Kalendarz bloga
16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap I - link
01/05/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap II - link
02/05/17 Nowy nagłówek
17/09/17 Wydarzenie: Spływ kajakowy - link
Wrzesień • 14°C
Jeśli ktoś myślał, że koniec wakacji przyniesie nam gwałtowne ochłodzenie, to czeka go spore rozczarowanie! Na horyzoncie ciągle widać częściej słońce niż deszcz, co w sumie jest trochę nietypowe jak na nasze miasteczko, prawda? Ale jeszcze nie panikujmy, zimnolubni na pewno niedługo będę mogli się cieszyć z gwałtownego spadku temperatury i ciężkich opadów białego puchu... tak, tak, moi drodzy, już za chwilę powróci do nas zimowa aura, która jak zawsze będzie nam towarzyszyć przez kolejnych osiem miesięcy. Zdążycie jeszcze zatęsknić za tymi zielonymi trawnikami! Jako Wasza ulubiona pogodynka jestem tego stuprocentowo pewna.

18.04.2017

Czyste piękno tak bosko brzmi – jest jak trucizna we krwi


Penny Meredith Hewitt


Przypominam matkę. Mam jej rude włosy, jej chudą sylwetkę, jej bladą skórę bez jednego piega. Kiedy zacisnę pięści, przybiorę wyzywającą minę i zmrużę oczy, wyglądam tak jak ona, szarpana mackami złości. Ciemną zieleń oczu również odziedziczyłam po matce, i marszczę brwi w taki sam sposób; nos też marszczę, najczęściej z obrzydzenia, gdy spoglądam w lustro. Szkło odbija jej twarz – a ja chciałabym wreszcie zobaczyć własną.

Przypominam matkę, ale tylko pod względem wizualnym – na szczęście – bo miała raczej mniej, niż więcej uczestnictwa w moim życiu; zbyt mało, bym mogła przejąć od niej jakiekolwiek nawyki. Wszystkiego, co dziś potrafię, nauczyła mnie babcia, i chociaż mam spory problem z wyrażaniem uczuć, zawsze będę jej dozgonnie wdzięczna. Przynajmniej pod tym względem nie jestem jak moja matka – ona nie potrafiła nigdy nikogo docenić. Chyba to ostatecznie zaprowadziło ją do grobu.

Przypominam matkę, a to znaczy, że ludzie tkwią w przekonaniu, iż nasz kontakt był pozbawiony rys i wyrzeczeń. Przypominam matkę, więc jej dawni znajomi czują się upoważnieni, by komentować mój wygląd i wciąż składać zbolałym głosem wyrazy współczucia, bo przecież nie mogą wiedzieć, że ta śmierć była dla mnie wyzwoleniem. Przypominam matkę; i chociaż robię wszystko, by zauważyli we mnie odrębną osobę, moje wysiłki spełzają na niczym.

Przypominam matkę, czego za wszelką cenę chciałam uniknąć – a głupota tej jednej nocy jeszcze bardziej mnie do niej upodobniła.

właśc. Penelopa Meredith Hewitt — 14 XII 2000 rok — siedemnaście lat — średnia z trójki rodzeństwa — od pięciu lat wychowywana tylko przez babcię — starszy brat gdzieś daleko w świecie — przedtem kasjerka na stacji benzynowej — obecnie pracownica "Bookmarks" — strach przed przyszłością — niepewność Jutra, widmo Wczoraj, monotonia Dzisiaj i cholerne "nie wiem, co zrobić"



***
Zapraszam do najechania na pasek pod nazwiskiem! Mam do oddania starszego brata i najlepszego przyjaciela płci dowolnej; gwarantujemy dramaty, zawiłości i masę zabawy. Chętnie przyjmiemy także inne ciekawe powiązania oraz wątki. c: Zdjęcie znalezione przypadkiem w odmętach internetu. Piszmy, będzie miło.

( 32 )

  1. [Kolejna młoda dusza dołączyła do grona mieszkańców Mount Cartier – bardzo fajnie! Karta również interesująca, a sposób zestawienia Penny z matką jest właściwie trafiony. I nie ukrywam, że matki to jej nie zazdroszczę, ale tym samym mam nadzieję, że radzi sobie bez niej dobrze, albo i lepiej. Witam więc cieplutko i od razu życzę udanego oraz długiego blogowania w naszych skromnych, acz szalonych progach :)]

    Ferran, Cesar & Tilia

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciut zbolała ta postać. Nie wiadomo czy powinno się jej współczuć, czy przeciwnie, dać jej żyć i traktować ją tak po swojsku i przeciętnie, by nie zbliżać jej do matki. Tak czy inaczej interesująca kreacja, mam nadzieję, że uda Ci się nią poprowadzić zgodnie z założonym planem, bo historią postaci i jej charakterem definitywnie podwyższyłaś sobie poprzeczkę ;). Na koniec życzę jeszcze owocnych wątków i radości z pisania.

    Timothy, Scott & Andrew

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na grę zawsze chętnie, ale kurczę, akurat w tym momencie mam ich nadmiar. Jeśli jednak zostaniesz z Nami do czerwca (na co liczę! :D) to powinno mi się rozluźnić trochę poza blogiem i wtedy zastanowię się nad wzięciem na siebie więcej wątków :).

