A kiedy śnieg przestanie prószyć, to Monty na spacer ruszy.

Blog zawieszony

Po przeprowadzeniu ankiety większością głosów wygrała opcja zawieszenia bloga. Oznacza to, że autorzy mają możliwość dalszej gry i zapisów, ale administracja — za wyjątkiem wysyłania zaproszeń i wpisywania do listy bohaterów — nie będzie angażować się w życie bloga. Z tego samego powodu zakładka Organizacyjnie na czas zawieszenia bloga zostaje usunięta. Raz jeszcze dziękujemy za Waszą obecność i życzymy Wam wszystkiego, co najlepsze.

nie istnieję & latessa

Kalendarz

16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap I - link
01/05/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap II - link
02/05/17 Nowy nagłówek
17/09/17 Wydarzenie: Spływ kajakowy - link
02/02/17 Nowy szablon
14/02/17 Wydarzenie: Poczta walentynkowa - link

Słuchaj, bo inaczej twój język uczyni cię głuchym

Latro Nayeli, a właściwie Leodegar Latro Nayeli, na świat przyszedł w Mount Cartier w roku 1983, jako pierworodne dziecko Caelestii i Mulio Nayeli. Pozostał jednym z niewielu już reprezentantów plemion Kenistonoag/Ojibwa, które w wyniku ekspansji na ziemiach Manitoby zajmowały niegdyś bardzo rozległe tereny. Choć w dawnych czasach oba plemiona toczyły ze sobą konflikty – aktualnie nic nie stało na przeszkodzie, by Indianin Cree z północnej Manitoby, poślubił Indiankę Ojibwe z zachodniego Quebec. Pomimo, że współczesny świat rozwija się w dynamicznym tempie, Latro wychowywał się zgodnie z tradycją, stale powielaną przez – głównie tych najstarszych – członków rodziny, bowiem kobiety nadal sadzą w sezonie dynie i zbierają dziki ryż, zaś mężczyźni pozyskują korę brzozową, którą oddają na handel. Wobec tego wszystkie latorośle państwa Nayeli dorastały pośród prac rolnych i rzemieślniczych, z których po dziś dzień się utrzymują. Mulio, jako cieśla od lat stawiający w Mount Cartier większość drewnianych chat, ze szczególną pieczołowitością przyuczał najstarszego z potomków do strugania w drewnie – to dlatego Latro zapisał się w pamięci tubylców jako chłopczyk z trocinami we włosach, bo drewniane opiłki wiecznie je dekorowały. Chcąc, czy też nie chcąc, zawód cieśli był mu więc pisany i, zgodnie z wolą ojca, to właśnie cieślą się stał. Ale w biegu życia oraz całej gammie obowiązków, która spoczywała na jego barkach, zdołał również spełnić swoje marzenia, bo gdy tylko pierwszy, wykonany z kory brzozowej canoe został wymieniony na prawdziwą gotówkę – a z ojcem sklejał go niemalże przez cały nastoletni okres – dostał wolną rękę w wyborze prywatnej pasji. I choć Mulio, jako zapalony fan hokeja, po cichu liczył, że syn przywiezie łyżwy, kij i krążek, to nie miał cholernie kwaśnej miny, jak okazało się, że Latro większość pieniędzy wydał na uczestnictwo w zawodach skuterów śnieżnych, notabene nie przywożąc z nich wtedy zupełnie nic. Była to jednak inwestycja, która po kilkunastu latach okazała się dobrym strzałem w dziesiątkę, bo pomimo szeregu kontuzji i złamań, nabytych na treningach podczas upadków przy dużej prędkości, najstarsze dziecko Nayeli zostało podopiecznym firmy Arctic Cats, dla której na skuterach śnieżnych ściga się już kilka dobrych lat. Natomiast rodzice są wyraźnie zadowoleni z wyborów syna, bo w związku ze sportową – i w tym przypadku elastyczną – karierą, Latro nigdy nie musiał wyjechać z Mount Cartier na stałe, a co za tym idzie: pozostawić drewnianego interesu, i całego gospodarstwa domowego, na pastwę losu. Za sprawą ogromnych pokładów wrodzonej determinacji, w rajdach śnieżnych zdobył już kilka medali, a w tym srebro na Grand Prix Ski-doo de Valcourt w Valcourt, aczkolwiek żadna z wygranych, czy przegranych, nigdy nie skłoniła go do opuszczenia małej, rodzinnej wioski. To dlatego ilekroć kończyły się zawody, szybko wracał do pozostawionych w Mount Cartier powinności – do strugarki i pordzewiałego ciesaka; do ojca z amputowanymi trzema palcami u lewej dłoni, który nie potrafił już sam przytrzymać sobie długiego bala; do matki, której okłady z korzenia żywokostu i liści jukki zawsze przynosiły ulgę kontuzjowanym stawom; do babki, z którą po dziś dzień zaplatał kolorowe łapacze snów oraz różnorakie wampum. Do siostry i brata, którzy zawsze go wspierali, choć nierzadko grali też na nerwach. Wracał do bliskich, bo pomimo braku cywilizowanych luksusów bezgranicznie ich sobie ceni.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz