą snu. Po nocce na stacji benzynowej był tak wycieńczony, że pierwszy sygnał budzika został zignorowany nie tylko przez jego ciało, ale również świadomość — najzwyczajniej w świecie nie usłyszał sygnału. Dopiero drugi, rozdzierający ciszę dźwięk alarmowy zdołał go nieco rozbudzić. Z czego oczywiście nie był zadowolony. Jako osoba młoda, ledwie dwudziestoletnia, uważał, że każda minuta niewyspania to minuta stracona, dlatego też długo zajęło mu przekonanie siebie i swojego organizmu, że powinien w końcu wygramolić się z ciepłej pościeli. W efekcie, gdy stanął nad brzegiem rzeki, dochodziła już godzina 16:00. Niemal wszyscy zdążyli już wypłynąć z punktu startowego i tylko Mathilde, miejscowa gapa, jak zawsze opóźniała start, pociągając za sobą nieznanego mu mężczyznę. Zignorował ich jednak, jak gdyby nigdy nic wchodząc do jednego z ostatnich wolnych kanu. Wciąż liczył na to, że być może uda mu się kogoś dogonić, dlatego też nie planował dołączać do ratowania nieporadnych blondynek (myśląc o tym wcale nie spojrzał wymownie na panienkę Delaney).

    Wynik rzutu: 2

    Timothy Wheeler

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (L/P) Stoisz na rozwidleniu. Jeśli wylosowałeś 2, po chwili namysłu decydujesz się płynąć w prawo (prawe 1). Rzuć kością K4 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła:
      #d4 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 2

      Usuń
  22. Mathilde, Andrew:

    Wyminął pisarzynę oraz panienkę Delaney bez żadnego „Cześć!”, ani „Jak się macie?”, choć o dziwo nie wynikało to z jego braku kultury. Mathilde, wbrew wszelkim jej odchyłom, a ściślej mówiąc: wbrew braku asertywności, nawet lubił. Była wyjątkowo koleżeńska i nie raz pomogła mu z opatrywaniem ran, więc nie starał się być wobec niej oschły, czy niemiły. Po prostu wyszedł z założenia, że ona i facet i tak pewnie są zajęci sobą, a nie miał w zwyczaju wpychać się na trzeciego do „rozmowy”. Takim oto sposobem z łatwością zdecydował, że najlepszą opcją będzie nadgonienie pozostałych w pojedynkę. Stojąc na rozwidleniu machnął kilkukrotnie wiosłem, wybierając prawą odnogę. Woda ściekała strumieniem po piórze, gdy podnosił je nad powierzchnię wody, a pojedyncze krople wody, z racji żywego prowadzenia wiosłem, ściekały na rękaw Timothy’ego. Zupełnie się tym nie przejmował, prując do przodu w nadziei na ciekawsze towarzystwo, niż jedynie świergot ptaków, czających się w koronach drzew.

    Wynik rzutu: 3

    Timothy Wheeler

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (1) Jeśli wylosowałeś 3, przepływasz obok łosia, skubiącego trawę (1.2). Zwierzak w popłochu zrywa się do ucieczki, uderzając kopytami o Twój kajak. W wyniku tego lądujesz na moment w wodzie, a następnie, już siedząc w kajaku, w prawej odnodze rzeki (7). Rzuć kością K2 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła:
      #d2 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 3

      Usuń
  23. Łosiek:

    Prując do przodu niczym messerschmitt w nadwodnej odsłonie sam prosił się o manto. Nie tylko nie zauważył, kiedy na nadbrzeżu pojawił się dorodny łoś, ale również nie zwolnił, gdy owego osobnika mijał. Wiosło, wciąż wprawione w ruch, śmignęło tuż obok ucha nieszczęsnego czworonoga, co skończyło się niefortunnie dla obu stron. Zwierzak bowiem, już wcześniej spłoszony przez innych uczestników zabawy, nie potrzebował wiele, by zareagować nagłą paniką. Ruch przy jego wrażliwym uchu wystarczył, by ze stanu nasłuchującego, przeszedł w automatyczną ucieczkę. Pech chciał, że podczas niej, jego twarde jak skała kopyta uderzyły o rufę kanu, nie tylko obracając kierunek steru, ale również zrzucając z kajaku Timothy’ego. Nie miał czasu zareagować, zdążył jedynie wrzucić wiosło do wnętrza kajaku, by nie utonęło wraz z nim.
    Szczerze powiedziawszy nie spodziewał się takiego rozwoju akcji. Zaatakowany od tyłu, nawet nie wiedział, że spłoszył nieszczęsnego domownika lasu. Dopiero gdy krztusząc się i plując wodą, wynurzył się nad powierzchnię, dostrzegł zadek uciekającego łośka.
    — O Ty, dziadu! — Był już gotowy rzucić w nim kamieniem, glonem, gałęzią, czy czymkolwiek innym, gdy dotarło do niego, że nie jest to najlepsza strategia na dokończenie spływu. Kiedy on zastanawiał się nad tym, jak uprzykrzyć życie zwierzakowi, jego kanu zaczęło się oddalać, co nie zwiastowało dobrego końca. Czym prędzej podpłynął więc do burty, wprawnie, acz wciąż z niezadowoleniem wyrysowanym na twarzy, lądując w jego środku.
    — Niech to szlag...
    Wciąż wściekły na zaistniałą sytuację zaczął wyciskać dół bluzy z nadmiaru wody. Przez krótki, piękny moment odsłonił przy tym nienajgorzej zarysowany brzuch, choć dla całokształtu sytuacji było to absolutnie bez znaczenia. W końcu i tak nikt nie był w stanie uchwycić tego momentu. Nikt, bo do nikogo jeszcze nie dopłynął.
    — No to w drogę!
    Rzucił pokrzepiająco, ignorując wilgoć ubrań i ruszając żywo do przodu.

    Wynik rzutu: 2

    Timothy Wheeler

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (7) Jeśli wylosowałeś 2, zdecydowałeś się skręcić w prawą odnogę rzeki. Wycieczka kończy się spotkaniem z bobrem (7.1), który zatamował Ci drogę. Jesteś zmuszony zawrócić i podążać główną trasą aż do rozwidlenia (9). Rzuć kością K2 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła:
      #d2 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut nr 4

      Usuń
  24. Miejsce wydawało mu się znajome, jakby kiedyś już tu był, choć osobiście nigdy nie zapuszczał się w te rejony. Opowiadali mu bowiem o nim dziadkowie, gdy był jeszcze małym brzdącem, a na długie rejsy wybierał się najwyżej plastikowym statkiem po wannie. Wspominano mu mianowicie, że opłynięcie pętli przynosi szczęście – niby zwykły zabobon, jednak będąc w tym miejscu Cesar zadecydował, że da się ponieść pewnym legendom i, zgodnie z zabobonem zboczył, z głównego koryta, by opłynąć dość rozłożystą wysepkę.
    Nurt rzeki był w tym rejonie wyjątkowo silny, dlatego Calderon wkładał dużo siły w sterowanie kajakiem, by nie utknąć w wysokich zgliszczach, rosnących tuż przy suchym lądzie. Stopniowo zaczynał odczuwać bolące go ramiona i łopatki, na których spoczywał cały ciężar wiosłowania – nie sądził, że pętla okaże się tak długa, dlatego odetchnął, dopłynąwszy do znanego już sobie rozwidlenia. O dziwo, wiewiórka nie była jeszcze znudzona rejsem i wciąż towarzyszyła Cesarowi w kadłubie, skąd co chwilę kontrolnie wychylała swój szary łeb.
    Gdy prąd rzeczny zajął się napędzaniem kanu, Calderon postanowił sobie odetchnąć. Położył wiosło przed sobą, pozwalając mięśniom się rozluźnić, jednak wciąż był w gotowości, gdyby nagle kajak wpadł na jakiś korzeń, czy torujący rzekę pień.

    Wynik rzutu: 1

    Cesar Calderon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 2) Jeśli wylosowałeś 1, dopływając do początku pętli (2) tracisz orientację i zamiast kierować się główną trasą, znów wpływasz w pętle (3), pokonując ją kolejny raz (2). Rzuć kością K2 według podanej niżej formuły i podaj wynik rzutu w komentarzu.

      Formuła:
      #d2 #wydarzenie, spływ kajakowy, rzut bonusowy

      Usuń
  25. Przeszył go lekki dreszcz, gdy wiatr musnął wilgotną skórę i zupełnie przemoczone ubranie. Decyzję o skręceniu w prawą odnogę rzeki podjął tylko dlatego, że ta wydawała mu się mniej inwazyjna... i przez kilka kolejnych minut faktycznie taka właśnie była. Spokojna, cicha, bez żadnych nagłych skrętów. Nawet nurt wydawał się spokojniejszy, a ilekroć Kayser zaglądał w wodę, widział prześwitujący na dnie piasek. Było płytko – być może za płytko, bo w pewnym momencie Ferran poczuł, jak dziób kanu zaczyna zatrzymywać się na czymś wyjątkowo twardym... Aż w końcu uderza w drewnianą fasadę.
    Kanu zachwiał się niebezpiecznie, ale Ferran utrzymał równowagę,unikając kolejnej wywrotki.
    — No tak, jak zwykle, musiałyście pobudować się akurat tutaj.
    Westchnął ciężko, gdy kajak obrócił się i przywarł bokiem do bobrzej budowli. Przytrzymał się ręką żeremia i rozejrzał dookoła, by znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji. Pod prąd nawet nie próbował płynąć, bo nie miało to żadnego sensu, dlatego ostatecznie postanowił doczłapać się razem z kajakiem do brzegu. Początkowo na suchy ląd wyrzucił samo wiosło – później zabrał się za kajak, a że woda sięgała mu do klatki piersiowej, nie musiał borykać się z brakiem gruntu pod nogami. Wyciągnięcie łodzi zajęło mu jakieś kilkanaście minut, a odpoczynek na lądzie kolejne tyle. Teraz pozostało tylko przetransportować kajak do rozwidlenia i popłynąć tym razem w dobrą odnogę.
    Jak na złość, brzeg udekorowany był wysokim szuwarem i trzciną z nieco ostrymi liśćmi, które zostawiły kilka drobnych ran na jego dłoniach; do tego na plecach dźwigał ciężki kajak i wiosło, które co chwilę zahaczało się o gałęzie niższych drzew. Minęło dobre pół godziny, nim dotarł do rozwidlenia, wsiadł do kanu i był gotów do kontynuowania rejsu.
    Z nadzieją, że meta blisko.

    Wynik rzutu: 1

    Ferran Kayser

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (9) Jeśli wylosowałeś 1, dalsza część trasy przebiega bez większych przygód. Mokry docierasz do KAMIENNEGO BRZEGU (10). Zanim zaczniesz opisywać miejsce przystanku, poczekaj na komentarz MG.

      Formuła:
      #wydarzenie, spływ kajakowy, KAMIENNY BRZEG

      Usuń
  26. Timothy?

    Samotne podróżowanie nie było chyba dla niej… Mogło sprawdzać się w samolotach czy podczas wycieczek pociągami w odległe zakątki kraju, ale na pewno nie radziła sobie z samodzielnym wiosłowaniem kanu! Okazuje się, że chyba nie każde wydarzenie organizowane przez burmistrza kończyło się dla niej sukcesem.
    Drżąc z zimna, wyciągnęła ręce z rękawów kurtki. Płaszcz przeciwdeszczowy nie sprawdził się najlepiej podczas pływania. Całą bluzkę, podobnie zresztą jak i spodnie, miała mokrą. Wyciskanie z niej nadmiaru wody szło jej tak samo kiepsko, jak sterowanie kanu. Chwilowo dryfowała tylko na powierzchni rzeki, pozwalając prądowi ponieść ją tam, gdzie chciał. Tak była zajęta kichaniem i wyżynaniem tej nieszczęsnej bluzki, że nawet nie zauważyła kiedy leżące w poprzek wiosło zsunęło się do rzeki.
    — Ej, nie, nie, nie rób mi tego! — jęknęła, prawie jednocześnie kichając głośno, czym spowodowała nagły popłoch u ptaków podrywających się nagle z drzew. Temperatura wody może nie była minusowa, ale i tak Vivian czuła, że ta przygoda skończy się dla niej w łóżku.
    — A mogłaś zostawić to komuś doświadczonemu — wymruczała jeszcze pod nosem, wyciskając wodę ze swojego warkocza i trochę nieumiejętnie wyciągając zapasowe wiosło z kanu. Całe szczęście, że ktoś pomyślał i dał im zapasowy sprzęt, bo mogłaby tylko siedzieć w tej rzece i czekać aż prąd zepchnie ją na jakąś płyciznę!
    Tak była zajęta tym wszystkim, że prawie nie zauważyła, że tylko dobry refleks Timothy’ego uchronił go przed zderzeniem z jej wiosłem.
    — Ja… — zaczęła, ale zamiast skończyć po prostu znowu kichnęła.

    Wynik rzutu: 1

    Vivian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (9) Jeśli wylosowałeś 1, dalsza część trasy przebiega bez większych przygód. Mokry docierasz do KAMIENNEGO BRZEGU (10). Zanim zaczniesz opisywać miejsce przystanku, poczekaj na komentarz MG.

      Formuła: #wydarzenie, spływ kajakowy, KAMIENNY BRZEG

      Usuń
  27. Vivian:

    Machając pewnie wiosłami – niemal tak jakby przyrosły mu na stałe do ramion, stanowiąc nieodłączną jego część – Timothy znalazł się na rozwidleniu. Decyzja była niezwykle łatwa. Główną trasę znał, więc dla odmiany natychmiastowo skręcił w prawą odnogę. Ta droga była jedyną, której do tej pory nie zbadał w tej części lasu. Skąd mógł więc wiedzieć, że jest to środowisko leśnych szkodników i że napotka tam przeszkodę w postaci świeżo budowanej tamy? Jak pech, to pech. Wpierw łoś, potem, nie wiedząc skąd i po co, drogę zaszedł mu bóbr budowlaniec, który wyjątkowo skrupulatnie zajmował się swoją robotą. Mianowicie kiedy Wheeler pokonał kilkaset metrów wgłęb odgałęzienia, on kładł już ostatnie pniaczki w poprzek nurtu, co sprawiło, że Timothy nie tylko musiał zwolnić, ale również głowić się nad kolejną sprawą – w jaki sposób wrócić tą samą drogą pod prąd? Zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że więcej się namacha pagajami, niżeli przepłynie, dlatego też, w porywie inteligencji, dobił do brzegu, łapiąc za linkę pomocniczą. Kanu tym bardziej nie miał w planach taszczyć przy sobie, dlatego też postanowił potraktować je jak psiaka. Po prostu wyprowadził je „na spacer”, ciągnąc linę kajaku szlakiem wodnym, gdy sam szedł obok, nadbrzeżem. Wyglądało to nieco komicznie, ale przynajmniej stanowiło dobrą, mało wysiłkową strategię działania. W ten właśnie sposób dotarł do rozwidlenia, przy którym popełnił błąd i dopiero gdy miał absolutną pewność, że woda nie zniesie go z powrotem do prawej odnogi, wskoczył do Kanu, podążając głównym szlakiem przed siebie.
    Nie spodziewał się tylko, że gdy dopłynie do rozwidlenia, zamiast ludzkiej dłoni, powita go cudze wiosło. Uchylając się przed świszczącym mu obok ucha piórem poruszył się tak raptownie, że omal osiągnął punkt krytyczny przechyłu, gdy rozchybotane kanu zaczęło chylić się ku wodzie. Na szczęście nie brakowało mu energii i refleksu, co uchroniło go przed kolejną wycieczką na dnie rzeki.
    Nie był fanem podwodnych przestworzy.
    — Na zdrowie — skwitował tylko, bo szczerze mówiąc wyglądała tak żałośnie, że nawet on nie miał serca krytykować jej za gwałt na jego życie. Sam też zaliczył wpadkę do wody, co pewnie znacząco zaniżyło jego odporność, ale na szczęście jako typowy nastolatek był odporny na podobne wybryki.
    Tymczasem zatrzymał na moment bieg kanu, delikatnie, acz pewnie chwytając za burtę Vivian, by przybliżyć ją do siebie. Wiosło odłożył na ten czas w poprzek kajaka, tak, że w zasadzie oparte chwilowo o oba kadłuby leżało nie tylko przed jego nosem, ale również przed nosem panny Amondhall.
    — Chcesz popłynąć razem?
    Nie był pewien, czy dziewczyna ma jakieś zapasowe pagaje. Jeśli nie, to była to jedyna i niepowtarzalna okazja, by skorzystać z nikłych pokładów dżentelmeństwa Timothy’ego. Najwyraźniej zadowolony z dogonienia towarzystwa, służył pomocą.

