Kalendarz bloga
16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie: Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie: Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie: Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
25/12/15 Nowy admin
28/12/15 Wydarzenie: Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
28/11/16 Nowy nagłówek
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie: Psi zaprzęg - link
28/01/17 Wydarzenie: Słodka Walentynka - link
04/02/17 Nowy szablon
27/03/17 Wydarzenie: Mount-ipedia - link
21/04/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap I - link
01/05/17 Wydarzenie: Pojedynek Mistrzów, etap II - link
02/05/17 Nowy nagłówek
Czerwiec • 12°C
I stało się! Z południa przychodzi do nas coraz cieplejsze powietrze, dzięki czemu resztki śniegu zalegającego na trawnikach stopnieją pewnie nim nadejdzie połowa miesiąca. Jeśli już tęsknicie za białą aurą, to niestety musicie przenieść się jeszcze bliżej koła biegunowego, bo do września nie mamy co liczyć na chociaż jedną śnieżynkę spadającą z nieba. Zamiast nich za to będzie słońce i odrobina deszczu, ale głównie w nocy, więc zabierajcie kalosze na nocne schadzki jeśli nie chcecie, by ktoś w niedzielę dopytywał się skąd błoto na tych nowych pantofelkach prosto z Chruchill! Dzieciaki mogą się za to cieszyć, bo pogoda na lato znowu nam dopisze i pewnie już za kilka tygodni niejednego raka będziemy ściągać z plaży nad jeziorem. Rodzice, cieszcie się ostatnimi chwilami wolności, bo jak tylko skończy się szkoła… nie będzie lekko!

27.06.2017

Czuję się mniej więcej tak, jak ktoś, kto bujał w obłokach i nagle spadł

Alexander Morrison
▪ 24 grudnia 1987, Mount Cartier ▪ budowlaniec ▪
Spoglądam na rozciągające się przede mną górskie pasma, przykryte białym puchem. Słucham szumu liści, kołysanych wiatrem. Siedząc na kanapie przy oknie, popijam herbatę z sokiem malinowym. W kominku ogniki wesoło tańczą swój tradycyjny taniec, wydając przy tym przyjemny dla ucha trzask. Głaskam delikatnie miękką sierść Berniego, który leży najspokojniej na świecie, opierając swój pysk na mojej nodze. Nawet nie wiedziałem, że może mi to przynieść takie ukojenie. Jeszcze kilka miesięcy temu nie było mnie tu. Wyjechałem z Mount Cartier, by poszukać szczęścia w wielkim świecie. Młodzieńcza ambicja ciągnęła mnie w stronę ogromnych metropolii. Przeżywałem swoje wzloty i upadki, zwycięstwa i porażki. Były momenty, kiedy nie miałem na kromkę chleba, jednak nie poddałem się. W końcu po roku odnalazłem swoje największe szczęście. Trzymałem je kurczowo przy sobie, najmocniej, jak tylko potrafiłem. Byłem przekonany, że nic nie jest w stanie mi go odebrać. Zaślepiony brałem je za coś na kształt stalowej klatki, obwarowanej licznymi zabezpieczeniami, a ono okazało się być domkiem z kart. Wystraczyła jedna chwila, aby cała konstrukcja runęła, a ja? Co zrobiłem? Uciekłem jak małe dziecko do mojego azylu, rodzinnego domu, z jedynym towarzyszem, jakiego miałem. Rzuciłem wszystko, czego się tam dorobiłem, bo nie mogłem na to patrzeć. Znacie to uczucie, kiedy piszecie coś długimi godzinami na klawiaturze, nagle ekran na ułamek sekundy mieni się niebieskim odcieniem i wszystko znika bezpowrotnie? Ogarnia Was wówczas frustracja, zrezygnowanie, załamujecie ręce. Niektórzy zaczną od nowa z marszu, a inni potrzebują odejść od monitora i wrócić tam później. Ja zdecydowanie należę do tych drugich z jedną, delikatną różnicą. Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek zdecyduję się na powrót.

