A kiedy śnieg przestanie prószyć, to Monty na spacer ruszy.

Blog zawieszony

Po przeprowadzeniu ankiety większością głosów wygrała opcja zawieszenia bloga. Oznacza to, że autorzy mają możliwość dalszej gry i zapisów, ale administracja — za wyjątkiem wysyłania zaproszeń i wpisywania do listy bohaterów — nie będzie angażować się w życie bloga. Z tego samego powodu zakładka Organizacyjnie na czas zawieszenia bloga zostaje usunięta. Raz jeszcze dziękujemy za Waszą obecność i życzymy Wam wszystkiego, co najlepsze.

nie istnieję & latessa

Kalendarz

16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap I - link
01/05/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap II - link
02/05/17 Nowy nagłówek
17/09/17 Wydarzenie: Spływ kajakowy - link
02/02/17 Nowy szablon
14/02/17 Wydarzenie: Poczta walentynkowa - link

Zgliszcza, takie już prawo wyrastać z popiołów



Wesley Carter

17 X 1981  | STRAŻAK  | SPRZECZNOŚCI | BEZSENNE NOCE | MĘCZĄCE MIGRENY

      Nie trzeba śnić, aby ujrzeć płomień w obłoku. Kiedyś uważałeś, by przy wstawaniu z łóżka, twoja lewa noga jako pierwsza nie dotknęła podłogi. Wierzyłeś w te idiotyczne zabobony, nie przechodząc pod drabinami i wystrzegając się czarnych kotów. Wierzyłeś też w miłość od pierwszego wejrzenia, a kiedy w twoim życiu pojawiła się ona i bezpodstawnie wywróciła je do góry nogami, czułeś, że żyjesz. Później były tylko oczy, które zaszły łzami wskutek duszącego dymu, palące uczucie w gardle i oszałamiające krzyki, przywodzące na myśl rozszalały tłum na koncercie rockowego zespołu, który domagał się jego powrotu na scenę. Nie potrafiłeś odnaleźć się w przytłaczającej ciemności, a kiedy otworzyłeś oczy, słysząc nad uchem charakterystyczny dźwięk sprzętu, którego zadaniem było monitorowanie pracy twojego serca, zechciałeś umrzeć. Niespodziewany powrót do rodzinnego miasteczka nie ubiegł uwadze jego mieszkańcom, a plotkom nie było końca. Podobno roztrwonił cały majątek i wpadł w alkoholizm, nieustannie wdawał się w bójki i miał za sobą parę nieudanych prób samobójczych. A przecież nigdy nie był człowiekiem, który myślał o zakończeniu własnego życia. Stracił żonę, a przecież wcale nie wyglądał na kogoś, kto byłby pogrążony w dotkliwej rozpaczy. Co ukrywasz, pod słowami opierzonymi przesadną życzliwością i serdecznymi uśmiechami, którymi obdarowujesz każdą napotkaną osobę? Nikt nie wie, co tak naprawdę skrywa się pod grubą warstwą cierpkiego optymizmu, kiedy to w pełni poświęcasz się pracy, z dnia na dzień nienawidząc siebie coraz bardziej. Czy przestaniesz w końcu udawać, Wesley? Czy znów poczujesz, że żyjesz?



21 komentarzy:

  1. [Jak myślisz, że wątek roztopi ból w sercu sprzed paru minut - to się mylisz! :D]

    Elizabeth

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć! Krótko, ale dużo można się dowiedzieć z karty o życiu tegoż pana. Trochę mało w nim kolorów, choć całe szczęście, że Wesley potrafi się jeszcze uśmiechać, bo Fassbenderowi z uśmiechem do twarzy. W ogóle, to fajny i ciekawy ten pan strażak, nie ukrywam. Bawcie się dobrze i jak najdłużej! :)]

    Feran, Cesar & Tilia

    OdpowiedzUsuń
  3. [Fassy *,* Cześć! Holly z Wesleyem na pewno ma styczność, chociażby w związku z pracą. Ale też może mu załatwiać leki na migrenę czy bezsenne noce :) W każdym razie cześć, baw się dobrze i zapraszam do siebie!]