    Timothy

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ojacię! ♥ Czeeeść! Moją opinię o swojej świetnej karcie znasz, to teraz nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić wspaniałą Penny na wątek. (;
    Mam, zgodnie z obietnicą, kilka propozycji:
    1). robiąc porządki w domu Leo odkłada całkiem pokaźny stosik tomiszczy — przybywa z nimi do „Bookmarks” (chyba masz błąd w nazwie), aby je sprzedać (i mieć na wódę przy okazji), gdzie z zaskoczeniem odkrywa, że nie ma poczciwej pani Dolores, której się zmarło przed miesiącem, tylko właśnie Penny (której nie widział długi czas, z wiadomych powodów – zakładam, że ona unika kontaktów, a on nawet jakby na nią wpadł na ulicy, to by się nie zorientował);
    2). ciąża paskudnie wpływa na biedną Penny i to ona przychodzi do Leo prosić go o pomoc — wpada do niego, na stację benzynową, mając świadomość, że sama sobie nie poradzi, bo przecież babcia jej jakoś wyjątkowo nie wesprze, prawda?;
    3). fuzja pomysłów 1). I 2). — najchętniej zrobiłabym tak, że on przychodzi do „Bookmarks”, a ona źle się czuje i wtedy coś w Leo pęka; niby nie wierzy, że Penny jest z nim w ciąży, ale jednak nie zostawi dziewczyny samej, bo skurwiel z niego, ale o gołębim sercu;
    4). zaginamy czasoprzestrzeń — co prawda, mamy gotową relację między nimi i mniej-więcej wiemy, jak się zaczęła i do czego zmierza, także nie wiem, czy jest sens rozpoczynania od tej ich jednej upojnej nocy, ale jeśli masz taką ochotę – to zapraszam.
    Kto da więcej? : D]

    paskudny LEO HOWLETT & urocza RONIA TRAVERS

    OdpowiedzUsuń
  5. [Zakochałam się od samego początku. W imieniu, niezwykle nastrojowym zdjęciu, w treści karty. Jestem niepoprawną romantyczką, co zrobić. Mam nadzieję, że będziesz się z nami bawić wyśmienicie.
    P.S. Jestem okropna i zawsze podglądam komentarze innych, i nie umiałam nie zauważyć wiadomości od Leo, w której napisane jest, że Penny jest w ciąży. Jak ja kocham małe dzieci, ooo *-*]

    Kat

    OdpowiedzUsuń
  6. [Ja na wątek bardzo chętnie, tym bardziej, że czuję, że mogłybyśmy stworzyć coś naprawdę dobrego. Masz jakiś pomysł, czy kombinujemy razem?]

    Kat

    OdpowiedzUsuń
  7. [Możemy uznać, że Diana czasami opiekowała się dziećmi Ellen, kiedy ta była pod wpływem alkoholu. Kat też mogła od czasu do czasu się nimi zająć, nawet się z nimi pobawić (jak była młodsza). Potem oni wyjechali, stracili ze sobą kontakt, a kiedy Penny z bratem wróciła, mogła w sumie albo czuć się niezręcznie, albo po prostu nie chcieć przyjść do rodziny Paris. Oni zawsze ich lubili i nigdy żadnej pomocy dzieciakom by nie odmówili.
    Nie wiem, czy mogę, ale idąc już do przodu, to mogłoby być tak, że Kat dowie się o ciąży Penny i poprowadzi z nią poważną rozmowę na ten temat, a potem w niej samej obudzi się instynkt macierzyński i będzie rozdarta wewnętrznie - w ten sposób obie będą sobie pomagać.]

    Kat

    OdpowiedzUsuń
  8. [Ach, to trochę zmienia postać rzeczy, ale nic nie komplikuje. Dobrze, możemy tak zrobić, że Kat (albo Diana, bo skoro ich rodziny się znały, to tam bez różnicy) czasami zajmowała się dziećmi, kiedy ich babcia miała jakieś sprawunki na mieście. Później ich kontakt się urwał, bo Penny w sumie nie musiała już być pilnowana, ale kiedy Kat odkryje, że Hewitt jest w ciąży, ich stosunki znowu mogą się polepszyć. Pasuje Ci taki układ spraw, czy chciałabyś coś jeszcze dodać/zmienić?]

    Kat

    OdpowiedzUsuń
  9. [A może zrobimy jakieś bardziej przypadkowe spotkanie? Mogą wpaść na siebie w spożywczaku, Kat często tak ma, że nagle zapada w taki letarg i w ogóle zapomina, że idzie. Albo na przykład Penny wracałaby z zakupów i w pewnym momencie wszystkie siatki, które trzymała, rozerwałyby się, a cała ich zawartość rozsypałaby się po ziemi. No i Kat widząc to zajście, pomogłaby jej wszystko pozbierać i tak nawiązałaby się konwersacja.]

    Kat

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ooo, jak mi miło! <3 No dobra, to opcja numer trzy, dużo dram i jakbyś mogła zacząć byłoby cudownie. Osobiście preferują odpisy na max jeden komentarz, ale nieco częściej. Także czekam! ;]

    zły były szef & Ronka

    OdpowiedzUsuń
  11. (Och jej, jej, jej! Ile miłych słów, dziękuję bardzo. <3 Twoja pani, choć nie tak uśmiechnięta jak moja, w moich oczach jest równie piękna, a los na pewno się do niej uśmiechnie.

