A kiedy śnieg przestanie prószyć, to Monty na spacer ruszy.

Blog zawieszony

Po przeprowadzeniu ankiety większością głosów wygrała opcja zawieszenia bloga. Oznacza to, że autorzy mają możliwość dalszej gry i zapisów, ale administracja — za wyjątkiem wysyłania zaproszeń i wpisywania do listy bohaterów — nie będzie angażować się w życie bloga. Z tego samego powodu zakładka Organizacyjnie na czas zawieszenia bloga zostaje usunięta. Raz jeszcze dziękujemy za Waszą obecność i życzymy Wam wszystkiego, co najlepsze.

nie istnieję & latessa

Kalendarz

16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap I - link
01/05/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap II - link
02/05/17 Nowy nagłówek
17/09/17 Wydarzenie: Spływ kajakowy - link
02/02/17 Nowy szablon
14/02/17 Wydarzenie: Poczta walentynkowa - link

Ja jestem człowiek lewo, prawo, góra, dół

Angus Shaw

24 lata zespół folkowy Monday Morning przerwa w trasie

Płynie z prądem. Nie potrafi nigdzie zatrzymać się na dłużej, brnie do przodu, potykając się o własne nogi. Próbuje wielu rzeczy i wielu nie rozumie, a jedynie do nielicznych ma cierpliwość. Bacznie obserwował ojca przez te wszystkie lata, w których jeszcze nim był i w których byli jeszcze do siebie podobni. Angus nauczył się wtedy, że gdy tylko człowiek przystanie, to wszyscy zaczynają go wyprzedzać i rozpychać się łokciami, a później budzi się on w nieznanym miejscu i w dziwnym czasie, nie rozumiejąc, co się wokół niego dzieje. A on nie chciał nigdy pozostać w tyle jak ojciec. Dlatego po roku i trzech miesiącach zrezygnował ze studiów chemicznych, które miały być najlepszym wyborem według Bernarda Shawa, przedstawiciela handlowego jednej z firm farmaceutycznych. Podejmował się różnych prac, zbierając doświadczenie i wiedzę, byle tylko nie stać w miejscu. Od bezczynności bowiem drżały mu ręce i wypalał o jedną więcej paczkę papierosów niż poprzedniego dnia. Dopiero Marcus, przyjaciel z dzieciństwa, który wyleciał po pierwszym półroczu studiowania matematyki, kazał mu odkurzyć akordeon dziadka. Zaczęli grać na ulicach, w pubach i wypełniali zadymione lokale z tanim piwem piosenkami o miłości i bólu zęba. Leo dołączył do nich zaraz po tym, jak na kampusowym boisku złamał palec Angusowi. To właśnie on wpadł na pomysł, aby wyruszyć poza granice miasta, które było zdecydowanie za małe dla nich trzech.


Nie wiem, która to już wersja karty, więc zostawiam tak jak jest. Na zdjęciu Billy Vandendooren. Klikamy w nazwę zespołu.

20 komentarzy:

  1. Godzina tak średnio sprzyja napisaniu czegoś sensownego, ale... Kurczę, podoba mi się ta postać, a najbardziej przypadł mi do gustu sposób opisu relacji bohatera z ojcem i kolegami. Jakoś tak mam wrażenie, że ro właśnie ludzie są dopełnieniem dla Angusa i myśl ta wydaje mi się tak ekscytująca, że aż z tego wszystkiego polubiłam Shawa. Niech ten chłopak odnajdzie tutaj swoje miejsce, bo będzie mi przykro jeśli stanie się inaczej. Powodzenia z wątkami i mniej nieszczęśliwych wypadków, jak ten z palcem, życzę Twojemu chłopcowi.

    Scott, Andrew & Timothy

    OdpowiedzUsuń
  2. [Oryginalna postać, jeszcze nigdy nie widziałam na blogu kogoś, kto by grał na akordeonie :D A skoro zwiedził trochę świata, Holly chętnie posłucha jego opowieści! Także serdecznie do siebie zapraszam oraz witam :)]

    HOLLY

    OdpowiedzUsuń
  3. Właściwie wystarczyło mi spojrzeć na zdjęcie, by w głowie zapaliła mi się zielona lampka z napisem "to będzie ciekawe" i cóż, nawet przez sekundę nie zawiodłam się na tym przeczuciu. Mało kto pokusiłby się o taki wybór wizerunku czy historię - w końcu muzycy na grupowcach to nic nowego - ale stworzenie takiego oryginalnego zespołu to już mini wyzwanie i interesująca alternatywa ;) Nie wiem dlaczego, ale bardzo podoba mi się podstrona opisująca sam zespół. Może to wina tego tupotu stóp albo starego vana, ale jakoś tak przyjemnie było dowiedzieć się kto jest kim w tym bandzie. Ich muzyka na pewno świetnie pasuje do klimatu miasteczka, przypuszczam że nawet Ian nie ma nic przeciwko jak mu przygrywają za uchem. Ba, jestem pewna, że niejedna stara panna zagląda teraz co wieczór do baru i wzdycha do nich z zachwytu, bo muzycy w Mount Cartier to przecież taki rzadki okaz! ;)
    Podobnie jak nieistniejka mam nadzieję, że odnajdziesz tutaj swoje miejsce i zostaniesz z nami na bardzo długo. Niech tylko Angus (świetne imię) zakocha się w jakiejś pannie, a od razu szanse na wyjechanie zmaleją do zera i zostanie z nami na zawsze! :D

    Solane & Vivian

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ależ ciekawy bohater! Na koncert zespołu chętnie bym się przeszła, z czystej ciekawości. Tekst oddaje ten specyficzny klimat, który na pewne osoby działa jak magnez (czyt. choćby na smołę), i aż chciałoby się dowiedzieć czegoś więcej. Mam nadzieję, że panowie utkną tu na zawsze, jakkolwiek to brzmi, ale aż strach pomyśleć, jaki smutek ogarnie miasteczko, gdy ich melodie u Iana ucichną! Baw się dobrze i jak najdłużej! :)]

    Ferran, Cesar & Tilia

    OdpowiedzUsuń
  5. [Jest i on! Doczekałam się, warto było. <3 Chcesz zacząć nasz cudowny wątek? ;D]

    Shea

    OdpowiedzUsuń
  6. [ A dzień dobry!
    Muzyka jest dla mnie samej bardzo bliskim tematem, a dla Melody chyba jeszcze bardziej, więc oczywiście, mogłoby to ich jakoś połączyć :)
    Już tytuł karty mi się podoba, więc sądzę, że nasz wątek będzie bardzo ciekawy, a umacniam się w tym przekonaniu, gdy czytam całą resztę :D
    Masz może jakiś pomysł, jak mogliby się poznać?
    I dziękuję bardzo za te przemiłe słowa dotyczące mojej KP :) ]

    Melody Wild

    OdpowiedzUsuń
  7. [ A pewnie, że się da! Z tym koncertem może być gorzej, bo ona jest teraz trochę takim odludkiem, więc unika miejsc pełnych innych przedstawicieli jej gatunku, ale ten kościół brzmi zdecydowanie świetnie. Tam i ona mogłaby wejść, niby to "przypadkowo", jak organista zostawiłby uchylone drzwi, czy klucze gdzieś na jej widoku. Wtedy Mel by skryła się za organami, gdzie wcześniej przywlokłaby z organistą harfę (bo ostatecznie zmieniłam na nią wiolonczelę), ponieważ mieliby jakąś niezobowiązującą próbę. I korzystając z architektury wnętrza, ta zaczęłaby grać, zupełnie nie przejmując się niczym i nikim - bo przecież by sądziła, że nikogo tam nie ma. I wtedy pojawiłby się Angus.
    Pasuje? :D ]

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Okej, jak dla mnie wszystko cacy :) I pewnie, zacznę, może nawet teraz, żeby się trochę odseparować od prezentacji, bo mózg mi się przegrzeje -.- ]

