A kiedy śnieg przestanie prószyć, to Monty na spacer ruszy.

Blog zawieszony

Po przeprowadzeniu ankiety większością głosów wygrała opcja zawieszenia bloga. Oznacza to, że autorzy mają możliwość dalszej gry i zapisów, ale administracja — za wyjątkiem wysyłania zaproszeń i wpisywania do listy bohaterów — nie będzie angażować się w życie bloga. Z tego samego powodu zakładka Organizacyjnie na czas zawieszenia bloga zostaje usunięta. Raz jeszcze dziękujemy za Waszą obecność i życzymy Wam wszystkiego, co najlepsze.

nie istnieję & latessa

Kalendarz

16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap I - link
01/05/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap II - link
02/05/17 Nowy nagłówek
17/09/17 Wydarzenie: Spływ kajakowy - link
02/02/17 Nowy szablon
14/02/17 Wydarzenie: Poczta walentynkowa - link

Jaskółczy niepokój


GERALD SOBECK

30 drwal złota rączka (za sprawą swojego ojca, oczywiście)

- Jest 21 maja 2017. Masz na imię Gerald Sobeck, masz 30 lat i mieszkasz w Mount Cartier. Wiem, że teoretycznie powinieneś to pamiętać, ale wczoraj trochę popiłeś, a sam wiesz, jak to źle na ciebie wpływa... Jak widać, dzięki demencji mogę cię upominać, jakbym to nie ja był tobą. I to nie ja wczoraj kupił całą butelkę whisky... Dobra, skończmy to, zanim znów poczuję się żałośnie; na lodówce masz wypisaną listę zakupów na dzisiaj, sklep jest na końcu ulicy, na której mieszkasz. Pieniądze są w portfelu w kurtce. Później przygotuj sobie cokolwiek. TO BIAŁE NA STOLE TO CUKIER NIE SÓL, SÓL JEST W SZAFCE, IDIOTO. - w odtwarzaczu chwilowo zapanowała cisza, a później głośne westchnięcie i dźwięk widelca uderzającego o talerz - i nie zapomnij nakarmić psa, Barney ostatnio przez tydzień nie dostał karmy, bo myślałeś, że to jakiś przybłęda. O dziesiątej musisz porąbać wczoraj przewiezione drewno i przewieźć do miejscowej stolarni. Rękawice są w szafce w przedpokoju. Widzisz to, co masz na czole? To dlatego, że ostatnio stwierdziłeś, że nie będziesz słuchał swojego własnego biadolenia i wziąłeś lżejszą siekierę zamiast cięższej i przywaliłeś sobie nienaostrzoną stroną w łeb. Pusty, zakuty łeb. A co by było, gdybyś zrobił to drugą stroną? Kto porąbał by to drewno w lesie? Wieczorem zrób pranie. Tak, sam. Kolejny raz muszę to wyjaśniać... Pewnie znów zastanawiasz się, gdzie Ona jest? W zasadzie to nie wiem. Ja nie lubię o tym mówić, a ty nie lubisz tego słuchać, więc po prostu przyjmijmy, że nie istnieje. W każdym razie swoje brudne gacie musisz prać sam. - W magnetofonie zapanowała cisza, przerywana szczekaniem psa - Cicho, Barney, do jasnej cholery, czy ty musisz szczekać na wszystko co się rusza? - głośne westchnięcie - No dobra, to chyba wszystko... Miłego dnia, czy cokolwiek tam mówi się na zakończenie w pamiętnikach nastolatek. - Nagranie z kasety urwało się.

//wielki mały powrót
trochę długo nie pisałam, przyznaję się szczerze, że miałam problem nawet z wstawianiem myślników, przecinków...
ale wciąż moja głowa jest pełna pomysłów
i wiary, że stworzę coś, co zapamiętam na dłużej

19 komentarzy:

  1. [Z jednej strony się śmiałam, gdy czytałam kartę, a z drugiej trochę mi było smutno, bo Gerald wydaje się naprawdę samotny. I jeszcze ta demencja... Życzę mu samego najlepszego, ciebie witam serdecznie i zaproszę też na wątek do Holly, chętnie jakoś Geraldowi pomoże, bo ma miękkie serducho ta moja panna :)]