    Słuchaj, widzę to tak. Robimy z nich przyjaciółki, koniecznie. O ile nikt się jeszcze na to stanowisko nie zgłosił. Mam pewien pomysł.)

    Nancy Goldberg

    OdpowiedzUsuń
  12. [Myślę, że któregoś dnia faktycznie mogłyby się poznać. Może nawet znaleźć jakieś wspólne zajęcie, "mianownik"?
    Cóż.. Jak będę wiedziała co konkretnie może je połączyć, na pewno się odezwę. Chyba, ze znajdziesz to pierwsza. Ja zawsze chętnie przyjmę do siebie. ]

    Noemi Shepherd

    OdpowiedzUsuń
  13. [Myślę, że to by mogło się udać. Z tym, że chciałam utrzymywać taką relacje, że Hunter się raczej daleko nie oddala (Chociaż patrząc na kartę ma jakoś rok dokładnie). Za to mógłby wpaść na Penny w ferworze zabawy, odbiec kawałek i po prostu rozbawiony, widząc ją zaprosić do zabawy. (Myślę, że to dość realny scenariusz patrząc na usposobienie goldenów.) No a dalej tak jak napisałaś. ]

    Noemi Shepherd

    OdpowiedzUsuń
  14. [Jasne, że tak. Myślę, że w taki sposób będzie nawet łatwiej, jeśli to ja zacznę. A przynajmniej łatwiej będzie pociągnąć całość. Tylko zacznę już jutro, bo jednak jest już dość późno i trochę padam. ]

    Noemi Sh.

    OdpowiedzUsuń
  15. W końcu nadszedł kwiecień, dla Noemi oznaczało to jedynie wszechobecny bród, biorący się ze stopniowego zmniejszania warstw śniegu. Nie lubiła tego. Śnieg stawał się zbyt mokry, zbyt brudny. W tej chwili cieszyła się jednak, że mogła zamieszkać w tak małym miasteczku, tak cichym i czystszym niż chociażby Churchill. Korzystając wiec z ładniejszej pogody, zapięła niebieską obrożę, z równie niebieską bandaną, na szyi swojego towarzysza. Ten zaś wesoło machając ogonem stanął od razu w drzwiach rzucając jej pełne rozbawienia spojrzenie. Lubiła ten moment. Patrząc na radość Huntera chciało jej się wychodzić z domu. Gdyby nie on, siedziałaby w domu tyle ile by się dało. Otworzyła więc drzwi i ruszyli w stronę lasu.
    Gdy odeszli wystarczająco daleko od miasteczka, a przynajmniej jej zdaniem, osiągając bezpieczną odległość od niego, wyciągnęła z nerki uczepionej na wysokości jej pasa, czerwoną piłkę. Piłeczka była już nadgryziona przez zabawy i pewnie dlatego Hunter tak bardzo ją lubił. Noemi nawet nie musiała długo nakręcać psa na zabawę, już po chwili zamachnęła się i rzuciła piłeczkę przed siebie. Psisko bez zastanowienia rzuciło się biegiem za zabawką.
    Po chwili zabawy dziewczyna przysiadła na pieńku żeby napić się wody. W tym czasie Hunter biegał z piłką w jej pobliżu. Zwykle nie oddalał się od niej daleko i cały czas oglądał za nią. Piłka jednak wypadła z jego pyska i potoczyła się z górki. On zaś niewiele myśląc ruszył w pogoń za nią wpadając ostatecznie wprost w czyjeś nogi. Jak na młodego, rozbawionego psa przystało, nie przejął się tym szczególnie i machając ogonem w pierwszej kolejności rozejrzał się za piłką by złapać ją w pysk.

    Noemi Shepherd [Proszę więc bardzo. xD Mam nadzieje, że nie odbiegło to jakoś od Twojego wyobrażenia sytuacji.]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Teraz dopiero widzę ile jest powtórzeń... Muszę się chyba rozkręcić w pisaniu. Nie robiłam tego długi czas i jednak to widać.... ]

      Usuń
  16. [Dziękuję za miłe słowa, odwdzięczę się może tym, że szalenie podobają mi się kolory u ciebie, o, to niewiele, ale może choć trochę wystarczy w zamian za taki komplement.
    Różnica wieku nie tyle, co mnie przeraża, bo to dość mocne słowo, ale jaki biznes mógłby mieć trzydziestodwuletni stary, śmierdzący rybami kawaler do siedemnastoletniej dziewczyny, żeby nam się temat za szybko nie skończył? Nie próbowałam jeszcze nigdy wątku z taką różnicą wieku, więc w sumie nie bardzo wiem, jakby to wyszło. ;)]

    Farley Darmond

    OdpowiedzUsuń
  17. [ No cześć. :D Jeśli wymyślisz nam coś ładnego, chętnie zacznę! ]

    Sovay Biville

    OdpowiedzUsuń
  18. [Początek jest super, nie marudź. ;]