    HOLLY

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć! Witam się ciepło w tej roźnej krainie. Życzę miłej zabawy, wielu wątków oraz weny, no i czasu ;)
    Ciekaw pan, którego spotkało w życiu wiele. Aż dziw, że potrafi się jeszcze uśmiechać, ale to dobrze ;)
    Jeśli pojawi się jakaś chęć to zapraszam do siebie, może coś wymyślimy :D]

    Martin

    OdpowiedzUsuń
  5. [cześć! kolejny bohater, co nie ma lekko i swoje już przeszedł heh... co za ulga!
    mam nadzieję, że zagrzejesz tu miejsca, a ochoty do wątków i pomysłów nie zabraknie! jeśli szukasz kogos do zaczepienia, zapraszam do Miny ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jestem jak najbardziej za takim wątkiem! Lubię akcję, a po akcji chwila odsapnięcia :D
    Hmm, tak sobie pomyślałam jeszcze o ich relacji, co ty na to, aby Holly sobie do Wesleya wzdychała? A może nawet jakiś czas temu zupełnie przypadkiem wylądowali razem w łóżku, ale to był jedyny raz i udają, że nic się nie stało? Chociaż Holly pewnie będzie żałować, że się to nie powtórzyło xD]

    HOLLY

    OdpowiedzUsuń
  7. [Zapisujecie się tu tak tłumnie i szybko, że jak już pisałam na SB, nie nadążam z witaniem Was! Ale i tak to robię, bo każda jedna postać jest tak interesująca, że aż grzechem byłoby nie napisać paru słów od siebie. Co do Wesleya to mam z nim tylko jeden, maleńki problem: tak mnie przejęła jego historia, że aż mi się zrobiło smutno. Więc życzę sobie i jemu, żeby było weselej. No i żeby żył.
    A na koniec tulę za piękną KP, życzę owocnych wątków i w ogóle to Was wszystkich bardzo lubię. To tak jeśli miałabym określić swój aktualny stosunek do świata, ludzi i MC. :P

    PS. Nie przejmuj się dziwnością komentarza, to tylko pisanie magisterki tak śmiesznie na mnie wpływa.]

    Andrew, Scott & Timothy

    OdpowiedzUsuń
  8. [Dobry wieczór! :)
    Historia Wesleya jest bardzo smutna, chociaż na tym drugim zdjęciu wcale na smutnego nie wygląda :). I czytając kartę, aż mi się smutno zrobiło.
    Życzę udanej zabawy na blogu, wielu owocnych wątków i zapraszam też do siebie (: ]
    Mattie

    OdpowiedzUsuń
  9. [No ja wiem, też bym wzdychała :D
    Okej, w takim razie postaram się niedługo nam zacząć :3]

    HOLLY

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ależ wyschnięte pranie to idealny powód do radości! :D
    I tak. Mattie mieszka w MC i cierpi na bezsenność. I, zainspirowana Twoją odpowiedzią, wpadł mi do głowy pewien pomysł - mogliby być takimi kumplami od bezsenności. Mogliby po prostu co jakiś czas spotykać się w jakimś, pewnym miejscu, gdzie mało kto mógłby ich znaleźć. Raczej nie za dużo by rozmawiali. A jeśli już, to na temat pogody, która aktualnie panuje. Jednak, dla urozmaicenia, mogliby grać w karty - na pieniądze, na ciastka, na alkohol, na fakty z życia, czy na to co mieliby akurat pod ręką.]
    Mattie

    OdpowiedzUsuń
  11. [A to się cieszę, że udało mi się poprawić komuś humor. Swoją drogą tworzenie postaci nieszczęśliwych może nie jest takie złe. To zawsze jakaś forma autoterapii przy pomocy mechanizmów kompensacyjnych. A na chłopski rozum: lepiej krzywdzić bohatera, niż doznawać krzywdy u siebie. Przy okazji można też dostrzec wartość własnego życia, niewymiernie dobrego w stosunku do tego wykreowanego :).
    W każdym razie już znikam, także cześć, cześć znów i miłego wieczoru/nocy!]