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie potrafiłaby żyć bez harfy. Czasem zastanawiała się, do czego ją to wszystko doprowadzi?
    Miała plany, marzenia… Jakiś obrany cel w życiu, który spłonął jak wygasający knot od świecy, zaledwie za jednym dmuchnięciem. Nie wiedziała, chyba nie potrafiła odnaleźć się w nowej sytuacji - bieg natarczywych myśli wystarczająco odbierał dziewczynie możliwość racjonalnego postrzegania świata, a co dopiero mówić o czynach? Czasami czuła się tak, jakby coś w górze sterowało jej każdym ruchem, jej samej nie pozwalając tego zrobić. Jedynie gra, tworzenie, było takim odbiciem od trudnych realiów, gdzie mogła się schować i poczuć wreszcie bezpiecznie.
    Ciotka, zaniepokojona faktem, że Melody praktycznie nigdzie nie wychodzi, nie zajmuje się niczym, poza graniem, spacerowaniem po górach i robieniem zdjęć - czasem jeszcze coś namalowała - któregoś dnia postanowiła porozmawiać z tutejszym pastorem. Okazało się, że osoby z chóru kościelnego zapadły na jakąś epidemię, przez co próby nie mogą się odbywać, a organista nie ma nic ciekawego do roboty, niż siedzenie nad rzeką i łowienie ryb. Wpływ Annie i brak możliwości niezgodzenia się ze strony pastora sprawił, że Melody tego samego dnia została “poproszona” o przećwiczenie paru piosenek z organistą, używając własnego instrumentu. Dziewczyna była naprawdę zaskoczona tym faktem. Może los się jakoś do niej uśmiechnął?
    Po kilku godzinach ciężkiej rozmowy z współgrającym, miała ochotę rzucić wszystko i wrócić do ciepłych, znajomych kątów. Sama nie grała zbyt wiele, bo… Cóż, mieli z organistą inne spojrzenia na dane takty. Kiedy więc nadarzyła się okazja, żeby zostać w kościele samej, oczywiście to zrobiła.
    Udała, że żegna się z nim, a harfę zostawia, bo przecież będzie musiała wrócić tutaj kolejnego dnia, na jakże cudowną, kolejną próbę. Wyszła na zewnątrz uważnie obserwując mężczyznę. Zauważyła, gdzie położył klucz, więc po paru minutach zakradła się do wielkiej donicy z wybitnie śmierdzącym kwiatkiem - nie dziwne było, dlaczego ludzie do kościoła nie przychodzą… - i wyciągnęła zza niej kluczyk. Rozejrzała się, czy nikt jej nie obserwuje, a następnie wślizgnęła się na powrót do środka.
    Wzięła głęboki wdech i przymknęła na moment oczy. Tego właśnie potrzebowała.
    Wdrapała się po schodach i usiadła przy swojej kochanej harfie, dając sobie chwilę na wyciszenie. Potem, bardzo delikatnie, muskając struny grała przyjemną, delikatną melodię. Z czasem stawała się ona coraz bardziej wyrazista, a palce Melody pewniej dotykały instrument, tworzący teraz kojące, przyciągające dźwięki. Nie spostrzegła nawet, kiedy zaczęła się uśmiechać. Wreszcie znowu mogła poczuć to wspaniałe szczęście, ciepło rozlewające się po duszy… Zapomnieć.

    [Mam nadzieję, że jakoś mi wyszło, bo z myśleniem mam dzisiaj problem :( ]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Dziękuję pięknie za miłe słowa (też się w tych jego błękitnych oczach topię!). A czy Cesar jest smutny? Raczej poważny z natury... No, może odczuwa trochę żalu, ale przeżył dziesięć lat bez ukochanej i w końcu jakoś wziął się w garść. Bardziej smutny niż Cesar jest Ferran – dla niego nie ma już nadziei na tym świecie. Ale dobra! Na wątek ochotę mogę mieć, bo Angus fajny, nie ukrywam. Tylko kwestia pomysłu, którego na razie w głowie jeszcze nie mam. Coś mi tam świta ale są to przebłyski nijak nie pasujące do niczego konkretnego. Na ten czas do głowy przyszło mi jedynie coś takiego: Calderon mógłby znać babkę Marcusa, jego również mógłby kojarzyć, skoro tutaj przebywał. Może Marcus podsunąłby chłopakom pomysł, żeby po nalewkę udać się właśnie do Cesara? Jego matka żyje z nalewek, więc z pewnością są zadowalające. Calderon mógłby w zamian chcieć pograć na akordeonie, albo coś. Zrobiliby więc ognisko sobie nad Roedeark. Chyba, że interesuje Cię wątek z Tilią albo Ferranem, to wtedy pomyślimy coś innego :)]