    Dla niego każdy dzień był taki sam: tak samo przesrany, pusty i beznadziejny, od zasranego wschodu do zasranego zachodu słońca – wschodu, który przypominał mu boleśnie, że jeszcze żyje, a jego egzystencja jest zasadniczo zbędna i zachodu, który dawał złudną nadzieję, że może kolejny wschód nie nadejdzie. Ten jednak zawsze to robił – z uporem maniaka wpadał przez brudną szybkę jej zatęchłego pokoiku na tyłach stacji benzynowej w Mount Cartier, gdzie miał nadzieję się udusić kolejnym, zawilgotniałym cygarem i odorem męskiego, niedomytego cielska, przesiąkniętego tanią, sfermentowaną już o poranku, wódą; dopiero po chwili, gdy jego oszołomiony, skacowany umysł zorientował się gdzie jest, kim jest i co robi, pojmował, że to jego własny smród. Klął wówczas siarczyście i zwalał się z ubitego materaca, aby po drodze prawie się zrzygać na widok swojej parszywej gęby.
    Dla niego każdy dzień był taki sam, niezależnie, czy to była sobota, poniedziałek, czy środa- piątki, czwartki i wtoki też były identyczne, a w tym wszystkim różniła się tylko niedziela: to był ten jeden dzień, kiedy na stacji był sam i kiedy równo w południe biły dzwony kościoła, które sprawiały, że jego matka zaczynała odstawiać cyrki w drugim pomieszczeniu białej, rozpadającej się chatynki, śpiewając jakieś pieśni, których słów nie pamiętała. On wtedy szedł do niej, dawał relanium i wracał do swoich spraw – do odburkiwania klientom, do kuszenia losu, do tkwienia w swoim żałosnym zawieszeniu, pomiędzy życiem, tym, co się docześnie działo w tej zatęchłej dziurze, w której się urodził, a śmiercią: tamtym luksusowym wybawieniem, na które nie było go stać; na które nie zasłużył, odbywając swoją pokutę od ćwierćwiecza pośród tych, którzy najbardziej go nienawidzili.
    Dla niego każdy dzień był taki sam i wiązał się z taką dawką cierpienia, że żaden człowiek nie wytrzymałby tego nie tylko psychicznie – i już dawno wylądowałby w zakładzie zamkniętym lub popełnił samobójstwo – ale i fizycznie – rozpadając się, gnijąc dosłownie. Pech jednak chciał, że – ten paskudny, drwiący sobie z niego bez ustanku los – w udziale przypadło mu ciało niedźwiedzia. Prawie dwa metry wzrostu i żelazne mięśnie, które katował każdego popołudnia, po obiedzie, tylko po to, aby cokolwiek poczuć: aby zmęczyć się do tego stopnia, żeby natychmiast zasnąć i obudzić się zaraz przed zachodem słońca, celem wlania w siebie kolejnych hektolitrów wódy, żeby zapomnieć: o tęsknocie za bratem, o tęsknocie za ojcem, o tęsknocie za matką, którą kiedyś Natalie była. O tęsknocie za sobą – za tym beztroskim, dwudziesto-paroletnim gówniarzem, zanim spierdolił dosłownie wszystko.
    Dla niego każdy dzień był taki sam – niemal. Był ten jeden, cztery miesiące temu, kiedy poczuł, że żyje i to nie dlatego, że wziął udział w jakimś malowniczym mordobiciu, zachlał się tak, że łeb go napierdalał pięć kolejnych dni, czy porąbał tak dużo drewna, ze mięśnie odmówiły po posłuszeństwa, piekąc do tego stopnia, że wył i łaził po ścianach. Nie, do tego wszystkiego doprowadziło jedno spojrzenie – spojrzenie, które przecież wiele tygodni krzyżowało się z niego; spojrzenie wielkich, ciemnozielonych oczu, taksujących go uważnie za rudych – iście ognistych – pukli, jarzących się na bladej twarzy niczym dwie latarnie morskie, przyzywające go do siebie, tak silną, magnetyczną siłą, że chociaż w otchłaniach swego poczerniałego serca wiedział, że to, co robią jest bardzo nieprzyzwoite i głupie, to nie potrafił się powstrzymać. Egoistycznie wziął to, co mu dawała – a dała mu siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla niego tamten dzień był inny niż wszystkie – inny niż wszystkie przed nim i inny niż wszystkie po nim, które nastały i były równie mocno przesrane, co wcześniej. Pamiętał ten dzień i katował się nim bez ustanku, a jednocześnie sam doprowadził do jego końca – tak definitywnego, że ona zdawała się wsiąknąć niczym kamfora: zniknęła ze stacji, z jego otoczenia, zdawała się być nawet w miasteczku. Cóż, nie mógł powiedzieć, aby jej szukał, ba!, chyba nawet celowo jeszcze mniej wychodził do „centrum” Mount Cartier, jakby w obawie, że na nią trafi i zobaczy żal w tych oczach, które sprawiały, że miał dreszcze na plecach. Dreszcze, które gwałtownie się wzmogły nagle, cztery miesiące po tym, jak jej zapach ulotnił się z jego pokoju, nagle, we wtorkowe popołudnie znowu się pojawiły: intensywne i rozpraszające – już wiedział, że ten dzień miał być inny niż wszystkie.
      — Dobry – wchodząc więc do „Bookmarks” z naręczem książek, które musiał sprzedać, żeby móc opłacić rachunki, które zresztą wielokrotnie już przeczytał i znał niemal na pamięć, był jeszcze bardziej burkliwy i niemiły, niż zwykle; o ile to w ogóle było możliwe. – Jest tu kto? – Warknął, zaskoczony, że pani Dolores nie wytoczyła się zza regałów ze swoim monoklem. – O kurwa… – wydusił natomiast już sekundę później, orientując się, kto siedział na zydelku przed nim i w pierwszej chwili uznał, że to jakaś jego mara, że kac jeszcze nie odpuścił, albo uderzył się tak mocno w głowę, że ma już omamy. Jej zapach jednak poznałby od razu: to była ona, to był ten zapach z jego poduszki i rudy włos, który znalazł na dywanie. Penny Hewitt. – Co ty tu kurwa robisz? – Zapytał, czując dziwny ścisk w sercu, gdy spostrzegł, jak bardzo blada była dziewczyna.