[1] - [2] - [3] - [4]

odautorsko
Zapraszam do klikania w pogrubione fragmenty tekstu, czekają tam niespodzianki. Karta wyszła dość minimalistycznie, pierwszy raz w mojej blogowej karierze, ale mam nadzieję, że to nie odstraszy.
Tytuł: Alan Alexander Milne  - "Kubuś Puchatek"
Wizerunek: Justice Joslin

( 12 )

  1. [ Bardzo mi sie pan podoba :D I mówię to zarówno pod względem wizerunkowym, jak i opisowym ;)
    Przyznam też, że mnie zaintrygował. Jestem niezwykle ciekawa, co mu pokrzyżowało plany i zmusiło do powrotu. I o ile niemiłe to będzie, dobrze że tak się stało XD Bo inaczej nie byłoby go w Mount Cartier :>
    Witam sie cieplutko <3 Weny i wątków życzę aż do przesytu. No i obowiązkowo zapraszam do mnie, coś na pewno dla naszej dwójeczki wymyślimy ^^ ]

    Martha Melody Jones

    OdpowiedzUsuń
  2. (Dobry wieczór :) bardzo mi się podoba tak napisana karta! Nawet powiem tak- zazdroszczę Ci jej! Ja nie potrafię zainteresować bez zdradzania szczegółów, bo jak już się rozpisze, nie zostawiam miejsca na domysły heh xd zainteresował mnie ten bohater, chętnie pokusze się o wątek, jeśli i Ty masz chęć ;) zapraszam do spokojnej Miny, lub zołzy Meredith! Życzę udanej gry i niekończącej się weny :d)

    OdpowiedzUsuń
  3. [Hej!
    Mówiłam, że przyjdę dzisiaj, no i jestem :). Karta niby krótka, niby mało treściwa, ale wydaje mi się, że zawiera wszystko, co powinna, aby wzbudzić zainteresowanie :).
    Baw się dobrze! No i do siebie zapraszam :) ]
    Mattie Sherwood

    OdpowiedzUsuń
  4. [ja też o wiele bardziej wolałabym spróbować wątku Alex-Mina, tam przynajmniej nikt nie zginie xD
    mam nawet pomysł! :D może na budowie, gdzie odrestaurowywano by jakiś podupadający domek, zagościłyby się szopy z młodymi, co? a że Mina na wszystko poluje, żeby to uwiecznić, znalazłaby się umorusana, w cemencie i między drewnianymi belami, żeby sfotografować gniazdo młodych :D oczywiście nielegalnie, bez zapytania kogokolwiek o zgodę i pozwolenie wejścia na teren budowy :P na dodatek bez kasku, więc narażałaby sie na niebezpieczeństwo i łamanie przepisów BHP xD ]

    OdpowiedzUsuń
  5. Okej, okej, wszystko jest cudnie, ale dlaczego do diabła on jest taki przystojny? :D W ogóle mam wrażenie, że jeśli gdzieś istniałoby takie miasteczko jak Mount Cartier i miałoby tylu przystojnych facetów-singli, to każda panna chciałaby w nim zamieszkać, choćby tylko po to, żeby mieć do kogo wzdychać na ulicy! Sama chętnie bym w nim zamieszkała... :D
    Wracając jednak do samego Alexandra: przypuszczam, że rozeszło się o zawód miłosny, a taki jest najgorszy, bo najbardziej odbija się na człowieku. Dodatkowo, sądząc z tej opowieści, to Alexander jest bardzo uczuciowym i ciepłym facetem, któremu taka zdrada pewnie pozostanie na długo w pamięci. Mogę się mylić, ale... cóż innego mogłoby go wykurzyć z powrotem w rodzinne strony, jak nie wredne (i ślepe!) babsko? :D Oby tutaj udało mu się znaleźć wszystko, czego potrzebuje i nie musiał już nigdzie wyjeżdżać!

