
| Mount Cartier | Wall Street |
Sukinsynem i kanciarzem nie można się urodzić. Nim trzeba nauczyć się być. To nigdy nie jest tak, że ktoś chce zostać nim w przyszłości. W dziecięcych marzeniach chłopcy pragną kariery astronauty, strażaka, prawnika, czy piłkarza. On pochodził z Wielkiej Brytanii, dlatego zawsze marzył o tym, żeby kierować czerwonym autobusem. Ale został zawodowym kłamcą. Nie żeby to planował. Po prostu tak wyszło. Był mistrzem blefu i negocjacji, naturalnym liderem. Mógł zostać odnoszącym sukcesy szefem przełomowego biznesu i kosić miliony ludzi z milionów, a wolał zostać bukmacherem, kosząc miliony z miliarderów.
Był światowym człowiekiem, nosił garnitury od Hugo Bossa. Zgodnie z ogólnie przyjętą normą, był też sam. On i szklaneczka bourbona na dobranoc, na popicie kolejnego sukcesu. Nie żeby nie spał nigdy z żadną kobietą. Znał je, a wręcz wiele z nich, a jako człowiek miastowy - wielkomiastowy nawet, był z nimi całkiem nieźle oswojony. I jak większość ludzi światowych, odnoszących sukcesy, nie miał problemu z rozpoczęciem związku. Problemy zaczynały się tam, gdzie trzeba go było utrzymać.
W Mount Cartier zjawił się przypadkiem. Odziedziczył w spadku zajazd po kimś, kogo nawet dobrze nie pamiętał. "Annie", bo tak zwała się niedawno zmarła, urocza, starsza pani, była ponoć jego daleką krewną i nie miała żadnej bliższej rodziny. A jako, że on, wychowany przez wuja, nigdy nie poznał rodziców, o niej też wiele nie słyszał. Podróżował przez Londyn do Nowego Jorku na Wall Street, ale kanadyjskie miasteczko, z którego pochodziła jego matka, nie było mu po drodze.
Przyjechał sprzedać nieruchomość, miał opchnąć ją za grube pieniądze, ale okazało się, że tutaj nikt takich nie posiada. Planował wyjechać, tygodnie temu, ale pierwszego dnia Ronald Byers, w barze BnB, oblał piwem koszulę od Armaniego. Trzeba było ją ratować. Następnego, sufit w kuchni Annie zwalił mu się na głowę. Musiał go naprawić. Zatrudnił ludzi, którzy mieli się tym zająć. Wśród nich, żona Connora zgubiła psa, a on przypadkiem go znalazł nad jeziorem Roedeark. W ostatnią środę znalazł też pięć innych powodów, żeby jeszcze przez chwilę tu pobyć.
I cały czas znajduje nowe.