      zły, niemiły i niedobry LEO HOWLETT, który naprawdę się jednak martwi, bo dobry z niego chłop, chociaż skurwiel

      Usuń
  19. [ Uczy w liceum, tak więc właściwa będzie ta druga wersja. :D Oczekuj rozpoczęcia. ]

    Sovay Biville

    OdpowiedzUsuń
  20. [Cześć, faktycznie Cole był tym mniej lubianym i nudnym bliźniakiem, chociaż w Nie ma to jak statek, On bardziej wzbudzał moją sympatię. W każdym razie ja na wątek zawsze chętnie, a wiek nie robi tutaj żadnej różnicy. Masz już jakiś pomysł, czy może wspólnie nad czymś myślimy? ;)]

    Declan

    OdpowiedzUsuń
  21. [Dzięki wielkie za powitanie oraz za pochwałę karty :) Czy ja wiem, czy już tak od razu czarne chmury? Po prostu nie jest najlepiej, ale też nie jest najgorzej....przeciętnie może też nie jest.
    Zaprosiłbym na wątek, bo Penny wydaje się być naprawdę ciekawą osobą o na swój sposób intrygującej przeszłości. Jako że MC to mała mieścina, to pewnie większość wie o niej sporo. Powiem więcej, że być może Martin natchniony pod wpływem chwili zechciałby się wypytać trochę o to i tamto, bo ma pomysł na jakiś krótki film (o czym konkretnie to się jeszcze wymyśli), no i wymyśliłby sobie, że jakaś postać mogłaby być po części wzorowana na Twojej pani.
    Nie wiem co mi wyszło, pewnie w mojej głowie pomysł wyglądał lepiej, tylko ja jestem taki tłumok, który nie potrafi w ładny i zgrabny sposób przekazać pomysłu...
    Tak w ogóle to wyskoczyłem z tym pomysłem, a nawet nie wiem czy masz ochotę na wątek ze mną :)]

    Martin

    OdpowiedzUsuń
  22. [ Cześć!
    Jaka ślicznie zrobiona karta :) I cieszę się, że moja się podoba, a co do zdjęcia, to foto Penny jest naprawdę oryginalne. I pewnie, że chcę wątek!
    Masz może jakieś pomysły? ]

    Melody Wild

    OdpowiedzUsuń
  23. [Wszystko jest w porządku ;) Ja też różnie piszę, wszystko zależy od weny. Ach, no i wybacz, że tak późno. Ze mną już tak jest niestety.]

    Każde niepotrzebne wyjście z domu wiązało się z długim ociąganiem, marudzeniem pod nosem, przewracaniem oczami i unikaniem szczotki do włosów jak ognia. Kat sama nie wiedziała, dlaczego tak bardzo nie lubi czesać swojej czupryny, ale podejrzewała, że to uraz z dzieciństwa. Inaczej przecież być nie mogło. Vader kręcił się teraz wokół jej nóg, a po chwili nagle padł na dywan jak martwy, obracając się na bok i zamykając oczy. Paris spojrzała na niego, zmrużyła na moment powieki i pokręciła głową. To zwierzę nie dość, że było leniwe, to jeszcze zasypiało w niezwykle szybkim tempie i to chyba Kat złościło najbardziej - ona przed snem wierciła się niemiłosiernie, a temu bydlęciu wystarczyło, że się położy. Była to kolejna cecha, która łączyła go ze Scottem. Kathryn westchnęła przeciągle, chwyciła do ręki duży plecak i przerzuciła go sobie przez ramię. Lista zakupów, pomięta w kieszeni kurtki, leżała już tam od trzech dni. Kat zwlekała z tym jak długo się tylko dało, ale po pewnym czasie zaczyna brakować człowiekowi chleba, masła, mleka i ogólnie najpotrzebniejszych rzeczy do przetrwania. Zebrała się więc w sobie i za namową, a raczej poleceniem Finlaya, ubrała się ciepło, obwiązała szyję grubym szalikiem i wyszła z domu, zapominając któryś raz z kolei o zamknięciu drzwi na klucz.
    Szła szybko przed siebie, marząc o ciepłym łóżku i zupełnym nicnierobieniu, kiedy nagle pod jej nogi zaczęły wpadać różnego rodzaju produkty spożywcze. Kat zmarszczyła powieki, a potem uśmiechnęła się jak głupia, przez krótki moment myśląc, że Bóg jednak istnieje i wynagradza jej zimną pogodę, zsyłając jej pod nogi zakupy. Ocknęła się jednak szybko i zaczęła zbierać jedzenie, wkładając wszystko do swojego plecaka. Podniosła wzrok i ujrzała przed sobą rudowłosą dziewczynę, z niezwykle znajomą twarzyczką.
    - Penny? - rzuciła, podchodząc do niej niepewnie. Dopiero, kiedy była na tyle blisko, aby móc podać jej żywność na długość rozpostartej ręki, rozpoznała w niej panienkę Hewitt. - Wszystko w porządku? - spytała, nie będąc pewną, jaki wyraz twarzy przybrała teraz dziewczyna. Chociaż zwykle nie mieszała się w sprawy innych ludzi, nie potrafiła przejść obojętnie obok Penny.