    Andrew & spółka

    OdpowiedzUsuń
  12. Powrót po latach dawnego mieszkańca wzbudził tak wielkie poruszenie w miasteczku, że postanowiono nawet umieścić w nastepnym numerze mały artykuł na ten temat. Nawet więcej, to mina miała postarać się o najbardziej aktualne zdjęcie! Wcale jej się to nie podobało. Nie podobało jej się, że ma napaść z aparatem obcą osobę, nie podobało jej się, że kazano jej się wtrącać w cudze życie i burzyć czyjś spokój. Bo to utożsamiała z pobytem w tym miejscu, niezależnie czy trafiał tu ktoś przypadkiem, czy z namysłem wybierał mieścinę. Zwłaszcza jeśli ktoś tu powracał, wiedział, w co się pakuje.
    Mina odczuwała niesmak z powodu tendencji węszenia wszędzie sensacji. Nie sądziła, by w tak spokojnej okolicy działy się emocjonujące, czy mrożące krew w żyłach rzeczy, ale takie wyolbrzymianie każdej pierdoły było dla niej nie na rękę. Sama potrzebowała spokoju i zdążyła już utożsamić Mount Cartier z azylem, ale w dni takie jak te całe jej założenie leciało w piach.
    Stała przed domem mężczyzny z aparatem uniesionym w dłoni. Zamiast jednak skierować obiektyw na okiennice, wychwycić ruch zdradzający, że jest ktoś w środku, ona odwróciła się plecami do ścian i skupiła na widoku gór. Wyraźna linia jaką rysowały szczyty wydawała się dużo piękniejsza od potencjalnie przystojnej twarzy jakiegoś faceta. Zresztą w pracy jakiej się podjęła, najbardziej podobało jej się to, że nie musi nikogo spotykać, nikogo uwieczniać, na poczet przyrody. Widoki były zapierające dech, powietrze sprawiało, że czuła każdą komórkę ciała przy wdechu, a odgłosy dzikiej natury dodawały jej zdrowej dozy dreszczyku. Nie potrzebowała wiele prócz ciszy i czegoś, co mogła uchwycić i dałaby na prawdę wiele by zamiast stania tutaj, mogła przetransportować się kilka kilometrów dalej, jak wczoraj, by w lesie szukać śladów jakiś saren - ostatnimi czasy to ją niezwykle fascynowało.
    [nie wiem, czy taka długość moze być, więc jeśli za krótko - wybacz, a jeśli zbyt rozlazłe to wyszło, tym bardziej przepraszam ]

    OdpowiedzUsuń
  13. Pierwsze co zobaczyłam (oprócz tej prześmiesznej drugiej fotografii Fassbendera!) to ta wzmianka o migrenach: aż za dobrze wiem, jak to potrafi niszczyć człowieka, więc od razu obudziły się we mnie pokłady współczucia dla Wesleya. I później już tak tylko rosły, i rosły, bo nie został on oszczędzony nawet odrobinę. Odebranie mu miłości życia, to naprawdę bardzo paskudny zabieg, ale taki fajny do opisywania przez autora prowadzącego postać (a sama takową miałam), że w pełni go rozumiem. ;D Ciekawi mnie właściwie jedno: Carter został strażakiem po tym, jak stracił żonę i uznał, że chce walczyć z ogniem czy był nim już przedtem i pomimo traumy dalej wchodzi do palących się budynków, których w Mount Cartier na szczęście nie ma za wiele (chyba).
    Powitanie widzę zostało już przeprowadzone przez naszych graczy, dlatego mi nie pozostaje nic innego jak mieć nadzieję, że Wesley odetchnie tutaj z ulgą i znajdzie nowy sens w życiu! ;)

    Solane & Vivian

    OdpowiedzUsuń
  14. [Hej! To zdjęcie jest genialne! :D Sam pan jest bardzo interesujący aż chce się go poznać bardziej, dlatego też już na wstępie zaproszę Cię do wątku. Razem z pewnością coś wymyślimy ^^ Życzę Ci udanej zabawy, masy owocnych wątków oraz weny!]