    Cesar Calderon

    OdpowiedzUsuń
  11. Na szczęście, nie natknęła się na ojca ani żadnego z braci, kiedy wychodziła z domu. Nie miałaby żadnych problemów z wyjściem, jednak nie czuła się dobrze, kłamiąc im prosto w oczy. A przecież nie mogłaby powiedzieć żadnemu z nich, że idzie do pani Gertrudy, bo wszyscy aż za dobrze wiedzieli, kto gości u niej od kilku tygodni. Nie miała pojęcia, w co też najlepszego się pakuje, nie wiedziała, dokąd zmierza, ale była pewna jednej rzeczy — chciała zobaczyć Angusa. I nic nie mogła na to poradzić.
    Kuzynka śmiała się, że Shea została ich groupie, ale dziewczyna zawzięcie się tego wypierała. Leo polubiła, owszem, był zabawny, a w stosunku do niej zachowywał się też całkiem grzecznie. Marcusa starała się unikać, tym bardziej, kiedy sięgał po koncertach po alkohol. Zapewne niewiele z tego później pamiętał, ale bywał nieprzyjemny. Momentami ordynarny. Z Angusem to była zupełnie inna historia, choć nadal całkowicie platoniczna i Shea starała się nawet nie myśleć o tym, czy naprawdę chciałaby to zmienić. Polubiła go od razu. W zasadzie, w całym swoim życiu, nigdy nie poznała nikogo, kto trafiłby do niej tak szybko. Angus zdawał się zawsze wiedzieć, o co jej chodzi, o czym myśli i w jakim jest humorze. Wszystko doskonale rozumiał. To było zdumiewające.
    Pukała do drzwi, jednak Gertrudy widocznie nie było, a ze środka dobiegała muzyka, nic więc dziwnego, że nikt jej nie słyszał. Wiedziała też, że nikt na nią nie czeka, bo z nikim się nie umawiała – znalazła jednak jedną ze starych płyt z kolekcji dziadka, o której kiedyś z Angusem rozmawiali i stwierdziła, że nie ma sensu czekać z tym do kolejnego dnia. Weszła do środka, co zdarzało jej się już w przeszłości i ruszyła za muzyką. Po chwili dobiegły ją głosy chłopaków, słyszała głównie Marcusa. W pierwszej chwili wywróciła oczami, słysząc jego ton; od razu wiedziała, że jest pijany. Dopiero po dobrych kilku sekundach dotarło do niej, że była tematem tej rozmowy. I aż zrobiło jej się słabo, kiedy zorientowała się, o co chodzi.
    Stała już w drzwiach pokoju, w którym byli, jednak żaden z nich jej nie zauważył. Przez chwilę stała w miejscu, sądząc, że Marcus zacznie się śmiać i powie, że tylko żartował, ale chłopak nadal czekał na reakcję Angusa. I Shea też.
    Miała wrażenie, że pękło jej serce, kiedy Shaw nie spławił kumpla w stanowczy sposób. Zaczął się wykręcać, ale Shea, po tym jak usłyszała, że owszem, zdarzało mu się to w przeszłości, wydała z siebie zduszony okrzyk, ściągając na siebie ich uwagę. Wszyscy trzej spojrzeli na nią, ale nie czekała już na ich reakcję. Obawiała się wybuchu śmiechu. Odwróciła się gwałtownie na pięcie i, prawie potykając się o własne nogi, opuściła pokój, w którym się znajdowali, a następnie dom, walcząc z szalikiem, który zdążyła ściągnąć.

    Shea Callaghan ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. [Jakie fajne zdjęcie! I taka nazwa zespołu... Budzi we mnie mieszane uczucia, bo z jednej strony poranek i poniedziałek w jednym to bardzo, bardzo złe, a z drugiej kojarzy mi się ze wspaniałym ironicznym zabiegiem, a te całym serduszkiem kocham!
    Cześć! Witamy serdecznie uroczego pana, który ma bardzo fajną kartę (naprawdę przyjemnie mi się ją czytało!). Życzymy miłej zabawy i wielu wątków, a w razie chęci zapraszamy do nas!]

