OCTAVIAN CARNEGIE
SZKOT z Dùn Phàrlain // LEKARZ NA MISJI
1
2
3
Pamiętasz, jak stanąłeś przed złoconym lustrem, wsunąłeś spinkę na dokładnie zaprasowany, francuski mankiet i po raz kolejny zobaczyłeś w swym obiciu nicość? Jak w jednej sekundzie tego szczególnie zatrutego życia zrozumiałeś, że stałeś się wypchaną marionetką? I bynajmniej nie dlatego, że twój ojciec to taksydermista z zamiłowania, a wypychanie zwierząt jest ci obce. Wiesz co? Mogłeś chociaż udawać, że wszystko jest w porządku – stać przed tym starym lustrem, zapinać guziki jedwabnej marynarki i przestać zauważać, jak twój własny ojciec niszczy po cichu spokój domowego ogniska. No, ale wciąż nie nauczyłeś się żyć pod czyimś dyktandem, a każdorazowa próba przywłaszczenia twej osobowości nadal kończy się dotkliwym fiaskiem – nie zapiąłeś więc marynarki, schowałeś drewnianą szkatułkę ze złotym pierścionkiem i zatrzymałeś koło fortuny w najmniej oczekiwanym momencie.
Prawda jest taka, że nigdy nie musiałeś się starać i nigdy nie musiałeś o nic walczyć... Właściwie, to niczego nie musiałeś, a co najwyżej mogłeś – wszystko miałeś podane bowiem na tacy, gdy tylko otworzyłeś błękitne ślepia w progach szkockiego szpitala. Mimo to zawsze się starałeś i zawsze walczyłeś, albowiem ty w przeciwieństwie do ojca nie potrafiłeś mierzyć prawdziwego bogactwa pieniądzem. Wobec tego zawsze byłeś ostatnim do kłótni i pierwszym, który podejmował się rozwiązania doskwierającego problemu, bo więcej niż słowa znaczyły dla ciebie tylko czyny. Pomimo, że goniłeś za niemożliwą do osiągnięcia doskonałością, rezygnowałeś z ważnych planów dla małostkowych spraw i wspierałeś biednych na przekór pustym regułom dumnego jak paw ojca. Choć podobny do rodziciela jak kropla wody, zawsze byłeś inny. Może dlatego, że na własnej skórze się przekonałeś, że nie wszystko da kupić się za pieniądze, a w życiu są rzeczy bezcenne, których nie da się przeliczyć na żadną z możliwych walut.
I teraz nie stajesz już przed złoconym lustrem, nie wsuwasz spinek na mankiety i nie nosisz zaprasowanych w kant garniturów. Ktoś mógłby pomyśleć, że miałeś – i ciągle masz – wszystko, ale ty dobrze wiesz, że nie miałeś kiedyś nic. Teraz masz już wystarczająco, a poza prawdziwym życiem i szczerością nie chcesz niczego więcej.
Prawda jest taka, że nigdy nie musiałeś się starać i nigdy nie musiałeś o nic walczyć... Właściwie, to niczego nie musiałeś, a co najwyżej mogłeś – wszystko miałeś podane bowiem na tacy, gdy tylko otworzyłeś błękitne ślepia w progach szkockiego szpitala. Mimo to zawsze się starałeś i zawsze walczyłeś, albowiem ty w przeciwieństwie do ojca nie potrafiłeś mierzyć prawdziwego bogactwa pieniądzem. Wobec tego zawsze byłeś ostatnim do kłótni i pierwszym, który podejmował się rozwiązania doskwierającego problemu, bo więcej niż słowa znaczyły dla ciebie tylko czyny. Pomimo, że goniłeś za niemożliwą do osiągnięcia doskonałością, rezygnowałeś z ważnych planów dla małostkowych spraw i wspierałeś biednych na przekór pustym regułom dumnego jak paw ojca. Choć podobny do rodziciela jak kropla wody, zawsze byłeś inny. Może dlatego, że na własnej skórze się przekonałeś, że nie wszystko da kupić się za pieniądze, a w życiu są rzeczy bezcenne, których nie da się przeliczyć na żadną z możliwych walut.
I teraz nie stajesz już przed złoconym lustrem, nie wsuwasz spinek na mankiety i nie nosisz zaprasowanych w kant garniturów. Ktoś mógłby pomyśleć, że miałeś – i ciągle masz – wszystko, ale ty dobrze wiesz, że nie miałeś kiedyś nic. Teraz masz już wystarczająco, a poza prawdziwym życiem i szczerością nie chcesz niczego więcej.
odautorskie