    Wynik rzutu: 1

    Timothy Wheeler

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (9) Jeśli wylosowałeś 1, dalsza część trasy przebiega bez większych przygód. Mokry docierasz do KAMIENNEGO BRZEGU (10). Zanim zaczniesz opisywać miejsce przystanku, poczekaj na komentarz MG.

      Formuła: #wydarzenie, spływ kajakowy, KAMIENNY BRZEG

      Usuń
  28. Ferran, Vivian, Timothy:

    KAMIENNY BRZEG
    To miejsce idealne dla rozrywkowiczów. Wprawdzie ląd, pusty i skalisty, na pierwszy rzut oka nie wygląda specjalnie zachęcająco, niemniej jednak to tutaj właśnie starsza młodzież i studenci w trakcie roku akademickiego urządzają sobie huczne popijawy. To jedyne pełne przestrzeni miejsce, zdatne do rozpalenia zjawiskowego ogniska bez ryzyka spalenia lasu. Na dodatek mieści się z dala od oka nadopiekuńczych rodziców lub upierdliwych sąsiadów, a bliskość wody zapewnia sporo zabawy. Plotki głoszą, że każdy, kto choć raz nie pływał tutaj nago, nie zaznał uroków północno-kanadyjskiej młodości.

    { ZDJĘCIE }

    OdpowiedzUsuń
  29. Odetchnął z ulgą, gdy rzeka postanowiła okazać mu odrobinę dobroci i oszczędzić kolejnej wywrotki, czy pułapki w postaci bobrzej budowli. Miejsce, do którego dopływał, rysowało się gdzieś w jego wspomnieniach – był przekonany, że bywał w tych rejonach i się nie pomylił, bo gdy tylko jego oczom w całości ukazał się kamienny brzeg, do myśli napłynęła ostatnia popijawa, urządzona na zakończenie szkoły. Aż trudno uwierzyć, że od tamtego pamiętnego wieczoru minęło już niemalże piętnaście lat! Jeszcze wtedy Ferran był w stanie wleźć do wody nago.
    Z racji tego, że był już mokry, szybko poradził sobie z dobiciem do brzegu – zamoczył się po pas i wyciągnął kanu na suchy ląd. Dopiero, gdy stopy mężczyzny spoczęły na piasku, poczuł chłodniejszy wiaterek, muskający jego ciało; nie przeszkodziło to jednak w wygodnym uwaleniu się plackiem na brzegu i wlepieniu spojrzenia w błękitne niebo.
    Nie miał pojęcia co dalej, ale na wstępie chciał po prostu odpocząć.

    Ferran Kayser

    OdpowiedzUsuń
  30. Przez kolejne piętnaście minut rejsu był przekonany, że popłynął dalej, jednak w momencie, kiedy ujrzał to samo przełamane wpół drzewo, znacząco się zdziwił. Czy to jakieś deja vu, czy zaczął pływać w kółko? Sekundę później, zdążywszy się rozejrzeć, miał już pewną odpowiedź – zaczął pływać w kółko, i Bóg wie, czy nie utknie tu na dobre! Nie był bowiem pewien, czy pamięta, w którym momencie zaczyna się zjazd na pętle, aczkolwiek tym razem postanowił wytężyć ślepia i skupić się na rzece, coby popłynąć w odpowiednią odnogę.
    Ponowne opłynięcie pętli znów wymagało od Cesara dużo siły, dlatego nie wyobrażał sobie raz jeszcze płynąć tym rwącym nurtem rzeki. Choć prawda jest taka, że powinien mieć podwójne szczęście, skoro legenda głosiła, że opłynięcie pętli je przynosi.
    Przy rozwidleniu rozejrzał się uważnie, trzymając się przy okazji przeciwnej strony rzeki. Nie wiedział, jak długo potrwa jeszcze jego spływ, jednak pomimo psikusa bawił się naprawdę świetnie.

    Wynik rzutu: 1
    Cesar Calderon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 2) Wracając do miejsca przy początku pętli (2) prawie znowu mylisz drogę, tym razem jednak w porę orientujesz się w sytuacji i płyniesz dalej (5)!
      Jeśli wylosowałeś 1, wpływasz do odnogi popełniając błąd. Droga jest zbyt wąska, by przebić się kajakiem (5.1). Musisz wrócić do trasy głównej (5). Miejscami jest naprawdę niebezpiecznie. Włosy zaczepiają Ci się o gałęzie, gdy przebijasz się przez krzaki. Ostatecznie droga prowadzi Cię do OPUSZCZONEGO PORTU (6). Zanim zaczniesz opisywać miejsce przystanku, poczekaj na komentarz MG.

      Usuń
  31. Musiała chyba wyjątkowo kiepsko radzić sobie ze swoim kanu, skoro Timothy pokusił się o przytrzymanie jej marnego środku transportu i nawet zaszczycił ją czymś więcej niż tylko drobnym zauważeniem jej kiepskiej odporności.
    — Dzięki, chyba faktycznie przydałaby się mała pomoc — przyznała, wzdrygając się gdy tylko zimny podmuch wiatru otarł się o jej kark i przeniknął pod mokre ubranie. — Też zaliczyłeś wy... wywrotkę? — zapytała po tym, jak już udało jej się ponownie kichnąć. Na szczęście zdążyła zasłonić usta ręką, bo jeszcze przypadkowo posłałaby parę zarazków (i drobinek śliny) w kierunku swojego rycerza, a wtedy młody Timothy na pewno odepchnąłby jej kanu w drugą stronę, byleby tylko się jej pozbyć.
    — Dlaczego nie urządzili tej wycieczki miesiąc temu, jak było jeszcze ciepło? — zamarudziła jak na prawdziwą, zmarzniętą kobietę przystało. Zaraz jednak odetchnęła z ulgą widząc przy brzegu czyjeś kanu, co oznaczało, że chyba znajdowali się w miejscu, w którym można było chociaż na chwilę odpocząć.
    — Zatrzymajmy się, nigdzie dalej nie płynę.
    To nie była prośba. Nieważne, że wylądowali na jakimś pokrytym kamieniami brzegu. Chciała się wysuszyć, a wychodzące zza chmur słońce napawało ją nadzieją, że nie dostaną tutaj hipotermii.