    Penny Hewitt

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Co ty mówisz, jest super! :D ]
    Muzyka... Tak wiele potrafiła przekazać. Nie trzeba było mówić, żeby ludzie znaleźli między sobą porozumienie. Jedynie należało wytężyć słuch, może i zamknąć oczy... A potem tylko dać się porwać fali przeróżnych dźwięków, aby objęło ciało, duszę i umysł. Nic dziwnego, że powstało coś takiego, jak muzykoterapia. Bo czy istnieje człowiek na świecie, który były całkowicie odporny na melodie? Nawet głuchoniemi w jakiś sposób odczuwają fale i drgania - są przecież też tacy tancerze, czy pianiści. Niewątpliwie takie osobniki to ewenementy, ale cuda się zdarzają...
    Czy cud może pojawić się też w życiu Melody? Na pewno bardzo by chciała. Może wtedy cała rzesza oskarżycieli spojrzałaby na dziewczynę inaczej, próbując zrozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło. Tutaj nie chciała o tym mówić. nie taki był zamysł podróży do Mount Cartier. Bała się jednak, że w którymś momencie wrota przeszłości otworzą się i pochłoną ją w niekończący się tryb poczucia winy. A i tak przecież wciąż tak się działo.
    Grała. Dawała swoim zmysłom chwilę wytchnienia, całkowitego zrelaksowania się. Nie dość, że odpoczywał umysł, to jeszcze ciało odprężało się, nie było aż tak zimne, jak zazwyczaj. Czasami miała wrażenie, że stawała się soplem lodu, który stopić może jedynie pasja. Nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś z nią grał, co stanowiło problem w szkole artystycznej, do której przez rok uczęszczała. Potem... Zawalił się cały świat, a dziewczyna nawet nie myślala o powrocie do tamtego miejsca. I tam była spalona.
    Coraz bardziej pozwalała muzyce wkradać się we wnętrze, kiedy w pewnym momencie coś jakby poszarpało nieskazitelne źródło szczęścia, jakim była samotna gra. Zastygła, palce znieruchomiały, a serce zaczęło bić mocniej. Otworzyła oczy, do tej pory przymknięte, ukradkiem spoglądając na dół, lecz nikogo nie widziała. Nie wiedziała, dlaczego, ale coś kazało Melody znowu grać, wplątując swoje dźwięki z innym instrumentem. Uśmiechnęła się nawet kącikiem ust, odpowiadając na nienzajomą melodię. Musiała przyznać, że takiego połączenia jeszcze nie słyszała. Harfa i akordeon? Coś zdecydowanie szalonego. Jak na nią, oczywiście.
    Po niedługim takcie znów przerwała, tym razem delikatnie odsuwając się od strun. Przygryzła delikatnie dolną wargę, przez chwilę wahając się, czy powinna pokusić się o poznanie nowego przybysza. Skończona czynność jednak na tyle wyzwoliła dziewczynę z podstawowych pohamowań, że ostatecznie Wild wstała i zbliżyła się do balustrady, opierając na niej dłonie.
    - To kościół, czy jakaś specyficzna sala koncertowa? - Spytała cicho, z zaciekawieniem przyglądając się chłopakowi. Lekko przechyliła głowę na bok, nie odrywając od niego wzroku. Czekała, niczym nieco płochliwa sarna, aż ten wykona swój ruch.

    OdpowiedzUsuń
  14. [Holly nawet nie ma zamiaru się przed nim chować :D Szczególnie, że zapewne już słyszała Monday Morning i mogła jej się ich muzyka spodobać. No i jak najbardziej mogli się już poznać za sprawą niewielkich wypadków Angusa ;) Hmm, czyli tak, już się znają, może nawet zdążyli się już polubić. Możemy więc wrzucić ich w jakieś randomowe spotkanie w domku Holly, ewentualnie wysłać ich do Churchill na występ jakiegoś innego, lokalnego zespołu.]

