Kalendarz bloga
16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap I - link
01/05/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap II - link
02/05/17 Nowy nagłówek
17/09/17 Wydarzenie: Spływ kajakowy - link
Wrzesień • 14°C
Jeśli ktoś myślał, że koniec wakacji przyniesie nam gwałtowne ochłodzenie, to czeka go spore rozczarowanie! Na horyzoncie ciągle widać częściej słońce niż deszcz, co w sumie jest trochę nietypowe jak na nasze miasteczko, prawda? Ale jeszcze nie panikujmy, zimnolubni na pewno niedługo będę mogli się cieszyć z gwałtownego spadku temperatury i ciężkich opadów białego puchu... tak, tak, moi drodzy, już za chwilę powróci do nas zimowa aura, która jak zawsze będzie nam towarzyszyć przez kolejnych osiem miesięcy. Zdążycie jeszcze zatęsknić za tymi zielonymi trawnikami! Jako Wasza ulubiona pogodynka jestem tego stuprocentowo pewna.

13.07.2017

Cisza, przyjacielu, nie przynosi słów



Effie Esther Vinberg

sobota, 31 XII 1996, Scone, Szkocja — córka pary brytyjskich muzyków — przyjezdna; aktorka musicalowa, skrzypaczka — obecnie półsierota — najmłodsza z trójki rodzeństwa: dwie starsze siostry — od kilku tygodni mieszkająca w mount Cartier — nieduży domek dzielony z matką i psem — półtora metra dziecięcej budowy ciała, rudawych loków i ciemnych, zielonych oczu


Dotykasz mnie, przyjacielu. Twoje dłonie w zetknięciu z moją wiecznie zimną skórą są jak ogień, parzące i bezlitosne. Pękam wewnętrznie, rozerwana szalejącym pożarem – lecz ty nie możesz albo nie chcesz tego zobaczyć. Drżę cała, pozwalając dreszczom przenikać zmysły niczym deszcz ziemię; a ty, ty patrzysz tylko i milczysz. Przyjacielu. Twe słowa lśnią jak poemat. Odrobiną poezji jestem w stanie na długo uśmierzyć palący ból w środku; to głód, a wypowiedziane przez ciebie zdania są najdelikatniejszym pokarmem. Doceniam to – wiem, że równie dobrze mógłbyś zaniemówić na zawsze, a tego bym nie przeżyła: dosłownie i w przenośni. Dlatego odsuwam się niechętnie i tylko wtedy, gdy żądasz; ta myśl, myśl, że mogłoby cię zabraknąć, napawa mnie histerycznym niepokojem.
Budzisz mnie, przyjacielu. Twój najdrobniejszy ruch wywołuje falę paniki; a nuż coś poszło nie tak i ty, przerażająco wściekły, staniesz u progu, z palącą potrzebą reakcji. W tej scenie pojawiam się ja – zawsze w gotowości, zawsze pod ręką: dosłownie i w przenośni. Wiem, co powiedzieliby ludzie i wiem, że z braku wiedzy o nas nie powiedzą nic. A i my nie zdradzimy tego nikomu... Przyjacielu. Nachylasz się powoli – ta część zawsze wybrzmiewa spokojnym rytmem – wplątując mi palce we włosy; szwy trzeszczą, grożą pęknięciem, ale to nic. Nigdy jeszcze nie pękły: nie ma się czym przejmować.
Ranisz mnie, przyjacielu. Och, zbyt dużo na mej głowie historii, bym w krótkim czasie zdążyła wyznać je wszystkie – skrywane sińce, rozcięcia zbywane śmiechem. Mogłam zareagować – powiedzieć na przykład: nie szkodzi, najdroższy – lecz przecież nigdy nie ubiegałeś się o rozgrzeszenie. Nie, ty już wiedziałeś, choć ja jeszcze byłam naiwna, że wymagać można tylko od innych: ale nigdy od ciebie, dosłownie i w przenośni. Przyjacielu. W tamtym krzyku zawsze rozpacz górowała nad przyjemnością, a ty nie chciałeś albo nie mogłeś tego zauważyć. To nic wielkiego; przywykłam już, że zawsze stoisz na górze, a świat przed tobą otworem.
Wreszcie, wbrew i na wprost wszystkiemu, co kiedykolwiek padło między nami: to nie ja jestem Okrutna, lecz ty, przyjacielu... dosłownie – i w przenośni.

Oddamy Przyjaciela z karty komuś, komu marzą się skomplikowane relacje.
Do oddania również siostry z powiązań.

( 7 )

  1. [ O jejku jaka... poetycka karta *o* Bardzo mi się podoba. No i witam kolejnego rudzielca o zielonych oczach! <3 Do tego Szkotka. Jak tu jej nie kochać? Ja juz kocham ^_^
    Także witam się cieplutko i zapraszam do siebie. Może się jakoś dogadamy :D No i raz jeszcze zachwycę się kartą. Bardzo mi się podoba sposób, w jaki ją napisałaś. Nic tylko ochy i achy! ]

    Martha Melody Jones

    OdpowiedzUsuń
  2. [Wow! Kartę napisałaś niesamowicie! Przeczytałam raz i drugi. I przeczytam za chwile po raz kolejny. Cudowny tekst, chociaż nie ma w tu żadnej sielanki, a wręcz odwrotnie. Wiec "cudowny" to złe słowo. Przejmujący, poruszający, taki co to na długo utkwi w głowie ;) zdjęcie tez masz świetne!
    Zapraszam do siebie do posągowej Miny! Koniecznie chciałabym coś z Tobą napisać :D i ta postać chyba dużo lepiej się nam nada do interakcji, niż monstrealna Meredith, bo ta zrobię ogniem na dzień dobry xD
    Baw się tu dobrze! Dużo weny, dużo relacji mniej i bardziej skomplikowanych i przygód z szopami, skunksami i niedźwiedziami ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Mina od kilku tygodni także przebywa w Mount Cartier, więc może do wiekszego Churchill obydwie nasze rude babki dostały się jednym busem? i po drodze nawet razem zdążyły głośno zwrócić uwagę na jego słabą jakość - łuszczącą się farbę napisu firmowego przewoźnika, trzęsące się szyby i nieprzyjemny aromat foteli? xD później każda by się przetransportowała osobno do celu i nagle wpadłyby na siebie w sklepiku, o! ]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ależ proszę bardzo ;)
    Pomysł mi się jak najbardziej podoba :D Bo to zapewne na Marthę spadłaby odpowiedzialność wypytania matki Effie i spróbowania się czegoś dowiedzieć. W końcu jedyna pracującą na stacji kobieta XD I to byłby ciekawy, niekonwencjonalny sposób na zapoznanie naszych pań :D Podsumowując jestem za!
    Pytanko. Mam zacząć, czy ty to zrobisz? :> ]

    Martha Melody Jones

    OdpowiedzUsuń
  5. [Nie łatwo obejść kartę obojętnie. Czytałam ją dwa razy i za każdym razem dochodzę do wniosku, że na równi ze współczuciem, czuję jeszcze niezaprzeczalną przyjemność z czytania. Masz lekkie pióro, na tyle wprawne, że zamiast roztkliwiać się nad losem udręczonej kobiety, skupiam się raczej na tym, jak umiejętnie jest to przekazane. W całej niedelikatności przyjaciela, uchwyciłaś kruchość panny Vinberg i może nawet uderzyłoby to we mnie silniej, gdyby nie ciekawość tego, czy Effie znajdzie w sobie kiedyś siłę do przeciwstawienia się przyjacielowi. Nawet zastanawiałam się nad jego przejęciem, obawiam się jednak, że za bardzo sympatyzuję z Twoją postacią, by potrafić ją tak perfidnie krzywdzić. Tak czy inaczej gratuluję kreacji i życzę owocnych wątków. A jakbyś chciała zagrać z którymś z moich chłopców, chwilowo mam trzech do oddania.]

    Andrew, Scott & Timothy

    OdpowiedzUsuń
  6. Z tym przyjacielem do przejęcia to jest tak, że musiałabym mieć określone, dlaczego jest wobec niej okrutny i trochę więcej o nim wiedzieć. O ile historię lubię dopasowywać do postaci sama, podstawy - takie jak motywy i charakter - wolałabym mieć określone przez drugą stronę grającą. Tylko w ten sposób jestem w stanie wyjść naprzeciw cudzym oczekiwaniom. Tak więc jeśli faktycznie chcemy się bawić w tworzenie Pana, to będę wdzięczna za wskazówki. Tutaj lub na mailu (imprison.men@gmail.com). A jeśli nie to wróćmy do Scotta i Effie:

    Jest między nimi 17 lat różnicy, więc wszelkie znajomości rówieśnicze odpadają, ale można ich wpleść w jakieś przypadkowe spotkanie.
    A) Scott idzie sobie przez miasteczko, a tu nagle widzi chwast. Jeden, drugi, trzeci... wszystkie na trawniku Vinbergów. A że dobry z niego chłop to by zaczął plewić ogródek. Ona z kolei, widząc obcego za oknem, pewnie wzięłaby go za złodzieja (których w MC oczywiście nie ma, ale skąd miała to wiedzieć, skoro mieszka tu od kilku tygodni?).
    B)Dziewczyna przychodzi na pocztę i zdziwienie, bo pracownik ma zaszklone oczy. A jeśli chcesz wiedzieć dlaczego to Ci wyjaśnię w wątku, jeśli byś się na niego zdecydowała. I nie, nie był smutny.
    C) Pies Effie przypałętałby się na ganek Scotta i akurat kiedy Finlay poiłby go wodą, panna Vinberg wkroczyłaby na ganek szukając swojej zguby.

    Wariant A i B mogłabym zacząć, przy C wolałabym, żebyś to Ty zaczęła. :)


    Scott Finlay

    OdpowiedzUsuń
  7. Dni w Mount Cartier zwykle były dosłownie identyczne. Martha miała tego szczerze dość. Rutyna ją zabijała. Cała ta powtarzalność, przewidywalność. Niestety zwykle niewiele mogła na to poradzić. Choć starała się z całych siły. Jednakże zdarzały się też dni takie jak ten. Inne, wyjątkowe, nieprzewidywalne, choć z pozoru nijak się nie wyróżniające.
    Zwykle rozchodziło się o ludzi. Wszak każdy był inny, nikt nie wypowiadał dokładnie tych samy zdań, a jednak stacja benzynowa nie była miejscem, które codziennie odwiedzali ci sami ludzie. Tym razem wyjątkowość dnia panienki Jones również zależał od ludzi. Zaczęło się od tego, że do budynku weszła kobieta. Martha akurat przeglądała jedno z czasopism podróżniczych na swoim miejscu za ladą. Na dźwięk otwierających się drzwi leniwie podniosła wzrok i uśmiechnęła się słodko. Na początku jednak zupełnie zignorowała nowo przybyłą i prędko wróciła do lektury.
    Parę minut później Martha wreszcie zauważyła, że coś jest nie tak. Odłożyła pismo na bok i zbliżyła się do jedynej klientki, która kręciła się bez celu. Odgarnęła swoje rude włosy za uszy, a potem delikatnie chwyciła nieznajomą za ramię. Zdobywszy jej uwagę uśmiechnęła się przymilnie .
    - Czy mogę jakoś pani pomóc? – spytała uprzejmie i z troską.
    Naprawdę zaczynała się martwić, ale wymiar kłopotów dotarł do niej, gdy usłyszała odpowiedź. Klientka nie potrafiła określić po co w ogóle przyszła na stację, ani skąd przyszła. Marthcie udało się tylko ustalić, że nieznajoma nosi nazwisko Vinberg. Nic ponadto. Posadziła więc kobietę na krześle i starając się ją uspokoić, próbowała czegokolwiek się dowiedzieć.

    [ Przepraszam za to „coś”. Początki kiepsko mi wychodzą ]

    Martha

    OdpowiedzUsuń

Słońce nas rozpieszcza, Mounty właśnie złapał kleszcza.