    Vivian

    OdpowiedzUsuń
  32. Cesar:

    OPUSZCZONY PORT
    Opuszczony port to jeden z najbardziej surowych terenów Mount Cartier. Wprawdzie umiejscowiony obok malowniczego lasu wygląda urokliwie, ale sama rudera przy potoku nasuwa myśl o czyhających w niej duchach. Może to i lepiej, bo żywy człowiek nie zdecydowałby się wgramolić w pomieszczenie pełne kurzu, chrustu i pajęczyn. Nawet dzieci nie zapuszczają się w te tereny. Ba! Rodzice nawet im o nich nie wspominają, bojąc się o swoje pociechy. Legenda głosi, że raz na jakiś czas w starych, drewnianych ścianach szopy słychać rozpaczliwy skowyt, zbyt drapieżny jak na wilczą serenadę, dotąd jednak miasteczko nie dorobiło się osoby, która zbadałaby źródło owych dźwięków. Może będziesz pierwszy?

    { ZDJĘCIE }

    OdpowiedzUsuń
  33. Gdy zbliżając się do rozwidlenia – a w tym do odnogi, prowadzącej na pętlę – nurt rzeki znów ściągał go nie tam, gdzie trzeba, zaczął wiosłować coraz szybciej, by trzymać się jak najdalej od lewej strony rzeki. I naprawdę cudem udało mu się przepłynąć odnogę do pętli – wylądował tuż za nią w grząskim błotku, z którego na szczęście udało mu się bez szwanku wypchnąć.
    Zadowolenie szybko uciekło jednak z twarzy Calderona, bo kilka metrów dalej zaskoczyła go kolejna odnoga, która z każdym pokonanym metrem robiła się coraz węższa i węższa... Aż w końcu z rzeki zamieniła się w strumyk. O tyle dobrze, że wąskie koryto nie utrudniało zejścia z kanu, a podłoże okazało się wystarczająco zbite, bo dzięki temu na suchym lądzie znalazł się szybko. Otoczenie nie wyglądało jednak zbyt łaskawie.
    Towarzysząca mu wiewiórka wbiegła nagle w gąszcz chaszczy, jakby chcąc wskazać mu najsensowniejszą drogę, a choć ta wydawała się zupełnie nie do przejścia, Cesar wlazł w krzaki ciągnąc za sobą kajak. Przez kłębowisko gałęzi przedostawał się z trudem – ubrania zahaczały się o ostrzejsze pędy, nie wspominając już o włosach, których garstkę z pewnością na nich pozostawił. Kanu kilkakrotnie zaczepił się o suche gałęzie czeremchy, aczkolwiek dwa silne pociągnięcia wystarczyły, by wyciągnąć sprzęt z objęć dziesiątek poskręcanych ze sobą patyków.
    W połowie tej ciernistej drogi Calderon zwątpił w dobre intencje wiewiórki, dochodząc do wniosku, że sugerowanie się jej zwinnymi ruchami nie miało sensu, ale gdy tylko wydostał się na otwartą przestrzeń uznał swe słowa za błędne, bo szare stworzonko siedziało w przebijających przez gałęzie, promieniach słońca i... prawdopodobnie na niego czekało. Cokolwiek myślała sobie ta mała istotka, Cesar był jej w jakimś stopniu wdzięczny, nawet, jeśli znalazł się w opuszczonym porcie, o którym dawno temu wspominał mu ojciec i dziadek. Ci dwaj panowie poznali tereny na własnej skórze – Cesar znał je tylko z legend, aczkolwiek zbliżając się do drewnianej, ledwo trzymającej się kupy, chatki, poczuł nieprzyjemny klimat tego miejsca. Dookoła było cicho, możliwe, że aż za cicho. Niemniej jednak, Calderon pozostawił kajak na polanie i nieśpiesznie podążył w kierunku starego budynku. Wiewiórka dreptała tuż za nim.

    Cesar Calderon

    OdpowiedzUsuń
  34. Ferran, Vivian:

    — To te piekielne łośki. Ciężko się z nimi współpracuje — kwituje krótko, zrzucając całą odpowiedzialność na kopytne bestie. Przecież nie przyzna się otwarcie do tego, że sam przez swoją nieuwagę i pobłażliwość względem wszystkiego co się rusza, doprowadził do mokrego incydentu. Zresztą był zdania, że skoro już wylądował w wodzie, mógł wyciągnąć z tego jakąś lekcje: następnym razem zero zaufania do zwierzaków i większe skupienie na drodze nie tylko w samej rzece, ale też przy rzece.
    — I Ty tu mieszkasz? — zaśmiał się, zupełnie nie podzielając jej zdania odnośnie pogody. Jak na warunki Mount Cartier temperatura była całkiem wysoka — Jeszcze 20 kolejnych lat i może w końcu się zahartujesz — rzucił ciut uszczypliwie, popychając mocno jej kanu w stronę brzegu. Prąd wody na szczęście sprzyjał kierunkowi podróży, więc dziewczyna zaczęła samowolnie dryfować w stronę brzegu. — No, mała, jeszcze sto metrów i będziemy na miejscu.
    Jak powiedział, tak też się stało, wystarczyło parę minut na dotarcie do celu. Timmy, jako młody imprezowicz, doskonale znał to miejsce i osobiście uważał, że z mokrymi ubraniami nie mogli trafić lepiej. Przestrzenny, skalisty ląd nadawał się niemal idealnie na suszenie odzieży. Słońce docierało do brzegu z każdej strony, zagrzewając nieco zdrętwiałe od chłodu członki, a wiatr nie dokuczał aż tak bardzo, zatrzymując się na drzewach z drugiej strony zatoczki. Żeby jednak mimo wszystko nie katować koleżanki kolejną dawką wilgoci, samodzielnie zajął się dobiciem do brzegu. Wpierw wyskoczył z kanu, by wyciągać je na brzeg, a w następnej kolejności pomógł wygramolić się z kajaka dziewczynie. W tym celu w zasadzie wyniósł ją z kajaka na rękach, pozostawiając ją przez chwilę we własnych ramionach.
    — Przypomnij mi potem, że wyczerpałaś swój limit na uprzejmość w tym tygodniu.
    Chyba naprawdę oszalał, bo zamiast wyklinać w myślach na jej marudzenie, zaczął pocierać jej plecy dłonią dla rozgrzania kobiecego ciała. Bądź co bądź na wyziębieniu koleżanki mu nie zależało. Jakaś solidarność miejscowych musiała zaistnieć.
    — Patrz, a ten już się grzeje na słoneczku — dodał obojętnie, zerkając na Ferrana.

    Timothy Wheeler

    OdpowiedzUsuń
  35. Molly:

    Chciał powiedzieć do dziewczyny coś jeszcze, ale wiatr wzmagał na sile, a jego rozsądek podpowiadał mu, że warto przyspieszyć trochę tempo nadwodnej podróży, więc po prostu, upewniając się w tym, że dziewczyna włóczy się tuż za nim, ruszył do przodu. Wiosło zanurzało się cyklicznie na głębokość 30-stu centymetrów, drobne kropelki wodne lądowały na ramionach przy kolejnych, średniowprawionych, acz skutecznych ruchach kija, a on, zupełnie zrelaksowany, w końcu dotarł do uroczego rozwidlenia na skraju lasu. Nie liczył minut, wolał skupić się na widoku. Było tutaj harmonijnie, dziewiczo i spokojnie. Powietrze, przesycone zapachem iglicy, przyprawiało o przyjemne mrowienie w nozdrzach, z przyjemnością chłonął więc woń lasu. Wilgoć niosąca się od wody nie stanowiła dla niego żadnego problemu. Wprost uwielbiał pozostawać na łonie natury.
    Kiedyś słyszał już o tym miejscu. Najstarsi Indianie utrzymywali, że przepłynięcie przez niewielką pętle, powstałą na rzece, przynosi szczęście, zanim jednak Scott zdążył zdecydować o tym, by wpłynąć w lewą odnogę, prąd wybrał za niego. Nasilony u środka skrzyżowania, pchnął kanu ku głównej trasie, nie dając Finlayowi czasu na sprzeciw. Może nawet próbowałby zawrócić, gdyby nie chęć zdania się na los. Uśmiechnął się więc enigmatycznie pod nosem, pozwalając rzece dryfować nim aż do kolejnego rozwidlenia. Tylko od czasu do czasu wyrównywał kurs pojedynczymi ruchami wiosła.
     No, to gdzie teraz?  mruknął do siebie, widząc dwie drogi. Jedna z nich wąska i interesująca, ale druga szeroka i z pewnością bezpieczna.

    Wynik rzutu: 1

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (5) Jeśli wylosowałeś 1, wpływasz do odnogi popełniając błąd. Droga jest zbyt wąska, by przebić się kajakiem (5.1). Musisz wrócić do trasy głównej (5). Miejscami jest naprawdę niebezpiecznie. Włosy zaczepiają Ci się o gałęzie, gdy przebijasz się przez krzaki. Ostatecznie droga prowadzi Cię do OPUSZCZONEGO PORTU (6). Zanim zaczniesz opisywać miejsce przystanku, poczekaj na komentarz MG.

      Formuła:
      #wydarzenie, spływ kajakowy, OPUSZCZONY PORT

      Usuń
  36. Cesar:

    Tereny Opuszczonego Portu wyglądały mało zachęcająco. Tylko zieleń lasu ratowała to miejsce przed okrzyknięciem go lęgowiskiem zła.
    - Tylko spokojnie... - mruknął niepewnie, wychodząc na brzeg wyjątkowo ostrożnie. Jego zmysły natężyły się, głównie za sprawą widoku na lądzie. Szopa, rozłożona w kawałkach u podstaw, miejscami zwęglona, przynosiła myśli o najgorszym, a on… nie chciał kusić losu. Szacunek naturze się należał. Scott doskonale wiedział, że jeśli jakieś miejsce wygląda na niebezpieczne, to prawdopodobnie takie właśnie jest. Nie chciał sprowadzać na siebie niedźwiedziego gniewu, czy stać się pożywką dla wilków, a coś czuł, że jeśli to miejsce gości tutaj kogokolwiek, to właśnie te dwie grupy zwierzęcych osobników. Tymczasem zaczepił kanu o wystający pieniek przy lądzie, stąpając powoli i cicho ku głębi lądu. To wtedy też zauważył na brzegu mglistą sylwetkę. Na tle rozwalającej się chaty, w miejscu gdzie stęchłe drewno i niepokojąca głusza przyprawiała o niepokój, Calderon wyglądał jak duch. Dopiero baczne, trzydziestosekundowe obserwacje doprowadziły Scotta do konkluzji, że to nie mogą być omamy.
     Też masz wrażenie, że wcale nie tutaj mieliśmy trafić?  spytał konspiracyjnym szeptem, jakby obawiał się, że za zakłócanie spokoju, Matka Natura obdarzy ich kolejną, niepochlebną niespodzianką.