    HOLLY

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie oglądała się za siebie, chciała jak najszybciej znaleźć się jak najdalej od tego miejsca, od tych chłopaków, od Angusa. Chciała w jednej chwili zapomnieć, że kiedykolwiek pojawili się w Mount Cartier, że tak dobrze bawiła się w ich towarzystwie, że tak dobrze rozumiała się z Angusem. A przynajmniej tak jej się wydawało. Czy naprawdę wszystko to było kłamstwem? Shea nie mogła w to uwierzyć; a jednak. Ojciec miał rację, jej bracia mieli rację — nie nadawała się do świata. Nic o nim nie wiedziała i była łatwym celem dla ludzi takich, jak tych trzech muzyków. Gdyby faktycznie kiedykolwiek stąd wyjechała, nie poradziłaby sobie. Przepadłaby.
    W tamtej chwili Shea naprawdę gotowa była zapomnieć o wszystkich swoich marzeniach i żyć tak, jak chciałaby tego dla niej jej rodzina.
    Wtedy go usłyszała. Przez moment się zawahała — dlaczego za nią biegł? Zaraz jednak w jej głowie pojawiła się myśl, że to też musi być częścią planu, że nie chcą tak łatwo odpuścić. Biegła więc nadal, niemal na oślep, a nogi zaczynały jej się plątać, kiedy Angus złapał ją mocno za ramię. I gdyby nie to, że jego uścisk był tak stanowczy, niechybnie wylądowałaby na ziemi. I chociaż próbowała się wyrwać, to jej na to nie pozwolił — po raz pierwszy widziała w nim takie zdecydowanie, co znów kazało jej wątpić w całą tę sytuację.
    Spojrzała na jego bladą twarz, usta, które zaczęły już sinieć od zimna, bo mróz nie odpuszczał, a Angus był w samej tylko koszuli. Wiedziała, że jeszcze moment i zacznie szczękać zębami i nagle ogarnęła ją ogromna chęć przytulenia go. Potrząsnęła jednak delikatnie głową; nie mogła odpuścić, nie mogła się ugiąć. Choć musiała przyznać, że nigdy nie było jej tak ciężko, szczególnie, gdy patrzył na nią w ten sposób tymi oczami.
    — Za co mnie przepraszasz? — burknęła, wyrywając w końcu ramię z jego uścisku. Odsunęła się o krok od niego, ale nie zaczęła znów biec. Stała z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała i patrzyła na niego z wyrzutem, a oczy błyszczały jej od łez. Na szczęście, powstrzymała płacz. Albo była zbyt zła, by płakać — Jestem zła tylko i włącznie na siebie… Byłam głupia. Nie wiem właściwie, co sobie myślałam… — Odwróciła głową. Czuła się jak idiotka. — Naprawdę to robicie? Jeździcie od miasta do miasta, żyjąc z głupoty naiwnych dziewczyn? — Prychnęła rozgoryczona faktem, że sama zaliczała się do tego grona.


    OdpowiedzUsuń
  16. Troszkę opóźniam, ale! Co ja zrobię, że tyle komplementów dałam, jak ja lubię chwalić zgrabne i ładnie napisane karty. A jeszcze jak jest w nich jakaś odrobina oryginalności to po prostu nic tylko raj dla oczu! :D Powiem Ci w sekrecie, że rozglądałam się czy w Polsce ktoś takiej magii nie tworzy, ale jakoś jeszcze nie trafiłam nigdzie. A sama kupiłabym te jelonki!
    Co do wątku to brakuje mi oryginalnego pomysłu, bo coś takiego jak poznanie się w barze, to pewnie masz już w nadmiarze. Chyba po części można wykorzystać bratanków Solane, którzy mogliby jakiś głupi żart zrobić typu rzucać balonikami z wodą w przechodniów albo z procy i trafić w Angusa, może jakoś tak niefortunnie, że coś by mu zrobili, a Solane która akurat wychodziłaby na dwór z domu zauważyłaby zamieszanie i oczywiście musiałaby zakleić ewentualną ranę. Ewentualnie leje, wycieraczki jej się popsuły i ledwie co widzi, ale jest już blisko domu, nie zauważa Angusa idącego drogą i lekko w niego uderza (zawrotna prędkość pewnie 20km/h przy takich warunkach i uszkodzeniach), a wtedy to tez na pewno do domu go zabierze na herbatę i przesuszenie. Inna opcja jeszcze to wykorzystanie jej pracy - może Angus chciał jakiś prezent zrobić komuś i przyszedł po zamówienie do Sol, jakieś specjalne życzenie dla kumpla z zespołu na urodziny?
    Myślisz, że coś z tego, by się nadawało? ;)

    Solane

    OdpowiedzUsuń
  17. W pierwszej chwili zmiękła. Całkowicie. Gdyby nie jego dłonie, ugięłyby się pod nią kolana i osunęłaby się na ziemię. Oczy jej zabłysły, tym razem nie łzami, ale czymś weselszym. Jednak nie trwało to długo, bo w głowie znów pojawiły się wątpliwości. Agresja znikła. Już nie chciała go bić, wyrywać się ani uciekać. Położyła dłoń na jednej z jego dłoni, spoczywających na jej policzkach. Odciągnęła ją delikatnie i ucałowała jej wnętrze. Patrzyła na niego ze smutkiem. Nawet nie miał pojęcia, jaką walkę toczyła ze sobą wewnątrz.
    Chciała mu wierzyć, bardzo. Starała się nie myśleć o tym wszystkim zbyt wiele, ale Angus zaprzątał jej głowę, czy tego chciała, czy nie. W końcu zawsze sądziła, że będzie sama w swoim szaleństwie, a on dał jej nadzieję, że ktoś mógłby być przy niej, nawet jeśli jej rodzina nie zaakceptowałaby jej marzeń i planów. Umysł podsuwał jej różne obrazy, ale ujrzała, że z Angusem mogłaby być szczęśliwa, gdyby tylko oboje tego chcieli. Ale czy tak było? Shea nadal miała wątpliwości. Stał tam, otwierając się przed nią, mówiąc rzeczy, o których marzyła, żeby je usłyszeć z jego ust, ale wątpiła. I nic nie mogła na to poradzić.
    Z bólem odsunęła się od niego, delikatnie odtrącając jego ręce i kręcąc głową. Wtedy nie wytrzymała, a dwie pojedyncze łzy spłynęły jej po policzkach. Wytarła je szybko nadgarstkami, nim Angus zdążył zareagować.
    — Nie doznałam nieprzyjemności ze strony Marcusa… — powiedziała, ze złością w duchu stwierdzając, że głos nieco jej się łamie. Odchrząknęła. — A przynajmniej nie tylko. Ale ty, Angus… On opowiadał o tamtych dziewczynach, żaden z was nie zaprzeczał, przytakiwaliście, wzruszaliście ramionami. Dopiero kiedy zorientowaliście się, że tam jestem… Nie wiem — powiedziała szczerze, patrząc mu w oczy ze smutkiem i bólem. — Chciałabym ci uwierzyć, ale… Nie mogę, nie wiem, jakiś wredny głosik w mojej głowie wyśmiewa moją naiwność. Chciałabym, z tobą, boże, nawet nie wiesz, jak bardzo, jak cię… — urwała, kręcąc głową, czując, jak coraz bardziej zbiera jej się na płacz. — Wracaj do środka, rozchorujesz się — rzuciła nagle, odwróciła się i pospiesznie odeszła, wybuchając płaczem, który stłumiła poprzez zakrycie się szalikiem. Miała nadzieję, że tym razem nie pójdzie za nią.


    OdpowiedzUsuń
  18. [Jej, dziękuję za miłe słowa! <3
    Hm, a wolisz relację pozytywną czy negatywną? c:]

    Penny Hewitt

    OdpowiedzUsuń
  19. [Wymyślę coś w każdym z trzech przypadków, ale kwestia tego, jaka postać Ci najbardziej odpowiada. Jeśli Cesar ma zostać, to mamy pomysł z ogniskiem, jeśli Ferran, lub Tilia, to zależy od wyboru – wymyślać mogę dużo :)]

    Cesar Calderon

    OdpowiedzUsuń
  20. [Mogę zacząć ja, a że na razie masz urlop jak widzę, mogę się nie śpieszyć xD]

    HOLLY

    OdpowiedzUsuń