    HOLLY

    OdpowiedzUsuń
  2. [dzień dobry wieczór! super karta, czyta się lekko, z zainteresowaniem. aż szkoda, że tak szybko się skończyło... ;) myślałam, że tylko ja sama do siebie gadam xD ten facet wydaje się całkiem miły i nawet ogarnięty po trzeźwemu.
    ja po kilku latach nieblogowania też dopiero co się przebudziłam i znów próbuję swych sił... to trzymam kciuki i za Ciebie i za siebie! jeśli masz ochotę na wątek, zapraszam do Miny ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Odnoszę wrażenie, że wszystko mu jedno. Nie zmienia to jednak faktu, że wygląda na sympatycznego faceta, któremu chyba brakuje tylko płci pięknej do szczęścia. Dziwne, że w Mount Cartier jeszcze żadna go nie zgarnęła, przecież przystojny i fajny. Nie wiem. W każdym razie, życzę Geraldowi znalezienia szczęścia w tutejszych progach, zaś Tobie udanego powrotu do blogowania i morza wątków wraz z weną :D Bawcie się dobrze!]

    Ferran, Cesar & Tilia

    OdpowiedzUsuń
  4. [Karta mnie naprawdę bardzo zaintrygowała, lubię coś, co jest inne niż reszta, choć sama zwykle tak pisać nie potrafię. Gerald wydaje się być ciekawym człowiekiem, przynajmniej dla mnie. Odmienność mnie chyba przyciąga.
    W każdym razie, baw się z nami dobrze!]

    Kat

    OdpowiedzUsuń
  5. [O, jestem jak najbardziej za! Możemy właśnie od tego zacząć, że Holly do niego przychodzi (mogą mieszkać niedaleko siebie) i prosi o pomoc w naprawie czegoś, a w ramach podziękowania zaprasza go na kolację ^^ Hmm, zechcesz może zacząć? Bo mogę zrobić to i ja, ale mam sporą kolejkę i nie wiem kiedy udałoby mi się zacząć :)]

    HOLLY

    OdpowiedzUsuń
  6. Pośmiałam się troszeczkę, a motyw z nagraniem przypomniał mi jeszcze inny film niż u Adrianny, a mianowicie Remember Sunday, z tym że tam główny bohater stracił pamięć krótkotrwałą na stałe, a nie tylko w wyniku upojenia alkoholowego (filmowo coś dzisiaj w tych kartach :D). Ale do rzeczy! Bardzo przyjemna karta i postać, nawet jeśli gdzieś tam jest sugestia o miłosnych zawodach, które są powodem tego ciągłego picia. Ale drwal i alkoholik to zdecydowanie ryzykowne połączenie, bo ta siekiera... :D
    Z uwag technicznych to może tylko mała sugestia, żeby zamienić dywizy (-) na faktyczne myślniki (—), z którymi tekst będzie wydawał się o wiele bardziej czytelny i przyjemniejszy dla oka. ;)
    Baw się u nas świetnie, bo miejsce wybrałaś sobie idealne na powrót! Chętnych do pisania jak widać powyżej pewnie nie zabraknie, a i parę nowych postaci już się pojawiło, z którymi można ustalać wątki. ;)

    Solane & Vivian

    OdpowiedzUsuń
  7. [Hej! :)
    Bardzo spodobał mi się zabieg, który został zastosowany w karcie postaci. To nagranie jest naprawdę ciekawe i bardzo oryginalne! :)
    Sam Gerald wydaje się jednocześnie wesołym i smutnym człowiekiem. Życzę mu udanego życia w MC, a Tobie wielu wspaniałych i owocnych wątków :)
    Ano i zapraszam do siebie. Może wspólnymi siłami coś uda nam się wymyślić.]
    Mattie

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Skoro Gerald już sobie wypracował takie metody, to chyba z intensywne wieczorki z alkoholem spędza od dłuższego czasu. Whisky moja żono i te sprawy? To ładnie sobie zastąpił tą wspomnianą Ją. Okrutnie to smutne, choć karta przecież lekka.
    Cześć, oby mały wielki powrót zamienił się w długie, długie tutaj bycie. :D ]

    Sovay Biville

    OdpowiedzUsuń
  9. [Pomysł genialny! :). Bardzo mi się podoba. I w sumie to może być prawda. Mattie by nie wiedziała, że rodzice mieli kota. Max by nic nie mówił. A tu nagle... taka niespodzianka! :)
    Tylko tak się zastanawiam... czy Gerard jest od urodzenia w MC? Bo jakby był, to mogliby się kojarzyć z dzieciństwa :)
    Mattie

    OdpowiedzUsuń
  10. [Chwilkę mnie nie było, chwiluńkę a tyle tu nowych twarzy :)
    Wizerunek już zawsze będzie mi się kojarzył z postacią Gaston'a z Pięknej i Bestii.
    Gdyby mi dobrze szły wątki męsko-męskie, to zaproponowałabym powiązanie, bo Ryan do najświętszych również nie należy ;) Ale całe wieki takich nie prowadziłam :( ]

    OdpowiedzUsuń
  11. [wpadłam na coś! zapożyczę jego skłonność do zapominania! chociaż nie wiem, czy by to przeszło u kolesia z demencją. Bo gdyby znalazł się Twój bohater z Miną w sklepie, albo gdziekolwiek, może być że nawet w kościele; i ona a nie on tym razem zapomni i zostawi aparat, to czy on chciałby , czy byłby w stanie w ogóle znaleźć właściciela? Czy wziąłby się za to? Czy też zaraz by o tym zapomniał? Może robi jakieś... notatki?

    Mina ]

    OdpowiedzUsuń
  12. [O!, to świetnie się składa. Mattie też była towarzyska. Jednocześnie była dość... wstrętnym dzieckiem, więc Gerard czasami mógł się za nią wstawiać, kiedy coś nakłapała za dużo :D.
    I zacznę, pewnie. Ale jako, że moja doba z całą pewnością ma za mało godzin, a praca zaliczeniowa leży i kwiczy, to nie najszybciej niż w piątek :) ]
    Mattie