    Kat

    OdpowiedzUsuń
  24. [No cześć :) Masz może chęć na jakiś wątek? ]

    Jack Higgins

    OdpowiedzUsuń
  25. [Cześć, cześć! Właśnie MM chce odmienić smutny los poniedziałkowych poranków. Przykro im, że ludzie deprecjonują taką piękną porę dnia i tygodnia. :D
    Bardzo podoba mi się Twoja karta. Lubię, gdy bohatera opisuje się poprzez powikłanie go w relacji z innymi. A to szczególnie dobrze Ci wyszło.
    Na wątek wraz z Angusem się piszemy, ale gorzej u nas z pomysłem, więc cicho liczymy na Ciebie.]

    Angus Shaw

    OdpowiedzUsuń
  26. Sądził, że naprawdę przeżył wiele. Cholera – relatywnie rzecz ujmując Leo naprawdę miał na swoich szerokich barkach pokaźny bagaż doświadczeń, który powinien był mu jednocześnie uzmysłowić, że zaskoczenie nie powinno go łapać w większości, całkiem normalnych i ludzkich sytuacji, ale także przypomnieć: że w zasadzie zaskoczenie to rzecz jak najbardziej ludzka. Problem w tym, że on już dawno temu podjął próbę wyzbycia się swojego człowieczeństwa niejako – to bowiem wiązało się z pamiętaniem i czuciem w ogóle, a to były natomiast dwie rzeczy, dwa abstrakty, które go krzywdziły niemiłosiernie; które odbierały mu dech; które nie pozwalały mu normalnie funkcjonować. Pamiętanie – niezależnie od ilości czasu, jaki minął od tego tragicznego wydarzenia, które zaważyło nie tylko na jego, z góry przesranym, losie, było czymś najgorszym, co mu się przytrafiło. Pamiętał nie tylko ten feralny dzień, ale także wszystko, co po nim nastąpiło – pamiętał, jak matka go znienawidziła, jak ojciec zaczął pić, jak on rzygał za każdym razem, gdy patrzył w lustro. Pamiętanie więc siłą rzeczy wzbudzało w nim całą gamę uczuć – głównie tych negatywnych – co w ostatecznym rozrachunku sprowadzało się do tego, że zwyczajnie nie był w stanie już funkcjonować, z powodu cierpienia, jakie nim władało.
    Pamiętał bowiem też wyraz jej twarzy, kiedy kazał jej – literalnie i dosłownie rzecz ujmując – wypierdalać ze swojego domu, jednocześnie próbując wyglądać, jak nonszalancki żigolak, co wyszło mu raczej miernie i śmiesznie wręcz. Nie wiedzieć zaś czemu – i za to bardzo sobą gardził, mimo że przecież nie była pierwszą dziewczyną, którą właśnie w taki sposób potraktował. Sądził, że nie była tez ostatnią, ale jakoś tak wyszło, że nie wyszło: odkąd znalazł jej rudy włos na poduszce nie potrafił nikogo więcej do siebie sprowadzić – na hotele zaś nie było go stać; tak przynajmniej tłumaczył sobie czteromiesięczny okres abstynencji, jaki zapanował w jego doprawdy miernym życiu. Tym sposobem zaś stał w „Bookmarks” i patrzył na nią, niedowierzając, co widzi, a przy tym wyrzucał z siebie słowa, które świadczyły o jego skrajnym neandertalizmie.
    — Pracujesz – powtórzył po niej głupio i głucho; do obrazku nędzy i rozpaczy intelektualnej brakowało mu tylko śliny spływającej po brodzie w niedającym się opanować w żaden sposób akcie upodlenia. – A Dolores, to kurwa, co? – Z trudem odzyskał swój rezon, chociaż ponownie uderzył w całkowitą skrajność: od zagubionego we mgle chłopaczka, który próbuje poradzić sobie ze wzwodem w obecności starszej nauczycielki języka angielskiego, w której się kochał, do gbura totalnego, który posiadał iście mistrzowskie arkany w byciu chamem; na dodatek zbuntowanym. Pytanie, w związku z tym, jakie zadał, miało pokazać, że wcale nie czuje dziwnego dyskomfortu, wynikającego, co gorsza, z niespotykanego nigdy wcześniej ucisku w sercu; w końcu go przecież nie miał, prawda?; dwadzieścia lat gniło w grobie jego brata, prawda?; nie można było czuć czegoś, czego się nie miało, nawet w postaci fantomu… prawda? – Ja chcę Dolores – ostatecznie natomiast, w odpowiedzi na pytanie, czy można mu jakoś pomóc, poskarżył się niczym małe dziecko, które straciło nogą i niemal dla efektu tupnął nogą, dopiero po chwili orientując się, że z dziewczyną coś jest mocno nie tak. Nigdy nie posądziłby siebie o jakieś wyższe uczucia, a jednak zimny pot zalał jego wielkie plecy, kiedy spostrzegł, jak Penny siada z trudem na krzesełku, blada niczym kreda, a powietrze zdaje się jej utrudniać zaczerpnięcie powietrza, o ironio. Burknął pod nosem malowniczą wiązankę przekleństw, których nie powstydziłby się żaden Rosjanin, po czym podszedł do niej nieco. Walczył ze sobą chwilę, zanim wypalił: – Wyglądasz, jakbyś miała się zrzygać – zauważył, jak zawsze subtelnie i elegancko, po czym dodał, nieco spokojniej, i o dziwo!, znacznie milej: – Pomóc ci jakoś? – Osobliwy rodzaj stresu zżarł go i dusił okrutnie.