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
  37. Cesar:

    Zaryzykował. Wąska odnoga rzeki, ukryta za krzakami, wyglądała wyjątkowo kusząco. Nie chodziło o chęć doznania przygody, raczej o potrzebę zbadania terenu, o którym wcześniej nie miał zielonego pojęcia. Ostrożnie i powoli wpłynął więc kanu w lewe rozgałęzienie, licząc na to, że droga ta okaże choć trochę kształcąca. I tak w istocie było: nauczył się, czego następnym razem na pewno nie robić. Pakowanie się w nieznane było wyrazem niemałej odwagi lub jak kto woli, skrajnej głupoty. Droga okazała się niezdatna do przepływu. Nim pokonał następne 100 metrów, minęły długie minuty spędzone głównie na ratowaniu się przed ostrymi gałęziami i atakującymi oczy liśćmi, wciskającymi mu się natrętnie do oczu. Przebijając się przez któryś z kolei gąszcz zieleniny, zrezygnował więc z dalszej podróży. To po prostu nie miało sensu. Problem stanowiło także wycofanie się z tej wąskiej, zachwaszczonej rzeczki. Próbował niemal wszystkiego. Wpierw chciał wyjść na ląd i obrócić kanu już z brzegu. Pomysł skończył się jednak zakrwawioną kostką, zaczepioną o wyjątkowo upiorny pieniek. Następny sposób na rozwiązanie problemu to obrócenie kanu z poziomu rzeki. To skończyło się jednak rozerwaniem bluzy i utratą entuzjazmu co do dalszych prób obrócenia łajby. Nie dość, że uszkodził siebie, to jeszcze kanu. Porysowane z każdej burty nie prezentowało się już tak dobrze jak wcześniej. No Scott, będziesz miał co szlifować w domu. Całe szczęście, że był stolarzem, spaliłby się ze wstydu, gdyby musiał oddać kajak właścicielowi w tak niereprezentatywnym stanie. Miał więc plan wypolerować po powrocie drewno i dopiero wtedy oddać własność do tego poczciwego Indianina, który użyczył miastu swój sprzęt.
    — Ech, no! — Scott był trochę mniej cierpliwy od Cesara, nim koryto zaczęło się całkiem wypłycać, uparł się wrócić do rozwidlenia. Uderzając dziobem o błotnisty brzeg, jeden z nielicznych przestrzeni wyzbytych drzew, wyciągnął czółno na brzeg, obracając kajak w stronę przeciwną nurtowi. Na szczęście wąski, nieciekawy strumyk nie stanowił aż takiego problemu, jak gałęzie. Wprawdzie Scott trochę się namachał zanim dotarł do rozwidlenia, ale ostatecznie – a to liczyło się najbardziej – udało mu się przebić do skrzyżowania. Reszta trasy przebiegła pomyślnie, a on, zadowolony z odrobiny wolnej przestrzeni, w końcu mógł wygładzić dłonią włosy, poszarpane wcześniej przez gałęzie. Jego humor zmalał, gdy z uroczego zagajnika nagle trafił do samego centrum mrocznych fantazji.

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
  38. Cesar

    Tereny Opuszczonego Portu wyglądały mało zachęcająco. Tylko zieleń lasu ratowała to miejsce przed okrzyknięciem go lęgowiskiem zła.
    — Tylko spokojnie... — mruknął niepewnie, wychodząc na brzeg wyjątkowo ostrożnie. Jego zmysły natężyły się, głównie za sprawą widoku na lądzie. Szopa, rozłożona w kawałkach u podstaw, miejscami zwęglona, przynosiła myśli o najgorszym, a on… nie chciał kusić losu. Szacunek naturze się należał. Scott doskonale wiedział, że jeśli jakieś miejsce wygląda na niebezpieczne, to prawdopodobnie takie właśnie jest. Nie chciał sprowadzać na siebie niedźwiedziego gniewu, czy stać się pożywką dla wilków, a coś czuł, że jeśli to miejsce gości tutaj kogokolwiek, to właśnie te dwie grupy zwierzęcych osobników. Tymczasem zaczepił kanu o wystający pieniek przy lądzie, stąpając powoli i cicho ku głębi lądu. To wtedy też zauważył na brzegu mglistą sylwetkę. Na tle rozwalającej się chaty, w miejscu gdzie stęchłe drewno i niepokojąca głusza przyprawiała o niepokój, Calderon wyglądał jak duch. Dopiero baczne, trzydziestosekundowe obserwacje doprowadziły Scotta do konkluzji, że to nie mogą być omamy.
    — Też masz wrażenie, że wcale nie tutaj mieliśmy trafić? — spytał konspiracyjnym szeptem, jakby obawiał się, że za zakłócanie spokoju, Matka Natura obdarzy ich kolejną, niepochlebną niespodzianką.

    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
  39. W dalszej perspektywie czasu nie miał wolnej chwili na pogawędkę. W głowie świtała mu myśl o tym, by kontynuować te damsko-męską grę i swojego rodzaju XXI-wieczne rycerzykowanie, ale natura chciała od niego czegoś zupełnie innego. Kajak nabierał na prędkości, a on, niesiony przez silny prąd, dryfował razem z belą do przodu, pozostawiając Mathilde daleko z tyłu. Nie dość, że zostawił ją samą, bez ochrony, to i sam o własną nie zadbał, o czym dowiedział się w momencie, gdy dopłynął do jednego z rozgałęzień. Okazało się bowiem, że wpakował się wprost w leśny ekosystem. Gdzie pod EKOSYSTEMEM kryła się zadziwiająco postawna sylwetka niedźwiedzia-myśliwego, dokonującego dzikiego połowu. „Byle nie na mnie”, pomyślał, gdy w niewielkim oddaleniu od niego, rozpoczął mierną próbę odwrotu. Wiosło nie chciało słuchać, parę gwałtownych pchnięć wystraszyło tylko pstrągi, ale nie wystarczyło, by pokonać kierunek spływu. Nic więc dziwnego, że zamiast trzymać miśka na dystans, zaczął zbliżać się niebezpiecznie blisko niego. Leśna bestia, rozwścieczona ucieczką kolacji, warknęła ostrzegawczo, wymachując wielką, włochatą łapą. Jej oczy, bystre i dzikie, zwróciły się wrogo w kierunku kanu, a nastroszone futro zdawało się dodawać zwierzakowi objętości, wywołując u Andrew dreszcz emocji.
    Życie na krawędzi.
    Dopiero teraz poczuł, czym ono jest. Szczególnie, że srogi, „misiasty” mieszkaniec lasu nie miał w sobie nic z tych pluszowych zabawek w centurm. — No już, spływam stąd... — rzucił ostatecznie, nawet nie bawiąc się w próbę odstraszenia delikwenta. Był wielki, wściekły i piana właśnie zaczęła pienić mu się z ust. Ewidentny sygnał do ucieczki. Drew czym prędzej go wyminął, póki jeszcze mógł.


    Wynik rzutu: 1
    Bonus: 1

    Andrew Walker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (2) Jeśli wylosowałeś 1, źle wykonałeś manewr i wylądowałeś w chaszczach (3.1). Wydostanie się z nich kosztuje Cię wiele wysiłku. Tracisz rzut kością, a w następnej turze/komentarzu MUSISZ pojawić się na żółtej trasie (3).

      Formuła:
      #wydarzenie, spływ kajakowy, utrata rzutu nr 4

      Usuń
  40. Wysiłek i skupienie, włożone w ucieczkę wprawdzie odniosło pozytywny efekt - Andrew udało się zbiec przed wściekłym miśkiem, niestety niosło to za sobą kolejne konsekwencje. Ze względu na brak jakiegokolwiek zorientowania w terenie oraz przez wzgląd na ciągłe odwracanie się za plecy, by upewnić się, że nic mu już nie grozi, mężczyzna zrobił błąd. Niepoprawnie wykonany manewr nie tylko doprowadził do utraty sterowności, ale również skończył się spektakularnym wjazdem w chaszcze. Przy nagłym hamowaniu niemalże wypadł za burtę, w ostatnim mądrym odruchu łapiąc za krawędź wyżłobienia w kanu.
    - CHOLERA JASNA! - rzucił wściekle, nie mając siły na szarpanie się z przybrzeżnym gąszczem. Całą swoją energię wykorzystał na nierówną walkę z Panem Niedźwiedziem. To dlatego wydostanie się spod trawiastych pałąków zajęło mu tak długo.

    Wynik rzutu: utrata rzutu

    Andrew Walker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (3) Wydostając się z krzaków, zauważasz, że pogryzły Cię komary. Nie masz wielkiego wyboru, nie chcąc wracać do chaszczy w zalewie, przesz naprzód, docierając do DZIKIEJ ZATOKI (4). Zanim zaczniesz opisywać miejsce przystanku, poczekaj na komentarz MG.

      Formuła:
      #wydarzenie, spływ kajakowy, DZIKA ZATOKA

      Usuń
  41. Nim zdołał wykaraskać się z tarapatów, doświadczył kilku rzeczy. Spłynęło na niego oświecenie Nowojorczyka, podpowiadając mu, że następnym razem gdy postanowi brać udział w zabawach miasteczka, powinien się upewnić czy aby na pewno jest przygotowany na absolutnie każdą okoliczność, jak choćby na utknięcie w dziurze/chaszczach/klitce. Po drugie, powinien wcześniej pomyśleć o tym, by nie płynąć w pojedynkę, bo teraz, po tak zawirowanym dniu, szczerze mówiąc tracił ochotę na jakiekolwiek działania. Po trzecie, nie miał pojęcia, dlaczego nie spryskał się specyfikiem na komary. Nad wodą, było ich mnóstwo, a w zgliszczach jeszcze więcej, więc gdy tylko uporał się z upiornymi trawami, okazało się, że trwałym śladem jego nadszarpniętej dumy są bąble po ukąszeniach.
    I tak o to, pogryziony i nieukontentowany, trafił do samego centrum... niczego. Tak mu się przynajmniej wydawało.

    Andrew Walker

    OdpowiedzUsuń
  42. Andrew Walker:

    DZIKA ZATOKA
    Nieodwiedzana przez turystów część nadbrzeża, dla miejscowych stanowi idealne miejsce na rodzinny biwak. To tutaj, tuż nad rozległymi wodami zatoki, rozbijają swoje namioty mali i duzi, organizując wieczorne spotkania z instrumentami lub długie opowieści przy ognisku. Dzieciom i młodzieży miejsce to może z kolei kojarzyć się z wakacyjnymi koloniami, które od czasu do czasu urządza dla nich Dom Kultury ze wsparciem wolontariuszy. To wtedy najmłodsi poznają indiańskie rytuały, mountcartierowskie obyczaje i pradawne mity, powiązane z kulturą regionu. Uczą się również obcować z naturą, w tym doceniać równowagę tego miejsca.

    { ZDJĘCIE }

    OdpowiedzUsuń