    OdpowiedzUsuń
  13. Rodzina Melody… Czy była specyficzna? Na pewno nie cierpieli na brak gotówki, mogli sobie pozwolić na wiele udogodnień. Chyba mieli w sobie coś z typowych bogaczy, choć też nie do końca. Dziadkowie Mel, wychowani w wyższych sferach, bardzo często lubili przyjeżdżać do Mount Cartier, gdzie ostatecznie osiedlili się na starość. Wcześniej przebywali w Los Angeles, gdzie też urodziły się ich dzieci - syn i córka. Thomas i Annie znacznie różnili się od swoich rodziców, ponieważ nie starali się okazywać na każdym kroku tego, kim byli. Podczas gdy z pierworodnego zawsze każdy mógł brać przykład, z panienką Wild było wręcz odwrotnie - imprezowała, nie przejmowała się niczym… Przez co, niestety, musiała w pewnym momencie zmienić całkowicie swoje życie, a także zapomnieć o byciu normalną nastolatką, która bez obowiązków dawałaby się ponieść fali na wpół realnej egzystencji. Mimo, iż ostatecznie sprawy potoczyły się zupełnie inaczej, niż początkowo na to wskazywało, przez kolejne dwadzieścia lat Annie musiała zaczynać każdy dzień od ubierania maski, patrzenia w oczy ludziom bez najmniejszego zawahania, gdy ktoś pytał o jej bratanice, a także sztucznego uśmiechania się, co zdecydowanie nie należało do najłatwiejszych zadań.
    Kiedy Thomas na stałe przyległ do Miasta Aniołów, z nową rodziną, Annie postanowiła porzucić zgiełk zakurzonych ulic i przeniosła się do letniskowego domu rodziców, gdzie rozpoczęła pracę jako architekt, tym samym zawieszając profesję grafika. Miała nadzieję, że uda jej się wreszcie odpocząć od niewygodnej, gryzącej co rusz prawdy…
    Wydawało jej się, że przez dziesięć lat żyła jak w bajce. Wcale nie potrzebowała majątku, do czego kobiecie to właściwie było? Gerald miał w sobie coś, co sprawiało, że nie musiała już okładać się fałszem, próbując w ten sposób zatrzymać “dobre imię”. Wyprowadziła się od rodziców, powoli układając sobie w głowie przyszłość, w której znajdował się oczywiście mężczyzna. Wreszcie czuła, że szczęście, takie zupełnie szczere i prawdziwe, przychodzi do niej z wielką siłą… Do czasu, kiedy dowiedziała się o chorobie ukochanego. Wtedy wszystko zaczęło się walić; dochodziło do małych sprzeczek, które zaogniali jakże cudowni Tilda i Jack, próbując wyrwać córkę z rąk Sobecka. Absolutnie nie chciała ich słuchać - miłość stała się dla niej ważniejsza. Jednak, kiedy zaczęli ją szantażować tym, że wszyscy, na czele z Melody, dowiedzą się prawdy…
    Nie mogła jej tego zrobić. Wiedziała, że dziewczyna ma już i tak mocno spaprane życie, jak mogłaby więc jeszcze bardziej ją dobijać? Gdyby tylko dało się cofnąć czas…
    Żałowała. Powoli żałowała dosłownie wszystkiego, co robiła. Ale teraz mogła być jedynie przykładną - powiedzmy - “ciocią”...
    Zawarła z rodzicami pakt. Ona zerwie z Geraldem, a oni wrócą do Los Angeles, pozwalając żyć Annie w spokoju, w ich domu. W Mount Cartier - miejscu, które miało dać nadzieję i radość, a okazało się gniazdkiem niepewności.
    Melody zdążyła poznać Sobecka. Jeszcze parę lat temu, gdy odwiedzała Annie z młodszą siostrą, często bywały u nich. Panienka Wild całkiem lubiła wybranka ciotki, wiedziała, że naprawdę dużo dla niej znaczy. Nie rozumiała, dlaczego się rozstali - powód podawany przez siostrę ojca był (dla niej) niedorzeczny. Ciotka zawsze była jakaś dziwna - jak sądziła - ale…
    Na pewno nie spodziewała się, że ujrzy mężczyznę w drzwiach.
    Była akurat sama, bo Annie wybrała się po zakupy. Melody próbowała nakarmić kota, ale Ombre za żadne skarby świata nie chciał zmusić się do przełknięcia wątróbki. Zdenerwowana dziewczyna, trzymając puszkę w jednej dłoni, a w drugiej łyżkę, poszła sprawdzić, kto się dobija do drzwi. Gdy je otworzyła, zdębiała.
    Gerald…? Co tu robisz? - spytała wyraźnie zdziwiona. - Annie? No… Wyszła… Ale… Co się dzieje?

    OdpowiedzUsuń
  14. Otwierała coraz szerzej oczy, ze zdumieniem wpatrując się w twarz Geralda, jakby ujrzała ducha. Jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie i nie miała pojęcia, co powinna zrobić. Nawet wykonanie jakiegokolwiek ruchu było teraz problemem. W końcu otrząsnęła się, odłożyła puszkę i łyżkę na stolik przy drzwiach, gdzie zazwyczaj spoczywały klucze, tuż przy lampce, a potem otworzyła szerzej, gestem zapraszając mężczyznę do środka.
    Poczekaj, czekaj - mruknęła, na moment zamykając oczy, by móc się bardziej skupić. Starała się poukładać wszystko w głowie… Wyglądało to tak, jakby nie wiedział… Nic? - Chodź, usiądź, tylko spokojnie - dodała, delikatnie łapiąc mężczyznę za ramię i prowadząc do salonu, gdzie mógł usiąść na dużej, brązowej kanapie. Wnętrze to miało typowo górski styl; wszędzie było pełno kamienia, drewna, charakterystycznych wzorów i barw. Z tarasu rozpościerał się widok na las i wzniesienia. To właśnie tam Melody, jak i Annie, uciekała szukając ukojenia...
    Wzięła głęboki oddech i wplotła palce we włosy, zastanawiając się, co teraz.
    Gerald… - zaczęła powoli. - Ciocia, to znaczy Annie… Nic jej nie jest - odparła, cały czas uważnie go obserwując. Przykucnęła przed nim, łapiąc go za dłoń. - Wyszła na chwilę do sklepu. Lodówka jest pusta, nawet kot nie chce jeść resztek - skrzywiła się, kiedy biały futrzak wszedł do pokoju, miaucząc jak jakiś niezrównoważony. Stworzonko to zostało zaadoptowane przez ciotkę Mel, kiedy ta wróciła do tego domu. Nie chciała i nie potrafiła być sama… Brak Sobecka doskwierał jej niemiłosiernie.
    Melody przygryzła delikatnie dolną wargę, zupełnie tak samo, jak siostra jej ojca.
    Czy wszystko w porządku? Może napijesz się czegoś…? - Spytała niepewnie. Zaczęła bać się o bruneta; czyżby coś się z nim stało po rozstaniu? A może o czymś nie wiedziała? - Nie wiem, czy mogę spytać, ale… Czy wy się znowu spotykacie?


    Melody

    OdpowiedzUsuń
  15. [Jej, watahy wilków dalej budzą we mnie pewien sentyment i nigdy nie zapomnę szukania grafik na deviantarcie. To były czasy! Co nie znaczy, że teraz jest gorzej, bo czytając większość kart, nie da się nie cieszyć na widok coraz większych umiejętności autorów. Bardzo miło jest wrócić na stare śmieci. :D
    Na wątek oczywiście mam ochotę. Znać się muszą, ale skoro Gerald jest takim introwertykiem, to możemy ograniczyć ich relacje do zwykłej znajomości. Chodzi mi po głowie pewien pomysł, ale nie wiem, czy to ma rację bytu przy stopniu zaawansowania demencji mężczyzny. Myślę, że Sam jest w stanie psuć regularnie co kilka dni radio, które stale naprawia nieświadomy niczego Gerald. Powiedzmy, że dziewczyna zrobiła sobie z tego swego rodzaju tradycję: co czwartek prosi go o pomoc, po czym po usunięciu usterki zaprasza go na świeżą rybę i niezobowiązująco zagaduje, za każdym razem ciesząc się, gdy choć trochę udaje jej się wyciągnąć Sobecka z jego skorupy lub chociaż gdy uśmiechnie się on od czasu do czasu. Daj znać, czy ewentualnie myśleć nad czymś innym. ;)]

    Sam Rowley

    OdpowiedzUsuń
  16. Czasami w swoim życiu miała takie dni, że zupełnie nic jej się nie chciało robić. Chciała jedynie leżeć w łóżku i beztrosko gapić się w sufit. Dokładnie tak, jakby miała znów te naście lat i jej największym problemem byłoby uproszenie rodziców o zgodę na wyjście na imprezę. Jednak odkąd miała pod swoją opieką Maxa, nie mogła sobie na to pozwolić. Maluch nieźle dawał jej w kość. I nawet kiedy nic nie robił, to w rzeczywistości i tak robił dość sporo. Musiała mieć oczy dookoła głowy, aby przypadkiem znów jej czegoś nie wywinął. Jednak mimo to i tak nie zawsze potrafiła go upilnować. Max miał niezwykle rozwiniętą wyobraźnię. I bił od niego pewien artyzm. Nie za bardzo umiała wyjaśnić o co w tym chodziło, ale najważniejsze, że ona sama to wiedziała. Inni nie musieli, choć czasami zapewne ułatwiłoby im to życie.
    Niby lubiła swoją pracę. Lubiła ten staż i wszystko co było z nim związane. Jednak… no właśnie. Zawsze było jakieś jednak. Te podróże do Churchill były męczące, jednak nie w takim sensie, jakby chciała. Po przejażdżce autobusem pragnęła zamknąć się w swoim pokoju i odpocząć. Jednak nie chciało jej się spać. I to było największym jej problemem.
    Zresztą, nawet nie mogła tego zrobić. Musiała przygotować obiad dla Maxa, zadbać o to, aby młody odrobił lekcje i przygotował się na jutrzejsze zajęcia. Zawsze przy tym kręcił nosem, ale się jej słuchał. Mieli opracowany pewien schemat dnia, którego oboje się trzymali. Czasami coś się przesunęło, czasami coś wypadło. Ale ogólnie schemat był zawsze taki sam.
    Po stażu odebrała Maxa, a potem wrócili do domu. Nieco żałowała, że wczoraj nie przygotowała obiadu i dziś musiała gotować, jednak… nie było tego złego, co by na dobre nie wyszło. Max będzie odpoczywał, a ona będzie miała jakieś ambitne zajęcie.
    Gotowała i nuciła pod nosem. Jednocześnie rozmyślała o… sama właściwie nie wiedziała o czym, więc z całą pewnością nie był to, jakoś szczególnie mocny i ambitny temat. Słysząc pukanie do drzwi, odstawiła łyżkę, którą mieszała sos. Wytarła ręce w kuchenny i nawet nieco uroczy fartuch kuchenny i przeszła przez korytarz. Otworzyła drzwi i uśmiechnęła się delikatnie w stronę mężczyzny.
    — Dzień dobry! — zawołała wesoło. — O co chodzi?
    Mattie