    zagubiony i niedający sobie rady sam ze sobą LEO i jego spóźnialska autorka, która przeprasza za długość i jakość ♥

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Ooo to by się mojej Mel przydało! W takim razie zacznę coś jutro ;) ]

    Melody

    OdpowiedzUsuń
  28. Najmniejszym wątpliwościom nie ulegało, że Leo w ogóle nie nadawał się do życia pomiędzy ludźmi – był beznadziejnym kompanem do rozmów, jeszcze gorszym słuchaczem, picie z nim zazwyczaj kończyło się tym, że on chlał jeszcze długo po tym, jak jego towarzysz literalnie odpadł, a następnie wdawał się w bójki, po których dumnie, niczym chory psychicznie paw z brakiem jakichkolwiek zdolności samozachowawczych, obnosił się z kolejnymi siniakami, bliznami i brudami. Ewidentnie był wrakiem człowieka: bankrutem moralnym, który powinien był być całkowicie odseparowany od innych ludzi, bo jedynie, co robił, to nieustannie ich ranił. Penny zaś była tego kolejnym dowodem, chociaż myślenie o niej w takiej kategorii – nie wiedzieć czemu – wzbudzało we właścicielu mount-cartierowskiej stacji benzynowej dziwny ucisk w okolicach lewej części torsu; nie, nie wierzył, żeby to było serce, bo w jego wypadku był to jedynie, najpewniej mocno otłuszczony, przedzawałowy organ, który pozwalał mu względnie nieźle fizycznie funkcjonować. Cóż to jednak mogło być – nie miał pojęcia i chyba nawet nie chciał wiedzieć; rzecz jasna, nie przyznałby się, że wynika to ze strachu przed odkryciem prawdy, bo on dawno wyzbył się, w swojej opinii, wszystkich ludzkich emocji. Ostatecznie więc jedynie jego zarośnięta, zapijaczoną, krzywa gęba przybrała jeszcze mniej przyjemny wyraz, gdy starał się zdusić w zarodku chęć udzielenia pomocy pracownicy „Bookmarks” – ogarnęło go obezwładniające ciepło i jej zapach, którym mimowolnie się zaciągnął, pragnąc go czuć jeszcze intensywniej. Cudem skarcił się w myślach, ale zanim posłusznie odpuścił – dla ich obopólnego dobra – drzwi księgarni otworzyły się z hukiem. Powiało chłodem.
    — Ciekawe określenie na śmierć: zażywanie emerytury – po prawdzie, spodziewałby się każdego, ale nie lokalnego zrzędy, pana Osina, który wprost kochał znęcać się nad słabszymi, odsądzać wszystkich od czci i wiary oraz zwyczajnie gnębić. – Mają rację jednak, co gadają, żeś głupia, jak but u lewej nogi – skwitował jeszcze i cisnął przed dziewczyną, w ogóle nie przejmując się jej stanem, książkami. – Stówkę chce za to. Migiem.
    — Migiem, to ci kurwa zaraz przetrącę sztuczną szczękę – warknął ostro, bo może i panna Hewitt użyła mało fortunnego sformułowania na śmierć poprzedniej pracownicy, Dolores, o której oczywiście Leo przypomniał sobie poniewczasie, ale na pewno nikt nie miał prawa tak mówić do żadnej dziewczyny; o dziwo, normalnie, do k a ż d e j innej dziewczyny pozwoliłby się zwracać, jak dusza zapragnie, ale kiedy chodziło o tę k o n k r e t n ą , jakoś nie umiał przejść obojętnie wobec obrażania jej. Wariował, zdecydowanie wariował, ale zanim zdążył się jakkolwiek opanować, już się zbliżył do kontuaru, nabuzowany, z nieznanych mu przyczyn i spojrzał na tetryka wściekle; tak wściekle, że gdyby był Bazyliszkiem, zabiłby jego rodzinę do piątego pokolenia. – Migiem też możesz stąd wyjść, a twoja sztuczna szczęka zostanie na miejscu – dodał, a kiedy Osin próbował się odezwać, Howlett, mając powszechnie znaną łatkę furiata, toteż niczym się nie przejmując, chwycił go za kurtkę. – Teraz, sąsiedzie, teraz – pchnął go ku drzwiom. – Ja pierniczę, aleś ty namolny – rzucił mu dwadzieścia dolarów. – Masz za te swoje zniszczone książki, a jak zaraz stąd nie wyjdziesz, to nie zostanie z ciebie nawet aparat słuchowy – zapowiedział tak groźnie i poważnie, że chociaż staruch odgrażał się pod nosem, marudząc, ostatecznie opuścił „Bookmarks”. – Serio? – Zwrócił się następnie do Penny kpiarsko. – Teraz będziesz zgrywała dzielną i silną, niezależną kobietę i udawała, że jest dobrze? – Zironizował z niej okrutnie. – weź siadaj i daruj sobie udawanie, bo wychodzi to tobie równie miernie, co mi taniec na rurze i co… c-co… –