    Scarlett

    OdpowiedzUsuń
  15. [Proponuję znacznie łatwiejsze dogadanie się na hangouts lub gg ^^ lifenotfair2@gmail.com, 44148056]

    Scarlett

    OdpowiedzUsuń
  16. [Czy to źle, że podobają mi się starsi mężczyźni?
    Przykro mi, że stracił żonę. Jeeej, teraz jest mi go żal, a wydaje się taki dobry. Podnieś go z tych zgliszczy ludzkości.
    Baw się z nami dobrze, a Wesley niech się tam przy tym ogniu pilnuje.]

    Kat

    OdpowiedzUsuń
  17. O nieeee... teraz to mi już go potrójnie albo i poczwórnie szkoda! :( To musi być prawdziwa trauma dla niego walczyć z żywiołem, który odebrał mu ukochaną. Bardzo bolesne i okrutne! No ale na pewno masz o czym pisać w wątkach, a Wesley ma z jakich problemów leczyć się w tej dziczy. :D Trzymam za niego kciuki!

    Solane

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiedy dostała wezwanie do pożaru, siedziała sobie spokojnie w domu i popijała herbatkę, oglądając w międzyczasie film, który pożyczyła, gdy była w Churchill. Doskonale wiedziała, że mogła zostać wezwana w każdej chwili, więc nie siedziała w piżamie tylko w czarnych jeansach i białej bluzce z długim rękawem. Oczywiście wezwania zdarzały się dosyć rzadko w tak małym miasteczku, ale jako ratownik medyczny musiała być zawsze przygotowana. Nieważne czy było południe, wieczór czy noc. Dlatego też przy sobie miała zawsze telefon służbowy, na który dzwoniono tylko wtedy, gdy była potrzebne, a pod domem stał służbowy samochód, który był jedną, wielką, ruchomą apteczką, w której znajdowały się wszystkie potrzebne rzeczy. To właśnie nim zazwyczaj poruszała się po miasteczku, przynajmniej nie musiałaby się po niego wracać, gdyby nagle podczas zakupów dostała wezwanie. Poza Mount Cartier jeździła już jednak swoim prywatnym samochodem, niewielką mazdą 3, która grzecznie stała w garażu i wyglądała dość ubogo przy ogromnym jeepie, który zawsze stał przed garażem.
    Nie zajęło jej wiele wyłączenie telewizora, nałożenie zimowej, sportowej kurtki oraz ciężkich, górskich butów i zgarnięcie kluczyków do jeepa z komody stojącej w przedpokoju. Po dwóch minutach siedziała już w aucie, a po kolejnych pięciu stała pod płonącym budynkiem wokół którego zebrało się mnóstwo gapiów. Straż zdążyła już przyjechać i kiedy większość z nich zajmowała się płonącym budynkiem, dwóch pozostałych wbiegło do budynku w poszukiwaniu uwięzionych pośród płomieni mieszkańców. Holly czym prędzej wysiadła z auta i wyjęła z bagażnika sporych rozmiarów apteczkę, koc termiczny oraz niewielką butlę z tlenem. Czekając na poszkodowanych, związała szybko włosy w wysoki kucyk, a na dłonie naciągnęła gumowe rękawiczki, po czym rozłożyła na śniegu koc, aby zmierzający w jej stronę strażak mógł położyć na nim nieprzytomnego, około dziesięcioletniego chłopca. I choć normalnie na sam widok Wesleya zrobiło jej się gorąco, tym razem ledwo na niego spojrzała, od razu zajmując się poszkodowanym, który miał na ciele kilka poważnych oparzeń i zapewne nawdychał się sporo trującego dymu.
    — Pilnuj, aby oddychał tlenem — powiedziała, niemal wciskając Wesleyowi do rąk niewielką butlę z tlenem, do której przypięła maseczkę, przez którą chłopiec musiał oddychać. Sama zaś zaczęła zajmować się jego oparzeniami, nożyczkami przecinając przypalone spodnie, aby mieć lepszy dostęp do ran. Robiła to szybko i sprawnie, wręcz mechanicznie, nie zastanawiając się długo nad kolejnością wykonywanych czynności. Choć była młoda i nie zajmowała stanowiska ratownika medycznego zbyt długo, wiedziała już doskonale co i jak powinna robić. Miała już kilka razy do czynienia z pożarami, nie tylko w miasteczku, ale i podczas stażu, gdzie musiała zajmować się podobnymi urazami. Tutaj było jednak trochę trudniej, gdyż na dworze o tak późnej porze panował mróz, a dookoła znajdowało się mnóstwo śniegu. Miała jednak wszystkie potrzebne rzeczy pod ręką, więc chociaż nie musiała martwić się o to, że czegoś jej zabraknie.

    HOLLY

    OdpowiedzUsuń
  19. Mina nie znała historii człowieka, do którego została wysłana. Właściwie dla dobra siebie samej i własnego spokoju, powinna przeczytać chociaż jakiś artykuł, bo wydawało jej się, że Mount Cartier miało tak niewielu mieszkańców, że o każdym coś by się znalazło w archiwum. Być może niedługo zostanie opublikowana nawet wzmianka o niej, jako świeżej krwi w redakcji. Podobało jej się tu o wiele bardziej, niż mogłaby przypuszczać i wolała wynajmować pokój w małym hoteliku tutaj z dojazdami do Churchill, a jednak to zadanie nie budziło w niej ekscytacji.
    To niebo, które zdążyła uchwycić i góry w swej potędze jakby pnące się niczym bluszcz w górę do chmur, rekompensowały jej to, że będzie zmuszona do rozmowy z obcym. Wciąż trudno jej było się przełamać. Zwłaszcza jeśli towarzystwo było płci przeciwnej.
    Drgnęła niespokojnie na pytanie zza pleców. Opuściła aparat i obróciła się na pięcie o sto osiemdziesiąt stopni. Napotkała twarz mężczyzny mającego wszystkiego dość, jak jej się wydało w pierwszej chwili po krótkiej ocenie i spuściła wzrok. Może powinna przeprosić? Czaiła się na jego trawniku, przed jego domem, zaraz obok wjazdu do jego garażu i schodów do drzwi wejściowych i na werandę. Czaiła się bezczelnie, polowała na niego. Choć może nie tak skutecznie jak powinna, w końcu to on ją zaskoczył. A dobry fotograf nie powinien sobie na to pozwolić chyba.
    - Dzień dobry - wyswobodziła dłoń z paska od aparatu i wyciągnęła w jego kierunku, podnosząc spojrzenie do jego twarzy. - Mina Wilson, przepraszam za najście, poproszono mnie o zdobycie pańskiej fotografii - wyjaśniła pokrótce. Nie dodała, że jest z gazety, ale to pewnie nie była wielka trudność, by się domyślić.
    Powinna wczesniej zainteresować się tym człowiekiem. Gdyby zadbała o zaplecze tej sprawy i upewniła się, z kim będzie mieć do czynienia, nie musiałaby się stresować intensywnością reakcji, jaką otrzyma. Mogła mieć do czynienia z niezrównoważonym cholerykiem, który na nią nawrzeszczy. Albo z flegmatykiem, który myśli wolniej od leniwca i ukradnie jej wiele cennego czasu. Albo mogła mieć do czynienia z agresorem, który wrócił tu, bo gdzieś tam świat zewnętrzny już na niego polował. Stała więc niepewna i coraz bardziej zestresowana, błądząc oczami po jego twarzy. Mina w wszystkim umiała się doszukać oznak ataku i gotowa była uciekać tak szybko, jak tylko pozwolą jej buty. Dodatkowo, co gorsze, wszędzie doszukiwała się niebezpieczeństw i mózg podsuwał jej obrazy najgorszych scenariuszy, w których ofiarą jest ona. Powinna kontynuować tu terapię, ale jakoś... nie dotarła jeszcze do poradni w okolicy.

    OdpowiedzUsuń
  20. Odkąd wróciła do MC miała ogromny problem ze spaniem. Co dziwne, wcześniej się na to nie skarżyła. Wyjeżdżała stąd jeszcze jako nastolatka i nie miała aż takich problemów na głowie. A w swoim wielkim świecie właściwie nie miała czasu, aby jakoś szczególnie się nad tym zastanawiać. Wtedy prowadziła naprawdę bardzo intensywny tryb życia. Spała tylko tyle, aby nie wyglądać jak zombie i być w miarę wypoczęta.
    A tutaj?
    W Mount Cartier zwyczajnie się nudziła. Chodziła z kąta w kąt i nie wiedziała, co ze sobą powinna zrobić. Zajmowała się takimi codziennymi sprawami. I właściwie nie miała czym się zmęczyć. Gotowaniem obiadu? Stażem? A może zabawą z Maxem? Niby było to męczące. Jednak w porównaniu z tym co miała w wielkim mieście, to to było nic. Zwyczajnie w świecie się nudziła i nie miała gdzie spożytkować tej całej swojej energii.
    Nocne spacery w jakimś niewielkim stopniu jej pomagały. Jednak spacery miały jedną wadę – sprawiały, że zaczynała myśleć. A kiedy myślała, to czasami dochodziła do bardzo… niebezpiecznych myśli. Wiele razy wymyślała sobie, że to już koniec, że nic z tego, że odda Maxa pod opiekę jego ulubionej sąsiadki (a zarazem przyjaciółki zmarłej mamy) i ucieknie, jak najdalej stąd. Jednak to wiązało się z ogromnymi konsekwencjami. I ten pomysł od razu wylatywał jej z głowy, kiedy dochodziło do spotkania z Maxem.
    — Bo posądzę cię o kantowanie — mruknęła cicho, stając tuż za plecami mężczyzn. Może odrobinę za blisko. Może odrobinę zbyt nachalnie. Ale tym akurat się najmniej przejmowała. Zerknęła mu przez ramię i szybko odskoczyła na bok, aby przypadkiem na nią nie wpadł. Wyszczerzyła się do niego szeroko.
    Nie potrafiła dokładnie powiedzieć, skąd Wesley wziął się w jej życiu. Po prostu… się pojawił. I był nieodłącznym elementem, tak samo jak i jej bezsenność. Jednak ta pewna niewiedza, jej nie przeszkadzała. Po prostu zaakceptowała ten fakt i cieszyła się z takiego obrotu spraw.
    Lubiła te ich spotkania. A jeszcze bardziej gry w karty. Nawet kiedy o niczym nie rozmawiali, to i tak coś robili. A tego brakowało jej najbardziej. Nie była mistrzynią gry w karty. Nawet nie do końca potrafiła kantować, chociaż czasami jej się udawało. Czasami robiła to nawet przez przypadek i dowiadywała się dopiero później. Były to sytuacje dość rzadkie, na szczęście!
    — W co i o co dziś gramy? — zadała jedno z zasadniczych pytań. Usiadła na krzesełku przy stoliku i spojrzała na niego uważnie.
    Mattie

    OdpowiedzUsuń
  21. [Takk... Jude jako Watson, albo Zajcew :D To chyba są najszybsze skojarzenia, prawda?
    Skoro dawno nie pisałaś męsko-męskiego, to możemy coś wykombinować, co nie?
    Czytając twoją kartę, to zastanawiam sie jak by ich połączyć. Jedyne co mi przychodzi do głowy to może tylko to, że Martin jest dobrym słuchaczem, no i głowę ma dosyć mocną, więc Wesley czasami mógłby wybierać się z nim na piwo do baru i po prostu rozmawiać o pierdołach. Po jakimś czasie Martin mógłby namówić Wesley'a na jakąś imprezę w Churchill, wszystko ładnie pięknie, wybrali sie do jakiegoś baru w celach odstresowania się, a tu ledwo ktoś przyniósł im piwo, a ktoś wpada do baru i wzywa pomocy, bo pali się, albo był jakiś wypadek, a zanim jakieś służby przyjadą to minie trochę czasu. Nasi panowie mogliby jakoś pomóc temu komuś, a co dalej to się zobaczy w praniu.
    Może być coś takiego?]

    Martin

    OdpowiedzUsuń