    OdpowiedzUsuń
  17. [Świetnie, w takim razie zostaje mi tylko czekać. :D]

    Sam Rowley

    OdpowiedzUsuń
  18. [hejo, hej, chyba się zgubiłam w tym tłumie ;D
    co myślisz o poćwiczeniu jego pamięci, jak pisałam powyżej?
    Mina]

    OdpowiedzUsuń
  19. Od zawsze była porównywana do ciotki. Co prawda u nich w domu jakoś szczególnie ten temat omijano, za to znajomi na ulicy zaczepiali Annie, wykrzykując, jaka to jej bratanica jest do niej podobna. Dziadkowie i rodzice milczeli. Czasami Melody miała wrażenie, że jest to aż nazbyt dziwne, ale własne problemy przytłoczyły dziewczynę na tyle, że nie skupiała się nad tym już więcej. Teraz po prostu uznała, że ciocia jest na tyle życzliwa, by mogła u niej mieszkać. Przecież wykazywała się ogromną empatią.
    Od razu pobiegła po wodę i nalała prawie całą szklankę, wracając do Geralda i podając mu naczynie. Tym razem usiadła obok niego, z troską dalej mu się przyglądając. Słowa, jakie później wypowiedział, zmroziły panience Wild krew w żyłach.
    Jak mógł nie pamiętać…?
    Próbując zebrać to wszystko jakoś do kupy, zastanawiała się, jak przekazać mężczyźnie to, co wiedziała. Jego stan emocjonalny nie był zbyt stabilny, a zdawała sobie sprawę, że ludzie w takich okolicznościach potrafili być nieobliczalni. Po prostu się o niego bała.
    Wzięła głęboki wdech.
    -No, więc… - zaczęła powoli, również z trudem. - Z tego, co wiem, rozstaliście się dosyć niedawno. Annie nie powiedziała mi, o co dokładnie poszło, wszystko trzymała w tajemnicy. Może to było dla niej zbyt trudne? - Wzruszyła ramionami. - Byliście ze sobą bardzo długo, przeszło dziesięć lat. Czy coś koło tego. A potem wszystko się… Skończyło - dodała niepewnie, nieco ciszej i znacznie wolniej wypowiedziała to słowo, niż całą resztę. Nie chciała jeszcze bardziej dobijać Sobecka, ale czy miała inne wyjście? - Ciocia mieszkała z tobą, ale po waszym rozstaniu wróciła tutaj, do domu dziadków. Oni też jakoś dziwnie szybko, nagle wrócili do Los Angeles, zostawiając jej tutaj wszystko. NIe bardzo rozumiem, co się stało… - przyznała krzywiąc się nieco. Wtedy kot wskoczył na mebel, zagarniając ramię dziewczyny łapą, żeby ta je odsunęła. Gdy to uczyniła, wlazł na jej kolana i wygodnie się usadowił. Melody pokręciła głową i pogłaskała zwierzaka. - Zaadoptowała Ombre, żeby nie być tu samą… Chyba nie jest zbyt szczęśliwa - westchnęła cicho. Kot zaczął mruczeć, a brunetka zrobiła małą pauzę, by Gerald mógł przetrawić wszystkie usłyszane informacje.


    Melody

    OdpowiedzUsuń