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – nagle jego zielone oczy spoczęły na dziwnym, jakby napuchniętym zgrubieniu w okolicach brzucha dziewczyny, który odznaczał się pod jej strojem; ot, przypadek, bowiem starał się na nią nie patrzeć, aby nie krzywdzić ani siebie, ani jej, bo ewidentnie sobie tego nie życzyła. Można było mu jednak zarzucić wiele: był głupi, był nierozgarnięty i nietaktowny, był też beznadziejny w kontaktach międzyludzkich, ale zdecydowanie nie był ślepy. – Co to? – Niemal oskarżycielsko wskazał palec na wzgórek, przyjmując mało inteligentną minę i mrugając gwałtownie, z niedowierzaniem, powiekami.

      mocno zszokowany, ale zdeterminowany, żeby pomóc i poznać prawdę LEO HOWLETT, który nadal nie potrafi się ładnie zachowywać oraz jego autorka, która musiała tak brzydko podzielić,
      o

      Usuń
  29. Coraz częściej zastanawiała się, co takiego przyciągającego - oprócz niesamowitych krajobrazów, rzecz jasna - mają w sobie góry Cartiera. Zawsze, gdy tylko czuła się gorzej, uciekała na wzgórza, do lasów, gdzie spotkanie z drugim człowiekiem graniczyło z cudem. Zwłaszcza w miejscach, które upatrzyła sobie Melody. Mogła tam spokojnie grać, oddawać się swojej pasji, malować, czy też fotografować. Nikt jej tam nie przeszkadzał, nie musiała zakładać maski, jak wtedy, kiedy tylko przekraczała próg domu, czy nawet wstawała z łóżka. Mogła być sobą - cząstkami, jakie zostały w panience Wild po tej całej nagonce na nią, stworzoną przez ludzi w Los Angeles, skąd pochodziła. Tutaj miała wreszcie odpocząć.
    Tego dnia obudziły ją mocne promienie słońca, muskające twarz dziewczyny w takim natężeniu, że aż zrobiło się brunetce gorąco. Otworzyła oczy i powolnie przeciągnęła w łóżku. Chwilę później wybrała się do łazienki, ubrała się i zabierając ze sobą torbę, wyruszyła na małą wędrówkę. Szlak, którym podążała, był pozbawiony oznaczeń dla pieszych. Lubiła zapuszczać się w zgliszcza, choć często miała przez to problemy. Chyba dlatego co niektórzy nazywali ją “dziką” artystką. Po prostu chodziła własną drogą.
    Wzięła głęboki wdech, zatrzymując się na moment. Wsłuchiwała się w dźwięki przylatujące do jej ucha, starając się rozpoznać, jakie ptaki mogły w danym momencie śpiewać. Delikatny uśmiech pojawił się na ustach Melody. Może nie znała się aż tak na tym gatunku zwierząt, ale ich melodie wydawały się dziewczynie wyjątkowo piękne.
    Po kilku minutach wróciła do przerwanej czynności. Wchodziła coraz wyżej, przedzierając się przez gęste zarośla. W końcu dotarła do miejsca, gdzie płynęło małe źródełko. Nieduża polana była idealna do kontemplowania wszechświata, czy tworzenia… Wszystkiego.
    Panienka Wild już miała usiąść na wielkim kamieniu, kiedy jej oczom ukazał się obraz rudowłosego dziewczęcia, w dodatku w niezbyt wesołym nastroju…
    Brunetka schowała się niepostrzeżenie za drzewem, obserwując. Zastanawiala się, czy powinna podejść, czy może wrócić i zostawić nieznajomą w spokoju. Ta jednak naprawdę nie wyglądała dobrze, więc ostatecznie brunetka postanowiła dowiedzieć się, co się dzieje.
    Delikatnie podeszła do dziewczyny, pochylając się na nią.
    -Przepraszam… Wszystko w porządku? - Spytała powoli, wpatrując się w nią. Dopiero z bliska zauważyła, że ta jest w całkowitej rozsypce.


    Melody, która wreszcie tam dotarła

    OdpowiedzUsuń

Słońce nas rozpieszcza, Mounty właśnie złapał kleszcza.