    A teraz muszę, bo nie mogę się powstrzymać odkąd spojrzałam na zdjęcie i tylko tę nutkę mam w głowie: chłopak z gitarą, byłby dla mnie parą...


    Solane Candover & Vivian Amondhall

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Miło mi to słyszeć, bo osobiście kocham takie zwariowane postacie. Czego dowodem jest Martha ;) Mam też nadzieję, ze coś nam się uda wymyślić, bo nie chciałabym stracić możliwości popisania z Alexem :D Piękne imię, tak btw. ]

    M.M.Jones

    OdpowiedzUsuń
  7. [Rzadko spotykam się z kartami pisanymi w pierwszej osobie, ale muszę przyznać, że całkiem fajnie się je czyta, twoją również :) A karty minimalistyczne moim zdaniem są lepsze, bo można odkryć postać w wątkach. A Alexandra chętnie w wątku lepiej poznam, Holly zresztą też. Także zapraszam serdecznie i życzę miłej zabawy na blogu!]

    HOLLY

    OdpowiedzUsuń
  8. [Witaj, dobrze Cię ujrzeć i tu! :D
    Powiem Ci, że karta wyszła Ci świetnie, a pan jest bardzo kochany (jak wszystkie Twoje postacie). Wprawdzie trochę owiany tajemnicą, ale takich lubimy najbardziej! Rzecz jasna, mam nadzieję, że będziecie się tu bawić jak najdłużej i jak najlepiej!]

    Ashmee Sanchez

    OdpowiedzUsuń
  9. [Tajemniczy pan ze świetnie napisaną kartą. Że tak zacytuję klasyka "Chyba się zakochałem" ;)
    Mam nadzieję, że będziesz bawić się tutaj przednio, a wena i wątki nie będą cię opuszczać :D]

    Martin

    OdpowiedzUsuń
  10. Ech... Choćbym chciała (a chcę, bo możliwości całe mnóstwo z nimi!), to póki co muszę spasować. Dziwnym trafem podliczyłam wątki i mam ich obecnie 15, a to już o połowę za dużo niż powinno być, biorąc pod uwagę to jak może życie pozmienia się za miesiąc/dwa...
    Póki co więc spasuję i zobaczymy jak sytuacja będzie wyglądać po różnych listach obecności ;)

    Solane Candover

    OdpowiedzUsuń
  11. Mina była artystką. To co robiła te cztery lata temu zakrawało na sztukę, bo przecież nie każdy umie stworzyć coś pięknego, z niczego, lub po prostu przeciętnego. Tak jej się wydawało. Tak jej mówiono i był to duży komplement, w który wierzyła. To jedyna rzecz, jaka dawała jej kapkę pewności siebie.
    Nie była tą osobą, co kiedyś. Właściwie tylko nazwisko wzięła, by nie komplikować wielu spraw. Odnalazła się fizycznie i nie umiała dopasować do wzoru, który miał stanowić ją samą. Ale miała dość wizyt na posterunkach, rozmów z detektywami i rzekomymi przyjaciółmi. Miała najbardziej na świecie dość zainteresowania. Dlatego znalazła się tutaj. Mount Cartier był ucieczką, stał się azylem i choć o fotografii nie wiedziała absolutnie nic, była pewna że kilka prostych zasad jakich się będzie trzymać, dobry gust i wrażliwość pozwolą jej zatrzymać posadę znalezioną przez internet- Fotograf lokalnej gazety. Nie chciała oszukiwać innych, ale tym bardziej samej siebie. Potrzebowała przestrzeni, czasu dla siebie i spokoju, a nic z tych rzeczy nie było w zasięgu w LA, NY, czy gdziekolwiek gdzie przebywała Mina. Tamta Mina, wobec której rosły oczekiwania szybkiego powrotu i otrząsnięcia się z traumy i jeszcze szybszego powrotu w towarzystwo i do pracy. To jej nie pasowało, ale nie umiała powiedzieć wprost, że tego już nie chce. Bo moze kiedyś to było jej życie, ale teraz stało się koszmarem na jawie.
    Tutaj na miejscu okalająca cisza i wolno postepujący dzień za dniem było jak balsam. Nie musiała się spieszyć, znosić rozczarowanych spojrzeń, słuchać dobrych rad, które do niej nie trafiały. Dniami zwiedzała okolice, niejednokrotnie gubiąc się w lesie i odnajdując po drugiej stronie na jakiejś wąskiej dróżce. Nocami mało spała, czytając o fotografii. Mimo wszystko wciągnęło ją to na tyle, że postanowiła dać z siebie trochę więcej, niż postanowiła na początku. Chciała się douczyć i sprawdzić na nowej posadzie, by móc tu zostać. Wóz albo przewóz. No i nikt nie zasługiwał, by go okłamywała. Ludzie z redakcji byli tak uprzejmi, ze nie miałą serca udawać speca, którym nie była.
    Dziś padało. Padało też wczoraj, ale dziś nie wiało jak przez ostatnie dni i przez lekkie ocieplenie stopiły się resztki śniegu. Wszędzie pełno błota i ciapy powstałej przez zmoczony uliczny brud, to jednak nie powstrzymało Miny przed położeniem się na środku podupadającej werandy z aparatem w dłoni. Leżąc na brzuchu, manewrowała obiektywem, chcąc ująć szaro-brązowe malutkie szopy chowające się za karmiącą matką. Rzadko kiedy ktoś tu się pojawiał, co więcej nawet gdyby coś nadjeżdżało trudno by było nie zauważyć jej żółtego sztormiaka i czerwonych kaloszy. Mina od dwóch tygodni była w miasteczku i już zdązyła poznać okolicę, ale takie miejsca jak to, opuszczone, podniszczone i może nawet niebezpieczne, zawsze kryły coś wyjątkowego. Nie zatrzymały jej ostrzegawcze taśmy, bo przecież bać się można wszędzie i to róznych niebezpieczeństw, a przecież nie wchodziła do środka domu, więc nic chyba na nią nie spadnie...?

    [jest cudnie! nawet pomyślałam sobie, że może własnie coś na nich runie :P ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ale jestem mądra... zapomniałam o drugiej części komentarza xD ]

      Była skupiona i zamknieta w swoim własnym świecie. Nie sądziła, by ktokolwiek tu był poza nią. Dlatego własnie na chrzaknięcie i pytanie obcego poderwała się jak szalona, wystraszona na całego. Zachwiała się i uderzyła przy tym czołem o starą belkę obsunietą przez czas i próchnicę żrącą drewno przy starym oknie, które nawet nie miało już szyb od dawien dawna. Zachłysnęła się powietrzem i wytrzeszczyła oczy na mężczyznę. Może to duch...?
      - Ja... - ściśnięte gardło nie wydobyło z siebie więcej i Mina musiała cofnąć się kilka kroków. Rozcierając palcami zaczerwienione miejsce na czole, wycofała się, schodząc z werandy.
      -Przepraszam. Niczego nie szukam - potrząsneła głową i gdy za kołnierz wpadło jej kilka kropel zimnego deszczu zadrżała. - Nie wiedziałam, że ktoś tu jest.
      To było... dużo. Mina jak na siebie wypowiedziała bardzo dużo słów. I to był skłądne zdania, brawo Mina! Na prawdę robiła postępy. Choć na to nie wyglądało, bo stała na deszczu, z zwieszoną głowa, ściskając aparat. Nie rzuciła się biegiem do ucieczki tylko dlatego, że sądziła że facet też zacznie biec. A był większy i miał dłuższe nogi, więc dogonienie jej to nie byłby problem. Więc stała dalej, nie wiedząc co z sobą począć, a w tym czasie małe szopy wystraszone jej nagłym podrygiem schowały się głeboko w podziurawionych deskach podłogi w wnętrzu domu.

      Usuń

Słońce nas rozpieszcza, Mounty właśnie złapał kleszcza.